<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467</id><updated>2011-11-27T16:32:56.675-08:00</updated><category term='Kaczyński'/><category term='mrowiec'/><category term='Sumliński'/><category term='Palikot'/><category term='IPN'/><category term='Rostowski'/><category term='lemingi'/><category term='spindoktorzy'/><category term='onanizm'/><category term='lewica'/><category term='uzdrowiciel'/><category term='TVN24'/><category term='horror'/><category term='PO'/><category term='z S24'/><category term='Nitras'/><category term='1984'/><category term='Cienie'/><category term='miękkie narkotyki'/><category term='Thor Hoyerdal'/><category term='Jackiewicz'/><category term='dusza'/><category term='Spengler'/><category term='Witek Różański'/><category term='Golinville'/><category term='PiS'/><category term='scenariusz'/><category term='Sakiewicz'/><category term='Mistewicz'/><category term='Solidarność'/><category term='Salon24'/><category term='Wałęsa'/><category term='Chocim1673'/><category term='Monika Olejnik'/><category term='kryzys'/><category term='Golem'/><category term='Rzepa'/><category term='Michnik'/><category term='Tusiu'/><category term='Euro 2012'/><category term='okrągły stół'/><category term='Cienie brudnopis 8'/><category term='Necronomicon'/><category term='Polska'/><category term='cienie 5'/><category term='Cienie a2'/><category term='blog'/><category term='postpolityka'/><category term='kalendarz'/><category term='Narbutt'/><category term='bajka'/><category term='brudnopis 2001'/><category term='historia'/><category term='Wolszczan'/><category term='Wierszyk'/><category term='Krzysio'/><category term='łańcuszek'/><category term='sovieckie książki'/><category term='Europa'/><category term='Diogenes'/><category term='Orwell'/><category term='bitwa'/><category term='Briand'/><category term='poeta'/><category term='brudnopisy'/><category term='Bolek'/><category term='Gazeta Polska'/><category term='Cienie a1'/><category term='Kon Tiki'/><category term='Zdrojewski'/><category term='Kaczmarski'/><title type='text'>Stare teksty Jareckiego</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>56</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-942345378592218317</id><published>2009-08-24T10:34:00.000-07:00</published><updated>2009-08-24T10:38:25.870-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cienie brudnopis 8'/><title type='text'>Cienie 8</title><content type='html'>Rozdział   czwarty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4- 41&lt;br /&gt;Paweł  rozluźnił się trochę i nawet podszedł do okna by wyjrzeć  ukradkiem na ulicę. Na wprost posterunku zaparkowała nowiutka granatowa furgonetka marki Ford . Kierowca palił papierosa opierając w pełnym nonszalancji geście wyciągniętą rękę  na ramie otwartego na oścież okna .&lt;br /&gt;Towarzysząca mu młoda kobieta ubrana w elegancką błękitno szarą krótką sukienkę przechadzała się stukając przeraźliwie wysokimi obcasami w pełne dziur szare płyty chodnika , rozmawiając jednocześnie przez telefon komórkowy&lt;br /&gt;Tylne drzwi furgonetki otwarły się i na rozpalony asfalt szosy sprężyście wyskoczył krótko ostrzyżony młodzieniec ubrany mimo upału w nieskazitelny&lt;br /&gt;czarny garnitur i lśniącą białą koszulę.&lt;br /&gt;Pawłowi natychmiast skojarzyli się z ludźmi o których opowiadał Wiktor, ale&lt;br /&gt;myśli przygasły w jego zmęczonej głowie i tylko obserwował .&lt;br /&gt;Mężczyzna podszedł do kobiety i przez chwilę rozmawiali a ona dłonią zakryła&lt;br /&gt;mikrofon telefonu , przerywając rozmowę . Pawłowi wydawało się , że mówili&lt;br /&gt;o nich, o posterunku .Tym bardziej , że kilkakrotnie podczas wymiany zdań wzrokiem wskazywali na budynek , przy którego oknie stał właśnie ukryty w mroku.&lt;br /&gt;Po chwili , gdy kobieta kontynuowała przerwaną rozmowę mężczyzna wyjął&lt;br /&gt;z kabiny furgonetki niewielką walizeczkę, która po otwarciu okazała się laptopem  na którego klawiaturze zaczął wystukiwać jakiś tekst. Paweł nadal ich obserwował  ale myślami zaczął krążyć  w niesprecyzowanych , chaotycznych wspomnieniach niedawno przeżytych zdarzeń.&lt;br /&gt;Czuł głód, po tym wszystkim co przeżył  żołądek całkiem zwyczajnie przypominał o swoich prawach .&lt;br /&gt;Jadł w domu zanim wyszedł do parku około dziewiątej a teraz była ... odwrócił&lt;br /&gt;się od okna i spojrzał na duży czarno biały elektroniczny zegar wiszący na &lt;br /&gt;ścianie ponad biurkiem komendanta . Była godzina  siedemnasta czterdzieści pięć . To nagłe przebudzenie apetytu sprawiło , że częściowo otrząsnął się z tego co przeżył . Przecież powinien iść do domu . Co on tu w ogóle  robi ?  Co go to wszystko obchodzi ? W domu już dawno po obiedzie i starzy się martwią. Wyszedł  rano nie mówiąc matce dokąd i teraz molestowany przez własne trzewia podjął decyzję.&lt;br /&gt;-Wiktor ... ja idę do chaty , nic przecież nie zrobiłem ...jeść mi się chce&lt;br /&gt;i ty też przecież nie musisz tu sterczeć .&lt;br /&gt;-Masz może rację , zaraz pójdziemy razem ale... zawiesił głos&lt;br /&gt;wskazując niedwuznacznie na pękatą flaszkę – Co on tam kurwa produkuje te szklanki ?    &lt;br /&gt;                          &lt;br /&gt;4- 42&lt;br /&gt;- Ej , Rysiek dawaj szybciej ! –krzyknął  ale odpowiedziała mu cisza&lt;br /&gt;Wiktor ruszył w kierunku drzwi łazienki i zbliżając się do nich usłyszał szum wody z odkręconego  kranu . W prowizorycznej celi obudził się Stachu Ława&lt;br /&gt;i jękliwym głosem zaczął nawoływać co bardzo przypominało dziwaczną melorecytację . &lt;br /&gt;-Jest tam kto ? O ludzie gdy w celi więziennej ja gnije , wypuście niewinnego z klatki ptaka co w gardle mu zaschło... wolności ! pragnie lud na piwo do baaru pójść – tu próbował jodłować i straszliwie sięrozkaszlał , ale już po chwili odezwał się bardziej rzeczowo.&lt;br /&gt;-Proszę mnie wypuścić bo lać mi się chce ! Żywo... żywo na piwo !&lt;br /&gt;Świeżo obudzony był najwyraźniej w doskonałym humorze mimo wspomnianej&lt;br /&gt;niedogodności ponieważ znów zaczął mało melodyjnie wyśpiewywać różne&lt;br /&gt;wezwania . Paweł ruszył za Wiktorem i gdy ten otwierał drzwi łazienki był tuż za jego plecami. Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić ,żepomieszczenie jest puste . Woda lała się ze srebrzystego kranu nowoczesnej&lt;br /&gt;baterii do zlewu , na którego dnie poruszały się atakowane gwałtownym strumieniem dwie puste , starannie wymyte szklanki i aluminiowa łyżeczka .&lt;br /&gt;Drzwi do kabiny pierwszej ubikacji  były otwarte na oścież a ona sama pusta,&lt;br /&gt;podobnie jak druga, którą musieli otworzyć z pełnym niepewności wahaniem.&lt;br /&gt;Stali w tym niewielkim pomieszczeniu cokolwiek bezradni , lecz w końcu znaleźli trzeba przyznać , że bardzo wątpliwe . rozwiązanie .Otwarte było niewielkie wysoko umieszczone okienko i Wiktorowi udało się z trudem&lt;br /&gt;podciągnąć na wąski parapet . Wyjrzał na zewnątrz i bez przekonania oznajmił .&lt;br /&gt;-Ta cholera musiała tędy zwiać , ale po kiego skoro mógł sobie wyjść&lt;br /&gt;normalnie drzwiami . Ale nie wyszedł bo bym go widział . Jak on wylazł&lt;br /&gt;przez taką szparę . Diabli nadali .&lt;br /&gt;Masz Pawełku rację , idziemy stąd . Tu jakby wszyscy zgłupieli Chwilę tylko poczekaj. Walnę sobie setkę. Chyba mi się należy.&lt;br /&gt;Kiedy Wiktor nalewał sobie do szklanki pierwszą a potem drugą setkę gnieciony&lt;br /&gt;na miazgę pełnym wyrzutu i bezsilnej złości spojrzeniem Pawła wciąż zamknięty Stanisław Ława śpiewał głośno lecz nie bardzo na miejscu .&lt;br /&gt;           „ gdy widze słodyce to kwice&lt;br /&gt;              i cały się świce jak znice a u sąsiada tam&lt;br /&gt;              kapela gra tam kwicy Kaśka i kwice ja ...”&lt;br /&gt;Wiktor początkowo miał szczery zamiar wypuścić kumpla ale ucieczka młodego&lt;br /&gt;policjanta wytrąciła go z równowagi i uznał za nierozsądne wdawaniesię ze Stachem nawet w rozmowę . W końcu przestał pić i z ociąganiem wstawił&lt;br /&gt;butelkę , na której dnie została może pięćdziesiątka , z powrotem do biurka sierżanta Gruzy. &lt;br /&gt;4-43&lt;br /&gt;                    „ i w misce tsymołem słodyce&lt;br /&gt;                  i przez to wciąż kwice i kwice ...”&lt;br /&gt;Paweł ponownie wyjrzał przez okno. Mężczyzna stał w cieniu rachitycznego&lt;br /&gt;drzewka  i patrzył w jego kierunku , a kobieta która właśnie skończyła rozmawiać wystukiwała kolejny numer na klawiaturze telefonu. Ta sytuacja zaczęła męczyć go boleśnie. Ucieczka posterunkowego była tak bardzo nie na miejscu a teraz jeden pijak śpiewa sobie w najlepsze a drugi wprowadza się w stan upojenia. Na dodatek trójca przed posterunkiem mimo swej nietutejszej elegancji wyglądała aż nazbyt służbowo. Nadzieja na szybki powrót do domu&lt;br /&gt;rozpadała się w nim jak budyneczek z kart . Pomyślał ,że mógłby uciec śladem&lt;br /&gt;Ryszarda przez okienko w łazience ale czuł, że przekracza to jego fizyczne&lt;br /&gt;możliwości . Właśnie wtedy zadzwonił telefon a Paweł mając go w zasięgu ręki odruchowo podniósł słuchawkę. Kobiecy podniesiony głos zakomenderował .&lt;br /&gt;- Niech pan słucha uważnie panie posterunkowy i bez zbędnych pytań wykona polecenia które za chwilę panu wydam . Grozi wam niebezpieczeństwo i musicie natychmiast opuścić teren posterunku. Niech pan wyprowadzi tych dwóch, którzy niedawno tam weszli . To ważne !&lt;br /&gt;- Proszę pani , przy telefonie Paweł Iwański . Ten policjant, który tu był uciekł przez okienko w łazience . My tu przyszliśmy zeznawać ale teraz to ja idę do domu.&lt;br /&gt;-Dobrze , ale natychmiast wyjdźcie na ulicę – głos w słuchawce brzmiał oficjalnie ale gdzieś głębiej tkwiło w nim niepokojące drżenie strachu i niepewnej siebie odpowiedzialności.&lt;br /&gt;-Młody człowieku , weź za kark tego swojego kolegę pijuska i natychmiast na ulicę . Niebezpieczeństwo jest śmiertelne ! Szybko !&lt;br /&gt;Paweł pod wpływem tego krzyku odrzucił słuchawkę na biurko i skoczył w kierunku Witka , jakby uniesiony mocą tego zagrożenia , którego nadrzędność mu oznajmiono . Tym razem to on szarpnął swego towarzysza i to tak mocno ,że resztka wódki , którą ten w pełny szacunku skupieniu obracał na dnie szklanki myśląc nad stratą tej , którą odstawił do biurka ,chlusnęła mu na koszulę ,ale nim zdążył zaprotestować został wypchnięty na korytarz .&lt;br /&gt;- Już na ulicę ! Zostaw to kurewstwo !&lt;br /&gt;Wywlekł prawie nie opierającego się mężczyznę na schody pod które właśnie podjeżdżała znajoma granatowa furgonetka . Na dole przy pomocy faceta w garniturze udało mu się wepchnąć ogłupiałego Wiktora do części bagażowej .Wskoczyli za nim i zatrzasnęli drzwi a jednocześnie siedząca przy kierowcy kobieta odwróciła się do nich . Teraz w prawej dłoni zamiast telefonu trzymała przedmiot przypominający futurystyczną imitację pistoletu .&lt;br /&gt;    &lt;br /&gt;4 - 44&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wnętrze pojazdu łącznie z podłogą wyłożone było grubym jasno beżowym &lt;br /&gt;przypominającym  w dotyku skórę obiciem. Przez ulotną chwilę zapachniało&lt;br /&gt;luksusem ale gdy samochód ruszył z piskiem opon niewielkie wnętrze wypełnił&lt;br /&gt;iście piekielny odór przetrawionego alkoholu dochodzący z ciężko dyszących&lt;br /&gt;ust Wiktora , który próbował usiąść i zaczął głośno protestować .&lt;br /&gt;- Co kurwa jest ! co jest grane ...&lt;br /&gt;Mężczyzna przerwał mu zdecydowanie.&lt;br /&gt;-Nie widzi pan ,że to konieczne. Mało pan dzisiaj przeżył ? Jeszcze teraz wódkę pan pił ... przecież to co się działo w parku ... Ale ma pan wielkie szczęście , że pana potrzebujemy . Tak pana otrzeźwimy , taką dawkę pan otrzyma trzeźwości , że prędzej ten samochód , którym jedziemy się spije niż pan , ale na razie niech pan odpoczywa , niech pan śpi snem jak to mówią sprawiedliwego bo w takim stanie do niczego się pan nie nadaje a będzie pan bardzo, bardzo potrzebny . &lt;br /&gt;- Marlenko , połóż go !&lt;br /&gt;Kobieta nacisnęła spust swej dziwnej broni i nic się nie stało , tylko Wiktor bezgłośnie osunął się na podłogę . Paweł zauważył , że mężczyzna który przed momentem go pouczał , teraz z zaskakującą czułością objął jego bezwładne ciało i ułożył je , opierając głowę uśpionego na swych udach .&lt;br /&gt;- Śpij aniołku – dodał i odwracając twarz w kierunku Pawła mrugnął porozumiewawczo.&lt;br /&gt;Paweł odwrócił się i wyjrzał przez przednią szybę zza pleców kobiety. Jechali przez osiedle domków jednorodzinnych na którym mieszkał , więc wziąwszy się w garść zaproponował .&lt;br /&gt;-Może wstąpimy do mnie , zjadł bym coś ...&lt;br /&gt;Kobieta nazwana Marleną odwróciła się do niego z uśmiechem .&lt;br /&gt;-Cóż za piękny pomysł .Miło , że sam proponujesz ale mieliśmy taki właśnie zamiar. Musimy gdzieś zebrać siły. Naradzić się  i ożywić tego tutaj denata. Najpierw jednak staniemy gdzieś na chwilkę , ponieważ należą ci się wyjaśnienia . Chodzi o to żebyś nie nabroił . Nie narobił jakichś głupstw . Musisz zrozumieć swoją rolę w tej historii .Paweł patrzył na mówiącą z bliska i mimo , że słuchał uważnie odruchowo oceniał jej urodę . Ciemne , farbowane włosy , staranny spokojny w tonacji makijaż i odrobina bardzo delikatnie naniesionego różu na nieco wystających kościach policzkowych . Do tego duże jasne oczy .&lt;br /&gt;Jest zdecydowanie ładna. Ładna w zdecydowany sposób i można się bez trudu domyśleć , że doskonale zdaje sobie z tego sprawę .Paweł był w tym momencie &lt;br /&gt;blisko kobiety i cała groza i niejasność sytuacji ustąpiły wyparte przez chęć&lt;br /&gt;zaimponowania tej obcej przecież osobie .&lt;br /&gt;4 - 45&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo swej nieco orientalnej urody jest bardzo ładna lecz w oczach  Pawła dużo uroku odbiera jej pewien nieuchwytny typ biurowego wymuskania często spotykany na fotografiach przedstawiających młode prawniczki , tłumaczki czy temu podobne przedstawicielki wyższych klas . Może z tego powodu Marlena wydaje  się dosyć stara i bezlitosne oko chłopca ocenia jej wiek na około trzydzieści może dwadzieścia osiem lat . Zauważył także , że kobieta prawdopodobnie jest cudzoziemką. Mówi bowiem z lekkim obcym akcentem , dość chaotycznie co nie licuje z jej wyglądem i wyraźnie wysokim statusem .&lt;br /&gt;Jakby na potwierdzenie jego myśli Marlena zwraca się do milczącego szofera po angielsku , wskazując gdzie ma skręcić i zatrzymać samochód . &lt;br /&gt;Stają na pustym placyku otoczonym wybudowanymi na kształt podkowy bardzo brzydkimi garażami . Większość bram wjazdowych pomalowana jest zieloną , łuszczącą się farbą przez co ukazują swą poprzednią barwę , którą jest równie mało atrakcyjny acz szeroko rozpowszechniony w Polsce sraczkowaty kolor nie wiedzieć czemu zwany jasnym orzechem , kojarzący się z lamperiami zdobiącymi korytarze komunistycznych urzędów.&lt;br /&gt;Mimo ciepła i braku opadów żwirowo gliniasty placyk jest przesiąknięty wilgocią pozostałą po  najwyraźniej niedawno odbytym seansie grupowego  mycia aut . Przy obrośniętych ponurymi chwastami ścianach walają się wyjące plastykowe butelki po chemikaliach .Nad całością góruje ogromny , ocalały jakimś cudem klon rosnący w miniaturowym acz ponurym ogrodzeniu ze zużytych opon  nie wiedzieć czemu pomalowanych krwawo czerwoną emalią.  j&lt;br /&gt;Zatrzymali się pod drzewem , w jego rozciągniętym przez zachodzące Słońce&lt;br /&gt;cieniu. Wewnątrz furgonetki było dość duszno i Marlena zanim zaczęła mówić &lt;br /&gt;otworzyła drzwi .&lt;br /&gt;-Słuchaj ! Zaszły pewne zjawiska , których owocem są dzisiejsze wydarzenia w Kolinie . Zostało tu zabitych , zamordowanych kilka osób . Trzy znaleziono w lesie .Twoja była dziewczyna .Ten policjant na posterunku też nie uciekł przez okno . My wiemy jeszcze o dwóch . Parka w średnim wieku , która wybrało się na łąkę za parkiem na pieczarki . Zostało z nich trochę mięsa i te pieczarki a wszystko razem zmieściło by się w średniej wielkości garnku .&lt;br /&gt;(Pawła skręciło w żołądku i odruchowo się oblizał )     &lt;br /&gt;Powinni już ich odnaleźć bo tam chłop krowy swoje pasie i niewątpliwie zainteresuje go otwarty samochód . Na więcej nie było czasu ale możliwe , że jest więcej ofiar . To może wyjdzie na jaw później o ile będzie to jeszcze kogokolwiek obchodziło. W każdym razie ja i Stefan – wskazała na mężczyznę podtrzymującego Witka i przerywając tok opowieści dodała – Stefan pochodzi z Francji i słabiej mówi po polsku . Wszystko rozumie ale słabiej mówi.&lt;br /&gt;- Ja dobrze mówi tylko udawać – roześmiał się Stefan i dodał&lt;br /&gt;- Mój dziadzia stąd prawie schodzi ... z Węgrów&lt;br /&gt;- Ja i Stefan- powtórzyła z naciskiem – jesteśmy tu po to aby wam pomóc .&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-942345378592218317?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/942345378592218317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/08/cienie-8.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/942345378592218317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/942345378592218317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/08/cienie-8.html' title='Cienie 8'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-8124689941111668995</id><published>2009-08-14T04:41:00.000-07:00</published><updated>2009-08-14T04:42:47.124-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mrowiec'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='brudnopis 2001'/><title type='text'>Cienie 7</title><content type='html'>Zygmunt powiedział do mrowca coś uspokajającego i poszli dalej we trójkę a światło oświetlające ich drogę wydobywało z ciemności inną strukturę ścian korytarza. Coraz częściej zdarzały się dłuższe fragmenty zbudowane z kamiennych płyt . Drewno powoli ustępowało a wraz z nim&lt;br /&gt;przygnębiająca wilgoć i zaduch przez nią wywołany .Mariuszowi droga&lt;br /&gt;zaczęła się nieco dłużyć. Być może przyczyną było ciągłe napięcie . Mrowiec szedł nieco z tyłu i cały czas mruczał pod nosem cichutko .&lt;br /&gt;Gdy zbliżali się do trzeciego rozwidlenia towarzysząca im bezimienna istota przycichła. Szli teraz zwartą grupą i nawet Mariusz odbezpieczył rewolwer&lt;br /&gt;czujnie wpatrując się  w wyłaniające się z mroku skrzyżowanie dwóch korytarzy.&lt;br /&gt;-Tu można spotkać tego wilka podziemi o którym ci mówiłem .Trochę boi&lt;br /&gt;się światła ale widząc trzy tak smakowite osoby może zaatakować . Jeśli&lt;br /&gt;tak się stanie wal ile wlezie w ten jego paskudny łeb . Jak szedłem po ciebie nie było go z całą pewnością w legowisku bo zaglądałem i wąchałem a śmierdzi zajebiście ,ale teraz.... teraz jest .&lt;br /&gt;Przygotowani do otwarcia ognia stali oparci o przeciwległe ściany tej odnogi &lt;br /&gt;korytarza z której dochodził ich zwierzęcy odór .Mrowiec przycupnął tuż za ich&lt;br /&gt;plecami , cały czas nastroszony i ponownie gotowy do ucieczki. W lewej odnodze czaił się  stwór , którego Zygmunt nazwał wilkiem podziemi . W przeciwieństwie do uprzednio spotkanego mrowca nie ukrywał swej obecności .&lt;br /&gt;Słychać było jak potężne umięśnione cielsko  szykuje się do ataku . Zdawało się ,że potwór wypełnia cały korytarz a wściekłe ciosy ogona chłoszczą kamienne&lt;br /&gt;płyty  obydwu ścian .Pazury szarpały posadzkę a gardłowy początkowo warkot&lt;br /&gt;przerodził się w wypełniony dziką agresją niepowstrzymany ryk bestii . Smród&lt;br /&gt;jaki teraz wypełniał podziemie zdawał się być nie do wytrzymania . Odór drapie&lt;br /&gt;żnika  wymieszany ze smrodem świeżo rozlanej krwi , wnętrzności  i jakichś niedojedzonych resztek dawno spożytych posiłków . Mariusz sądził ,że pod osłoną światła błyskawicznie opuszczą to skrzyżowanie tak jak uczynił to mrowiec , który z zadziwiającą jak na jego warunki fizyczne szybkością pognał korytarzem przed siebie. &lt;br /&gt;Zygmunt odezwał się głośno aby zagłuszyć bojowe przygotowania potwora&lt;br /&gt;a może też aby dodać otuchy swemu towarzyszowi nieprzywykłemu do takich sytuacji .&lt;br /&gt;-Ten sukinsyn polował i przytaszczył tu świeżą zdobycz . Tu nie wychodzi na powierzchnię , a poza tym widać mu odwracalna śmierć nie smakuje ale ma kanał i włóczy się po różnych czasach i planetach. Sprawdzimy co tam ma bo dziwnie wydaje mi się ,że ta franca buszuje po naszej starej Ziemi .&lt;br /&gt;-Boi się światła a te mordy u nas były po świcie chyba ...&lt;br /&gt;-Boi się światła ale bez przesady , a jak jest poszczuty...&lt;br /&gt;Bestia w ciemności ucichła i miał wrażenie ,że wycofuje się w głąb korytarza , wlokąc za sobą prawdopodobnie zwłoki ofiary .Mariusz  nim zdążył zareagować był świadkiem jak Zygmunt błyskawicznie i z wprawą jaką można&lt;br /&gt;nabyć tylko podczas wielu równie niebezpiecznych spotkań wybiegł na środek korytarza .Wycelował błyskawicznie i wystrzelił pięć pocisków w ruchomą ciemność .&lt;br /&gt;Suchy huk wystrzałów, wielokrotnie odbity w skomplikowanym labiryncie korytarzy zmieszał się z potwornym rykiem i piskiem trafionego stwora .Jednak&lt;br /&gt;strzały nie powaliły go a jedynie zdopingowały do szybszej ucieczki . Nie na tyle jednak panicznej by zmusić go do porzucenia zdobyczy .&lt;br /&gt;- Za nim  -  zakomenderował Zygmunt&lt;br /&gt;Ruszyli , początkowo szybkim krokiem , który wkrótce przemienił się w trucht&lt;br /&gt;a nieco później w bieg.Chybotliwy krąg światła oświetlał im drogę i Mariuszowi wydawało się ,że  są tuż za nim i nawet dwukrotnie strzelił biegnąc ale za pierwszym razem fatalnie chybił a przy drugim strzale nieprawidłowa pozycja i pośpiech sprawiły, że odrzut prawie urwał mu rękę . Na suchej kamiennej posadzce widać było dwa krwawe ślady , z których jeden będący rozmazaną smugą krwi pochodził z ciągniętego ciała .W pewnym momencie Mariusz poślizgnął się na niej i o mało nie upadł  . Zygmunt wyprzedził go i tym razem zaczął strzelać krótkimi seriami. Pierwsza sądząc po przeraźliwym wyciu trafionego potwora namierzyła cel i pozostałe tylko niszczyły go metodycznie zadawanymi ciosami .Gdy przekładał magazynki stwór nie mając już  wyboru porzucił zdobycz i pognał uwolniony od jej ciężaru wyjąc i piszcząc w ciemności .&lt;br /&gt;- Z takie broni go nie zabijemy ale tak dostał , że parę dni minie nim się wyliże . Zaraz się dowiemy co on tak uparcie taszczył .Mariusz poczuł się trochę słabo na myśl o czekających go niemiłych oględzinach poszarpanych najpewniej zwłok. Stał ,całym ciężarem ciała oparty o ścianę tunelu z trudem łapiąc oddech w cuchnącym powietrzu .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3- 38&lt;br /&gt;Podeszli wolno do podłużnego kształtu leżącego na środku korytarza. Mariuszowi wyraźnie ulżyło , gdy okazało się że nie jest to z całą pewnością&lt;br /&gt;człowiek , ale dopiero pochylając się nad ciałem i dotykając połyskliwego futra  rozpoznali dorosłą , zdekapitowaną fokę z rozerwanym brzuchem i wyżartymi wnętrznościami . Musiała być potwornie ciężka co potwierdzało rozmiary wilka&lt;br /&gt;jakich domyślił się słuchając przed chwilą odgłosów jakie wydawał .&lt;br /&gt;Zygmunt widząc niewyraźną minę wnuka  udzielił mu krótkiego wyjaśnienia   &lt;br /&gt;-To naprawdę spore bydlę . Wygląda faktycznie trochę jak ogromny wilk, powiedzmy no... wielkości krowy , ale potrafi atakować na dwóch łapach i wtedy nieco przypomina niedźwiedzia. Misia giganta o paskudnym pysku ale za to z chwytnymi przednimi łapami . Taki prawdziwy potwór wilkołak  z  bajek i&lt;br /&gt;horrorów . Pojawia się powiedzmy na Ziemi , zabija i wlecze przez swoją furtkę ofiary do innego wymiaru gdzie je   pożera . Pojawia się , budząc grozę , ale to co po nim zostaje to tylko ślady . Jest piekielnie cwany i ani tam ani tutaj nie sposób go schwytać . Myślisz , że nie próbowaliśmy . Wiele razy. Zawsze gdzieś się zdąży ukryć i przenieść . Ma taką zdolność w sobie .Ale to tylko zwierzę . Widziałeś ... nawet tutaj zamiast coś wykombinować do końca taszczył ten swój obiad.  Kiedyś znaleźliśmy jedno z jego stałych legowisk . Wierz mi , trudno sobie nawet wyobrazić taki stos kości i różnych resztek . Ludzkich zresztą też, ale obecnie ma chyba coś w rodzaju zakazu zbliżania się do miejsc objętych cywilizacją . Ucichło na Ziemi o wilkołakach , yeti  czy temu&lt;br /&gt;podobnych , a osobiście uważam , że to głównie wyczyny tego tam , na&lt;br /&gt;przestrzeni wieków . Tak ,że nie sądzę aby brał udział w tym co się zaczyna dziać. Chyba , że w jakimś celu został poszczuty . Myśleliśmy o tym , zanim cię sprowadziliśmy  , ale...&lt;br /&gt;-Ale ?&lt;br /&gt;-Nawet gdyby tak było to pamiętaj , że jest to w sforze Złego najgłupsza , najłatwiejsza do pokonania , najbardziej mechanicznie działająca istota . Odpowiednia przynęta , dużo odwagi , otwarta przestrzeń , dobry miotacz ognia i po nim .&lt;br /&gt;- Boże mój , wracamy do naszego tunelu , dużo czasu nam tu zeszło.Jeszcze z pół kilometra do wyjścia . Potem w lesie jeszcze ze trzy pod górkę i jesteśmy na miejscu .Ciekawe jak tam mrowiec ? Już chyba w lesie i pędzi do swoich robić za bohatera , co to przeżył spotkanie z wilkiem.&lt;br /&gt;Szli milcząc , a Mariusz całkiem już spokojny miał poczucie dobrze spełnionego obowiązku . Był dumny , że prawie wytrzymał napięcie i wziął udział w polowaniu na tak nieziemską bestię .&lt;br /&gt;Uśmiechnął się do siebie i przyspieszył kroku.&lt;br /&gt;3- 39                     &lt;br /&gt;Kiedy wreszcie wyszli z mroków tunelu Mariusz był już nieco zmęczony . Teraz &lt;br /&gt;gdy stał w pełnym świetle dnia piekły go oczy i musiał przez chwilę je mrużyć i&lt;br /&gt;przecierać nim przyzwyczaił je do słonecznego blasku. Chmury , które uprzednio tak szczelnie wypełniały nieboskłon , że trudno było się spodziewać tak jaskrawego i bezwzględnie czystego błękitu teraz znikły bez śladu . Stali na wysokiej skarpie a przed nimi rozciągała się nieograniczona niczym tafla rozlewiska . Wysepka z której przyszli leżała  po stronie jego lewej ręki dobry kilometr od miejsca w którym stał teraz i odnalazł ją z pewnym trudem , gdyż z oddali zdawała się integralną częścią stałego lądu , kryjąc się po części za piaszczystym półwyspem , którego uprzednio nie dostrzegł . Wiał lekki wietrzyk i martwa w jego pamięci powierzchnia wody ożyła pędząc ku białym wąskim plażom drobne zmarszczki fal . Mariusz oddychał głęboko sycąc się przejrzystym pachnącym żywicą i zielenią sosen powietrzem .Zygmunt trącił go w ramię przerywając mu tą miłą chwilę relaksu i wskazując dwa wały biegnące w sprzecznych kierunkach rozłamujące jednolitą taflę wody . Mariusz zdziwił się ,że przedtem ich nie dostrzegł ale gdy po krótkich oględzinach spostrzegł , że powoli przesuwają się w kierunku brzegu przypomniał sobie o wężach , żyjących w rozlewisku o których Zygmunt wspominał mu , gdy tłumaczył konieczność marszu podziemnym przejściem . Mimo , że poza nimi i mrowcem wszystkie napotykane rośliny były nieproporcjonalnie wielkie i nieco przywykł do gargantuizmu tego miejsca , ogromne rozmiary tych połyskliwie szarych ciał przeraziły go . Wpatrywał się w nie jak zahipnotyzowany aż dziadek musiał odciągnąć go za ramię w zarośla .&lt;br /&gt;-Mogły nas wyczuć i lepiej będzie jak pójdziemy sobie dalej bo mimo , że&lt;br /&gt;dość wolne to potrafią polować i na lądzie. Szczególnie blisko brzegu .&lt;br /&gt;Weszli między drzewa , prowadzeni wąską wydeptaną ścieżką , która wspinała&lt;br /&gt;się łagodnie po rzadko zalesionym stoku i nikła na szczycie wzgórza , które ze&lt;br /&gt;względu na swój kształt przypominało wielką nadmorską wydmę dawno temu zdobytą przez roślinność w bezwzględnym zwycięskim zmaganiu o przeżycie . &lt;br /&gt;Zwracał uwagę absolutny , poza trawą , brak charakterystycznego dla lasów iglastych poszycia . Nigdzie nie było widać suchych , połamanych przez wiatr &lt;br /&gt;gałęzi ani nawet szyszek . Dopiero gdy dotarli na szczyt wzgórza  Mariusz zrozumiał , że nie jest to bynajmniej cel ich wędrówki . Przed nimi był łagodny parów i dalsza , trudniejsza tym razem wspinaczka na szczyt niewielkiej góry , która wyglądała jak ścięta mieczem na trzech czwartych wysokości . Na szczycie ktoś rozpalił ogień ,gdyż mimo odległości doskonale była widoczna na tle nieba  biała smuga dymu.    &lt;br /&gt;40&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-8124689941111668995?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/8124689941111668995/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/08/cienie-7.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/8124689941111668995'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/8124689941111668995'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/08/cienie-7.html' title='Cienie 7'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-3152200307554929895</id><published>2009-08-11T09:38:00.000-07:00</published><updated>2009-08-11T09:40:46.558-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='brudnopis 2001'/><title type='text'>Cienie - 6</title><content type='html'>31.&lt;br /&gt;Mężczyzna przygląda mu się czujnie spod krzaczastych brwi , błyszczy łysina .&lt;br /&gt;Mariusz mimo , że przygotowany całą dziwacznością tej sytuacji i swymi własnymi przemyśleniami o śmierci , którym przed chwilą się oddawał gdyby nie to , że siedzi rozparty na ziemi niewątpliwie by upadł . Metr od niego kucnął wpatruje się w niego , jego nieżyjący od dwudziestu ośmiu lat dziadek. Wygląda w tym momencie młodo i zdrowo .Ubrany w zielono oliwkowe wojskowe moro  Na jego kolanach leży ręczny karabin maszynowy , a z kieszeni kurtki wystają zawadiacko dwa zapasowe magazynki .&lt;br /&gt;-Jednak naprawdę umarłem – bardziej stwierdza niż pyta Mariusz spokojnie , choć jego ciało zaczyna drżeć od środka a włoski na dłoniach stają na baczność .&lt;br /&gt;-Witaj Mariuszku , witaj. Nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy , że dotarłeś aż tutaj . Nie bój się mnie . To naprawdę ja. Naprawdę .&lt;br /&gt;Dziadek wyciągnął  rękę i zaczął potrząsać jego prawą dłonią z taką siłą ,że&lt;br /&gt;aż poderwał go na nogi . Dłoń była ciepła i jak najbardziej żywa , czuł jego&lt;br /&gt;przesiąknięty nikotyną oddech i słyszał mocny radosny śmiech .Początkowo&lt;br /&gt;nie mogli znaleźć słów i dziadek w kółko powtarzał jak bardzo się cieszy , że to&lt;br /&gt;właśnie on ma tego dokonać .&lt;br /&gt;Wyraźnie czekał tu na niego, ponieważ w skórzanym worku , przerzuconym przez ramię miał dla niego przygotowany , podobny do swojego mundur w kolorze khaki oraz bębenkowy rewolwer systemu Colta. Dziadek z wprawą&lt;br /&gt;zawodowego instruktora pokazał mu proste zasady obsługi i wręczył kartonik z nabojami, wyjaśniając mu jednocześnie jego obecne położenie. Sprawa była nieco skomplikowana . Mariusz mylił się sądząc ,że nie żyje . Umarł tylko na&lt;br /&gt;moment , potrzebny na dotarcie w to miejsce. Potem ścieżki czasu rozeszły się&lt;br /&gt;i w miejscu w którym przebywali obecnie czas płynął nieco inaczej. Mariusz zrozumiał , że muszą się spieszyć by dotrzeć do jakiejś jaskini u podnóża niewielkiej górki , której wierzchołek tylko nieco przewyższał korony potężnych&lt;br /&gt;drzew porastających ziemię oddaloną od wysepki o niecały kilometr. Gdy dojdą&lt;br /&gt;do tego miejsca  przed południem jest szansa , że wróci do swojego życia tak ,&lt;br /&gt;że nikt nie niczego nie zauważy. Według słów towarzyszącego mu mężczyzny co do którego tożsamości zaczynał mieć poważne wątpliwości , które jednak nie&lt;br /&gt;wzbudzały w nim niepokoju, znajduje się tam miejsce będące naturalnym wejściem w inny wymiar. Miał się zresztą pojawić właśnie tam a nie na rozlewisku. Cała procedura pobrania , jak ją nazywał jego przewodnik , ze&lt;br /&gt;względu na swój naturalny charakter bywała mało precyzyjna , zaryzykowano&lt;br /&gt;jej przeprowadzenie ze względu na konieczny , spowodowany potwornym a niespodziewanym zagrożeniem w jakim znalazł się świat w którym żył Mariusz. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;3- 32&lt;br /&gt;Okazało się ,że ściągnięto go a prawdę powiedziawszy pozbawiono życia&lt;br /&gt;ponieważ inne kanały porozumienia takie jak sny czy głosy mówiące wewnątrz&lt;br /&gt;czaszki delikwenta były mało skuteczne i raczej mogły doprowadzić do szaleństwa niż przekonać do podjęcia koniecznych czynności już po powrocie .&lt;br /&gt;Tym bardziej , że jak się wkrótce dowiedział aby zdobyć skuteczną broń do walki będzie musiał zabić człowieka . Nieśmiało zaprotestował , mówiąc że&lt;br /&gt;cała ta sytuacja zbytnio przypomina scenariusz gry komputerowej . Dziadek&lt;br /&gt;Zygmunt obruszył się na takie porównanie.&lt;br /&gt;-To nie jest żadne twoje widzimisie . Masz do spełnienia rolę do której byłeś&lt;br /&gt;przygotowywany praktycznie jeszcze w łonie matki . Nie znasz ani swoich&lt;br /&gt;możliwości ani celu całej tej operacji . Prawdę mówiąc ja też nie wiem zbyt&lt;br /&gt;wiele. Zostałem ściągnięty w to dziwaczne miejsce parę lat temu aby czekać&lt;br /&gt;aż tamten rozpocznie atak , swoim zwyczajem wysyłając harcowników . Zaczął&lt;br /&gt;tam w lesie , trzeba przyznać dość miernie jak na swoje możliwości .Teraz jest&lt;br /&gt;wątpliwość czy znaczy to , że mamy jeszcze dużo czasu czy może nie spodziewa się tym razem po tylu latach od śmierci ostatnich wtajemniczonych ,&lt;br /&gt;którzy mogli stawić mu opór , wykorzystując swoją ziemską władzę nad wojskiem czy nawet policją . Niech ci wystarczy , że od dawna wiedzieliśmy&lt;br /&gt;gdzie otworzy swój kanał a mimo to przygotowaliśmy tylko ciebie i jeszcze&lt;br /&gt;dwie osoby , oraz mini grupę specjalną z innego czasu do pomocy. Nie znam&lt;br /&gt;tych wszystkich mechanizmów lecz wiem co do mnie należy . Muszę doprowadzić cię bezpiecznie do miejsca o którym mówiłem , podać preparat&lt;br /&gt;który cię odblokuje , udzielić wskazówek co do Królewskiego Miecza i jak&lt;br /&gt;najszybciej odesłać . Najważniejsze zaś jest to abyś po powrocie nie miał żadnych wątpliwości i nie zaczął nagle wmawiać sobie , ze to był kolejny sen czy widzenie .&lt;br /&gt;Widząc niezbyt ufną minę Mariusza dodał , wracając nagle z oddalenia instruktażu do roli znajomego z dzieciństwa opiekuna i poklepując go&lt;br /&gt;po ramieniu dodał jeszcze.&lt;br /&gt;-Pamiętasz jak czytałem ci o Podbipięcie jak ciął tym swoim mieczyskiem&lt;br /&gt;a głowy i inne kawałki ciał jego wrogów latały w powietrzu .Coś mi się&lt;br /&gt;wydaje , że zaznasz czegoś podobnego i pamiętaj ,że nie są to ludzie . To&lt;br /&gt;z pewnością nie są ludzie – powtórzył stanowczo&lt;br /&gt;Mariusz nim ruszyli zapytał po co w takim miejscu dostał broń i dowiedział&lt;br /&gt;się ,że owszem w zasadzie nie żyje ale roi się tutaj od różnych niezbyt przyjemnych stworzeń , które trzeba w jakiś sposób odstraszać lub w niektórych &lt;br /&gt;przypadkach zabić we własnej obronie .&lt;br /&gt;    &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;3- 33&lt;br /&gt;-Tutaj trzeba cholernie uważać  bo to osobliwa przyjemność  zostać rozszarpany&lt;br /&gt;na strzępy czy żywcem pożarty . Ból nadal obowiązuje . Wracasz później taki jak przedtem . Jesteś sobą ale co użyłeś to twoje . Raz straciłem rękę . &lt;br /&gt;Dziadek Zygmunt potrząsnął lewą dłonią i uśmiechnął się krzywo .&lt;br /&gt;-Wyobraź sobie taki niewielki grachulec odgryzł mi całe przedramię . Straciłem przytomność z bólu ale jak obudzili mnie po dwóch dniach .Wszystko było już dobrze. Tak tu widzisz jest i dlatego potrzebna jest broń. Skąd ją mamy i skąd mam Camela , którego sobie palę dowiesz się w obozie . W skrócie to z twojej Ziemi . A pójdziemy , pójdziemy tunelem . To bardzo stara budowla ale znowu jest przydatna , szczególnie gdy wyleje rzeka i wszędzie się rozłażą węże wodne a zapewniam cię ,że są naprawdę ogromne . Zresztą teraz lepiej nie kręcić się po otwartej przestrzeni . W powietrzu też są niebezpieczne stworzenia.&lt;br /&gt;-Widziałem jedno , ogromny pterodaktyl czy coś podobnego ...&lt;br /&gt;-Coś podobnego , ale też szalenie groźny, tyle że łatwo go wyprowadzić w pole .  Reaguje tylko na ruch .W tunelu też jest niezbyt bezpiecznie . Na wszystko co cię zaniepokoi reaguj natychmiast . Większość tych tam  ucieka w popłochu gdy się krzyknie a na te inne mamy broń . Będzie dobrze. Zresztą przyszedłem tu sam , tylko z reflektorem i giwerą w rękach . &lt;br /&gt;Podeszli do jednego z drzew i Mariusz ze zdziwieniem zobaczył spory okrągły&lt;br /&gt;otwór i sfatygowane drewniane schody. Opodal leżała zbita z desek klapa pokryta maskowaniem z gałązek i ściółki . Mariusz przejął potężny jasno świecący akumulatorowy reflektor i trzymając rewolwer w drugiej ręce zaczął wolno schodzić po szerokich , acz mocno skrzypiących stopniach  . Musiał się na chwilę zatrzymać gdy Zygmunt  zasunąwszy klapę zamknął ją od środka za pomocą stalowego rygla.  Schodząc naliczył dwadzieścia cztery stopnie , co biorąc pod uwagę ich  nadzwyczajną wysokość dawało jakieś osiem , dziewięć metrów . Tunel , który tu się rozpoczynał był wysoko sklepiony i na tyle szeroki , że swobodnie mogłoby go przemierzać  co najmniej siedem osób w jednym rzędzie nie przeszkadzając sobie wzajemnie . Zbudowany był z bardzo grubych masywnych drewnianych bali , pociemniałych ze starości .Stąpali po wilgotnym&lt;br /&gt;szarym piasku zadeptanym licznymi śladami butów , bosych stóp oraz innymi , &lt;br /&gt;których nie potrafił zidentyfikować a których widok nie sprawiał mu zbytniej &lt;br /&gt;przyjemności tym bardziej , że niektóre były dość głębokie i świadczyły jednoznacznie o masie zwierzęcia , które je pozostawiło . Pocieszające było&lt;br /&gt;tylko to , że odciski wojskowych butów dziadka , które zmierzały mu na spotkanie były o całe niebo świeższe niż tamte. Po ciemnych ścianach spływały&lt;br /&gt;krople wody , która kapała miejscami z sufitu , tworząc niewielkie kałuże nim&lt;br /&gt;pochłonął ją piasek . Powietrze było ciężkie i nieco stęchłe. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3- 34&lt;br /&gt;-To niezbyt przyjemne miejsce . Długo będziemy nim wędrować ?&lt;br /&gt;-Nie , jeśli nic się nie zdarzy koło czterdziestu minut . Tutaj jest sporo odgałęzień , skrzyżowań . Wtedy naprawdę trzeba uważać.&lt;br /&gt;-Muszę o coś zapytać , nim ruszymy w dalszą drogę . Nie bardzo to wszystko rozumiem i nie chcę się wgłębiać ale na przykład ty. Fakt ,że jesteś moim dziadkiem – to się czuję , ale z drugiej strony jesteś dużo młodszy niż cię zapamiętałem , mówisz inaczej . Poruszasz się zwinnie i szybko ...&lt;br /&gt;-Jestem tu od lat . Mam dużo czasu dla siebie , no i mamy przecież kontakt z Ziemią . Jestem , że tak powiem na bieżąco . A co do ciała ... Sam dobrze nie wiem ale zdaje mi się, że każdy dochodzi tutaj do okresu życia , gdy się było najsprawniejszy .  &lt;br /&gt;Ruszyli powoli a Mariuszowi wróciła energia i euforyczna radość jakiej już raz&lt;br /&gt;doznał na wyspie tuż przed spotkaniem z Zygmuntem ale nie mógł się powstrzymać przed zadaniem jeszcze jednego pytania .&lt;br /&gt;-Jak to jest ,że jestem tutaj cieleśnie a jednocześnie moje ciało gdzieś tam leży zimne ? Czy to wszystko jest tylko w mojej głowie , a jeśli nie to gdzie my właściwie jesteśmy ?&lt;br /&gt;-Ciało które masz ,tutaj jest nieśmiertelne ale gdy wrócisz nim na Ziemię&lt;br /&gt;to nie wiem. W każdym razie z pewnością nie będziesz na ziemi zdublowany . Istnieje nawet możliwość , że nikt nie zdąży zauważyć , że nie żyjesz .Czas tutaj jest zupełnie inny . Nie jestem niestety fizykiem , do dziś niewiele rozumiem . To jakiś paradoks . A gdzie jesteśmy ? Na Ziemi , ale innej . W innym czasie czy może w świecie równoległym . To cholernie pokręcone , cholernie ... &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; 3- 35&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy doszli do pierwszego rozgałęzienia zatrzymali się a Zygmunt szeptem&lt;br /&gt;wyjaśnił mu co dalej powinni robić. Sam odbezpieczył pistolet maszynowy&lt;br /&gt;który zresztą okazał się poczciwym Kałasznikowem . Mariusz omiótł snopem światła rozwidlenie drogi i zauważył że nie jest to klasyczne skrzyżowanie . Droga biegnąca zgodnie z kierunkiem ich marszu ginęła w ciemności , podobnie jak prawe jej odgałęzienie . Lewa strona kończyła się za to osypiskiem kamieni i właśnie oświetlał  najeżone potrzaskanymi drewnianymi balami osypisko nieprzyjemną świadomość gwałtownego lecz odbywającego się w absolutnej ciszy poruszenia tuż poza granicą światła po przeciwległej stronie . Tak jakby istota idąca uprzednio środkiem korytarza skoczyła i przywarła do ściany . Powoli , w absolutnej ciszy , krok po kroku zbliżali się do niej lecz nim krąg światła zdołał ją objąć Zygmunt przytrzymał go  za ramię i szepnął mu wprost do ucha .&lt;br /&gt;-Pamiętaj , że już nie żyjesz i nie bój  się  ... zresztą to albo mrowiec albo kipul. &lt;br /&gt;Mariusz wpatrywał się w nieprzeniknioną kurtynę mroku ale nim zdążył zbliżając się oświetlić skrytą w mroku postać , na wysokości mnie więcej metra&lt;br /&gt;otwarły się szeroko rozjarzone czerwienią źrenice i rozległ się przeraźliwy krzyk&lt;br /&gt;który wkrótce przycichł , rozlewając się płaczliwym bulgotaniem .&lt;br /&gt;Towarzysz Mariusza wyraźnie się odprężył . &lt;br /&gt;-To tylko mrowiec . Nawet jak jest ich więcej nie ma się czego bać. No chyba  żebyś zaatakował ich budowle . Ich gniazda . Wtedy w dużej grupie są bardzo niebezpieczne . Zbierają kolorowe kamienie do zdobień i widocznie ten się zabłąkał.Dwa korytarze dalej jest wielkie osypisko w którym można wygrzebać nawet szmaragdy . Nazywamy ich mrowce ze względu na te ich budowle . Gigantyczne kopce i dlatego , że kręcą się wszędzie i zbierają... zbierają bez końca różne rzeczy ale poza tym , że trzeba baczniej pilnować obozowiska nie ... widzisz ... przycupnął  i nie ucieka . &lt;br /&gt;Gdy Mariusz w końcu oświetlił mrowca ujrzał stworzenie ,którego wygląd zasadniczo odbiegał od spodziewanego ten wstał i wyprostował się niechętnie , cały czas czujny i gotowy do ucieczki . Mrowiec przypominał stojącego na dwóch łapach miniaturowego krokodyla, podpartego zielono złotym okrytym dużymi łuskami ogonem .Temu pierwszemu wrażeniu przeczył okrągły ,bardziej koci niż gadzi pysk . Brzuch i łapy porastało gęste rude futro . Ręce  zakończone były długimi bardzo ludzkimi palcami . Stworzenie trzymało w jednej z dłoni coś w rodzaju siatki uplecionej dość prymitywnie z jakichś roślinnych włókien zawierającej dość sporego szczupaka a w drugiej zakończony metalowym ostrzem oścień .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;36&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-3152200307554929895?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/3152200307554929895/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/08/cienie-6.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/3152200307554929895'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/3152200307554929895'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/08/cienie-6.html' title='Cienie - 6'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-4946332756591045829</id><published>2009-08-10T06:23:00.000-07:00</published><updated>2009-08-10T06:28:08.003-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cienie 5'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='brudnopis 2001'/><title type='text'>Cienie - 5</title><content type='html'>25.&lt;br /&gt;Coś kurczę w tym jest. Wiktor zamyślił się i Paweł sądził przez chwilę ,że odwróci się na pięcie i odejdzie, rezygnując z wizyty na komendzie.&lt;br /&gt;-Wiktor... idziemy- daj spokój nic nam nie zrobią . Zeznamy , że odeszła&lt;br /&gt;że słyszeliśmy jej krzyk , pobiegliśmy na pomoc ale jej nie znaleźliśmy,&lt;br /&gt;krzyczała na ulicy, może ktoś ją porywał i właśnie pakował do samochodu .&lt;br /&gt;Nie wiem, istnieje taka możliwość , że tych dwoje z archiwum X rozpyliło&lt;br /&gt;Jakieś halucynogeny. Nie wiem ale zobaczysz, że jakieś dobre logiczne rozwiązanie się znajdzie – Paweł mówiąc , nabierał przekonania do sensowności  swoich  słów i mógłby jeszcze niejedno wypowiedzieć , staranniej dobierając argumenty i piękniej formułując myśli , ale  Wiktor chwycił go mocno za ramię i krótkim  . .. &lt;br /&gt;– Dobra, idziemy – uciął jego dywagacje&lt;br /&gt;Weszli po schodach i stanęli w otwartych drzwiach posterunku. Smród jaki tu panował &lt;br /&gt;porażał zmysły. Lepki odór zwierzęcego potu i moczu zupełnie nie pasował do tego krótkiego pomalowanego na biało a ozdobionego błękitną , malowaną olejno lamperią korytarzyka . Jasna drewnopodobna wykładzina lśniła nienaganną czystością . Weszli&lt;br /&gt;ostrożnie , skonsternowani tym smrodem . W korytarzyku były drzwi do pokoju , gdzie przyjmowano interesantów a naprzeciwko do łazienki . Te prowadzące do pokoju były &lt;br /&gt;delikatnie uchylone  i do nich właśnie podeszli . Paweł szedł pierwszy i to on je pchnął&lt;br /&gt;a właściwie tylko zdążył ich dotknąć gdy gwałtowne szarpnięcie otwarło je na oścież.&lt;br /&gt;Ktoś przyczajony za nimi  odskoczył krzycząc przeraźliwie , potknął się o własne nogi, mało nie padając. W pomieszczeniu panował półmrok , lecz doskonale widzieli potężnego mężczyznę w rozpiętej policyjnej koszuli , celującego wprost w nich z pistoletu trzymanego  kurczowo w wyciągniętej przed siebie prawej dłoni , podczas&lt;br /&gt;gdy lewą zasłaniał się przed niewidzialnym wrogiem. Wyglądał doprawdy przerażająco&lt;br /&gt;Bełkotał coś niezrozumiale, w niezwykle sugestywny sposób wytrzeszczając oczy. &lt;br /&gt;Był cały mokry od potu i drżał. Cała ta scena trwała może trzy sekundy.&lt;br /&gt;Zorientowawszy się w zmianie sytuacji policjant uspokoił się i opuścił rewolwer .&lt;br /&gt;Wraz z tym krótkim naturalnym ruchem wróciło do tego pokoju życie .&lt;br /&gt;-To wy...o kurwa, ale , to wy...Coś tu było za drzwiami. Jakieś duże zwierze .&lt;br /&gt;-Wielbłąd ? – zapytał Witek , a Paweł spojrzał na niego z uznaniem&lt;br /&gt;-Jaki znowu wielbłąd ! Wielki drapieżnik, chciałem go zabić , nie widziałem go&lt;br /&gt;ale dobrze czułem i słyszałem... Jezu o mały włos was nie kropnąłem&lt;br /&gt;Weszli do środka a Wiktor skierował się wprost do okna i podniósł żaluzje. Ryszard&lt;br /&gt;schował pistolet i zapiął kaburę .Paweł stał na środku pokoju i śmiał się nerwowo.   &lt;br /&gt;26.&lt;br /&gt;-Otwórzcie okno , przecież tu śmierdzi jak w ZOO . Trzeba się rozejrzeć&lt;br /&gt;przecież to bydlę musiało gdzieś uciec. Co to było ?&lt;br /&gt;Ryszard odzyskał już prawie całkiem rezon  więc poszedł do prowizorycznego aresztu sprawdzić czy coś złego nie przytrafiło się śpiącemu Stasiowi Ławie , o&lt;br /&gt;istnieniu którego całkiem zapomniał. Ten leżał nadal na twardej obitej granatowym skajem kozetce i rytmicznie chrapał . Policjant zajrzał także do gabinetu szefa , konstatując że wszystko pozostaje w należytym porządku . Dla pewności zajrzał za biurko i do szafy .Gdy  wrócił okno było już otwarte i smród zelżał wywiany przeciągiem , ale wiedział , że będzie musiał wytłumaczyć choćby tylko przed sobą wydarzenia , które zaszły w ciągu ostatnich minut.&lt;br /&gt;-Słuchaj Rysiu – nie masz tu czego na te nerwy – Wiktor wyrwał go z zamyślenia&lt;br /&gt;-Czego ? początkowo nie skojarzył policjant .&lt;br /&gt;-No, czegoś mocniejszego . Nie co dzień mierzy ktoś do mnie z nagana.&lt;br /&gt;... do niewinnego gościa&lt;br /&gt;-Nie , skądże na posterunku alkohol &lt;br /&gt;-Dalej nie pieprz . Otwórz tę lewą połówkę w biurku Gruzy i nalej po małym. Tobie zresztą też się przyda. Wyglądasz jakoś tak nie elegancko .&lt;br /&gt;Rysiu bardziej ciekawy niż chętny , niezbyt zdecydowanym ruchem otworzył&lt;br /&gt;drzwiczki . Zajrzał i zza stosika służbowych notatników wyciągnął mocno napoczętą pękatą butelkę pałacowej . Niespodziewanie sam nabrał ochoty na solidny łyk i nawet z pewną nonszalancją zaproponował .&lt;br /&gt;-Z gwinta po łyku i starczy.&lt;br /&gt;Wiktor oczywiście zgodził się chętnie ale niestety butelka była zatkana dozownikiem. Rozejrzeli się za szklankami , pokonani tym niepotrzebnym nadmiarem nowoczesności , połączeni konspiracyjną wspólnotą nielegalności.&lt;br /&gt;Na blacie biurka stały dwie szklanki . Należąca do szefa z grubym osadem &lt;br /&gt;kawy i szklanka Gruzy z dnem przykrytym wygniecionym plastrem cytryny .  Sierżant zamiast kawy lubił  dla zdrowia  pijać wrzątek z miodem i cytryną .&lt;br /&gt;Niosąc szklanki do łazienki Ryszard wsadził nos do tej szklanki i mocno&lt;br /&gt;pociągnął.&lt;br /&gt;-No tak , pomyślał – nie bez powodu Gruza taki wesoły i dziarski od rana.&lt;br /&gt;Parsknął śmiechem i przełożywszy szklanki do lewej ręki otworzył drzwi i &lt;br /&gt;wszedł do łazienki. Postawił szklanki na umywalce . Odkręcił kran i umył ręce a potem zimną wodą ochłodził spoconą twarz . Plaster cytryny i fusy po kawie wlał do żółtego wiaderka stojącego pod zlewem i świadomie powolnymi ruchami   zaczął możliwie starannie płukać szkło . Czuł na zmianę niepokój i euforyczną radość o trudnym do pojęcia podłożu . W tym momencie usłyszał jak w sąsiedniej kabinie coś się poruszyło . Tak jakby ktoś bardzo potężny i ciężki wstawał z sedesu .  &lt;br /&gt;Rozdział   trzeci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27. ROZDZIAŁ 3&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zupełnie nagi stał  w wodzie , sięgającej mu prawie do kolan . Zapadał zmierzch nad nieskończoną jak mu się wydawało początkowo,  martwą taflą siwo burej wody zlewającej się na horyzoncie z równie szarymi płaskimi chmurami .   &lt;br /&gt;Odwrócił się z wysiłkiem , wysoko podnosząc stopy . Teraz dostrzegł zamykającą horyzont , oddaloną o kilkaset metrów ścianę lasu .Jeszcze bliżej , na wprost niego piętrzyła  się samotna kępa niezwykle wysokich, rozłożystych drzew , porastających niewielką okrągłą wysepkę . Dzieliło go od niej nie więcej niż dwieście metrów . Nieco bardziej w prawo nad horyzontem wyznaczonym ciemną ścianą lasu chmury rozjaśniały się smugami chłodnego światła . &lt;br /&gt;Poruszył się i obserwował kręgi fal rozchodzące się powoli , by wkrótce zaniknąć w oleistej martwocie . Nie czuł chłodu i mógł się swobodnie poruszać.&lt;br /&gt;Sen , znowu ta cholerna złowróżbna realność , którą doskonale zapamiętał z &lt;br /&gt;nocnego koszmaru. Pochylił się by w nieruchomej tafli  ujrzeć swą twarz. Niewątpliwie tym razem był sobą we  własnym doskonale znajomym ciele.  Różnica wobec nocnych przeżyć była zasadnicza. Wówczas szamotał się w ciele obcego człowieka a teraz gdy dla sprawdzenia uniósł lewą rękę i bez zdziwienia poczuł delikatny ból , będący skutkiem drobnego urazu jakiego doznał kilka tygodni wcześniej i który zlekceważył godząc się na stałą niewielką dolegliwość &lt;br /&gt;Skoncentrował się i znalazł ostatni obraz jaki łączył go z codziennością . Siedział na krzesełku w pełnym słońcu sierpnia , patrzył na bawiących się synów . Przeglądał gazetę i ... znalazł się tutaj. W tym ponurym , nieznanym &lt;br /&gt;miejscu . Nabrał na dłoń wody. Była absolutnie realna, przemył oczy , zamrugał &lt;br /&gt;Zdobył się na dwa kroki , woda zafalowała . Pod stopami wyczuwał wysoką trawę . Tak wysoką , że miejscami kładła się na powierzchni lecz zbyt mocno nie krępowała mu ruchów . Zrobił jeszcze kilka chwiejnych kroków , niepewny co robić dalej. Myślał zupełnie trzeźwo i postanowił się obudzić , przekonany że &lt;br /&gt;cała ta wizja poprzez swoją realność zaszła już za daleko.&lt;br /&gt;W tym celu najpierw uszczypnął się w policzek ale poczuł tylko piekący suchy&lt;br /&gt;ból a potem ze świadomą powolnością jeszcze raz przemył twarz i skropił włosy&lt;br /&gt;Początkowo nie czuł chłodu ale teraz gdy wgłębiał się we własne doznania&lt;br /&gt;pozostałe dotąd ukryte bodźce zaczęły oddziaływać na jego ciało. Mimo ,że nie&lt;br /&gt;było zimno zaczął odczuwać chłód właściwy dla jego obnażenia w tym niewątpliwie letnim acz przytłumionym chmurami krajobrazie. Zrobiło mu się głupio . Stał goły w tym dziwnym miejscu i szczypał się po twarzy . W pierwszym , naturalnym odruchu chciał iść w kierunku lasu by w nim szukać&lt;br /&gt;schronienia ale wspomnienia wiążące się z sennym koszmarem , który nabrał&lt;br /&gt;teraz poważniejszych znaczeń spowodowały ,że jeszcze przez chwilę dreptał&lt;br /&gt;niezdecydowany w miejscu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28.&lt;br /&gt;W końcu przemógł swój opór i powoli, wpatrując się w ciemną taflę wody ruszył w kierunku wysepki. Wkrótce zauważył  że robi się coraz jaśniej. Nie wiadomo dlaczego ocenił zastaną porę jako zmierzch . Teraz z nieukrywaną radością skonstatował , że to pochmurny poranek . Spojrzał w górę , starając się dokładniej określić miejsce gdzie za opończą chmur kryło się słońce , a ujrzał w zamian potężna sylwetkę szybującego wysoko w powietrzu ptaka .Zbliżał się w  &lt;br /&gt;jego kierunku i choć trudno mu było dokładnie oszacować  rozmiary jedno nie podlegało dyskusji . Był ogromny . Mariusz odruchowo przykucnął a gdy przyjrzał się dokładniej bez wahania położył się w wodzie i opierając na łokciach śledził lot tego potwornego stworzenia. Przez głowę przelatywały mu dwie sprzeczne ze sobą zasady postępowania przy kontakcie z silniejszym drapieżnikiem lecz ta zalecająca głośne i odstraszające zachowanie nie wydała mu się przekonująca. Zresztą po chwili stwór minął go bezgłośnie na wysokości&lt;br /&gt;uniemożliwiającej dostrzeżenie szczegółów co uzmysłowiło Mariuszowi jego rzeczywistą wielkość , którą oceniał teraz na około czterdzieści metrów rozpiętości błoniastych czarnych skrzydeł. Przypominał pterodaktyla , ale raczej&lt;br /&gt;takiego jak Rodan. Potwór z wytwórni TOHO . Przemknęło mu przez głowę&lt;br /&gt;wspomnienie z dzieciństwa . Stał w gigantycznej kolejce w holu kina Centrum&lt;br /&gt;aby zdobyć bilety na film Inwazja Potworów. Tam obok Godżilli i trójgłowego &lt;br /&gt;smoka występował chyba także Rodan – ptak śmierci. Nie mógł sobie przypomnieć żadnej sceny ale doskonale pamiętał , że taką kolejkę spowodował&lt;br /&gt;fakt , iż była to projekcja w ramach niedzielnych poranków i bilet kosztował tylko cztery złote zamiast dwunastu czy piętnastu . O dziewiątej film dla młodzieży a o jedenastej bajki dla maluchów . Zastanowił się nad wymyśloną przez siebie wiele lat później tezą , że taka łaskawość była być może ubraną&lt;br /&gt;w aksamitne rękawiczki starannie przemyślaną formą walki ze szkodliwym zwyczajem chodzenia przez dzieci na poranne msze . Nawet mecze footballowe&lt;br /&gt;odbywały się wówczas w niedzielę o 11 , co przecież ze względów marketingowych było głupawe.  &lt;br /&gt;W końcu wyrwał się z plątaniny wspomnień i bacząc na to , że robiło się coraz &lt;br /&gt;jaśniej i następne spotkanie mogło skończyć się dla niego tragicznie i ruszył teraz już zdecydowanie w kierunku zbawczej ściany lasu Schronienie się w cieniu drzew zdawało mu się teraz miłe i sensowniejsze niż cokolwiek innego. Na chwilę zapomniał o swych wątpliwościach co do natury snu w którym przebywał . Działał i myślał realnie . Strach i ból były rzeczywiste , a można&lt;br /&gt;przyjąć nawet ,że jego zmysły były wyostrzone . Idąc gwałtownie rozpryskiwał wodę i aby zagłuszyć ten dźwięk zaczął półgłosem recytować nieskładne , na poczekaniu wymyślane zaklęcia . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29.&lt;br /&gt;Wracała myśl , początkowo odrzucana, która miała  znaczną przewagę nad teorią kolejnego snu . Wracała , kręcąc się na pograniczu jego świadomości , aż w końcu objawiła mu się jasna i tryumfująca . Nie żył. Po prostu umarł  nagle . Oślepiony blaskiem sierpniowego Słońca zapadł się w siebie i wraz z aluminiowym krzesełkiem przewrócił się na nierówną blado zieloną trawę . Być może w tej chwili żona uspokaja rozpaczliwie szlochających chłopców , a ponura lekarka bardziej rozgniewana niż współczująca wypisuje akt zgonu . &lt;br /&gt;Oj Mariuszku Mariuszku ! Nie trzeba było papierosków palić... wódeczki pić . Serduszko by wytrzymało a tak dupa zimna –powiedział do siebie  , ale uczucie pustki i żalu ustępowało , wypierane przez zaciekawienie i jakąś taką dziecinną nieco radosną ufność . Jeżeli nadal istnieje jako osoba to znaczy , że śmierć nie jest taka groźna . A jeśli nie umarł to drugie dobrze .&lt;br /&gt;Nawet jeśli miejsce w którym się znalazł nie było zbyt miłe to jednak była tu&lt;br /&gt;trawa i powietrze i Słońce i drzewa a jeśli był i ptak to musi być pokarm dla niego i nawóz i drobnoustroje i bakterie .Odetchnął głęboko.&lt;br /&gt;Las był jeszcze bardzo odległy ale zbliżał się do sporej wyspy na której wyrosło kilkadziesiąt  ogromnych drzew iglastych . Tak jak w przypadku ptaka dopiero  gdy zbliżył się do nich mógł docenić ich wymiary. Czytał , że bardzo stare sekwoje mogą być tak duże, ale te tutaj bardziej przypominały zwykłe dęby , powiększone do  Gargantuicznych rozmiarów .&lt;br /&gt;Zmniejszała się głębokość rozlewiska i  prawie wbiegł na długi jęzor piasku . Gdy był już na suchym lądzie na moment zwalił go z nóg skurcz lewej łydki i teraz siedząc na wilgotnym piasku masował bolące miejsce jednocześnie rozglądając się ciekawie dokoła .&lt;br /&gt;Olbrzymie drzewa , mimo że rosły rzadko  rozpościerały nad wyspą szczelny parasol zielonych konarów . Ziemia była pokryta odpowiednimi do rozmiarów drzew pożółkłymi liśćmi i gigantycznymi ,wyglądającymi jak błyszczące plastikowe makiety żołędziami. Czy większe drzewo ma proporcjonalnie większe liście ? Większe wobec niego , ponieważ to jego ciało było dla niego jedynym wzorcem. Przemierzył wyspę by z ulgą stwierdzić , że jest sam .Ciężko było poruszać się tu na boso ponieważ wszędzie wiły się i wypiętrzały spod piasku i ściółki białe niczym kości potężne korzenie drzew nie mogące znaleźć swojej kryjówki pod powierzchnią . W końcu wybrał osłonięty z trzech stron konar porośnięty mchem , odrąbany przez uderzenie pioruna , co zdawał się potwierdzać długi jasny pas rany na pniu najbliższego drzewa. Usiadł na kupie&lt;br /&gt;nagarniętych uprzednio liści i oparł się o leżący pień . Mech , który go porastał&lt;br /&gt;był miękki i wydawało mu się , że wydziela ciepło.&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;30.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpoczywając , wodził wolno wzrokiem po tym nieco surrealistycznym miejscu i chłonął mocny zapach lasu, pobliskiego rozlewiska, jakiegoś nieokreślonego  a&lt;br /&gt;miłego zapachu życia i rozkładu jednocześnie , kojarzący mu się z dzieciństwem  Przymknął oczy i bezwiednie tam powrócił . Przypomniał sobie jak dziadek zabierał go na spacery nad zalew Warty w Kaniowie , obecnie dzięki sprytnym zabiegom melioracyjnym już nie istniejący. Dziadek mieszkał w bloku na skarpie z którego widać było zakole rzeki i łąkę , którą każdej wiosny regularnie zalewała woda .Chodzili tam często by wędrować po wałach. Rozmawiali a dziadek cierpliwie wysłuchiwał fantazji dziecka  i odpowiadał na wszelkie możliwe pytania . Zamknął oczy i przez chwilę znalazł się w tamtych , tak odległych czasach. Poczuł siebie jak kucając nad brzegiem rozlewiska , podtrzymywany przez dziadka za kołnierz kurtki typu miś głęboko wychylony za pomocą pomalowanej srebrolem drewnianej szabelki próbuje wyciągnąć z wody rozmokłą , porzuconą przez kogoś pozbawioną okładki książkę .&lt;br /&gt;W tym miejscu książka nie była na swoim miejscu i on pragnął przywrócić jej&lt;br /&gt;właściwe miejsce . Nie umiał wówczas zbyt dobrze czytać  ale podczas manipulacji szabelką odsłonił stronę na której obok dużego wyraźnego druku&lt;br /&gt;widniał rysunek przedstawiający pojedynkujących się na szpady dwóch mężczyzn , z których jeden ubrany był w wytworne szaty zakończone obszerną&lt;br /&gt;białą kryzą i kapelusz o wymyślnym kształcie ozdobiony piórem  a drugi w skórzanej kurcie , przepasanej ukośnym pasem ,prostych portkach i rajtarskich butach miał wygląd sympatycznego zawadiaki . Mariusz uświadomił sobie&lt;br /&gt;że był to najpewniej rok 1969. Przypomniał sobie wygładzoną rękojeść szabelki&lt;br /&gt;ozdobioną złocistą skuwką ,która była pierwotnie zakrętką wody kolońskiej&lt;br /&gt;dziadka. Słyszy jak dziadek odwodzi go od pomysłu wyciągnięcia książki, obiecując podwójną dawkę czytania przed zaśnięciem . Sześcioletni Mariusz&lt;br /&gt;uwielbia te seanse tym bardziej , że dziadek czytuje mu Trylogię Sienkiewicza ,&lt;br /&gt;zamiast jakichś tam bajek dobrych dla prawdziwych maluchów . Sam jest tak&lt;br /&gt;doświadczonym słuchaczem , że z łatwością wyczuwa fałszywe tony gdy dziadek opuszcza co drastyczniejsze fragmenty i ożywiony nadbiega w piżamce&lt;br /&gt;by przywołać go do porządku . Teraz wciąż trzyma go za kołnierz . Dzielny, cierpliwy mężczyzna ubrany w siwy wyjściowy płaszcz górniczy tłumaczy dziecku , że ta książka jest już nie do uratowania . Że taką samą wypożyczy z biblioteki . Czuć silny zapach giewontów palonych w drewnianej lufce. Mariusz przestraszony, tym że zasypia w tym obcym groźnym przecież miejscu otrząsa się ze wspomnień . Metr od niego , okrakiem na grubej gałęzi siedzi  dojrzały mężczyzna i pali papierosa bez filtra w drewnianej , czarnej od dymu lufce .       &lt;br /&gt;31&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-4946332756591045829?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/4946332756591045829/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/08/cienie-5.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/4946332756591045829'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/4946332756591045829'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/08/cienie-5.html' title='Cienie - 5'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-9033419665300562148</id><published>2009-08-03T23:47:00.000-07:00</published><updated>2009-08-03T23:52:56.309-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='brudnopisy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Cienie 4</title><content type='html'>21.&lt;br /&gt;Wspaniały Józio i Mirek Kotlarczyk złożyli zeznania i poszli do domu , gdyż nie&lt;br /&gt;było podstaw by ich zatrzymywać. Gruza na odchodnym przykazał im by stawili&lt;br /&gt;się ponownie o osiemnastej , gdyby ci ze śledczej czegoś jeszcze od nich chcieli.&lt;br /&gt;Spojrzał na zegarek i uświadomił sobie ,że została jeszcze godzina. Nie zgłosił się tylko Witek , ale to był znajomy sierżanta , w związku z tym nikt się tym specjalnie nie przejmował , tym bardziej , że według słów pozostałych nie był&lt;br /&gt;nawet  w lesie. Ryszard Ziomecki pochodził z sąsiedniego Karamowa i też znał ich wszystkich. Drobne takie pijaczki – zwykł  nie bez racji myśleć o nich . W przeciwieństwie do chłopaków z jego własnego pokolenia i młodszych nie&lt;br /&gt;sprawiali kłopotów. Żadnych kradzieży , bójek .Nic z tych rzeczy. Zbierali się&lt;br /&gt;na rogu, gdzie nieraz potrafili przestać kilka godzin.Trochę sępili. Latem grzybki , rybki i karcięta na świeżym powietrzu albo w tej chałupie pod lasem .&lt;br /&gt;No i oczywiście naleweczki , winiunia  i wódeczka. Ale nic nielegalnego. Każdy &lt;br /&gt;miał jakąś rentę i potrafili gdy naszła ich na to ochota dorobić trochę grosza.&lt;br /&gt;Posterunkowy Ryszard Ziomecki był barczystym dwudziestopięciolatkiem o ciągle chłopięcej twarzy , której wyglądu właśnie z tego powodu nie cierpiał.&lt;br /&gt;Walczył z nim próbując zapuścić wąsy, lecz będąc płowym blondynem nie osiągnął zadowalającego efektu. Obecnie próbował dodać sobie męskości goląc głowę  tuż przy skórze , ale upodobnił się jedynie do miejscowych łobuzów. Ryszard co starannie ukrywał, był marzycielem. Każdego dnia schodził do piwnicy gdzie metodycznie trenował  za pomocą licznych hantli i sztangi własnego wyrobu, a całe cykle treningowe starannie opisywał w grubych skoroszytach .Nie marzył o karierze kulturysty czy innego sportowca.&lt;br /&gt;Wierzył święcie , że pewnego dnia jego siła i zręczność uratują jemu samemu lub jego kumplom życie . Oczywiście nie tu w Kolinie , gdzie wylądował na skutek zbiegu złych okoliczności i niezbyt wybitnych osiągnięć w nauce. Teraz nadchodził jego czas. Za półtora miesiąca rozpoczynał policyjne studia w Szczytnie. Lubił się widzieć w hipotetycznych akcjach , marzył o trudnych śledztwach kończących się spektakularnymi akcjami z użyciem broni. Byłby jak Arnold i Kojak w  jednej stłoczony osobie. Byłby...&lt;br /&gt;Teraz jednocześnie denerwował się i nudził. W chwili gdy naprawdę coś się&lt;br /&gt;działo, musiał zadowolić się tym , że przez pół godziny zabezpieczał miejsce&lt;br /&gt;pierwszego mordu nim podmienił go Gruza po zakończeniu przesłuchań. Nie było dla niego miejsca w tym dramacie. Zostawili go jak niańkę dla tego pijusa.&lt;br /&gt;Poprawił broń i wyszedł na zewnątrz. Stanął na podeście schodów i rozejrzał się&lt;br /&gt;po okolicy .Drogą leniwie przejeżdżały samochody. Niektóre wypełnione plażowiczami wracającymi znad jeziora. Na placyku przed pobliskim sklepem&lt;br /&gt;dwóch malców z krzykiem ujeżdżało połyskujące srebrem hulajnogi. W cieniu &lt;br /&gt;drzew , ciągnących się dwoma asystującymi szosie szpalerami spacerowali ludzie spragnieni pogawędki na świeżym powietrzu. Młode mamusie pchały&lt;br /&gt;wózki. Grupa nastolatek przeszła śmiejąc się głośno. Było naprawdę gorąco.&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;22.&lt;br /&gt;Powietrze stało a delikatny wiaterek, który nieco chłodził jego na czerwono&lt;br /&gt;opaloną  twarz zamarł zupełnie. Będzie burza – pomyślał&lt;br /&gt;Zadzwonił telefon . Otarł wierzchem dłoni pot z czoła i niespiesznie wrócił na komisariat. Początkowo sądził, że to jakiś głupi żart.&lt;br /&gt;Bełkotliwy, lekko sepleniący głos coś mu gwałtownie tłumaczył. Ryszard nic nie zrozumiał , ale gdy już miał odłożyć słuchawkę usłyszał inny głos , równie  przepełniony zdenerwowaniem, lecz tym razem wyraźny , należący najpewniej do jakiegoś młodzika.&lt;br /&gt;-Ja panu to zaraz wytłumaczę. Coś strasznego się stało w parku. Moja dziewczyna Krysia, moja była właściwie dziewczyna Walczak...taaa&lt;br /&gt;Krystyna Walczak zaginęła przed chwilą, to znaczy właściwie  znikła słyszeliśmy jak okropnie krzyczała... taki wir ją porwał , a właściwie &lt;br /&gt;my jej nie widzieliśmy ... tylko krew jak w mikserze...w powietrzu.&lt;br /&gt;W parku... co się dzieje ? halo halo !&lt;br /&gt;-Tak, słucham, słucham-Ryszard poczuł jak cierpnie mu skóra na karku&lt;br /&gt;Proszę szybko tu przyjść na posterunek. Spiszemy zeznanie , zaraz&lt;br /&gt;wszyscy tu wrócą to pojedziemy sprawdzić do parku. Jak się nazywasz ? &lt;br /&gt;Tak, a ten drugi, aha Wiktor Piotrowski, on tu już rano powinien się zgłosić. Dobrze, kończę bo ktoś przyszedł. Proszę natychmiast tu przyjść !&lt;br /&gt;Usłyszawszy jak rozmówca wyłącza telefon odwrócił się ale nie zobaczył przy barierce spodziewanego gościa. Ktoś stał na korytarzu pod drzwiami. Przysiągł by, że zostawił je otwarte , lecz teraz były przymknięte .Tak że z rozświetlonego&lt;br /&gt;Słońcem korytarza wpadała do pokoju , w którym okna były szczelnie zasłonięte opuszczonymi żaluzjami wąska wyrazista smuga światła. Na biurku Gruzy &lt;br /&gt;jednostajnie pracował wentylator, omiatając pod ciągle zmieniającym się kątem&lt;br /&gt;niewielką przestrzeń pokoju. Ryszard stał przez chwilę zbierając myśli , z prawą dłonią opartą na bakelitowej słuchawce telefonu , wsłuchany jednocześnie w odgłosy dochodzące zza przymkniętych drzwi . Jego twarz muskał delikatny powiew powietrza, lecz chłód jaki spętał jego ciało nie miał z wentylatorem wiele wspólnego. Dochodzące zza drzwi odgłosy w normalnych warunkach nie zwróciły by jego uwagi  ale teraz , po tym co się stało i po tym co przed chwilą usłyszał, a co w  jego umyśle momentalnie zostało połączone w niepojętą groźną całość, napięcie jakiemu uległ zostało spotęgowane .&lt;br /&gt;Zza drzwi dobiegało bowiem mlaskanie i szuranie. Zupełnie jakby bezzębny starzec pozbawiony łyżki zmagał się z miską jajecznicy , jednocześnie niecierpli&lt;br /&gt;wie przebierając nogami obutymi w podkute żelazem buty. Był przerażony, zaskoczony we własnej fortecy podczas codziennych oczywistych czynności. Zwilgotniały mu dłonie i tak stał pocąc się w tym przyjemnie chłodnym zacienionym pokoju. Nieruchomy. &lt;br /&gt;23.&lt;br /&gt;Odgłosy za drzwiami nie cichły ani też nie nasilały się. Były jednostajnym&lt;br /&gt;potwierdzeniem obecności jakiejś żywej istoty przyczajonej w odległości&lt;br /&gt;trzech metrów od niego.&lt;br /&gt;- Co się kurwa ze mną dzieje – przemknęło mu przez myśl. Starał się&lt;br /&gt;za wszelką cenę uspokoić rozedrgane emocje. Jestem uzbrojonym policjantem gotowym na wszystko. Starał się przywołać jeden z tych bohaterskich obrazów z podświadomości , ale wszystko do czego zmusił swe niechętne ciało to otwarcie kabury i wyciągnięcie pistoletu a powolna  staranność i cisza w jakiej to zrobił nie wróżyły najlepiej .&lt;br /&gt;-Proszę wejść – powiedział, ale ledwie poznał własny głos , bardziej przypominający lękliwą skargę niż policyjne wezwanie do działania.&lt;br /&gt;Nikt ani nic nie zareagowało. Wentylator szumiał jednostajnie a zza drzwi&lt;br /&gt;nadal  dochodziły te odgłosy. Miał powtórzyć wezwanie i koncentrował już&lt;br /&gt;całą swoją odwagę i energię , lecz wówczas doleciał go zapach a właściwie&lt;br /&gt;odór tego czegoś. Kto choć raz w życiu odwiedził Z O O lub cyrk  rozróżni&lt;br /&gt;go bez wahania . Odór dzikich zwierząt . Ostry  swąd drapieżnika .Wielkiego&lt;br /&gt;przechadzającego się kota , który setki razy zaznaczył teren swej dożywotniej&lt;br /&gt;kaźni.&lt;br /&gt;-Mój Boże... to zwierzę – pomyślał i odbezpieczył broń. Tych ludzi zabiło jakieś zwierze, uciekinier z cyrku czy coś w tym guście . Przemknęła mu przez głowę idiotyczna myśl, że to się nawet wiąże w logiczną całość. Tygrys czy może jakiś inny lew pożarł dwie osoby a teraz targany wyrzutami sumienia , przerażony gwałtownością pościgu sam zgłosił się na policję. Odetchnął głęboko jeszcze raz  i wyszedł na zdrewniałych nogach zza biurka , powoli przedzierając się przez własną słabość ruszył w kierunku drzwi . Odór stał  się prawie nie do zniesienia , ale policjant już podjął decyzję. Lewą rękę  oparł na klamce, celując jednocześnie na wysokości mniej więcej swoich bioder w niewidoczny cel , którego wyglądu nie był w stanie się domyślić . Gdyby wówczas zamknął oczy , niewątpliwie ujrzał by pod powiekami ten kształt , lecz niestety nie wiedział co można zrobić w takiej  sytuacji.&lt;br /&gt;-Otworzę , odskoczę i buch. Otworzę , odskoczę i buch- myślał , planując&lt;br /&gt;gorączkowo dalsze działanie. Nie zastanawiał się już nad konsekwencjami&lt;br /&gt;ewentualnej pomyłki, gdyby tygrysem okazał się zasapany , nadzwyczaj&lt;br /&gt;zaśmierdziały staruszek. Opanowała go wizja groźnego wroga, zwierzęcia , które w momencie otwarcia drzwi do wewnątrz spróbuje skoczyć mu do gardła. W głębszej ciemności jego strachu tkwiły, połyskując uspokajająco jeszcze dwie możliwości. Strzelać przez drzwi oraz druga bardzo kusząca . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24.&lt;br /&gt;Zamknąć drzwi , schować się za biurkiem jak za barykadą i czekać skulony&lt;br /&gt;w chłodnym półmroku na powrót kumpli .Zadzwonić na komórkę do Góreckiego&lt;br /&gt;a jeśli zajdzie potrzeba , bronić się do ostatniego pocisku. Lecz przecież był policjantem , kandydatem na bohatera. Delikatnie zacisnął palce lewej dłoni na klamce i odbezpieczył broń . Jeszcze raz obliczył możliwą odległość odskoku.&lt;br /&gt;    -  Żeby tylko nie stracić równowagi – pomyślał i jeszcze raz odetchnął &lt;br /&gt;głęboko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paweł schował miniaturowy telefon do kieszonki na piersiach. Stali z Witkiem&lt;br /&gt;przy kiosku RUCHU. Sprzedawca , który właśnie zasuwał zielono-żółte kraty najwyraźniej słyszał ich rozmowę , gdyż patrzył na nich z niepokojem i pewnym&lt;br /&gt;niedowierzaniem. Nie znali go . Był widocznie nowy w Kolinie, najprawdopodobniej mieszkał  w jednym z tych nowych trzypiętrowych bloków. Witek, gdy ten w końcu&lt;br /&gt;nie wytrzymał i zapytał , bąknął coś uspokajającego. Spojrzał na Pawła i dał mu głową znak do odejścia. W milczeniu przeszli przez jezdnie .Wolno zmierzali w stronę&lt;br /&gt;posterunku. Każdy pogrążony we własnych spekulacjach.&lt;br /&gt;Pierwszy odezwał się Paweł , zwracając się ni to do Witka  ni to do siebie.&lt;br /&gt;-Co to za zeznanie, co my właściwie mamy powiedzieć, albo  mówiąc inaczej&lt;br /&gt;co ja powiem rodzicom Krystyny? Że siedziałem z nią na ławce. Że się pokłóciliśmy,&lt;br /&gt;że odeszła i znikła , że porwał ją wir , że słyszeliśmy jej krzyk dobiegający z pustego miejsca . Co to niby ma wszystko znaczyć , to się kupy nie trzyma. A pan , panie Wiktorze co właściwie tam zobaczył , że pan tak wiał ?&lt;br /&gt;Wiktor nachmurzył się i można było sądzić , że to już koniec rozmowy, ale po chwili&lt;br /&gt;odezwał się ze złością w głosie .&lt;br /&gt; -Na cholerę dzwoniliśmy do mendów , teraz to niezły szajs. Wyjdziemy w najlepszym razie na głupków , a w najgorszym lepiej nie myśleć. Nikogo wiry nie porywają w parkach ...w Polsce , a to znaczy , że męczą nas halucynacje . Może to jakiś eksperyment ? – zatrzymał się gwałtownie&lt;br /&gt;-Słuchaj Pawełku. Jak siedziałem na ławce koło ogródka widziałem taką parkę.&lt;br /&gt;Nietutejsi , bardzo dziwni, szał dyskretnej elegancji. F B I z drogich filmów. Tak dziwnie się zachowywali. Ona stała w tym parszywym zielsku po kolana , a on wprost do niej , a mnie jakby nie widział i razem poszli w ten gąszcz. Tacy pewni i zajęci jakby się spotkali na korytarzu luksusowego biurowca. &lt;br /&gt;25&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-9033419665300562148?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/9033419665300562148/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/08/cienie-4.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/9033419665300562148'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/9033419665300562148'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/08/cienie-4.html' title='Cienie 4'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-121171319622094342</id><published>2009-08-02T01:05:00.000-07:00</published><updated>2009-08-02T01:11:58.450-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cienie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='brudnopis 2001'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Cienie 3</title><content type='html'>-Ty zasrany nudziarzu ! Wykrzyczała mu odchodząc Krystyna, i być &lt;br /&gt;może te słowa ubodły go najboleśniej.&lt;br /&gt;-Jak to nudny ? Ja nudny ? – z goryczą i szyderstwem równocześnie&lt;br /&gt;skomentował jej ostatnie słowa. &lt;br /&gt;Z zamyślenia wyrwał go hałas, metodyczny rumor dobiegające od strony&lt;br /&gt;sąsiedniej lecz oddalonej o dobre sto pięćdziesiąt metrów ławki , gdzie cały&lt;br /&gt;czas grasowała grupka małoletnich przygłupów . Po kilkudziesięciu sekundach&lt;br /&gt;czterech najwyżej czternastoletnich chłopców minęło go ,biegnąc ścieżką ku staremu kościółkowi w dół parku. Wszystko to trwało chwilkę , lecz&lt;br /&gt;wystarczająco długo , by jeden z biegnących , wystrojony jak raper z Bronxu&lt;br /&gt;zdążył odwrócić ku Pawłowi piegowatą twarzyczkę i zagadnął .&lt;br /&gt;-Czego się gapisz chuju ? – i zaproponował już z oddali&lt;br /&gt;-W ryja może chcesz dostać .&lt;br /&gt;Paweł odetchnął głęboko , gdyż przez chwilę sądził , że padnie ofiarą napaści.&lt;br /&gt;Kiedy kroki biegnących ucichły , postanowił wrócić do domu by usiąść przy&lt;br /&gt;komputerze i trochę  pobawić się w sieci . Nagle wydało mu się , że ktoś bacznie wpatruje się w jego plecy , a biorąc pod uwagę jakim harcom  oddawał się przed chwilą niemile go zawstydziło .Odwrócił się lecz nikogo nie spostrzegł . Było cicho. Tak cicho , że niezbyt przecież wprawne ludzkie ucho usłyszałoby ze sporej odległości przelatującą muchę . Lecz żadna mucha nie śmiała w tym momencie latać w tym parku. Niepokój , który w nim utkwił spowodował , że &lt;br /&gt;wstał i lekko przygarbiony ruszył żwirową ścieżką w kierunku wyjścia . Nie ogłuchł ,gdyż doskonale słyszał chrzęst żwiru pod podeszwami sandałów i swój&lt;br /&gt;świszczący  oddech gdy krocząc sztywno jak żuraw z radzieckiej kreskówki wchodził w najmocniej ocieniony fragment ścieżki. Właśnie wtedy,gdy zaczynał się bać ,wpadł na niego rozpędzony i zziajany  Wiktor Piotrowski. Paweł widział go przed mniej więcej godziną gdy jeszcze z Krysią siedzieli na ławce a on w ostatnim odruchu próbował ją niezdarnie przytulić , podświadomie odwlekając chwilę ostatecznego zerwania .Wówczas Wiktor najwyraźniej go nie poznał a przecież znali się doskonale, gdyż domy w których mieszkali dzieliły tylko dwie posesje . Poza tym ojciec Pawła mimo tego , że często wskazywał Wiktora jako odstręczający od nałogów i zbytniego luzactwa przykład , jeszcze częściej zapraszał go na brydża , gdy z żoną i doktorem Chrzanowskim w dymie i wśród wzajemnych pretensji grali robry do bardzo późnej nocy. &lt;br /&gt;I wstyd powiedzieć , ale nawet niezbyt wprawiony Paweł łatwo jako obserwator mógł zauważyć , że Wiktor przynajmniej w tej grze bije ich o dwie klasy . W każdym razie teraz wpadł na niego z takim impetem , że obydwaj wylądowali w rozłożystym krzewie zdziczałej róży . Paweł czując mdły odór alkoholu odruchowo odepchnął sąsiada , lecz ten chwycił go silnymi dłońmi za kurtkę i poderwał się razem z nim na nogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; -Paweł spierdalamy stąd ! – wybełkotał i popchnął chłopca z powrotem na ścieżkę i mimo ,że chłopiec ogłupiony sytuacją  stawiał słaby opór powlókł go &lt;br /&gt;potykającego się o własne nogi w kierunku płotu .Stalowe pręty umocowane między stuletnimi , zbudowanymi z pruskiej cegły słupkami nie były dla nich zbyt trudną zaporą . Kiedy znaleźli się na ulicy o mało nie przewrócili objuczonej  zakupami postawnej niewiasty. Z ciężkim warkotem przejechała szosą ciężarówka Scania , wyładowana aluminiowym złomem , zmierzając&lt;br /&gt;niechybnie do miejscowej odlewni . Jednocześnie z odległej od nich o kilkadziesiąt metrów bramy parku  wychynęła grupa przedszkolaków pod wodzą dwóch pań wychowawczyń . Jak rozedrgany hałasujący wąż -  smok . Niosła się wyprzedzając maluchów ich pieśń bojowa , opowiadająca o tym,  że nadeszła już chwila rozstania i już za chwilę pożegnają przedszkole ... i tak dalej w stylu plemienia dziecięcego , schwytanego przez dorosłych w pułapkę  infantylnych znaczeń i ładnych rymów .&lt;br /&gt;Stali, łapiąc powietrze , oparci o stalowe pręty ogrodzenia .&lt;br /&gt;-Czułeś to ?  Spytał Witek ,z trudem przełamując bełkotliwość wymowy.&lt;br /&gt;Paweł nie odpowiedział . Czuł dumę ,że mimo strachu i gwałtownego wysiłku&lt;br /&gt;jego myśli znowu były jasne , a to co za chwilę powie  zadziwi tego dorosłego&lt;br /&gt;mężczyznę . Ocierając spocone czoło papierową chusteczką rzekł wskazując na&lt;br /&gt;zbliżające się dzieci .&lt;br /&gt;-Panie Wiktorze , widzi pan i słyszy te dzieciaki ?&lt;br /&gt;-Przecież nie jestem głuchy ani ślepy ,pewnie, że widzę !&lt;br /&gt;-Ja też a to gorsza sprawa , bo jest kurcze 16 sierpnia i przedszkole jest nieczynne , a tym bardziej zerówka – a to są dzieciaki z zerówki .&lt;br /&gt;-Panie Wiktorze – spierdalamy !&lt;br /&gt;Nie było to konieczne , gdyż w tym momencie pieśń ucichła i kilkadziesiąt&lt;br /&gt;dzieciaków wraz z opiekunkami po prostu rozpłynęło się w powietrzu.&lt;br /&gt;Nie mogli zbyt długo wpatrywać się w siebie pytającym wzrokiem gdyż w tym&lt;br /&gt;momencie zza ogrodzenia parku rozległ się rozdzierający kobiecy krzyk .&lt;br /&gt;Paweł poznał od razu głos Krysi, naprawdę rozdzierający głos krańcowego&lt;br /&gt;przerażenia i bólu .Głos dochodził z zarośniętego narożnika parku po drugiej&lt;br /&gt;stronie bramy w której przed chwilą pojawiły się rozśpiewane niby dzieci.&lt;br /&gt;Ruszyli właściwie równocześnie i gnali , mijając przechodniów , którzy szli&lt;br /&gt;ku swoim sprawom w całkowitej obojętności. Jeden tylko, szczeciniasty dziadek&lt;br /&gt;z fajką w zębach przystanął i nasłuchiwał . Wszystko działo się szybko i czuli&lt;br /&gt;się jak w tunelu prywatnej halucynacji ale jeszcze przyspieszyli,  słysząc jak ton głosu zmienia się w jękliwy agonalny skowyt . W końcu minęli bramę i rzucili się między drzewa gdzie srożył się przypominający trąbę powietrzną wir .&lt;br /&gt;Bezgłośny przezroczysty wir a w jego wnętrzu szatkowane w krwawej wirówce  ciało kobiety. Krzyk umilkł a wkrótce po całej tej dramatycznej scenie pozostał&lt;br /&gt;jedynie niewielki wydeptany w zdziczałym trawniku  okrągły placyk.        &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;                      Rozdział drugi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18.&lt;br /&gt;O godzinie piętnastej trzydzieści młodszy aspirant Artur Gutowski znalazł&lt;br /&gt;w gęstwinie młodnika , na niewielkiej nasłonecznionej polance resztki , które&lt;br /&gt;zostały z rozszarpanego chłopca . Psy zawiodły . Stare , doświadczone w tej&lt;br /&gt;pracy wilczury zachowywały się jak wystraszone szczeniaki .Początkowo on sam , mimo że uodporniony nieco pracą przy zabezpieczaniu miejsca pierwotnie odkrytej zbrodni , poczuł się naprawdę słabo. Dzieciak to jednak co innego , a prawdę mówiąc nigdy nie widział niczego choć trochę podobnego . Ot jak to w służbie: ofiary wypadków, pobicia, jeden gość mocno pocięty nożem , jeden z ranami postrzałowymi, kilku samobójców . Normalka . Ale coś takiego. Gorzej, że okazał słabość przed sierżantem Gruzą i tymi gówniarzami z kryminalnej. Tymi dwoma specjalnie się nie przejmował , ale Gruza z którym pracował na co dzień w miasteczku cały czas uśmiechał się znacząco pod wąsem. Też  żaden z niego rutyniarz ale widać już taki charakter. Teraz na miejscu była już ekipa dochodzeniowa i nie miał wiele do roboty. Ciągle przybywało funkcjonariuszy , a po zabezpieczeniu śladów i obfotografowaniu leśnej polanki , zaczęto zbierać szczątki chłopca do plastykowego czarnego worka i białych pojemników. Górecki stał na uboczu i przeglądał swoje Tewo z notatkami , spisanymi na gorąco w większości jeszcze drżącą ręką . To było dziwaczne. Z tym pierwszym ,zabitym na skraju lasu to chociaż dowiedzieli się kim był. Ale chłopiec... Sprawa chłopca była zupełnie do dupy.&lt;br /&gt;Nawet nie to jak był ubrany, choć nigdy nie spotkał się , nawet wśród największej biedoty by ktoś ubrał dzieciaka w zgrzebne, jakby uszyte ze&lt;br /&gt;starego worka porcięta, koszulinę tak pocerowaną i połataną , że wyglądała&lt;br /&gt;jak jakiś cholerny szarobury patchwork  i kurtkę płócienną podobnej jakości&lt;br /&gt;Było w tych łachach coś co kazało przypuszczać , że mogą być jakimiś rekwizytami  do filmu o nędzy siedemnastowiecznych galicyjskich chłopów.&lt;br /&gt; REKWIZYTY – FILM – ORGIA – RYTUAŁ  SATANISTYCZNY&lt;br /&gt;zapisał  dużymi drukowanymi literami , i po krótkim namyśle podkreślił te cztery , jego zdaniem kluczowe słowa zdecydowaną podwójną kreską.&lt;br /&gt;Lecz niestety to nie było wszystko. Po początkowym szoku , gdy już wróciła mu&lt;br /&gt;odwaga i zanim przyjechała ekipa z powiatu obejrzeli z Gruzą kawałki ciała&lt;br /&gt;rozrzucone na polance. Najpierw zwrócili uwagę na oderwaną poniżej kolana&lt;br /&gt;nogę. Chłopiec był bosy , co biorąc pod uwagę dziwne przebranie specjalnie&lt;br /&gt;nie dziwiło. Bardziej już to , że stopa wyglądała tak jakby dzieciak od lat nie&lt;br /&gt;używał butów. Zrogowaciała, pokryta licznymi strupami i bliznami skóra&lt;br /&gt;zdawała się twarda jak podeszwa buta , co Gruza stwierdził osobiście za pomocą&lt;br /&gt;wskazującego palucha . Pozostałe kawałki ciała były podobnie ozdobione&lt;br /&gt;niewiarygodną wręcz ilością strupów, krost , wrzodów itp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Była to jakby makabra w makabrze . Hańba w hańbie , a biorąc pod uwagę przy-&lt;br /&gt;puszczalny wiek zabitego chłopca , wstępnie szacowany z zadziwiającą jedno-&lt;br /&gt;myślnością na maksimum trzynaście lat  jego lewa dłoń ( prawej nie znaleziono) była zadziwiająco spracowana i mimo , że taka drobna przypominała bardziej dłoń spracowanego pięćdziesięciolatka . Z dolnej części twarzy niewiele zostało  ale skołtunione, niewiarygodnie wręcz brudne jasne włosy doskonale pasowały do obrazu całości . Podporucznik stał z otwartym notatnikiem i stukał końcówką kulkowego pióra w stronnicę opatrzoną obiecującym nagłówkiem – WNIOSKI.&lt;br /&gt;-Choć stary. Zdamy raport ze wstępnego przesłuchania tych tam świadków&lt;br /&gt;usłyszał głos Gruzy i ruszył w jego kierunku z trzaskiem zamykając bordowy&lt;br /&gt;notatnik. Szli, by ominąć gąszcz nieco okrężną drogą i Artur w pewnym momencie zauważył w połowie ukrytego pod liśćmi pięknego pękatego prawdzi –wka a nieco dalej dwa mniejsze , jak tulące się do siebie dzieci  . Schylił się nawet po tak kuszącą zdobycz ale zauważył  skrajną niestosowność swych intencji. Gruza oczywiście to zauważył .&lt;br /&gt;-Ładnie byś wyglądał z tymi borowikami przed tymi gośćmi .Prawdziwy twardziel z niego. Ho Ho i nic go nie rusza. Trzeba go dawać do takich spraw&lt;br /&gt;Faceci z tasakami , amatorskie sekcje , te rzeczy. &lt;br /&gt;Sierżant bardzo udanie naśladował tubalny głos majora Sroki i Artur mimo woli roześmiał się nerwowo.&lt;br /&gt;-Ho Ho nawet w takich sytuacjach potrafi się śmiać i jakich ładnych grzybów&lt;br /&gt;nazbierał – dokończył  Gruza i wracając do własnego podskórnie kpiącego&lt;br /&gt;tonu  przeszedł na inny temat .&lt;br /&gt;-Słuchaj z tym Ławą będzie mały kłopot . Ten drugi , jak mu tam, no ten ślimas&lt;br /&gt;którego ty przesłuchiwałeś to jeszcze jeszcze , ale Ława ... Widziałeś przecież&lt;br /&gt;trzeźwy był. Po spisaniu zeznań cały czas siedział na krześle tuż przy mnie i sobie rozmawialiśmy. Jak pojechałeś  pierwszy , pokazać im to miejsce a ja czekałem aż zmieni mnie Rysiu , poszedł się odlać. Mówię ci, był ze trzy minuty. Wrócił i siedzi i milczy a ja patrzę a on jakiś taki niewyraźny jest. Miał&lt;br /&gt;gdzieś skurwiel schowaną gołdę i wychlał w kiblu, a że gość taki już słabszy jest&lt;br /&gt;to mi w parę minut zupełnie odjechał. Zawlokłem go do dziury i zamknąłem.&lt;br /&gt;Może się jeszcze przydać jakby co .&lt;br /&gt;-Oczywiście przepatrzyłem łazienkę i znalazłem butelkę. Ćwiartkę Absolwenta&lt;br /&gt;z gwinta wywalił , to i nie dziwota.&lt;br /&gt;Rozmawiając wyszli na skraj lasu gdzie stały samochody a policjanci różnych&lt;br /&gt;rang i specjalności próbowali odsunąć za rozpiętą taśmę ograniczającą dostęp&lt;br /&gt;dwóch groźnie wyglądających brodatych reporterów uzbrojonych w cyfrową&lt;br /&gt;kamerę i młodą dziennikarkę z przypiętym do czarnego T- Shirta kolorowym&lt;br /&gt;logiem miejscowej stacji radiowej. Dziennikarka najwyraźniej dała za wygraną&lt;br /&gt;i zaczęła przepytywać wyznaczonego do udzielania informacji młodego ,ubranego po cywilnemu policjanta, który zresztą konsekwentnie nie udzielał&lt;br /&gt;jej żadnych informacji zasłaniając się dobrem śledztwa . Trudniejsza sprawa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20.&lt;br /&gt;była z brodatymi reporterami z TVT , którzy za nic mieli groźby i prośby ,bezskutecznie próbując dostać się pomiędzy pokrwawione brzozy. Jeden z nich odwracał uwagę funkcjonariuszy a drugi niczym gracz futbolu amerykańskiego szturmował policyjną linię obrony.&lt;br /&gt;Kierowca ich firmowego Forda siedział sobie spokojnie na masce samochodu&lt;br /&gt;i czytał Przegląd Sportowy. Artur podszedł do niego, przedstawił się i zasięgnął informacji. Flegmatyczny mistrz kierownicy wyjaśnił mu , że znaleźli się tu , ponieważ niedaleko był wypadek. Jakiś frajer wjechał polonezem pod Inter City i przypadkiem ( tu mrugnął znacząco) dowiedzieli się , że w Kolinie było wyjątkowo krwawe morderstwo, a prawdziwym dziwactwem było by nie przyjechać.&lt;br /&gt;-Proszę Pana ,ale to nie wszystko . Jak zobaczyli co tu się stało to komórka się&lt;br /&gt;grzała . Ten wyższy bez kamery to wielki cwaniak .Wejścia ma wszędzie . Za&lt;br /&gt;chwilę będzie miał takie pozwolenia , że mordercę przesłucha przed policją.&lt;br /&gt;Na taką prowincję to jest ktoś . Nawet w Warszawie...To banda świrów-dodał&lt;br /&gt;ściszając głos.&lt;br /&gt;-W sumie trudno się dziwić . W takim miejscu dwa trupy ,w taka makabra...&lt;br /&gt;W tym momencie kierowca stracił cały wystudiowany spokój i wydarł się jak&lt;br /&gt;opętany.&lt;br /&gt;-Panie Romku ! Panie Romku! Jest drugi trup ! Pewnie w lesie !&lt;br /&gt;Słysząc to brodacz , szarżujący z kamerą gwałtownie zawrócił i pognał w ich&lt;br /&gt;kierunku. Górecki zdążył warknąć wściekle, żeby się zamknął, ale major Sroka&lt;br /&gt;już  zmierzał w ich kierunku.&lt;br /&gt;-Górecki ! Do jasnej cholery, kto cię upoważnił  ? Kto ci pozwolił ględzić na prawo i lewo o dzieciaku ? To, że go znalazłeś...&lt;br /&gt;Brodacz z kamerą dosłownie podskoczył , aż śmieszna wyraźnie za mała błękitna czapeczka z daszkiem spadła mu z głowy , odsłaniając wilgotną&lt;br /&gt;błyszczącą  łysinę.&lt;br /&gt;-Zabite dziecko ! Zabite dziecko !- krzyknął i machnął gwałtownie wolną ręką,&lt;br /&gt;Naprawdę trudno było zdecydowanie stwierdzić czy w tym okrzyku więcej&lt;br /&gt;było przerażenia , czy marnie skrywanego podniecenia.&lt;br /&gt;W tym właśnie momencie na policyjnym posterunku w miasteczku posterunkowy Ryszard Ziomecki przechadzał się dostojnie od zakratowanego&lt;br /&gt;okna z którego wypatrywał powrotu kolegów do prowizorycznego aresztu&lt;br /&gt;w którym przebywał tymczasowo pijany Stachu Ława.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspaniały Józio i Mirek Kotlarczyk złożyli zeznania i poszli do domu , gdyż nie&lt;br /&gt;było podstaw by ich zatrzymywać. Gruza na odchodnym przykazał im by stawili&lt;br /&gt;się ponownie o osiemnastej , gdyby ci ze śledczej czegoś jeszcze od nich chcieli.&lt;br /&gt;Spojrzał na zegarek i uświadomił sobie ,że została jeszcze godzina. Nie zgłosił się tylko Witek , ale to był znajomy sierżanta , w związku z tym nikt się tym specjalnie nie przejmował , tym bardziej , że według słów pozostałych nie był&lt;br /&gt;nawet  w lesie. Ryszard Ziomecki pochodził z sąsiedniego Karamowa i też znał ich wszystkich. Drobne takie pijaczki – zwykł  nie bez racji myśleć o nich . W przeciwieństwie do chłopaków z jego własnego pokolenia i młodszych nie&lt;br /&gt;sprawiali kłopotów. Żadnych kradzieży , bójek .Nic z tych rzeczy. Zbierali się&lt;br /&gt;na rogu, gdzie nieraz potrafili przestać kilka godzin.Trochę sępili. Latem grzybki , rybki i karcięta na świeżym powietrzu albo w tej chałupie pod lasem .&lt;br /&gt;No i oczywiście naleweczki , winiunia  i wódeczka. Ale nic nielegalnego. Każdy &lt;br /&gt;miał jakąś rentę i potrafili gdy naszła ich na to ochota dorobić trochę grosza.&lt;br /&gt;Posterunkowy Ryszard Ziomecki był barczystym dwudziestopięciolatkiem o ciągle chłopięcej twarzy , której wyglądu właśnie z tego powodu nie cierpiał.&lt;br /&gt;Walczył z nim próbując zapuścić wąsy, lecz będąc płowym blondynem nie osiągnął zadowalającego efektu. Obecnie próbował dodać sobie męskości goląc głowę  tuż przy skórze , ale upodobnił się jedynie do miejscowych łobuzów. Ryszard co starannie ukrywał, był marzycielem. Każdego dnia schodził do piwnicy gdzie metodycznie trenował  za pomocą licznych hantli i sztangi własnego wyrobu, a całe cykle treningowe starannie opisywał w grubych skoroszytach .Nie marzył o karierze kulturysty czy innego sportowca.&lt;br /&gt;Wierzył święcie , że pewnego dnia jego siła i zręczność uratują jemu samemu lub jego kumplom życie . Oczywiście nie tu w Kolinie , gdzie wylądował na skutek zbiegu złych okoliczności i niezbyt wybitnych osiągnięć w nauce. Teraz nadchodził jego czas. Za półtora miesiąca rozpoczynał policyjne studia w Szczytnie. Lubił się widzieć w hipotetycznych akcjach , marzył o trudnych śledztwach kończących się spektakularnymi akcjami z użyciem broni. Byłby jak Arnold i Kojak w  jednej stłoczony osobie. Byłby...&lt;br /&gt;Teraz jednocześnie denerwował się i nudził. W chwili gdy naprawdę coś się&lt;br /&gt;działo, musiał zadowolić się tym , że przez pół godziny zabezpieczał miejsce&lt;br /&gt;pierwszego mordu nim podmienił go Gruza po zakończeniu przesłuchań. Nie było dla niego miejsca w tym dramacie. Zostawili go jak niańkę dla tego pijusa.&lt;br /&gt;Poprawił broń i wyszedł na zewnątrz. Stanął na podeście schodów i rozejrzał się&lt;br /&gt;po okolicy .Drogą leniwie przejeżdżały samochody. Niektóre wypełnione plażowiczami wracającymi znad jeziora. Na placyku przed pobliskim sklepem&lt;br /&gt;dwóch malców z krzykiem ujeżdżało połyskujące srebrem hulajnogi. W cieniu &lt;br /&gt;drzew , ciągnących się dwoma asystującymi szosie szpalerami spacerowali ludzie spragnieni pogawędki na świeżym powietrzu. Młode mamusie pchały&lt;br /&gt;wózki. Grupa nastolatek przeszła śmiejąc się głośno. Było naprawdę gorąco.&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;22.&lt;br /&gt;Powietrze stało a delikatny wiaterek, który nieco chłodził jego na czerwono&lt;br /&gt;opaloną  twarz zamarł zupełnie. Będzie burza – pomyślał&lt;br /&gt;Zadzwonił telefon . Otarł wierzchem dłoni pot z czoła i niespiesznie wrócił na komisariat. Początkowo sądził, że to jakiś głupi żart.&lt;br /&gt;Bełkotliwy, lekko sepleniący głos coś mu gwałtownie tłumaczył. Ryszard nic nie zrozumiał , ale gdy już miał odłożyć słuchawkę usłyszał inny głos , równie  przepełniony zdenerwowaniem, lecz tym razem wyraźny , należący najpewniej do jakiegoś młodzika.&lt;br /&gt;-Ja panu to zaraz wytłumaczę. Coś strasznego się stało w parku. Moja dziewczyna Krysia, moja była właściwie dziewczyna Walczak...taaa&lt;br /&gt;Krystyna Walczak zaginęła przed chwilą, to znaczy właściwie  znikła słyszeliśmy jak okropnie krzyczała... taki wir ją porwał , a właściwie &lt;br /&gt;my jej nie widzieliśmy ... tylko krew jak w mikserze...w powietrzu.&lt;br /&gt;W parku... co się dzieje ? halo halo !&lt;br /&gt;-Tak, słucham, słucham-Ryszard poczuł jak cierpnie mu skóra na karku&lt;br /&gt;Proszę szybko tu przyjść na posterunek. Spiszemy zeznanie , zaraz&lt;br /&gt;wszyscy tu wrócą to pojedziemy sprawdzić do parku. Jak się nazywasz ? &lt;br /&gt;Tak, a ten drugi, aha Wiktor Piotrowski, on tu już rano powinien się zgłosić. Dobrze, kończę bo ktoś przyszedł. Proszę natychmiast tu przyjść !&lt;br /&gt;Usłyszawszy jak rozmówca wyłącza telefon odwrócił się ale nie zobaczył przy barierce spodziewanego gościa. Ktoś stał na korytarzu pod drzwiami. Przysiągł by, że zostawił je otwarte , lecz teraz były przymknięte .Tak że z rozświetlonego&lt;br /&gt;Słońcem korytarza wpadała do pokoju , w którym okna były szczelnie zasłonięte opuszczonymi żaluzjami wąska wyrazista smuga światła. Na biurku Gruzy &lt;br /&gt;jednostajnie pracował wentylator, omiatając pod ciągle zmieniającym się kątem&lt;br /&gt;niewielką przestrzeń pokoju. Ryszard stał przez chwilę zbierając myśli , z prawą dłonią opartą na bakelitowej słuchawce telefonu , wsłuchany jednocześnie w odgłosy dochodzące zza przymkniętych drzwi . Jego twarz muskał delikatny powiew powietrza, lecz chłód jaki spętał jego ciało nie miał z wentylatorem wiele wspólnego. Dochodzące zza drzwi odgłosy w normalnych warunkach nie zwróciły by jego uwagi  ale teraz , po tym co się stało i po tym co przed chwilą usłyszał, a co w  jego umyśle momentalnie zostało połączone w niepojętą groźną całość, napięcie jakiemu uległ zostało spotęgowane .&lt;br /&gt;Zza drzwi dobiegało bowiem mlaskanie i szuranie. Zupełnie jakby bezzębny starzec pozbawiony łyżki zmagał się z miską jajecznicy , jednocześnie niecierpli&lt;br /&gt;wie przebierając nogami obutymi w podkute żelazem buty. Był przerażony, zaskoczony we własnej fortecy podczas codziennych oczywistych czynności. Zwilgotniały mu dłonie i tak stał pocąc się w tym przyjemnie chłodnym zacienionym pokoju. Nieruchomy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-121171319622094342?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/121171319622094342/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/08/ty-zasrany-nudziarzu-wykrzyczaa-mu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/121171319622094342'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/121171319622094342'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/08/ty-zasrany-nudziarzu-wykrzyczaa-mu.html' title='Cienie 3'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-2925218142619200340</id><published>2009-07-27T06:00:00.000-07:00</published><updated>2009-07-27T06:04:33.305-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cienie a2'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='brudnopisy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Cienie (2001) - rozdz.2</title><content type='html'>Witek faktycznie przyjął i zgodnie z tym co mówił Józio nieco rozgadał w&lt;br /&gt;miasteczku o rzezi na skraju lasu. Prawdą było również, że ze względu na&lt;br /&gt;niewielką wadę wymowy , fakt że wypił nieco wódeczki  znakomicie&lt;br /&gt;utrudnił przypadkowym słuchaczom w Tarczy zrozumienie jego opowieści.&lt;br /&gt;Siedział teraz w parku na ławeczce w cieniu przepięknego kasztanowca, z&lt;br /&gt;nalewką wiśniową w żółtej reklamówce i bał się . Nie był pijany , a że nie był też głupi doskonale orientował się jakie zmiany wniesie to zdarzenie do ich uregulowanego trybu życia. Mieli fajną melinę u Mirka, parę metrów od lasu , w nawet niezbyt zrujnowanej chałupie po dziadku. Było gdzie wypić w spokoju , pograć w karty , coś upitrasić czy też  wyspać się po ochlaju. Nikt nie buczał nad głową , co w przypadku Witka mieszkającego kątem przy rodzinie siostry było bardzo, bardzo istotne. Nieraz jak się zmobilizowali finansowo to i tydzień przebalowali .A teraz policja to wszystko rozgrzebie i zaraz się zacznie. Przemknęło mu nawet przez myśl , że śledczy z powiatowej mogą sobie wydedukować , że czterech degeneratów zabiło faceta dla paru złotych. &lt;br /&gt;Ot ,tak jak w telewizji . Wpadli w szał bo mało kto zabiera kasę idąc do lasu. Gość był bez grosza to rozdarli go w strzępy, zjedli trochę narządów i poszli pić. Prawdopodobne ? Nie !&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po udzieleniu sobie tej uspokajającej odpowiedzi pochylił się i wyciągnął z&lt;br /&gt;reklamówki butelkę . Ukradkowym ruchem odkręcił nakrętkę, przytknął zielone&lt;br /&gt;szkło do spierzchniętych warg i wypił długi, bardzo długi łyk słodkiego płynu.&lt;br /&gt;Poczuł miłe ciepło rozpływające się w jego ciele. Oparł się wygodniej o drewniane oparcie i spod przymkniętych powiek zaczął obserwować dzieci&lt;br /&gt;bawiące się pod pasywnym nadzorem plotkujących matek w przygnębiająco&lt;br /&gt;małym ogródku jordanowskim. Skrzypiała miarowo huśtawka na której wzlatywała wysoko sześcioletnia czarnulka  w czerwonej sukience . Jakiś malec w piaskownicy zaczął rozpaczliwie wzywać pomocy, lecz młoda mamusia w prostych wojskowych słowach wytłumaczyła mu co z nim za chwilę zrobi jeżeli  nie przestanie. Witek roześmiał się głośno i na to konto znów sięgnął do reklamówki, ale cofnął rękę widząc zupełnie obcego faceta zmierzającego w jego stronę. Był to młody gość ubrany z zupełnie nietutejszą elegancją. Szedł w jego kierunku zamaszyście , wyprostowany i pewny siebie , tak jakby zaczepienie i rozmowa z Witkiem należały do jego oczywistych obowiązków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozważał nawet czy nie lepiej będzie , jeśli wstanie i odejdzie , ale nieznajomy&lt;br /&gt;był tuż, tuż i Witek chciał już nawet odezwać się pierwszy by choć na moment&lt;br /&gt;przejąć inicjatywę w nieuniknionej jak mu się zdawało konfrontacji ale dryblas&lt;br /&gt;od Armaniego minął ławkę i równie zdecydowanym krokiem jak tym , którym &lt;br /&gt;poruszał się po żwirowej alejce wkroczył w zarośla. Witek mocno zdziwiony, gdyż jeszcze czuł na sobie pytający wzrok nieznajomego obejrzał się przez ramię i zobaczył kilka metrów dalej równie nieznaną mu młodą kobietę. Stała po kolana w zdziczałej trawie, a gdy mężczyzna podszedł do niej ,pokazała mu coś co trzymała w uprzednio zaciśniętej dłoni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten podniósł tą rzecz do oczu . Przez chwilę starannie ją oglądał a potem powiedział coś cicho i obydwoje odeszli  szybkim krokiem , przedzierając się przez gęstwinę. Witek przez chwilę patrzył za oddalającą się parą . &lt;br /&gt;Dziwaczność tej sceny dotarła do niego natychmiast , podobnie jak jasne&lt;br /&gt;i dogłębne przekonanie , że w jakiś niepojęty sposób ta sympatyczna para jest&lt;br /&gt;związana z tym co się stało w lesie , albo mimo braku policyjnego sztafażu ze&lt;br /&gt;śledztwem w sprawie . Przybysze nie umawiają się bowiem w zaniedbanych&lt;br /&gt;parkach małych miasteczek na randki .Gdybyśmy żyli w USA albo w filmie&lt;br /&gt;byliby to niezawodnie agenci FBI , ale w Polsce agenci FBI nie występują zbyt&lt;br /&gt;tłumnie. Uśmiechnął się do własnych myśli , jak lubił to czynić , gdy któraś z&lt;br /&gt;jego myśli wydała mu się szczególnie trafna. Teraz już bez przeszkód wypił&lt;br /&gt;solidny łyk słodkiej naleweczki. Odłożył butelkę do torby  i spojrzał na roz-&lt;br /&gt;-słoneczniony  plac zabaw. Huśtawka już nie skrzypiała , dzieciak już nie &lt;br /&gt;krzyczał . Wyglądało na to , że wszyscy sobie poszli. Patrzył przez chwilę nim rozszyfrował  tę scenę , nim dotarło do niego znaczenie tego co widział.&lt;br /&gt;Poderwał się gwałtownie potrącając reklamówkę i przewracając butelkę.&lt;br /&gt;Pognał w kierunku huśtawek jak wściekły rugbista. &lt;br /&gt;Dziewczynka w czerwonej sukience znikła ale na górnej poręczy metalowej&lt;br /&gt;konstrukcji  miotał się w bezgłośnej agonii powieszony na sizalowym sznurku&lt;br /&gt;może dwuletni brzdąc . Z jasnej główki spadła zielona czapeczka. Małe nóżki&lt;br /&gt;wierzgały w powietrzu. Witek biegł wyciągając dłonie by jak najszybciej zbawczym ruchem poderwać malca w górę , ale potknął się o krawężnik i runął na żwir alejki . Wstał natychmiast gotowy do biegu , ale napotkał przerażony wzrok i otwarte bezgłośnie usta kobiet pilnujących dzieci. Dziewczynka w czerwonej sukience odwróciła główkę  a malec w piaskownicy słysząc rumor jego upadku , a może widząc rozpaczliwy bieg mężczyzny dotychczas ukrytego w cieniu znowu rozpoczął płaczliwy lament.&lt;br /&gt;Witek stał przecierając oczy. Próbował dopasować dwa obrazy, które widział przed chwilą równie wyraźnie , lecz nie dane mu było spokojnie tego rozważyć , gdyż troskliwa mama brzdąca bawiącego się w piasku obrzuciła go natychmiast stekiem niezbyt wyszukanych wyzwisk ,z których najdelikatniejsze brzmiało  --     -Ty świński zachlany ryju! Ty zahukana franco !&lt;br /&gt;Witek otumaniony tym wszystkim gwałtownie wycofał się w zbawczy cień&lt;br /&gt;kasztanowca. Bez słowa chwycił reklamówkę z flaszką ( jednak jakimś kącikiem umysłu z zadowoleniem zauważył , że flaszka jest cała ) i oddalił&lt;br /&gt;się , hamując z trudem chęć ucieczki w kierunku wyjścia z parku. Słyszał jeszcze podniesiony głos troskliwej mamy , wyraźnie już zajętej uspokajaniem synka , ponieważ ostatnie słowa jakie do niego dotarły brzmiały – &lt;br /&gt;- Jeszcze raz się rozedrzesz to ci tę mordę zamknę na zawsze&lt;br /&gt;Ty mały pierdolony szczurze !&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Witek rozważył całą sprawę już spokojniej i doszedł do wniosku , że nie czas&lt;br /&gt;wracać jeszcze do miasta, słusznie przeczuwając , że będzie musiał w końcu&lt;br /&gt;zeznawać przed policją , choć przecież tak na dobrą sprawę nic nie widział , ani&lt;br /&gt;konkretnego nie wiedział .&lt;br /&gt;Skręcił w wąską wydeptaną ścieżynę i zszedł niżej w kierunku zaniedbanych&lt;br /&gt;stawów. Minął trzy ławeczki usytuowane w zimnych nieprzytulnych miejscach , czwartą na której rozsiadła się zakochana parka najwyraźniej w stanie ostrego konfliktu . Minął także piątą ,szczerze mówiąc jego ulubioną , którą z kolei upatrzyło sobie czterech wyrostków i w zapamiętaniu młodej bezinteresownej głupoty , próbowało pozbawić ją oparcia kopiąc starannie , na zmianę, nieco już podniszczone deski oparcia . Witek ze względu na wiek i warunki fizyczne młodzieńców nie wróżył im powodzenia . Znał dwóch spośród nich , a dokładniej ich ojców , którzy nie należeli bynajmniej do zwolenników bez stresowego wychowywania dzieci ,ale zaniechał interwencji  a tylko uśmiechnął się pod wąsem , gdy Przemek , nieodrodny synek Wojtka Ogórka , przerywając na chwilę kopanie ławki , okraszane stekiem wyzwisk , powiedział mu &lt;br /&gt;– Dzień  Dobry !&lt;br /&gt;W poszukiwaniu spoczynku przemierzył pół parku, aż wreszcie znalazł&lt;br /&gt;dobre miejsce. U podnóża ławeczki na której usiadł trawiasta skarpa opadała łagodną amfiteatralną pochyłością ,prowadzącą do dawno nieczynnej betonowej&lt;br /&gt;fontanny i zarośniętego stawu ze sztuczną  wysepką dźwigającą na swym wątłym, zaśmieconym grzbiecie nieproporcjonalnie potężną świątynie dumania . &lt;br /&gt;Wysepka połączona była niegdyś ze stałym lądem zgrabnym mostkiem o&lt;br /&gt;fantazyjnych odlanych z żeliwa barierkach . Mostkiem do którego dostępu&lt;br /&gt;broniły dwa niewielkie , również żeliwne lwy .Witek widział park na zdjęciach&lt;br /&gt;w albumie pełnym starych fotografii . W albumie babci Janiny , który po jej&lt;br /&gt;śmierci bezceremonialnie sobie przywłaszczył , by potem sprzedać w całości&lt;br /&gt;handlarzowi staroci na giełdzie kolekcjonerskiej w Poznaniu .&lt;br /&gt;Obecnie rolę mostku spełniały dwie szyny , do których byle jak przyspawano&lt;br /&gt;kilka bardzo rozmaitych kawałków blach . Świątynia dumania zaś , sądząc po walających się wszędzie strzępach pogniecionych gazet zasadniczo zmieniła swoje przeznaczenie . Jednak dzieliło go od wyspy około stu metrów i gdy usiadł na ławce mógł wciągając powietrze głębokimi haustami poczuć jedynie orzeźwiający zapach świeżo skoszonej trawy , wyprażonej w sierpniowym Słońcu .Koło fontanny pasły się spokojnie dwa siwki , należące do znanego Witkowi pana Jurka , który miał bryczkę i organizował jakieś turystyczne przejażdżki, będące raczej formą towarzyskiej nie zaś zarobkowej działalności .&lt;br /&gt;Cóż. Łyknął nalewki, popatrzył po okolicy i wreszcie mógł spokojnie podumać&lt;br /&gt;nad tym co przeżył przed zaledwie kilkunastoma minutami.&lt;br /&gt;Przecież nie był do cholery pijany. Trochę owszem ale szedł prosto i wszystko&lt;br /&gt;doskonale pamiętał . Kłopoty zaczynały się ,gdy próbował to zrozumieć . Nigdy&lt;br /&gt;nie miewał żadnych zwidów i nawet tłumaczenie tego  porannym szokiem nie&lt;br /&gt;bardzo wytrzymywało krytykę . Zamyślił się głęboko , patrząc na konie , a głęboko ukryta myśl , że coś jest nie tak powoli dojrzewała w jego umyśle .&lt;br /&gt;Jeszcze raz starannie zlustrował okolicę . Nic się nie działo . Konie stały spokojnie jak drewniane pomalowane farbami kukły . Wiatr nie wiał i żadne&lt;br /&gt;źdźbło nie drgnęło. W parku panowała cisza. Młodzieńcy przestali kopać ławkę.&lt;br /&gt;Z szosy nie dochodziły odgłosy przejeżdżających samochodów. Rozejrzał się&lt;br /&gt;z niepokojem. Ptaki zamilkły. Przez długą ciężką chwilę docierała do niego&lt;br /&gt;absolutność tej ciszy i wtedy poczuł , jak niezależnie od jego lęku, który rósł&lt;br /&gt;w innym tempie , włosy na jego przedramieniu , karku i głowie podnoszą się&lt;br /&gt;falą lodowatego przerażenia. Z trudem przełamując opór ciała poderwał się&lt;br /&gt;z ławki.&lt;br /&gt;Paweł wyjął z kieszeni płóciennej kurtki , ozdobionej logo Chicago Bulls ,&lt;br /&gt;papierową chusteczkę i starannie otarł zaczerwienione oczy. Mdłości narastały.&lt;br /&gt;Czuł się podle jak przystało na ambitnego wesołego młodzieńca ,który niespo-&lt;br /&gt;-dziewanie został głęboko zraniony i znieważony .Przed chwilą miał jeszcze&lt;br /&gt;nadzieję . Nadzieję na to , że wszystkie te wydarzenia związane z Krystyną&lt;br /&gt;i Grzegorzem są jakąś złudą . Jakąś przeklętą miazgą , którą mógłby zgnieść&lt;br /&gt;w kulę i odrzucić. Teraz miał ją w sobie i czuł, że będzie długo czuł jej ciężar .&lt;br /&gt;Palcami prawej dłoni musnął deski ławki na których jeszcze przed chwilą&lt;br /&gt;siedziała, nim poderwała się i uciekła ciemną żwirową alejką do innego, cudzego życia. Paweł miał dopiero osiemnaście lat i Krysia była tak naprawdę jego pierwszą dziewczyną. Kochał ją już prawie dwa lata i był piekielnie pewny&lt;br /&gt;jej wzajemności. Snuli wspólne plany w których miała zostać jego żoną, oczywiście gdy Paweł skończy prawo na UAM w Poznaniu .Ona w takim momencie zadała mu taki cios. Taki pierdolony niedozwolony cios , zdradzając go z Grzegorzem, gówniarzem młodszym od niego. Zasranym uczniem Technikum Górniczego. Od Pawła była starsza o całe dwa lata, co już powodowało gwałtowny sprzeciw jego rodziców. Kpiny kumpli i nieprzyjemne rechoty koleżanek z klasy. Rozżalenie ustępowało powoli miejsca wściekłości . &lt;br /&gt;Myśli pojawiały się i gasły. Podpowiedzmy nieco z boku , że tak naprawdę&lt;br /&gt;to tęsknił szczególnie za jej chętnym , nieco zbyt śmiałym ciałem .Tęsknił&lt;br /&gt;za pieprzeniem , ale normalny w jego wieku idealizm ubierał jego rozdartą&lt;br /&gt;duszę w coraz to ciemniejsze , nie intencjonalnie śmieszne romantyczne kapoty.&lt;br /&gt;Doszło do tego , że znowu zapłakał , choć gdzieś w tej czeluści bezdennej&lt;br /&gt;rozpaczy mignął obrazek tak przedziwnego podniecenia , że jego członek&lt;br /&gt;nabrzmiał wyraźnie zaznaczając swoją obecność w obcisłych cienkich białych&lt;br /&gt;spodniach chłopca. Wstał i przesunął go w bok, a gdy go dotykał poczuł &lt;br /&gt;gwałtowną potrzebę onanizmu. To wściekło go jeszcze bardziej. Poczuł &lt;br /&gt;w sobie jakby drugiego człowieka ,takiego samego a jednak...&lt;br /&gt;     To kurwa ! To bladź jebana! –ryknął głośno.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryknął na całe gardło i odwróciwszy się gwałtownie z całej siły kopnął ławkę. Ta chwila rozładowania napięcia drogo go kosztowała. Ból powalił go na kolana. Zgrzytając zębami i zataczając się powrócił na ławkę . Nienawidził tej dziwki ,swoich rodziców, kumpli. Nienawidził wszystkich . Nienawidził każdego dźwięku, każdego pieprzonego dźwięku w tym pierdolonym , zarośniętym , zasyfiałym parku , miasteczku piekielnym w swym smrodzie.&lt;br /&gt;Te wszystkie uśmiechy. Komentarze w stylu ...synku lepiej się stało ,to nie była&lt;br /&gt;dziewczyna dla ciebie, ...słuchaj ojca , ma doświadczenie. Teraz ważne są studia. Wbrew młodzieńczemu romantyzmowi , który zademonstrował kopiąc z tak fatalnym skutkiem ławkę w sumie zgadzał się z tym co tłumaczyli mu rodzice w zupełności .Starał się tylko ukrywać to przed sobą możliwie jak najdłużej .Teraz był rozpołowiony ale być może przez ból w stopie czy ze względu na świadomość dopiero co przeżytego arcyseksualnego podniecenia wczorajsze niewczesne myśli o samobójstwie wróciły do swych głębi zawstydzone. Był przecież młodym , piekielnie zdolnym facetem , mającym co nie jest bez znaczenia zamożnych ,wykształconych, chuchających na swojego jedynaczka rodziców. Jeszcze raz użył chusteczki i kilka razy głęboko  odetchnął. Owszem świetnie było mieć pod ręką chętną dupę, która na dodatek&lt;br /&gt;umiała się zabezpieczyć i to w wieku gdy większość jego kolegów była mocna&lt;br /&gt;tylko w opowiadaniu bajek o swoich seksualnych wyczynach. Sądził jednak. Był przekonany , że płaci za ten raj zapewnieniami o przyszłym dostatnim&lt;br /&gt;wspólnym życiu tak mocno , że w końcu uwierzył zarówno w swą miłość jak&lt;br /&gt;i jej bezwarunkową wzajemność . Przeżył szok gdy dowiedział się zarówno o&lt;br /&gt;zdradzie trwającej miesiącami jak przede wszystkim o tym co sądziła o nim.&lt;br /&gt;A kim do cholery ona była ? Wielce zasraną pomocą biurową po zaocznym płatnym liceum i pracowała w hurtowni własnego wujaszka gdzie głównie&lt;br /&gt;parzyła kawę i odbierała zamówienia. Pewnie niejeden facet ją tam zerżnął. Poczuł , że wraca erekcja i zauważył jak bardzo podnieca go myśl ,że podczas ich związku posiadali ją też inni mężczyźni .Do czego to doszło . Ho , ho Oszałamiający sukces. Jej ojciec był głupim , grubym ciulem , któremu najwidoczniej było wiecznie gorąco , bo bez względu na porę roku łaził w tym swoim siatkowym podkoszulku. Był kierowcą w transporcie międzynarodowym i niewątpliwie całą Europę zdołał zawstydzić w jej lichej potencji , swoją obrośniętą piersią .&lt;br /&gt;A jej mamusia , pani  Justynka , też przecież niezła kurwa.&lt;br /&gt;Wiedział doskonale co działo się u nich gdy stary całymi tygodniami jeździł tym&lt;br /&gt;swoim TIR em. Wówczas bywał przecież u nich co wieczór a nigdy nie widział&lt;br /&gt;mamy Krysi wśród domowych zajęć czy przed telewizorem.&lt;br /&gt;Przeważnie gdzieś wyjeżdżała swoim Matizem ale zdarzało się czasami , że był&lt;br /&gt;u niej kolega z pracy na przykład.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15.&lt;br /&gt;Paweł mimo że był początkowo dość naiwnym młodzieńcem szybko zorientował się ,że pomiędzy matką a córką istnieje oparta na jakiejś formie&lt;br /&gt;szantażu zależność. Mogli się kochać w jej pokoju do syta rozebrani do naga&lt;br /&gt;nie kryjąc się nawet z odgłosami erotycznych uniesień. Krysia co prawda zamykała drzwi ale była to tylko formalność na pokaz.&lt;br /&gt;Bywało , że leżąc w chwilowej ciszy słyszeli z kolei odgłosy seksualnych bojów&lt;br /&gt;dochodzące z parteru. Coś za coś. Początkowo Krysia starała się zagłuszać&lt;br /&gt;takie rzeczy muzyką ale widząc jego obojętność zaczęła zabawiać się kosztem&lt;br /&gt;matki i doszli nawet do tego ,że próbowali ją podglądać ale trzeba przyznać ,że&lt;br /&gt;bez większego powodzenia. Raz tylko Pawłowi udało się ją podejrzeć gdy&lt;br /&gt;przyszedł do Krysi i nikt nie otwierał drzwi frontowych a on wszedł na paczkę&lt;br /&gt;terakoty, którymi wykładali sobie właśnie schody i zajrzał do kuchni. Patrzył&lt;br /&gt;chwilę i musiał przyznać ,że była atrakcyjniejsza od córki gdy oparta o ciemny&lt;br /&gt;blat szafki poruszała się w rytmicznym tańcu nadziana na chuja nieznanego mu&lt;br /&gt;faceta w średnim wieku o niezbyt atrakcyjnej powierzchowności. Trochę&lt;br /&gt;zamurowało go gdy zauważył siedzącego przy stole drugiego mężczyznę ubranego tylko w roboczą flanelową koszulę i pijącego spokojnie piwo . No trzeba przyznać , że nie grymasiła bo dawać dupy facetom od zakładania terakoty i to kosztem tempa robót było już nawet biorąc pod uwagę to co o niej wiedział prawdziwym kurewstwem . Lecz miejmy to za nic . Wspominamy o&lt;br /&gt;tym by lepiej wytłumaczyć gwałtowną huśtawkę nastrojów naszego młodzieńca&lt;br /&gt;który w ciągu kwadransa potrafił ze zranionego kochanka , któremu nie była obca myśl o samobójstwie w rozpamiętującego pornograficzne aspekty niedawnego związku onanistę . Był przez moment tak podniecony wspomnieniem sceny przez nas tu opisanej ,że nie bacząc na publiczność miejsca oddał się bez wahania temu zgubnemu nałogowi , tracąc przy okazji całkiem ładną chińską chusteczkę z wymalowanym centralnie misiem pandą.&lt;br /&gt;Nie wspomnieliśmy jeszcze o jednej wiodącej cesze jego osobowości , która poza nadmiernie rozbudzoną seksualnością była charakterystyczna dla tego młodego człowieka. Prawdę mówiąc Paweł był bardzo nudnym chłopcem &lt;br /&gt;, lubiącym wypowiadać okrągłe ,napchane słowną watą zdania . Nawet po udanym , spełnionym ogromnym nakładem sił stosunku seksualnym lubił rozwodzić się na tematy takie jak : rzeczywistość wirtualna , dziwne i nowe zastosowania internetu oraz ( to był jego prawdziwy konik ) ,światłowody i jeszcze raz światłowody. Należało wspomnieć o tej jego słabości , ponieważ dalszy rozwój wydarzeń może przedstawić naszego Pawełka w nieco innym świetle . Przyjmijmy lepiej że ta scena na ławce to taka jego ponowna matura .       &lt;br /&gt;Uspokoił się ,starannie zagrzebując pomięty dowód przedwiecznej winy &lt;br /&gt;w miękkiej wilgotnej ziemi i przykrył wyschniętymi liśćmi . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-2925218142619200340?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/2925218142619200340/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/cienie-2001-rozdz2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2925218142619200340'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2925218142619200340'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/cienie-2001-rozdz2.html' title='Cienie (2001) - rozdz.2'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-8382126388203658735</id><published>2009-07-25T23:42:00.000-07:00</published><updated>2009-07-25T23:47:06.677-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cienie a1'/><title type='text'>Cienie (2001) - rozdz.1</title><content type='html'>Leżał, zaciskając kurczowo powieki aż głosy, które przed chwilą przeraziły go śmiertelnie, ucichły. Powoli odzyskiwał zdolność myślenia. Zdał sobie sprawę z oczywistego faktu, że jego kryjówka w zaroślach jest dalece niewystarczająca.&lt;br /&gt;Otworzył oczy i uniósł głowę. Pot wąską słoną strużką spływał do kącika jego lewego oka. Przetarł je gwałtownie kciukiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uciekać! Trzeba natychmiast stąd uciekać.&lt;br /&gt;W jego mózgu nabierała rozpędu i rytmu bezlitosna maszyna strachu, przez &lt;br /&gt;której jednostajne warczenie, nie potrafiły przebić się komendy , jakie starał się &lt;br /&gt;wydawać swym naprężonym kurczowo mięśniom. &lt;br /&gt;Chciał delikatnie rozchylić liście, ale jeszcze mocniej przywarł całym ciałem do wilgotnej leśnej ściółki. &lt;br /&gt;Boże, Boże daj mi uciec. -tłukło się gdzieś głęboko w jego prywatnej ciemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cisza! Bezwzględna, niespotykana w lesie cisza. Bezwietrzna kotara ciszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ptaki zamilkły i zdawało mu się, że jego stłamszony oddech rozbrzmiewa jak &lt;br /&gt;łopot ogromnego, rozpiętego w pustce żagla .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kap, kap, kap, kap –krople spadały, jak z nie dokręconego kranu, tam gdzie&lt;br /&gt;to wszystko przed chwilą się działo. W jakiś niewytłumaczalny sposób odgłos kojarzący mu się z widzianą przed momentem makabryczną sceną pomógł przełamać obezwładniający opór ciała i ścierpniętą dłonią odchylił gałązkę krzaku malin. Wyjrzał ostrożnie przez szczelinę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygniecione miejsce w wysokiej trawie było puste. Z gałęzi młodej brzozy, wprost na liście spływała drobniutkimi strużkami krew. Trawa w promieniu trzech może czterech metrów , kora drzew , pnie , gałęzie i wreszcie przycupnięte w gromadce Olszówki spływały krwią, która zdawała się padać wprost z bezchmurnego nieba. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kap, kap. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uniósł wzrok i ujrzał w rozwidleniu gałęzi brzózki urwaną głowę tego chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gwałtownie obejrzał się, słysząc szelest za plecami. To tylko wiatr, który &lt;br /&gt;powrócił delikatnie by hałaśliwie musnąć korony drzew i zarośla. Las się obudził do życia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyźnie, z którego nagle opadło napięcie, zrobiło się słabo i zwymiotował wprost we własny sweter, starając się bezskutecznie stłumić odgłosy torsji. Miał teraz do wyboru dwie możliwości. Mógł leżeć dalej w zaroślach i czekać półprzytomny ze strachu albo starać się uciec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dokoła był gęsto zarośnięty młodnik, lecz gdyby udało mu się cofnąć około&lt;br /&gt;stu metrów, znalazł by się wśród wysokich sosen rosnących tak rzadko,&lt;br /&gt;że już ze skraju młodnika , w którym teraz siedział przerażony i cuchnący było &lt;br /&gt;widać drogę, nasyp kolejowy i pierwsze zamieszkane zabudowania .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wsparty na łokciach i kolanach zaczął wycofywać się jak rak. Torba, z której wysypały się nazbierane przez niego z takim mozołem grzyby i fiołkowo--czerwony termos pozostały w miejscu gdzie ją upuścił.&lt;br /&gt;Cofanie się w ten sposób było uciążliwym koszmarem, ale nie mógł się przemóc by odwrócić się tyłem do tego miejsca. Jeżyny oplatające karpy wydartych&lt;br /&gt;niegdyś ziemi , obecnie zmurszałych pni . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakieś kolczaste krzewy. Młoda leszczyna. &lt;br /&gt;Cofał się w tym wilgotnym ciepłym półmroku metr po metrze, walcząc z wciąż powracającą pokusą zerwania się na nogi i gwałtownej ucieczki.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Zrobię to w wysokim lesie i będę gnał,gnał. Myśli kołatały się w jego głowie, a każdy nieostrożny ruch wywołujący hałas wstrząsał nim niby uderzenie prądu. &lt;br /&gt;Był już bardzo blisko. Rozejrzał się dookoła i wstał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stał oparty o wysoką sosnę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głęboko zaczerpnął powietrza by za moment runąć przed siebie w panicznej ucieczce. Właśnie w tym momencie. &lt;br /&gt;Momencie pozornego wyzwolenia usłyszał ten ich pomruk. &lt;br /&gt;Wrócili! Jezu wrócili! Ruszył gwałtownie, ale zdrętwiałe nogi odmówiły mu na moment posłuszeństwa. Upadł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poderwał się ponownie i rzucił przed siebie.   &lt;br /&gt;Biegł a zdawało mu się, że przedziera się przez bagno. Że stoi w miejscu a jego ramiona oplatają sieci niewidzialnych pajęczyn. Powietrze zgęstniało. &lt;br /&gt;Gałęzie chwytały go w pół a oni pędzili za nim i byli bardzo blisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słyszał jak pomrukiwali i kwilili do siebie, lecz on był już na skraju lasu pomiędzy brzozami. Dwadzieścia metrów od drogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzydzieści do kolejowego nasypu &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak żaden samochód nie przejeżdżał w tym momencie i mimo znajomych atrybutów cywilizacji w ciszy gorącego sierpniowego poranka zdał sobie sprawę, że będzie zdany tylko na siebie. &lt;br /&gt;Zawył rozpaczliwie i mimo&lt;br /&gt;, że w piersiach rosła mu migotliwa kula bólu przyspieszył i biegł wychylony do przodu niczym sprinter zrywający niewidoczną taśmę fotokomórki .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sekunda złudnego wyswobodzenia. Skumulowane przez ostatnią godzinę&lt;br /&gt;gorące pragnienie życia wybuchło w nim gwałtownie i natychmiast skonało&lt;br /&gt;gdy usłyszał za plecami jak ta przerażająca rzecz rozwija się niby ogromny bicz&lt;br /&gt;i niosąc ze sobą świst rozcinanego powietrza zbliża się do niego. Poczuł miękkie&lt;br /&gt;ale potwornie silne uderzenie w plecy. Gwałtowne, szybko wirujące oploty&lt;br /&gt;rzuciły nim jak laleczką w powietrze a gdy uderzył o ziemię powlekły go &lt;br /&gt;błyskawicznie w kierunku lasu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szybko, piekielnie szybko. Trawa i grudy ziemi&lt;br /&gt;z pasa przeciw pożarowego tryskały wokoło , gdy próbował palcami wstrzymać&lt;br /&gt;choć na chwilę ten bezlitosny ruch. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze kątem oka dostrzegł wlekącego się poboczem czerwonego Poloneza, lecz był już pomiędzy białymi pniami brzóz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wtedy otwarło się prawdziwe okno bólu. Przez chwilę widział te stworzenia, lecz zabrakło mu czasu nawet na ostatni kurczowy haust życia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciemniec pewnym ruchem, znamionującym wprawę wielu polowań urwał mu głowę i odrzucił precz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później razem ze swoim zakapturzonym towarzyszem rozerwali ciało, z którego gorącej &lt;br /&gt;czeluści wyciągali różne narządy i posilali się hałasując jak rozbrykani malcy.&lt;br /&gt;Siedział w rozrzuconej pościeli i charczał. Jego ciałem wstrząsały gwałtowne&lt;br /&gt;spazmy bólu, a wyciągniętymi przed siebie rękoma próżno szukał oparcia w powietrzu.&lt;br /&gt;Przerażona Monika, poderwała się z głębokiego snu i szarpiąc go za nagie ramie próbowała wydobyć go na powierzchnie jawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Jezu, co ci jest? Mariusz, o mój Boże –krzyczała, a jej wysoki przerażony&lt;br /&gt;głos, który początkowo zdawał mu się składnikiem snu coraz wyraźniej docierał do niego, składając się wraz z obrazem ich sypialni w dobrze znaną układankę codzienności.&lt;br /&gt;W sąsiednim pokoju obudziły się dzieci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piotrek, starszy z dwójki braci otworzył zamaszyście drzwi dzielące pokoje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Co się tacie stało? Co się dzieje? - pytał przestraszony trąc zaciągnięte snem oczy&lt;br /&gt;Kiedy Monika zajęta była uspokajaniem dzieci Mariusz opadł z niewysłowioną&lt;br /&gt;ulgą na poduszki oddychając głęboko spierzchniętymi wargami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To sen , to tylko pieprzony sen. Już dobrze, wszystko dobrze . Trzykrotnie &lt;br /&gt;zamykał i otwierał oczy, ale koszmar nie wracał. &lt;br /&gt;Był ciepły sobotni poranek 16 sierpnia. Pierwszy dzień jego dwutygodniowego urlopu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miał to uczcić wyprawą na grzyby , ale jakoś dziwnie stracił cały entuzjazm. Delikatnie falowała firanka w otwartych na całą szerokość drzwiach balkonu. &lt;br /&gt;Pochyłe smugi jaskrawego światła  zdawały się unosić srebrzyste, wirujące drobiny kurzu .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Sen, to tylko sen – powiedział patrząc wprost w ogromne brązowe oczy &lt;br /&gt;żony, czujnie pochylonej nad jego spoconą twarzą .&lt;br /&gt;Piotrek minął ich łóżko i szeroko ziewając, już spokojny, wyszedł na balkon,&lt;br /&gt;a przebudzony nie bardzo zdający sobie sprawę z tego co było powodem tego&lt;br /&gt;zamętu, trzyletni Artur, obyczajem dziecięcym przydreptał i wsunął się między&lt;br /&gt;rodziców, mrucząc pod nosem. Niby senny, lecz małymi rączkami wygrzebał z wprawą codziennej rutyny spod poduszki pilota i marzenia o śnie prysły ostatecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz, kiedy był całkiem rozbudzony Mariusz zdał sobie sprawę jak ciężki był&lt;br /&gt;to koszmar. Mimo, że w pokoju panował przyjemny chłód poranka, pot musiał &lt;br /&gt;strugami spływać z jego ciała. Prześcieradło i kołdra, po jego stronie łóżka były mokre od potu. Wstał, zręcznie okrywając swą nagość grubym granatowym szlafrokiem i powędrował do łazienki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bolały go mięśnie nóg, a na dodatek koszmarny sen zamiast spłynąć w niebyt wraz z przebudzeniem tkwił w nim uparty i wyraźny, tak jak w kinie gdy sala nabiera światła a ty schodzisz po szerokich błyszczących schodach do szatni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umył zęby ze świadomą powolnością, a potem już w wannie chłodnym prysznicem zmył z siebie nieznośną lepkość potu. Ubrał się w krótkie zielone spodnie i mocno spraną koszulkę z kolorowym wizerunkiem Eryka Cartmana. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za drzwiami łazienki dom ożył. Nadjeżdżał Noddy i Artur śpiewał piosenkę a Piotrek uciszał go mrukliwie. &lt;br /&gt;Przeczesał twardą szczotką siwiejącą, krótko przystrzyżoną czuprynę, a  domownicy ku swemu utrapieniu musieli wysłuchać jak śpiewa mocno fałszując ...&lt;br /&gt;    &lt;br /&gt;...to było na kanale Erie&lt;br /&gt;       w piękny słoneczny lata dzień&lt;br /&gt;       gdym płynął razem z rodzicami&lt;br /&gt;       podróży żaden nie krył cień... Szczęśliwie nie pamiętał dalszych zwrotek, więc tą powtórzył jeszcze dwukrotnie podczas golenia i w dobrym już nastroju powędrował do kuchni, by swoim zwyczajem przekąsić przed śniadaniem małe co nieco. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początkowo po rezygnacji z wyprawy do lasu, miał zamiar spędzić cały dzień w przydomowym ogródku, bynajmniej nie na pracach gospodarczych, których konieczność zaczynała się powoli wyłaniać wraz z nieuniknionym zbliżaniem się lata do konca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie był ich specjalnym wielbicielem i mimo aluzji oraz wyczekujących spojrzeń teściowej i lekkich wyrzutów sumienia wolał jednak trochę poleżeć z książkami na kocu, pograć w piłkę z chłopcami.&lt;br /&gt;Ot, takie miłe przydomowe zadania na pierwszy dzień urlopu. W końcu zmienił jednak koszulkę ze względu na mało parlamentarny napis towarzyszący rysunkowi a nie wykluczał, że części mieszkańców Koliny nie jest obca znajomość języka angielskiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wciągnął na bose stopy żółte trampki i z koszykiem powędrował do sklepu po chleb i dalej do kiosku po gazety poruszony pragnieniem poczytania w dodatku sportowym o szczegółach trzeciej kolejki ligi piłkarskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był kibicem polskiej piłki a żeby oglądać pogardzane przez większość mecze rodzimej ligi co miesiąc płacił prawie sto złotych kodowanej telewizji. Kibicował&lt;br /&gt;Wiśle, Legii i Lechowi, co przez zaciętych fanów każdej z tych drużyn byłoby już nie dziwactwem, ale objawem jakiejś choroby umysłowej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolina. Pięć tysięcy mieszkańców i prawa miejskie nadane przez samego Kazimierza Wielkiego, którego niewielkiej urody popiersie patrzyło z betonowego postumentu na przejeżdżające trasą Warszawa – Poznań samochody. Trasą, której rola została mocno zredukowana po wybudowaniu kawałka czegoś co w założeniu miało być autostradą a co omijało Kolinę łagodnym łukiem. Kilkanaście lat wcześniej miejsce z którego obserwacjom oddaje się brodaty król było parkingiem TIR-ów i ośrodkiem pokątnego miejscowego&lt;br /&gt;kurestwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecnie liczne ławki i betonowe obrzeża nieczynnej fontanny stały się ulubionym przez młodzież miejscem hałaśliwej konsumpcji produktów alkoholowych. &lt;br /&gt;Mimo panującego od tygodnia upału, którego skutków nie równoważyły wieczorne burze oraz porannych koszmarów Mariusz poczuł się znacznie lepiej i rozważał nawet możliwość wypicia piwa „Tarcza” ale doszedł do wniosku , że o tej porze etatowi bywalcy bywają zbyt namolni w poszukiwaniu środków na uleczenie skutków  wczorajszych libacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Była jedenasta trzydzieści, gdy naszego bohatera, który nie był człowiekiem, nadmiernie interesującym się sprawami bliźnich, ani tym bardziej potocznymi sensacjami małego miasteczka minęły dwa policyjne radiowozy, a za chwilę okratowana suka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uśmiechnął się pogodnie na widok pyska psiego tropiciela, czujnie wyglądającego przez &lt;br /&gt;tylną szybę pojazdu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomachał mu wolną od obowiązku noszenia koszyka dłonią a tamten przechylił w uśmiechu szlachetny łeb. Skonstatował jeszcze, że ta mini kolumna zmotoryzowanych obrońców prawa i porządku zmierza w kierunku oddalonego o jakieś dwa kilometry lasu. Trzeba przyznać, że zrobiło mu się trochę nieprzyjemnie, ale niejasność tego uczucia spowodowała, że prawie natychmiast znikło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero gdy wracał do domu z koszykiem w lewej a ze złożoną do czytania &lt;br /&gt;Wyborczą w prawej dłoni usłyszał coś, co ponownie wytrąciło go z równowagi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przewracał właśnie strony lokalnego dodatku, gdy zdał sobie sprawę, że w&lt;br /&gt;żaden sposób nie uniknie spotkania ze znakomitym Józiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znakomity Józio był dzielnym pięćdziesięciolatkiem, którego dochody złożone&lt;br /&gt;z niewielkiej renty chorobowej i uzyskiwane z lewych fuch zduńskich nie mogły w żaden sposób zrównoważyć się z zamiłowaniem do hulaszczego trybu życia tego miłego człowieka . W związku z czym, odkładając chwilowo na bok przyrodzoną godność i wysoką samoocenę , której był gorliwym obrońcą miał zwyczaj rozpoczynać prawie każdy dzień od szukania znajomych by uzyskiwać od nich drobne lecz bardzo długoterminowe pożyczki. Trzeba tu oddać mu sprawiedliwość, że czasami zdarzało mu się regulować swoje zobowiązania &lt;br /&gt;a hałaśliwy i pełen zapewnień sposób w jaki to czynił bywał bardziej krępujący&lt;br /&gt;dla wierzyciela obdarzanego tak nieoczekiwaną łaską niż sam akt pożyczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mariusz poznał go osiem lat wcześniej gdy znakomity Józio zreperował mu stary piec kaflowy w pokoju gościnnym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez te lata ilość pieców kaflowych, które można by było naprawiać zmniejszyła się znacznie, bezlitośnie wypieranych przez instalacje centralnego ogrzewania, co było tragiczną przyczyną załamania się Józiowego budżetu.&lt;br /&gt;...złoty trzydzieści na małe piwko do poniedziałku szefuńciu - pomyślał i sięgnął do koszyka po portmonetkę lecz ku jego zaskoczeniu Józio zaczął z innej beczki  odciągając go nieco na bok poza zasięg słuchu ludzi właśnie wychodzących ze sklepu . Był bardzo przejęty . Mówił szybko i niezbyt wyraźnie ale Mariusz z każdym kolejnym zdaniem kamieniał.&lt;br /&gt;     -Nie słyszałeś kurna co się stało. Ja cię pieprze .Mówię ci, Stachu Ława i &lt;br /&gt;      Mirek pierwsi to widzieli i dali nam znać. Kurwa . Ale ja tam nie poszedłem&lt;br /&gt;      Za Chiny ludowe bym nie poszedł. W małym lesie , a ile glin jebanych&lt;br /&gt;      się zjechało . Zapierdolili gościa .&lt;br /&gt;     -No widziałem jak jechali chwilę temu .&lt;br /&gt;     -To to już czwarta ekipa . Druga z psami . Pierwszy pies spierdolił a ten jego&lt;br /&gt;       treser gonił go aż za tory. Masakra , mówię ci masakra .Na samym brzegu w &lt;br /&gt;       tych brzózkach... Stachu i Mirek wyskoczyli z rana na grzyby, żeby &lt;br /&gt;       podsmażyć coś do zagrychy, a ja i Witek zostaliśmy w chacie , bo zaraz&lt;br /&gt;       mieliśmy skoczyć do miasta po towar. U Stacha byliśmy , no przy torach&lt;br /&gt;       tam gdzieś sto metrów od lasu. Wiesz gdzie . Jak idziesz od przejazdu , to &lt;br /&gt;       jest taka parterówa z zielonym dachem . Jak we wtorek tam poszedłem to&lt;br /&gt;       mogiła do dzisiaj . Słuchaj, weszli od torów do tych brzózek na kozaki &lt;br /&gt;       a tam człowieku krew świeżuteńka i cuchnie jak w rzeźni . Z początku&lt;br /&gt;       myśleli, że to jakieś zwierzę , kłusownicy czy coś . Ale patrzą ..a tu kawałki&lt;br /&gt;       szmat .Buty, a w butach nogi .Kurwa .Porozrywany człowiek. Mówili , że&lt;br /&gt;       drzewa na dwa na półtora , na dwa metry upaprane krwią i tymi resztkami.&lt;br /&gt;       Ale najgorsze to były kości . Bez mięsa ale upaprane czymś na niebiesko.&lt;br /&gt;       Jak dali dyla... byś ich widział. Nas spotkali w pół drogi do miasta .Darli się &lt;br /&gt;       i gnali na łeb na szyję . Mówię ci normalna delirka , ale jak się uspokoili&lt;br /&gt;       to zaraz ściągnęliśmy mendy . Ich przesłuchują od rana .Ja zaraz też idę , &lt;br /&gt;       żeby mnie nie szukali po ludziach .Tylko Witek gdzieś polazł i w Tarczy&lt;br /&gt;       coś już nagadał i się trochę rozniosło , ale niewiele bo on już coś przyjął .&lt;br /&gt;       Sam wiesz , że jak Witek wypije to chuj go zrozumie .&lt;br /&gt;Kiedy zostawiwszy Józia poszedł wreszcie dalej . Samotny z wypełniającą go&lt;br /&gt;świeżo nabytą wiedzą o wydarzeniu ze snu czuł jak wędrujące coraz wyżej Słońce  pozbawia go swoim dotykalnym ciepłem sił. Poczuł ,że poci się mocno&lt;br /&gt;taki rozlazły i otumaniony a tuż za progiem świadomości narastał mdlący lęk.&lt;br /&gt;Zatrzymał się na chwilę, wykorzystując rozwichrzony cień jarzębiny. Jego serce&lt;br /&gt;ścisnęła na moment czyjaś gorąca dłoń .Tylko na moment. Oblizał spalone wargi. To sen. Dziwny realistyczny sen. Mający swój dalszy ciąg...kłamstwo . Jezu przecież czuł to razem z tym nieszczęśnikiem . Źle. Przecież przeżył. &lt;br /&gt;Z chaosu mdlących wątpliwości wypływało rozwiązanie dylematu. Powoli wyłaniało się niczym statek widmo z porannej mgły i kiedy było już całkiem wyraźne uderzyło go prosto w czoło swoją oczywistością . &lt;br /&gt;Tak mocno ,że wypowiedział tę myśl głośno.&lt;br /&gt;       - Jeśli to nie był zwykły sen to znajdą to zabite dziecko .&lt;br /&gt;Minęło południe nim pierwsze echa mordu w lesie dotarły pod jego dach . Sam  nie był w stanie opowiedzieć żonie o spotkaniu z Józiem i śnie , tym bardziej , że ciągle czekał na kolejne potwierdzenie , nie mogąc ułożyć się z sobą co do roli jaka przypadła mu w udziale .Ukryty za gazetą zjadł jajecznicę i wypił dwie szklanki świeżo parzonej herbaty nim zebrawszy się wewnętrznie miał zacząć &lt;br /&gt;opowiadać zadzwoniła mieszkająca w rynku ciotka Marta ze szczegółową acz wyraźnie opartą na plotkarskich domniemaniach wersją w której o dziwo występowała rosyjska mafia i bezgłowe ciało wyrzucone z przejeżdżającego pociągu .Podczas gdy żona żywo komentowała całą sprawę ze swoją mamą&lt;br /&gt;Mariusz wtrącił tylko ,że faktycznie widział policję i słyszał o zabójstwie w lesie .Kobiety zaraz w odruchu serc zawołały chłopców do domu i zaczęły pouczać o tym ,żeby nie rozmawiać z obcymi . Zbyt zajęty wypełniającymi go myślami aby żywiej włączyć się do rozmowy , zwinął odłożoną na brzegu stołu gazetę i zakładając przyciemnione okulary wyszedł na dwór. Jeszcze na progu ,domu nim zszedł po betonowych schodkach na nierówny trawnik zapalił wyciągniętego z ozdobnego porcelanowego pojemnika papierosa .Urlop zdawał&lt;br /&gt;mu się wymarzoną okazją by pozbyć się fatalnego nałogu . Zawsze próbował i&lt;br /&gt;nigdy nic z tego nie wyszło . Teraz mimo , że był wypełniony  dobrą wolą.&lt;br /&gt;i zmobilizowany do ostatecznej walki z tym duszącym , ohydnym i kosztownym&lt;br /&gt;nałogiem doskonale pamiętał gdzie leżą ukryte na wszelki wypadek papierosy.&lt;br /&gt;Chciał dać dobry przykład również palącej żonie ale mimo wszelkich zaklęć i&lt;br /&gt;rozmaitych szykan , za pomocą których pragnął zmusić swoje oporne ciało&lt;br /&gt;do poddania się zbawiennej abstynencji nigdy nic z tego nie wychodziło. Teraz&lt;br /&gt;przeżyte wydarzenia sprawiły , ze poczuł płomienną wręcz potrzebę wypalenia&lt;br /&gt;papierosa. Często miał wrażenie , że jakaś złośliwa bestia czuwa nad stałością&lt;br /&gt;jego nałogu. Zawsze kiedy był już blisko wydarzyć się musiało coś takiego , że&lt;br /&gt;potrafił wytłumaczyć przed sobą powrót do nikotyny . Doskonale zdawał sobie&lt;br /&gt;sprawę ,że to jego własne pilne poszukiwania odpowiednich bodźców są przyczyną kolejnych niepowodzeń. Teraz też palił łapczywie oparty plecami&lt;br /&gt;o chropawy i chłodny mimo upału mur domu pilnując by nikt z domowników&lt;br /&gt;nie dojrzał tej zawstydzającej porażki. Dwa dni już nie palił i zasypał wszystkich taką ilością zapewnień , że zarówno żona jak i jego teściowa&lt;br /&gt;podjęły wyzwanie i od tego ranka także wyzwoliły się ostatecznie z okowów&lt;br /&gt;tego strasznego nałogu. Mariusz sądził , nie bez racji zresztą , że gdy był po&lt;br /&gt;chleb i gazetę wyciągnęły z jakiegoś schowka i wypaliły po przynajmniej jednej&lt;br /&gt;kumecie. Oburzała go ta nielojalność i nawet w momencie gdy sam ukradkiem&lt;br /&gt;,rozglądając się niczym złodziej utykał zgniecionego peta w rurce podtrzymującej siatkowe ogrodzenie miał ochotę wrócić do domu i powiedzieć&lt;br /&gt;im parę słów prawdy. Nagła , zupełnie nieuzasadniona złość oślepiła go na moment prawie całkowicie. Zacisnął pięści i wymierzył z kontrolowaną jednak&lt;br /&gt;furią dwa ciosy bezlitośnie obojętnej ścianie.&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8.&lt;br /&gt;Wymruczał jeszcze do siebie parę przekleństw przez ściśnięte gardło i poczuł &lt;br /&gt;jak powoli ustępująca złość zostawia wolne miejsce dla śmiechu samokrytyki.&lt;br /&gt;Takie napady złości podczas kolejnych prób rzucania palenia były zupełnie&lt;br /&gt;normalne w jego przypadku. Oswoił je dawno temu i oddawał się im kiedy był&lt;br /&gt;zupełnie sam .Były jednak najpoważniejszą przyczyną kolejnych niepowodzeń&lt;br /&gt;ponieważ w miarę oddalania się od zbawczych haustów nikotyny ich częstotliwość zwiększała się . Stawał się mrukliwym , gwałtownie reagującym&lt;br /&gt;osobnikiem . Przestawał lubić samego siebie i szybciutko znajdował ten ważny powód aby powrócić pod zbawcze skrzydła nikotyny. Analizował to bez końca&lt;br /&gt;a znając wraży mechanizm starał się znaleźć antidotum lecz na razie bez skutku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu usiadł na ogrodowym aluminiowym foteliku i opierając bose stopy na drewnianej ławeczce został zalany ponownie gorącą falą słońca . Zza ciemnych szkieł przeglądał  kupioną w kiosku gazetę , jednocześnie obserwując chłopców  którzy uwolnieni przez babcię z bezpiecznej twierdzy domu  po sprawdzeniu że&lt;br /&gt;woda w plastykowym baseniku jeszcze nie jest dostatecznie ciepła , biegali w samych spodenkach kopiąc zawzięcie gumową piłkę .Maluch próbował nadążyć&lt;br /&gt;za  bratem a jednocześnie krążył koło baseniku z łatwym do przewidzenia zamiarem . W końcu udając upadek rzucił się ze śmiechem do wody.&lt;br /&gt;- Tatusiu ! Już jest dobra !Całkiem jest ciepła ! Hurra !&lt;br /&gt;Mariusz też się roześmiał i pokiwawszy ze zrozumieniem głową powiedział coś&lt;br /&gt;aprobującego odważny wyczyn malca. Pochylił się nad gazetą i zaczął czytać&lt;br /&gt;o kolejnym podatkowym wygłupie lewicowego rządu .&lt;br /&gt;Nie dane było mu jednak spokojnie wgłębić się w mętne wyjaśnienia jakiegoś&lt;br /&gt;wiceministra , który bez powodzenia próbował wyjaśnić młodemu zapewne dziennikarzowi znaną sobie zasadę, że zwiększenie obciążeń fiskalnych odbywa&lt;br /&gt;się z korzyścią dla podatnika gdyż  jego obecność na dworze sprawiła , że po raz kolejny stał się odbiorcą  strasznej opowieści .Wiedział o co chodzi gdy zza płotu zaczął nawoływać go Janek.&lt;br /&gt;-Sąsiad ! Sąsiad ! Słyszałeś co się stało ?&lt;br /&gt;Wstał z ociąganiem i podszedł do ogrodzenia . Janek przed chwilą przyjechał z miasta na rowerze i opowiedział mu z grubsza to samo co Józio . Było znane nazwisko ofiary . Mariuszowi nic nie mówiło nazwisko Karaś , ale po opisie Janka szybko skojarzył o kogo chodzi . To taki spokojny facet po czterdziestce . Prawie cały czas pracował w Niemczech a jak był w Kolinie to lubił spacerować po parku albo rynku z żoną pod mankiet .Właśnie po tej żonie Mariusz skojarzył o kogo chodzi , ponieważ była to kobieta zaiste niepospolitych rozmiarów . Zmrużył oczy i jak przez mgłę przypomniał sobie twarz faceta. Tak . Miał taki wyraz twarzy jakby nieustannie czemuś się dziwił .Podobny nieco do piłkarza&lt;br /&gt;Kryszałowicza .Starannie ubrany , wygolony. Głośno mówiący.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;9.&lt;br /&gt;Janek dalej zasypywał go słowami ale Mariusz cały czas potakując delikatnie&lt;br /&gt;starał się odepchnąć od siebie ten natrętny potok słów . Powoli odsuwał się w ciszę gdy niespodziewanie odezwał się głos wewnątrz jego własnej głowy.&lt;br /&gt;Razem z żoną w zestawie promocyjnym ! Bum Bum Becker ! Oddawajcie&lt;br /&gt;Panu Leszkowi sprawiedliwość ...niewątpliwa przewaga piłkarzy drugoligowych...o dwa punkty procentowe... Różne głosy bolesne poprzez swoje umiejscowienie ale równie nieznaczące jak głosy radia gdy ktoś kręci&lt;br /&gt;gałką szukając właściwej stacji . I rzeczywiście . Poprzez kakofonię dźwięków&lt;br /&gt;przedostał się komunikat jakby skierowany do niego ale nie całkowicie czytelny&lt;br /&gt;gdyż przerywany przez przeraźliwy gwizd.&lt;br /&gt;- Nie bój się ... idź śmiało ... nie groźne...będę czekał ...Mariusz... serce&lt;br /&gt;Gwizd wewnątrz jego głowy zamierał w bełkotliwym rzężeniu gdy on mało&lt;br /&gt;nie upadł .Zdecydowanie pożegnał sąsiada i wymawiając się od dalszej rozmowy gwałtownym bólem głowy wrócił na fotelik , który najpierw przestawił w cień . Oddychał głęboko i pomału uspokajał się .Znał ten głos . &lt;br /&gt;Był gdzieś w przeszłości. Znał doskonałe . Ktoś bliski ...ktoś kto nie żyje od dawna.&lt;br /&gt;Nie mógł połączyć głosu z osobą .Usiadł na foteliku i wychyliwszy się w tył &lt;br /&gt;oparł potylicę o pień potężnego orzechowca , który obdarzał cieniem spory&lt;br /&gt;szmat trawnika. &lt;br /&gt;Zamknął oczy i jeszcze raz próbował przemyśleć wszystko od początku&lt;br /&gt;Znał takie historie z książek i filmów grozy. Jakaś projekcja silnych odczuć, na &lt;br /&gt;przykład agonii – takie tam pierdoły , które w rzeczywistości raczej się nie zdarzają. Teraz spróbował przywołać  te okropne sceny ze snu , ale im mocniej zaciskał powieki tym wyraźniejsze były tylko różowo fioletowe błyski i miraże , zmieniające się seriami nadbiegających zza pola widzenia sylwetek. &lt;br /&gt;Nie był przy tym , to pewne . Roześmiał się ,wspominając niedawno czytaną&lt;br /&gt;książkę Kinga o ojcu przywracającym do życia swe martwe dziecię.&lt;br /&gt;Powinienem mieć rano brudne prześcieradło, pokaleczone nogi , igły sosen&lt;br /&gt;Liście ,krew ... a potem tajemnicza postać o czerwonych świecących w mroku&lt;br /&gt;źrenicach . Za plecami , na skraju przebudzenia , z nożem lub tasakiem w dłoni. &lt;br /&gt;W końcu prawie uznał, że była to tylko dziwaczna zbieżność i skoncentrował się&lt;br /&gt;na rozpoznaniu słyszanego przed chwilą głosu. Walczył z pokusą uznania tej&lt;br /&gt;dziwacznej , krótkiej audycji w głowie za kolejny objaw głodu nikotynowego ale ten znajomy głos mówiący do niego po imieniu otwierał przed nim dawno&lt;br /&gt;zapomniane wspomnienia z dzieciństwa . Daremnie wgłębiał się w chybotliwe&lt;br /&gt;kłębowisko pamięci by w końcu z nagłym przerażeniem poczuć jak jego ciało&lt;br /&gt;zapada się w sobie. Jakaś lodowata dłoń dotknęła jego czoła i piersi a potem&lt;br /&gt;poczuł jedynie jak wraz z fotelikiem przewraca się na bok . Wprost w ciemność.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-8382126388203658735?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/8382126388203658735/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/cienie-2001-rozdz1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/8382126388203658735'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/8382126388203658735'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/cienie-2001-rozdz1.html' title='Cienie (2001) - rozdz.1'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-4199764790816166526</id><published>2009-07-25T06:06:00.000-07:00</published><updated>2009-07-25T06:07:26.639-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Golinville'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='brudnopisy'/><title type='text'>Golinville - brudnopis z 2001</title><content type='html'>Zantus pojawił się w Goliville jako dwudziestokilkuletni młodzieniec a ostatecznie zniknął pra-wie dokładnie w dziesięć lat później. Przybył tu jako nauczyciel historii by uczyć dzieci w miej-scowej podstawówce. &lt;br /&gt;Przybył z miasta uniwersyteckiego, gdzie zostawił swe szanse na pracę naukową a także rodzi-ców i przyjaciół. &lt;br /&gt;Przybył ze świata kultury i potencjalnej wielkości, wiedziony popędem płciowym do pani Krysi Czeskiej, nauczycielki biologi, którą poznał w Posenville gdy wraz z grupką krzykliwych, nie-ustannie przynoszących jej wstyd uczniów zwiedzała w muzeum historycznym wystawę, doty-czącą jakiejś wojny z dalekiej przeszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie tam, wśród szpargałów, kanciastych gablot i różnych ostrych przedmiotów spodobali się sobie do tego stopnia, że całkowicie zapomnieli o dzieciach, które pobłądziły wśród tych wszystkich cudowności oręża i cicho płakały zbite w przerażoną  gromadkę do czasu  aż  przy-szły  błękitne  tygrysy i zjadły  je, ku zdziwieniu  woźnych  pilnujących  porządku. Jak było tak było, ale gdy odjeżdżali swym odrapanym  autobusikiem. &lt;br /&gt;Zantus długo  biegł  przy  szybie,  za  którą  promieniała  radością  i  zupełnie świeżymi  pożą-daniami  okrągła  buzia  pani od  biologii . Posyłali sobie buziaki i różne, raczej przyzwoite ge-sty a romantyczny historyk biegłby jeszcze długo, ale szczęśliwie  nadział się  na  brzydki  be-tonowy  kosz  na  śmieci i  pozostał na miejscu, owinięty  białym  prochowcem, lecz mimo  przykrego  bólu  ciągle  jeszcze  machał  lewą  dłonią,  podczas  gdy  prawą  masował  sobie  rozbite  jaja. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez całą drogę dzieci wymieniały różne śmieszne uwagi na temat  pani  i  jej  kawalera, oczy-wiście  cichutko  gdyż  były  grzecznymi  siódmoklasistami a  chłopcy , którzy siedzieli z tyłu zajęci byli owocowym winem, które w tym całym zamieszaniu udało im  się przemycić  na  po-kład  autobusu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko pan Roman, który był wuefistą i zgodził się pomóc w opiece nad grupą podczas wyciecz-ki zupełnie za darmo, przygryzał popielatego wąsa i milczał ponuro. Pojechał do Posenville z tajną misją nawiązania bliższych kontaktów z panią Krysią  a  teraz  widział  jasno,  że  nic  z  tego już  chyba  nie  będzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkąd ta miła dziewczyna zaczęła  pracować  w  szkole  wyobrażał  sobie  różne  jej  krągłości ,  szczególnie  podczas  intensywnych  ćwiczeń  gimnastycznych  jakim  oddawał  się w małżeń-skim łożu  ze  swą  umięśnioną  i  kanciastą   żoną,  będącą również  nauczycielem  wuefu . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jej aseksualny  wygląd połączony  z  wybuchami  zupełnie nieposkromionego  temperamentu  po  kilku  latach  pozbawiły  go  sił, do  tego  stopnia  że musiał  zaprzestać  ulubionego  przez  siebie  ganiania  dzieci  po  parku  odbywającego  się  pod  hasłem „ wasz  stary  nauczyciel  potrafi  a wy  padacie? „ &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Któregoś jesiennego dnia nie dość, że został wyprzedzony  przez  grupkę  szóstoklasistów  to zrobiło  mu  się  ciemno  przed  oczami  a  kiedy  wsparł  się  dłońmi  o kolana  i  ciężko  dyszał  wśród  wirujących  kolorowych  plamek  ujrzał  niczym  memento, tak  doskonale  znane, spa-lone  kwarcowymi  lampami  na  brąz  niesympatyczne łono  z  wielką kępą  gęstych,  zaskaku-jąco  długich i  splątanych  rudych  kłaków,  a tuż  nad  sobą usłyszał  głos swojej żony, doży-wotniej  właścicielki  owych  cudowności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-No dalej, na  co  kurwa  czekasz?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mijała go właśnie ,  ciągnąc  za  sobą  grupę  nieszczęśliwych , poczerwieniałych  z  wysiłku  dziewcząt .  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewczęta  dyszały  nierówno  a  jego  chłopcy  zawrócili  i  otoczyli go  w  milczeniu.  &lt;br /&gt;Zdał  sobie  sprawę ,  że  gdyby  upadł  na  tej  błotnistej  dróżce  i  leżał czar owanna płynęły  mu  do  oczu, ale  opanował  się  i  po  chwili  lekkim  truchtem  poprowadził  ich  do  szkoły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie  ta  scena  przypomniała  się  panu Romanowi,  gdy  zamknął  oczy  by  trochę  pou-dawać  że  śpi,  gdyż  nie  mógł  opanować  ciągłego zezowania  w  kierunku  Krysi,  która oglą-dała  bardzo kusząco.  Chłopcy  tymczasem  zaczęli  śpiewać  standardy  wycieczkowe i  niosło  się  wesołe  „ panie  szofer  gazu!  panie  szofer  gazu! bo  pół  litra jest  w  garażu”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zantrus  nie  bardzo  pasował  do  Golinville. Był  zbyt  elegancki  i  to  elegancki  w  sposób  dyskretny,  co  nie  jest  charakterystyczne  dla  takich  prowincjonalnych  miasteczek.  &lt;br /&gt;Wysoki  i  bardzo  szczupły  sprawiał  wrażenie  jakby  wszystko, co  ubierał łącznie z dżinsami było szyte na miarę a  każdy  detal  idealnie  komponował  się z  całością jego  wyglądu  i  oso-bowości. &lt;br /&gt;Zawsze  wyprostowany  i  spokojny, uważny  i  miły  dla  rozmówców . Nigdy  nie  słyszano  by  powiedział  coś  z  nieprawidłowym  akcentem  lub&lt;br /&gt;dopuścił  się  jakiegokolwiek  błędu  gramatycznego czy  stylistycznego zarówno  podczas swoich  wykładów  w  miejscowej  szkole  jak  i  przy  okazji  najbardziej  potocznych  rozmów,  jakie  każdy  odbywa  w  sklepie, na  poczcie  czy przy  okazjach  towarzyskich. &lt;br /&gt;Nie był także nudziarzem czy miastowym mądralą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lekcje, jakie prowadził były wykładami, na tyle fascynującymi, że uczniowie z klas 5- 8 , któ-rych uczył, oniemieli.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początkowo  nie  chcieli  wierzyć, że  ten  młody  pan,  który  pojawiał się  na  korytarzu ozdo-bionym zielonkawymi lamperiami, pełnymi pędu i  krzyku ,  gdzie wieczorami  tryumfowały pa-nie sprzątaczki z blaszanymi  wiadrami i  gigantycznymi ścierami  a  na  salce gimnastycznej  brzuchaci  urzędnicy pod  wodzą  wuefisty  przebijali piłkę  przez  słabo  naciągniętą siatkę będzie  ich  nauczycielem,  a  gdy stało  się  to  faktem  i  siódma A  tłoczyła  się  przed  klasą  pełna  nieokiełznanej  niszczycielskiej  energii, Krysia , która  lada dzień  miała  stać  się  żoną  Zantrusa  przechodząc  korytarzem  na  moment straciła  wiarę  w  pedagogiczne  zdolności  narzeczonego  ale  przyspieszyła  kroku  widząc panią  Dyrektor  prowadzącą  skazańca  na  miejsce  przeznaczenia .  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uczniowie momentalnie  zamilkli  a  dumnie krocząca nicość  umysłowa  wprowadziła  nowego  nauczyciela  do  klasy.  Kiedy  zostawiła  go  już  samego  postała  chwilę  na  korytarzu  cieka-wa  czy usłyszy  jakieś wrzaski  ale  nic  się  nie  działo  więc  odeszła. Krysia, gdy  skończyła  się  lekcja  pospieszyła  wśród  wrzeszczącego  tłumu  do  klasy  ukochanego  aby  się  dowie-dzieć  jak  przebiegła  ta  pierwsza  samodzielna  próba  ale drzwi  klasy  nr  44  wciąż  były  zamknięte. Straszne przeczucie, że  sobie  nie  poradził, że  przerwano  lekcję, że  zabrano  dzieci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Delikatnie  uchyliła  grube drewniane  drzwi i  zajrzała  przez  szparę. Zantrus  stał  z  założo-nymi  na  piersiach rękami  a  niewidoczna dziewczynka  coś opowiadała z przejęciem.  Poza  tym  w  klasie  panowała  absolutna  cisza.  Była  świadkiem  jakiegoś  niezwykłego  tryumfu  pedagogicznego, ale  wcale  nie była  pewna  czy  jej  się  to  podoba.  Było  coś  w  postawie  ukochanego, co  na moment&lt;br /&gt;zaniepokoiło Krysię, ale w tym  momencie  Zantrus  podziękował  dziewczynce, coś  zanotował  i  przełamując  falę  uniesionych  rąk  zaprosił  wszystkich  na  lekcję  za  dwa  dni.  Wtedy  pę-kła  tama  i  dzieci  runęły  na  korytarz  o  mało  nie  tratując  zdziwionej Krysi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zantrus  wkrótce  zdobył  wielką  popularność  wśród  uczniów. &lt;br /&gt;Tak  to  na  razie  nazwijmy, aby  zasygnalizować ,  że  popularność ta  była  odwrotnie  propor-cjonalna  do uczuć, jakie  budził  w  pokoju  nauczycielskim. &lt;br /&gt;Swego  rodzaju  taktownym  ostracyzmem towarzyskim  została  otoczona  także  Krysia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było to dziwne, ponieważ uprzednio nauczyciele nie sprawiali  wrażenia  ludzi,  którzy  prze-sadnie  martwią  się uczuciami,  jakie  wzbudzali  w tej  rozwrzeszczanej  gromadzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż , ale nikt specjalnie nie  lubi gdy  ktoś  z  zewnątrz  staje  się  w  tak  przecież  delikatnej  dziedzinie  monopolistą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skrajnym  już  dziwactwem  wydawało  się  stworzenie  przez  Zantrusa  pozalekcyjnego koła  historycznego, którego  cotygodniowe  dwugodzinne  zajęcia  gromadziły  nieraz ponad  pięć-dziesięciu uczniów i  musiały odbywać  się  w  auli. Było  to  wielkim  głuptactwem w  oczach  innych  pedagogów, ponieważ  nikt  Zantrusowi  za  to  nie  płacił ,  ale  gniew  szacownego  grona  wkrótce  złagodziły sukcesy, jakie zaczęli  odnosić  uczniowie  we  wszelkich  możli-wych konkursach i olimpiadach  humanistycznych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęła  się  w  tej  prowincjonalnej  szkole szerzyć  dziwna  zaraza  podnoszenia  jakości  na-uki ,  która  przeszła  od  uczniów  na bardziej  podatnych  nauczycieli  i  po  trzech  latach  była  to  jedna  z  najlepszych  szkół  w  województwie .&lt;br /&gt;Dla  niektórych  rodziców  było  szokiem  przekonać  się, że  ich  dzieci, które  nie  bez  pod-staw  uważali  za  dość  tępe  nie  dość , że  zaczęły  się  uczyć  to  jeszcze obnosiły  się  z  książkami  autorów o  których  ci  poczciwi  ludzie  nigdy  nie  słyszeli  Największe tępaki udały się nawet z czymś w rdzaju  pełnej  niepokoju  interpelacji do kuratorium  w  Koniville , ale  co  zrozumiałe  odesłani zostali do  wszystkich  diabłów .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś  wspomniał  kiedyś  przy  mnie,  że  to  genialny  naukowiec. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myśliciel  piszący  w zaciszu  Golinville  dzieło  swojego  życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;łyszałem, że  to  diabeł  na  łowach albo  coś  jeszcze  gorszego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po  tych  wszystkich  latach  nie  mogę  oprzeć  się  wrażeniu  że  w  każdej  opinii  czy  naj-dzikszej  nawet  plotce,  z  tych , co  krążyły  na  jego temat mogło  kryć  się  źdźbło  prawdy . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po  ślubie, który  zgromadził  prawie  całą  szkołę i masę przyjaciół  pana młodego , wśród  których  nie  brakowało  obcokrajowców a  nawet  ku uciesze miejscowej  gawiedzi  dwóch  wysokich  i  czarnych  jak  smoła  murzynów , ubranych  najwyraźniej  ku  czci  przyjaciela  w  egzotyczne ,  niezwykle  barwne  stroje  i robiący , podczas  gdy  młodzi  schodzili  po  kościel-nych  schodach  zasypywani  drobnymi monetami  i  ryżem  niezwykle  przeraźliwy  raban  za  pomocą  małego  bębenka  i drewnianej  piszczałki odbyło się  huczne  wesele  w  sali  OSP  z  grubsza  biorąc  spełniające wszelkie  wymogi miejscowej  tradycji .  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zantrus  chciał  wynająć  mieszkanie, ale  Czescy  nie  zgodzili  się  na  to  i  młodzi  wprowadzi-li  się  na  piętro  ich  dużego domu gdzie  mieli  do  dyspozycji  sypialnię  Krysi, łazienkę  a  w  nie  umeblowanym  dotychczas pokoju  stworzyli  naprawdę  ładny  salon z  aneksem  kuchen-nym  i  barkiem .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na  terenie  posesji  acz  w  mającej  osobne  wejście  obszernej  przybudówce  mieszkał  brat  Krysi, który  nade  wszystko  cenił  sobie  niezależność,  co  w  przypadku  dobrze  zarabiają-cego dwudziestopięciolatka nie powinno  nikogo  dziwić . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W  dużym , jak  na  miejscowe  warunki  ogrodzie  hasały  dwa  psy a  królem  całego  terenu  był  sterany  życiem  i  licznymi  przygodami jednooki  kot  imieniem  Maciej . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy bardzo  polubili  Zantrusa,  łącznie  z  sąsiadem  znanym  z  zamiłowania  do opilstwa  i  ordynarnych  zaczepek,  jakich  nie  szczędził  nikomu  kogo  miał  przyjemność spotkać  na  swej  drodze,  gdy  był  pod  wpływem  alkoholu a  trzeba  zaznaczyć, że  pod  tym  wpływem  był  zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet lewki długo  i  mętnie  rozwodził  się  nad  zaletami  nowego  sąsiada ,  chwaląc  jego  dobry  charakter  ,  grzeczność  i  uczoność  w  taki  na  przykład  sposób .&lt;br /&gt;- Mówię  że  ma  taki  dobry  charakter  i  dziwię  się  że  z  takimi  kurwami  i  bandytami  za-mieszkał. Okradną  go  i  zmarnują  te  Czechy  jebane  . A  mówię  , że  znam  się na  takich !  Mądry  chłopak  a  wykolei  się  z  tymi  pijusami.  Co  to  ja  nie  znam  starego Czecha&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oślepł  od  wódy  i  nie  widzi  , że  mu  się  ta  stara  ropucha  puszcza  z  listonoszem.  &lt;br /&gt;Szkoda  chłopaka.&lt;br /&gt;Żeby  uciąć  spekulacje  muszę  zaznaczyć ,  że  w  słowach  tego  miłego  człowieka  zgoła nic  nie  było  prawdą  a  państwo  Czescy  byli  skromnymi  urzędnikami  na  emeryturze  i  w  ca-łym  Golinville nie  było  żadnego  listonosza  tylko  same  panie  doręczycielki  a  żadna z  nich  ze  względu  na  wiek  i  wygląd  nie  była  obiektem  niczyich  seksualnych fantazji poza  jed-nym  zupełnie  wyjątkowym  przypadkiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie  było  prawdą  także  to, co sądził  wraz  z  innymi  o  Zartrusie  ale  jedyna   osoba  mającą od  początku  o  tym  podziwu  godnym  młodzieńcu  zdanie  osobne,  nie  była  w  pełni  czło-wiekiem  tylko  kotem  Maciejem ,  który bardzo  krótko  potrafił  zachować  wystudiowaną  obojętność  a  w  końcu  nie znieść  ludzkiej  naiwności   odszedł  w  odległe  strony.  W okolicy nigdy więcej nie pojawił się zwalisty jednooki  dachowiec z  charakterystyczną  rudawą  plamą  na  grzbiecie.  Plamą przypominającą kształtem Południową Amerykę z  przylądkiem  Horn  na  nieproporcjonalnie  dużej  białej  głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osobiście  poznałem  Zantrusa  na  boisku  piłkarskiego klubiku, będącego  w  rozgrywkach  klasy  A  prawdziwą  oazą  nieudacznictwa. Chadzałem  w  niedzielne  popołudniaby obserwo-wać  zmagania  naszych  dzielnych  chłopców spod  znaku  Gryfa  z  wrażymi  drużynami  z  okolicznych  miast, miasteczek, i wiosek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli nie  padał  deszcz  i  nie  było  zbyt  zimno  był  to  niezły  pomysł  na  spędzenie  czasu  zgodnie  z  podstawową  zasadą  dobrej  rozrywki  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Trochę  emocji, dużo  śmiechu  i  możliwość  głośnego  wyrażenia  własnej  opinii„&lt;br /&gt;Czego chcieć  więcej ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na  szczęście  trawa  na  boisku była  w  takim  stanie, że  nikomu  nie  przeszkadzało, że  cza-sem, popołudniami  kopaliśmy  na  nim  piłkę  my, czyli  rycerze  nigdy  nie  zaczętych  między-narodowych  karier. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez  dwie, a  w porywach  trzy  godziny  w  leniwym  dość  tempie  odbywaliśmy  rytuał  sta-rannych  dośrodkowań, strzałów z  pierwszej  piłki  i  bramkarskich  robinsonad. &lt;br /&gt;Nie  mieliśmy stałego  składu, ale  niezbyt  często udawało  się  zgromadzić  sześciu  chętnych,  by  z  zapałem  godnym  zawodowców  grać  do  utraty  tchu  trzech  na  trzech  na  małe  tre-ningowe  bramki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W  dniu, gdy  na  boisku  pojawił  się  Zantrus  graliśmy  w  trójkę ,  co  było  nieco  monotonne, gdyż  bramkarz  stosunkowo  łatwo  mógł  przewidzieć  zamiary  centrującego,  który  ze zro-zumiałych  względów miał  ograniczony wybór.&lt;br /&gt;Zantrus  ubrany  był  w granatowe, bawełniane  spodnie,  koszulkę  polo  o  nieco  ciemniej-szym  odcieniu  i sandały, przez  co  początkowo nie  braliśmy  go  pod  uwagę  jako  kandyda-ta  do  wspólnej  zabawy. Zmierzał  jednak  pewnie  przez  zielono  żółtą  murawę  w  naszym  kierunku  i  nim  zapytał  czy  może  się  przyłączyć  dostrzegliśmy że  ma  zgrabny, również  granatowy  plecak, który krył  koszulkę, spodenki  i  ładne  angielskie  korkotrampki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strój  był  repliką  błękitnej  serii  barw  klubu  Chelsea, a  napis  na  plecach  informował , że  oryginalnym  właścicielem  trykotu  z  tym  numerem  jest  Zola ( nie  ten  pisarz  oczywiście). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczerze  mówiąc  bardzo ucieszyło  nas  to  wzmocnienie  składu, choć  gdy się  przebrał  i  po  wykonaniu  krótkiej  acz  intensywnej  rozgrzewki  dołączył  do  nas  natychmiast  zaczęliśmy  wyglądać  jak  łachmaniarze,  ale  w  końcu  nie  o  to  przecież  chodziło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grał  nieźle  i  w  miarę  upływu  czasu  wyraźnie  się  rozgrywał, a  co  najważniejsze w  takich  męskich  zabawach, nie  dość,  że  miał  poczucie  humoru  to  jeszcze  znakomicie  potrafił  wczuć  się  w  rolę i  gdy  przyszła  jego  kolej  wciągnął  na  tyłek  dyżurny  dres  by  z  wielkim  zapałem  bronić  bramki  po  naszych, jak  zwykle  atomowych  i  niezwykle  precyzyjnych  strzałach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po  jakiejś  godzinie  zrobiliśmy  sobie  kwadransik,  przerwy by  wylegiwać  się  w  trawie  za  bramką, przerzucając  się  żartami  i  ciętymi  ripostami. Co  czasami  bywa  jedynym  możli-wym  sposobem  wymiany  poglądów  pomiędzy naszymi  rodakami, ponieważ  każdy tara  się  być  przede  wszystkim  zabawny,  tak  jakby  każda  sytuacja  musiała  koniecznie  zostać  spointowana  i  zamieniona  w  żart. Jest  tak  na  skutek  tresury, jakiej  jesteśmy  poddawani  od  momentu  pójścia  do  szkoły. Umiemy  albo  nauczać  tych,  o  których  sądzimy  że  są  istotami  niższymi  od  nas  albo  podlizywać  się  istotom, których  nienawidzimy  a  od  któ-rych  zależy  nasz  byt.  Jeśli  zaś  dokoła  są  sami  swoi  to  zaczyna  się  istny  kabaret  wol-nościowych  błysków i  oczarowań. Dlatego  gdy  Zantrus  zwrócił  się  wprost  do  mnie  z  tym  dziwacznym  pytaniem  Krzysztof  i  Arek  potraktowali  to  jak  jakieś  nieudane  nawiązanie, jakąś  pokrętną  aluzję, której  nie  zrozumieli a  ja  szczerze  mówiąc  zdębiałem  gdyż  pytanie  zabrzmiało  jak  hasło,  na  które  oczekiwał  odpowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dlaczego  nie  Penderecki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale  to  był  strzał.  Strzał  w  samo  okienko. Strzelił  i  czekał, podczas  gdy  ja  dźwignąłem  się  z  trawy  i  pobiegłem  prowadząc  piłkę  przy  nodze  do  narożnika  boiska  wołając,  aby agłu-szyć  to  proste  przecież  pytanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- No  panowie, piłka  już  odpoczęła!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być  może  ktoś  spojrzał  wówczas  groźnie  z  kosmosu  na  to  boisko, ale  nic  się  nie  wyda-rzyło  a teraz, gdy  od  tego  pogodnego  popołudnia  upłynęło  kilka  lat  muszę  nawiązać  do  drobnego  wydarzenia,  jakie  miało  miejsce  w  roku  1984.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był  to  czas,  gdy  cierpiałem  nudę  wojskowego  życia, wysłany  aż  na  wybrzeże  przez  idio-tów  z  komisji  poborowej, ze  względu  na  panującą  wówczas  modę  wysyłania  chłopców  w  możliwie  oddalone  rejony  kraju, chyba  jedynie  po  to  by  uczynić  dziką  mordęgą  czter-dziestoośmiogodzinne  przepustki, jakie  od  czasu  do  czasu  udawało  się  zdobyć,&lt;br /&gt;Szczególnie  w  drugim  roku  służby. Tak  czy  tak  miałem  szczęście, ponieważ  mieszkałem  w  centrum  kraju  i potrzebowałem  tylko  około  siedmiu  godzin  na  dotarcie  do  domu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku próbach znalazłem  optymalną  trasę  z  dwoma  przesiadkami, przy  czym  ostatnią  stacją,  z  której   kilka  minut  po  22   zabierał  mnie  pociąg  do  Koniville  był  Wrzesen. &lt;br /&gt;Nazwa  ta  idealnie  pasowała  do  tego  wrześniowego  dnia, pełnego  chmur  i  wiatru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do  zmierzchu, okraszonego  drobną, bardzo  dokuczliwą  mżawką  i  w  końcu  do  tej  ponurej  godziny,  gdy  półgodzinne  oczekiwanie  na  ciemnym  peronie  dawało  mi  się  mocno  we  znaki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był jeszcze  sezon  letni, w  związku  z  czym  marzłem  niemiłosiernie  w  swym  stalowosza-rym  mundurku. Perony  były  prawie  całkowicie  puste, ponieważ  reszta  potencjalnych  pa-sażerów, mających  jechać  tym  samym  pociągiem  kryła  się  w  poczekalni  dworcowej, oczekując  na  zapowiedź, obwieszczającą  jego  przyjazd. Na  dodatek  wszystkiego  wiozłem  do  domu  płytę  grupy  TSA, która  stała  się  na  tym  etapie  podróży ziwną  udręką. Nie  mie-ściła  mi  się  do  torby a  nie  chciałem  by  kartonowa  okładka  zamokła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiał  wiatr  i  ciągle  przekładałem  ją  z  ręki  do  ręki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak  wędrując  dotarłem  prawie  do  końca  peronu  i  już  miałem  wracać  w  kierunku  wyjścia  z  tunelu  skąd  zaczęli  wychodzić  ludzie  spieszący  z  poczekalni  gdy  drogę  zastąpił  mi wysoki  mężczyzna  w  średnim  wieku owinięty  w  czerwony  damski  płaszcz  z  futrzanym  kołnierzykiem&lt;br /&gt;i  coś  powiedział  wskazując  na  płytę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie  usłyszałem, ponieważ  głośniki  ryczały  swoją zapowiedź. Myślałem, że to  jakiś  wariat  albo  zboczeniec  i  starałem  się  minąć  go  jak  najszybciej,  ale  on  zdążył  je  powtórzyć  i  zrozumiałem  o  co  mu  chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dlaczego nie Penderecki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Co?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Dlaczego nie Penderecki, pytam?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W huku wjeżdżającego na peron pociągu zdążył jeszcze krzyknąć za mną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Zapamiętaj to pytanie chłopcze!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I zapamiętałem. Nie wiem właściwie, dlaczego&lt;br /&gt; ale tkwiło we  mnie  razem  z  jakimś  dziwnym  uczuciem  wstydu,  zażenowania  przez  te  wszystkie  lata,  ale  zadane  po raz  drug, poza  chwilowym  szokiem  nie  skłoniło  mnie  do  szukania  jakichś  powiązań, do drążenia tego tematu   ielokrotnie  graliśmy  w  piłkę  z  Zantru-sem  i  rozmawiałem  z  nim  na  różne  tematy  nigdy  nie  wracałem  do  tego  pytania. On zreszt też. Teraz rozumiem, że takie  rzeczy  muszą  dojrzeć  same  aby  znalazły  jakieś  roz-wiązanie.    &lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;Rodzice  pani  Krysi, teściowie  Zantrusa  zmarli  po  czterech  latach, od  dnia  otoczonego  legendą  wesela. Młodzi  na  razie  nie  doczekali  się  potomstwa, ale  ich  wzajemne  kontakty  z  rodzicami  układały  się  bardzo  dobrze.  Pani  Czeska  zajęta  była  pieleniem  grządki  wa-rzywnej, gdy  zrobiło  jej  się  słabo i  ledwo  udało  jej  się  dojść  do  schodów, gdzie  upadła  i  skąd  zabrało  ją  pogotowie  natychmiast  wezwane  przez  zięcia. Zantrus&lt;br /&gt;zadzwonił  do  szkoły  po  Krysię, która  była  na  jakimś  zebraniu  organizacyjnym  i  razem pojechali  do  szpitala  w  Koniville, nie  czekając  na  ojca, który  tego  dnia  pojechał  z  kole-gami  na  ryby. Zostawili  mu  jedynie  krótką  informację,  licząc,  że  wkrótce  do  nich dołączy. Pan  Henryk  rzucił  siatkę  z  żywymi   rybami  do  zlewu  i przebrawszy  się  w  garnitur  poje-chał  swym  białym  fiatem  do  Koniville. Przez  chwilę  dręczyła  go  myśl  czy  zamknął  drzwi  wejściowe,  ale  nie  dbał  o  to.  Trudno  było  skoncentrować  się  na  prowadzeniu  auta  i  niedaleko  domu  o  mały  włos  nie  przejechał  wielkiego  białego  kota, majestatycznie  prze-chodzącego  przez  jezdnię. Skonstatował  nawet  dziwne  podobieństwo  do  zaginionego  przed  laty  Macieja  ale  głowę  zaprzątnęła  mu  myśl  o  synu, którego  nie  zastał  w  domu  a  nie  mógł  sobie  przypomnieć  numeru  telefonu  do  jego  firmy.&lt;br /&gt;Jednak  przyczyną  tragedii  nie  było  chyba  jego  roztargnienie. Jadący  z  naprzeciwka  TIR  na  ukraińskich  numerach,  niespodziewanie  zjechał  na  jego  pas  ruchu  i zmiażdżył  pana  Henryka  wraz  z  jego  zadbanym  fiatem 126 P, by  potem  w  oszałamiającym  piruecie  runąć  w  poprzek  drogi. W  ślizgającą  się  po  asfalcie  naczepę  uderzył  jeszcze  osobowy  ford, ale  w  tym  przypadku  skończyło  się  na  lekkim  rozcięciu  czoła  kierowcy&lt;br /&gt;który jako pierwszy  próbował  ratować  kierowcę  ciężarówki, ponieważ  to  co  dostrzegł  w  resztkach  malucha  spowodowało  u  niego  tylko  gwałtowny  skurcz  żołądka. Kiedy  odnalazł   wreszcie  rannego  Ukraińca, ten  był  jeszcze  przez  chwilę  przytomny i  próbował  szeptać  coś, co  brzmiało jak  zaklęcia  czy  modlitwa, ale  nawet  ostatni  laik  widząc  krew  wypływają-cą  spod  przygniecionego  tonami  stali  ciała,  zrozumiał  by  szybko, że  to  już  koniec. Deski, które  wiózł  ten  nieszczęśnik, stworzyły  nieregularną  barykadę, do  której  z  obydwu  stron  podjeżdżały  coraz  to  nowe  samochody.  Zaczęli  dokoła  gromadzić  się  ludzie.&lt;br /&gt;Pani Czeska odzyskała przytomność  i  smutnym  wzrokiem  spoglądała na  córkę  i  zięcia spoza  aparatury ratującej  życie. Lekarz  uspokoił  ich  zapewnieniem,  że  nic  jej  nie  grozi, używając nie  budzącego  zaufania  zwrotu, że  było  to  tylko  coś  w  rodzaju  lekkiego zawali-ku.  W  końcu,  żeby  nie  przeszkadzać  a  zająć  się  czymś  konstruktywnym  postanowili  przejść  się  do  biura,  w  którym  pracował  brat  Krysi  Grzegorz. Cała  ta  wyprawa  trwała  nie  dłużej  niż  czterdzieści  minut.     &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na  sali  poza  krzątającymi  się  lekarzami był  jeszcze  pan  Ryszard  Wagner, który  leżał  za  rozstawionym  parawanami  w  dżungli  aparatury  podtrzymującej  życie  i  zajęty  był  właśnie  procesem  umierania. Miał  ponad  siedemdziesiąt  lat,  a  mimo  to  rozstawał  się  z  życiem  z  wielką  złością. Czwarty zawał  doprowadził  go na  skraj  przepaści,  ale  świadomość  tego, że  jego  kolekcja  zostanie  natychmiast  rozprzedana  przez  wredne  dzieci,  nawet  w  takim  momencie była  jego  główną  troską  i  powodem  nienawiści  do  świata. Kiedy  przed  godziną  odwiedzili go, udawał,  że  śpi, ale  wewnętrznie  gotował  się słysząc  to  ich  fałszywe  pochlipywanie.&lt;br /&gt;Zainteresował się  nową  osobą  na  swej  sali,  ale  zezłościły  go  zapewnienia  lekarzy, że  wszystko  dobrze  się  skończy. &lt;br /&gt;-Gówno się  skończy,  nie  dobrze – mamrotał  pod  nosem  i  to,  czego  za  chwilę  stał  się  jedynym  świadkiem  mocno  podniosło  go  na  duchu. Dosłownie  na  chwilę  pokój  opusto-szał  i  Ryszard  usłyszał, jak  ktoś  zdecydowanym  krokiem  wchodzi  przez  otwarte  drzwi  by  zatrzymać  się  przy  tej  kobiecie  za  parawanem. Po krótkim, szeptanym  wstępie  usłyszał  cichy  jęk  pacjentki  i  tryumfalny  głos  mężczyzny.&lt;br /&gt;-  Przypatrz  się  dobrze! Zobacz  jak  się  twój  mąż  urządził. On  się  nie  męczył,  ale  twoja  córeczka  i  synalek... Tu  głos  zniżył  się  znów  do  szeptu  i  Ryszard  żeby  być  świadkiem  uniósł  się  nieco  i  przez  parawan  widział, że  mężczyzna  pochyla  się  nad  kobietą  i  zdawa-ło  mu  się, że  ją  całuje. Zrobiło  się  cicho i  słychać  było tylko  skrzypienie butów, gdy nie-znajomy  zawrócił  w  kierunku  drzwi. Zatrzymał  się  jednak  i  zza  parawanu  zwrócił  się  wprost  do  umierającego  mężczyzny.&lt;br /&gt;- A  ty  posłuchaj. Za  kwadrans  wstaniesz  z  tego  barłogu  zupełnie  zdrowy. Będziesz  miał  siłę i  odporność  jak  nikt  na  świecie. Twoje  ciało  zostało  nie  tylko  uleczone,  ale  i  znacz-nie  ulepszone, ale  nie  dziękuj  tylko  uważaj na  kolej, na  pociągi. Pozbądź  się  kolei,  to  rzecz... &lt;br /&gt;Dalszego  ciągu  pan  Ryszard  już  nie  usłyszał,  ponieważ  sala  zaroiła  się  od  personelu,  który  próbował  przywrócić  życie  martwej  kobiecie.  On  leżał  z  zamkniętymi  oczami, czując  jak  wstępuje  w  niego  siła. Zaczął  cichutko  płakać  ze  wzruszenia  słysząc  własne  serce,  które  dotychczas  postępowało tak  zdradziecko, a  w  tej, chwili  tryumfu  wróciło  do  pracy  z  zapałem  godnym  dwudziestolatka. Od  razu  chciał  się  zerwać  i  pobiec  do  domu, ale  zgodnie  z  sugestią  nieznajomego  postanowił  cierpliwie  zaczekać aż  całe  to  zamieszanie  dobiegnie  końca. Miał  świadomość, że  stał  się  obiektem  cudownego  uleczenia i  nabrał  przekonania, że  mężczyzna  w  długim  płaszczu  z  kapturem, którego  widział  jako  cień  był  aniołem. Próbował  nawet  przypomnieć  sobie  modlitewkę  z  dzieciństwa, ale  haniebnie  utknął  na  pierwszej  linijce  tekstu. Zresztą  po  chwili  doznał  olśnienia.  Jedyną  możliwą  przyczyną  jego  cudownego  uleczenia  mogła  być  tylko  KOLEKCJA. &lt;br /&gt;Tak, to była prawdziwa  wartość. Wartość,  dla  której  poświęcił  tak  wiele. &lt;br /&gt;Uśmiechnął  się  wyschniętymi  ustami  i  nieco  zbyt  głośno zawołał.&lt;br /&gt;- Siostro!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10&lt;br /&gt;Pan  Ryszard  nawet  nie  próbował  tłumaczyć  się  lekarzom.  Udawał ,  że  śpi&lt;br /&gt;a  w  stosownej  chwili ,  wykorzystując  swą  świeżo  nabytą  siłę oddalił  się  w&lt;br /&gt;skradzionym  szlafroku i  kapciach  z  umieralni. Zbiegł po  schodach z  drugiego  piętra,  roz-glądając  się  czujnie.  W  końcu  trafił  na  zostawiony  niefrasobliwie  przez  jakiegoś  odwie-dzającego  płaszcz  i  zupełnie  ignorując  piskliwy  protest  jakiejś  kobieciny  w  opatulonej  w  kraciastą  chustkę .  Szczęście  mu  dopisywało,  gdyż  w  kieszeni  znalazł  trochę  monet.  W  sam  raz  na  taksówkę,  zauważył  z  podniecającą  pewnością  siebie,  że  wszystko  zaczęło  iść  mu  jak  z  płatka.  Jadąc  do  domu  myślał  o  ostatnich  słowach  anioła  i  początkowo  wydawały  mu  się  nieco  dziwne, ponieważ  od  lat  nie  jeździł  pociągami  i  szczerze  mówiąc  nie  zamierzał. W  końcu  doszedł  do  wniosku, że  z  pewnością  chodziło  o kolejową  część  KOLEKCJI.  Przyszła  mu  do  głowy  nawet  taka  głupia  myśl, że  wszystko,  co  się  wydarzyło  było  próbą  podstępnego  nakłonienia  go  do  wyzbycia  się  części  zbiorów, ale,  mimo,  że był  prawdziwym  maniakiem, to  prawie  natychmiast  ją  odrzucił  jako  wyjątkowo  głupią. Nie  podlegało  żadnej  wątpliwości, że  został  uzdrowiony. &lt;br /&gt;Gdy  wchodził  po  schodach, już  piętro  niżej  usłyszał,  co  się  święci. W  jego  mieszkaniu  trwał  sabat. Stanął  pod  drzwiami  i  nie  bez  pewnej  przewrotnej  satysfakcji, przez  chwilę  wysłuchiwał  odgłosów  dzikiej  awantury,  jaka  odbywała się  wewnątrz. Nikt  tam  cicho  nie pochlipywał  nad  losem  tatusia  a  gdy  jego  synowie  kłócili  się  o  wartość  KOLEKCJI , używając  określenia  „ szpargały  tego  starego  chuja „ albo „ cała  chałupa  zastawiona  tym  gównem „ albo „ stary  chytrus, mówił, że  to  jest  warte  milion, ale  mi  się  widzi, że przez  te  gówniane  pocztówki  my  się  pozabijamy „ albo  „ gdzie  ta  łajza  ma całą  forsę? Konta  pu-ste,  no to  w  końcu  gdzie?”&lt;br /&gt;Wagner  słuchał  i  trzeba  przyznać, że epitety  dotyczące  jego  osoby  przyjmował  raczej  z  pogardliwym  uśmieszkiem,  w  przeciwieństwie  do  słów  podważających  wartość  jego  KOLEKCJI. Bolesne  było,  że  wychował  takich  kretynów, bo  trzeba  od  razu  powiedzieć, że  ten  wspaniały  zbiór  wart  był  tak  naprawdę  dużo  więcej, nie  licząc nawet  zbioru  ukrytego, zawierającego  autografy  bardzo  wybitnych,  dawno  umarłych  ludzi  z  kręgu  kultury  ger-mańskiej  i  anglosaskiej.  Licząca  prawie  sześć  tysięcy  sztuk  kolekcja  tego  typu  białych  kruków  wpadła  mu  w  ręce  jako  szabrowniczy łup w  1946 roku w małym  miasteczku  koło  nowej  zachodniej  granicy. Znaleźli  je w  kartonowych  pudłach na strychu  jego  znajomi, któ-rzy właśnie tam  się  osiedlili .  Poproszony  jako  gość  i  domorosły  historyk  o  ocenę  ich  wartości  sprawił, że&lt;br /&gt;wkrótce  znalazła  się  w  jego  rękach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11&lt;br /&gt;Wszedł  do  mieszkania, ale  nikt  w pokoju niczego  nie zauważył . Kłótnia  trwała  w najlepsze, ale  Ryszard  nie  słuchał,  tylko  zza ozdobionej  intarsjami  przedstawiającymi  walczące  wśród  jesiennych  liści  węże  szafki  na  buty, wyjął  obrońcę  swojej  KOLEKCJI.     &lt;br /&gt;Sprawdził  naboje  w  magazynku  i  z  odbezpieczoną  bronią  wszedł  do mniejszego, prze-chodniego  pokoju,  który  w  dawnych  czasach  był  sypialną  dzieci  a  w  ostatnich  latach był  miejscem  gdzie  spał, przyjmował  gości, jadł  i  oglądał  telewizję. Pozostałe  trzy  pokoje  wy-pełniała  KOLEKCJA i  właśnie  stamtąd  dochodziły  wrzaski  jego  spadkobierców. Tu wszę-dzie  walały  się  ich  kurtki  i  płaszcze. Policzył  je  i  wiedział, że  są  w  komplecie. Trzy  pie-przone  parki  troglodytów. Dobrze  chociaż,  że  nie  przywlekli  bachorów.&lt;br /&gt;Zamilkli, gdy  wszedł, nie  ze  względu na  pistolet,  z  którego  do  nich  celował &lt;br /&gt;ale  ze  względu  na  to  dziwaczne  zmartwychwstanie  i  wrażenie,  jakie  sprawiał.  Nim  się  odezwał  wiedzieli,  że  nie  będą  mieli  do  czynienia  z  szemrzącym, na poły  złamanym  star-cem, jakim  był  przez  ostatnie  dwa  lata.  Tatuś  powrócił  taki,  jakim  znali  go  z  czasów,  gdy  żelazną  ręką  wychowywał  po śmierci  matki  swoje  pociechy  a  potem  wyprawił  je  w  świat,  by  jak  mawiał  rozmnażały  się  na  jego  chwałę. Stali  teraz  przed  nim  trzej  synowie  z  żonami. Dorośli  a  przecież  momentalnie  gotowi  do  ucieczki  niczym  dzieci  przyłapane  na  czymś  więcej  niż  psota.  Ich  żony  zarażone  tym  strachem, zupełnie  bezwolne,  choć  jeszcze  w  powietrzu  unosił  się  ich  piskliwy  jazgot.  Cała  ta  scena  trwała  w  ciszy, spię-trzona  w  oczekiwaniu  wybuchu  gwałtownej  nienawiści. Nic  takiego  nie  nastąpiło.&lt;br /&gt;Powiedział  tylko twardym, nieco  chrypliwym  głosem,  nieświadomie  stylizując  się  na  stare-go  Clinta  Eastwooda  z  filmu  „  Bez  przebaczenia „&lt;br /&gt;- Wyjdźcie  stąd  wszyscy  natychmiast , bo  was  pozabijam.&lt;br /&gt;I  wyszli  bez  słowa, potwierdzając  zalety  dobrej  tresury, zbierając  płaszcze, kurtki, szaliki. Tylko  najstarszy  syn  odwrócił  się  i  przez  chwilę  wydawało  się, że  coś  powie,  ale  z  bli-ska  spojrzał  w  oczy  ojca  i  widząc  w  nich  szczerą  żądzę  mordu  wyszedł  na  klatkę  schodową,  zamykając  za  sobą  drzwi. Wagner  odłożył  broń  i  zamknął  je  na  wszystkie  zamki,  zasuwy  i  łańcuchy,  w  jakie  je  wyposażył.  W  mieszkaniu  nie  było  nic  do  jedzenia,  ale najpierw  zaparzył  sobie  dzbanek  mocnej  herbaty i  dopiero  później  zadzwonił  do  pana  Tadka,  mieszkającego  na  parterze  pijaczka, który  od  lat  robił  dla  niego  zakupy  w  pobli-skim supermarkecie i  z  pliku  banknotów, wyciągniętych  z  podwójnego  dna  puszki  na  her-batę wręczył  mu  trzy  setki wraz z  listą  potrzebnych  produktów.&lt;br /&gt;-Duże  zakupy  Tadek,  a  że  dawno  się  nie  widzieliśmy  to  pięćdziesiąt  dla  Ciebie, abyś  uczcił  odpowiednio  mój  powrót  do  świata  żywych.&lt;br /&gt;               &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12&lt;br /&gt;Tadek,  który  był  chyba  jedynym  człowiekiem  szczerze  uradowanym  z  powrotu  tego  nie-przyjemnego  starca, zasalutował  mu  z  pełną  szacunku  wdzięcznością  i  pomknął  oblizując  się  nerwowo  na  myśl  o  czekającej  go  wkrótce  alkoholowej  uczcie.  Trzeba  przyznać, że nigdy  nie  próbował  wykantować  swojego  dobroczyńcy i  resztę  wydawał  mu  ze  skrupu-latnością godną  szwajcarskiego  bankiera,  zatrzymując  na  swoje  potrzeby  jedynie  sumę,  jaką  z  góry  określił  pan Ryszard.&lt;br /&gt;Dopiero  po  wypiciu  trzech  filiżanek  piekielnie  mocnej  herbaty  i  zjedzeniu&lt;br /&gt;posiłku, złożonego  z  bułeczek, suchej  kiełbasy  i  pomidorów  zebrał  się  w  sobie  na  tyle  by  móc  ocenić  ewentualne  szkody,  jakie  ta  horda  mogła  wyrządzić  w  jego  KOLEKCJI.&lt;br /&gt;Najpierw  sprawdził  całość, jak  je  nazywał  zbiorów  ukrytego i zakazanego,  ale  nawet  nie  dotarli  w  jego  pobliże, co  było  trudne  bez  wywalenia  wszystkiego  do  góry  nogami i  bez  znajomości klucza  do  katalogów,  które  leżały  pootwierane  na  biurku. Ktoś  wyciągnął  dwa  pudła  z  dziewiętnastowiecznymi  pocztówkami  z  Paryża . Uśmiechnął  się w  duchu, z naiw-ności  ludzi  sądzących, że  coś,  co  ma  więcej  niż  sto lat  nabiera zaraz  jakiejś  niezwykłej  wartości. Nie  wiedział, że pudła te przebyły drogę, do Posenville i z  powrotem,  gdzie  bez-czelny  antykwariusz  zaoferował  dwieście  pięćdziesiąt  za  całość,  co  nie  dawało nawet  kwoty  trzy złotych  za  sztukę . Na  tej  podstawie, licząc  pudła  doszli  do  wniosku, że  cała  kolekcja  nie  jest  warta  więcej niż  dwieście  tysięcy, ponieważ  zawierała  także  ogromny  dział  współczesny.  Przypuszczał, że  w  końcu  sprowadziliby  jakiegoś  znawcę,  albo  pró-bowali  sprzedawać  po  kawałku  przez  Internet.  &lt;br /&gt;Teraz  za  sprzedaż  części  zbioru, opatrzonego w  katalogu  wspólnym  hasłem  „kolejnictwo” zabrał  się  sam.  W  skład  działu  wchodziło  21  pudeł  z  katalogu  i  jeden  komplet  ze  strefy  zakazanej.  Był  to  dział  poboczny,  który&lt;br /&gt;wraz  z  „automobilizmem „ nie  budził  w  nim  jakichś  szczególnie  mocnych  sentymentów.  „Kolejnictwo”, według  starannej  wyceny  warte  było  nieco  ponad  sto  tysięcy  dolarów, ale  zdawał  sobie  sprawę, że  sprzedając  je  szybko  nie  osiągnie  więcej  niż  sześćdziesiąt, a  super rzadki  komplet ,  który  przechowywał  w  strefie  zakazanej  gotów  był  dołożyć  jako  bonus  do  udanej  transakcji. Wierzył, że  musi  pozbyć  się  wszystkich  tych  pocztówek,&lt;br /&gt;zgodnie  z  niedwuznaczną  sugestią  nieznajomego  dobroczyńcy  a  ta  setka&lt;br /&gt;była  wartościowa  tylko dla zupełnie  specjalnego  typu  kolekcjonerów.  Jakby  na  przywitanie  ze  swoimi  skarbami  wyjął  czarne  pudełko ,  zawierające  sto  kolorowych  w  większości  pocztówek  wydanych  jako  seria  w  latach  siedemdziesiątych    w  Vermont  USA. Na  pudeł-ku  widniał  wiele  mówiący  anglojęzyczny  napis „ Ofiary Wypadków  Kolejowych, „ pod  któ-rym  jego  poprzedni  właściciel  dopisał  po  polsku  jaskrawo  czerwonym  flamastrem&lt;br /&gt;WPADNIĘCI  POD  POCIĄG  TEŻ&lt;br /&gt;        &lt;br /&gt;     &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13&lt;br /&gt;Prawie  jednoczesna śmierć  rodziców  Krysi  została  w  miasteczku  potraktowana  jako  coś, przy  całym  rozpaczliwym  tragizmie  sytuacji, romantycznego. Przy  takich  okazjach  ludzie  lubią  gawędzić  o  miłości  małżonków, powodującej,  że „ jedno  pociągnęło  drugie  na  tam-ten  świat, „ bo  nie  mogło  znieść  nagłego  poczucia  pustki  i  bezcelowości  dalszego  życia. W  tym  przypadku  tylko  najbliżsi  wiedzieli,  a  przynajmniej  wydawało  im  się, że  wiedzą,  iż  nie  było  związku  między  nagłą  zapaścią  mamy a  wypadkiem  ojca,  ponieważ  obydwie  te  śmierci  nastąpiły  prawie  równocześnie. Jeśli  zatem  był  jakiś  związek, to  musiałby  odby-wać  się  na  zasadach  jakiegoś&lt;br /&gt;telepatycznego  kontaktu.  W  takie  cudowności  nikt  na  szczęście  nie  wierzył. Nikt  też  nie  dociekł  skąd  pojawiła  się  w  Golinville  plotka,  jakoby  w&lt;br /&gt;sali  szpitalnej  pojawił  się  ktoś  ze  zdjęciami  z  wypadku  i  tym  przykrym  widokiem  odebrał  sercu  pani  Czeskiej  chęć  do  dalszej  pracy. Plotka, można  o  tym  już  teraz  powiedzieć  wynikła  z  gadatli-wości  policjanta  zajmującego  się sprawą  zniknięcia  będącego  już  prawie  zwłokami  pacjenta.  Odna-leziony  we  własnym  mieszkaniu, zupełnie zdrowy i  wyglądający  na  nie  więcej  niż  sześćdziesiąt  lat  Ryszard  Wagner  chętnie  opowiedział  o  wizycie  jakiegoś  człowieka  na  sali  za  przepierzeniem  i  o tym, że  ów  nieznajomy  zdaniem  pana  Ryszarda  pokazywał  chorej  jakieś  zdjęcia. Oczywiście  staran-nie  pominął  wszelkie  cudowności  i  swoje  angeologiczne  przypuszczenia. Sam  fakt  ucieczki  78  letnie-go  starca  ze  szpitala  nie  jest  ostatecznie  przestępstwem. Policjant  siedział  z  niedowierzającą  miną  porównując  jego   dane  i  to,  co  wiedział  o  stanie  zdrowia  swego  rozmówcy  z  krążącym  po  miesz-kaniu  mężczyzną  i  w  końcu  nie  doszedł  do  żadnych  sensownych  wniosków,  ale  to  wystarczyłby  informacja  o  feralnych  odwiedzinach  dotarła  do  miasteczka .  Źródłem  był  prawdopodobnie  ktoś ze  szpitala, gdzie  oczywiście  wyśmiano  wersję  starego  zawałowca   twierdząc  nie  bez  racji, że  na  od-dział  intensywnej  opieki nikt  nie  dostanie  się  bez  wiedzy  lekarzy  czy  oddziałowej a  w  dodatku, mimo  że  faktycznie  przez  dwie  lub  trzy  minuty  nikt  nie  zaglądał  na  salę  to  na  korytarzu  trwała  akcja  ratunkowa.&lt;br /&gt;Zdarza  się  po  prostu, że  czasem  ktoś  umiera. Sekcja  wykazała  rozległy  zawał, połączony  z  wyle-wem.  Wszystko.&lt;br /&gt;Na  pogrzebie  było  mnóstwo  ludzi,  w  tym  także  znajomi  Zantrusa  z  Posenville. Zwracała  uwagę  tylko  nieobecność  jego  rodziców,  ale  oni  od  trzech  lat  mieszkali  u  swojej  córki,  w  Sydney ( na  antypodach ). Wszyscy  wspominali  ich  jako  dobrych, szlachetnych  i  uczciwych  ludzi. Było  wiele  pła-czu  i  wiele  pocieszeń  a  jako  najbliższa  rodzina  za  trumną  szli  Zantrus, Krysia jej  brat  Grzegorz  i  jego  urocza  kruczowłosa  dwudziestoletnia  narzeczona. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14&lt;br /&gt;Wielu  dziwiło  się, że ta  dziewczyna  tak  emocjonalnie  przyjęła  śmierć  swoich  niedoszłych  teściów, płakała,  bowiem  nieustannie  i  dziwnie  to  kontrastowało  z  dość  spokojną  postawą  pozostałej  trójki. &lt;br /&gt;Magda  miała  swój  głęboko  na  razie  ukryty  powód  swojej  rozpaczy. Wszystko  układało  jej  się  bar-dzo  dobrze  z  siedem  lat  starszym  Grzegorzem, z  którym  spotykała  się  od  trzech  lat  a  od  ponad  dwóch  współżyła  z  nim  ochoczo i  bezpiecznie. Wychowywana  była  przez  ultranowoczesną  mamę, która  nie  dość, że sama  zajęta  prowadzeniem  hurtowni  pozwalała  jej  na  wiele,  co  zaowocowało,  co  prawda  przerwaniem  edukacji  po  maturze,  ale za  to  pod  względem  wiedzy  antykoncepcyjnej  była  chyba  najlepiej  wyedukowaną  i  zabezpieczoną  kobietą  nie  tylko  w  Golinville. &lt;br /&gt;-  Na  dzieci  przyjdzie  czas  a  na  razie  musisz  być  moją  prawą  ręką  w  biznesie, powtarzała  do  znu-dzenia  mama, podsuwając  córce  coraz  nowe  i  skuteczniejsze  środki  zapobiegawcze. Od  początku  wiedziała, że córka  zaczęła  sypiać  z  Grzegorzem i  czasem  przymykała  nawet  oczy na  fakt, że  chło-pak  zostawał  na  noc. Po ślubie  młodzi  mieli  zamieszkać  w  przybudówce  u  Grzegorza, z  czym  nie-stara  przecież bizneswoman  wiązała  swoje  nieco  może  zbyt  śmiałe plany  na  zaspokojenie  własnych  apetytów  seksualnych. &lt;br /&gt;Magda  zaś  nie  dość, że  pod  nadzorem  ginekologa  cały czas  brała pigułki  antykoncepcyjne, to  miała  dostarczone  przez mamusię  pigułki „ dzień  po „ na  wszelki  wypadek  a  nie  warto  nawet  dodawać,  że  Grzegorz, poza  jednym  przypadkiem( byli  trochę  pijani )  nigdy nie pozwoliła  się mu  posiąść  bez  prezerwatywy.&lt;br /&gt;Po  całym  tym  wstępie łatwo  można  się domyślić, że  jej  płacz  na  cmentarzu  spowodowany  był  tym, że  dziewczyna  była ciężarna. Oczywiście  ojcem  nie  był  Grzegorz  i  miała  problem  jak  przy  tych  całych  zabezpieczeniach  przekonać  go, że  jakimś  cudem  to  on  jest  sprawcą. Czas  uciekał a  przez  ten  rodzinny  dramat  sytuacja  jeszcze  się  pogorszyła. Raz,  co  prawda  udało  jej  się  zaciągnąć go  do łóżka,  ale  za  nic  nie  chciał  się  kochać  bez  prezerwatywy, ponieważ  jak  twierdził  tak  się  do  tego  przyzwyczaił, że  seks  bez  kondoma  doprowadziłby  go  do  natychmiastowego  wytrysku .  Nie  mogła  mocniej  nalegać tym  bardziej, że  Grzegorz  jeszcze  głupio zażartował  ,że  teraz  gdyby  zaszła  to byłby  pewien, że  nie  z  nim  i  mógłby  z  czystym  sumieniem  kopnąć  ją  w  tyłek.&lt;br /&gt;Był  to  żart , ale  w  jej  sytuacji  nie  doceniła   tego  a  podczas  stosunku  na  wszelkie  sposoby starała się  sprawić mu ból.  W  końcu  udało  jej  się to  tak dobrze, że  wyszedł  z  niej  gwałtownie z  mocno  za-chwianą  erekcją  i  stał  nad  nią  z  tą  pomarszczoną , osuniętą  do  połowy  prezerwatywą , czerwony  na  twarzy  ze  złości  i  bezradny  wobec  jej  nowej  agresywności. W  tym  momencie  Magda  straciła  do  niego  prawie  cały  zapał. To  jego  ciało  jasnego  blondyna,  mimo silnej  muskulatury  wydało  jej  się  w  tej  chwili  mimo  czerwonawej  opalenizny  białe jak  płótno  prześcieradła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15&lt;br /&gt;Kilkanaście  dni  wcześniej  poszła  do  Grzegorza,  ale  nie  wrócił jeszcze  z  pracy. Zantrus  zaprosił  ją  na  kawę i  jak się zdawało przez  grzeczność  podtrzymywał  rozmowę. Był  jak zwykle miły i zabawny, poważnie traktując  obowiązki  gospodarza  pod  nieobecność  żony. Podczas  gdy  on  parzył  kawę  za-dzwonił  Grzegorz , że  wróci  dopiero  wieczorem , a  że  to  ona  podniosła  słuchawkę  umówił  się  z  nią  na  wieczór. Nie  wypadałoby  wyszła  przed  wypiciem  kawy  a  i  anyżkowe  ciasteczka  wyglądały  bar-dzo  apetycznie. &lt;br /&gt;Wedle  jej  kryteriów  Zantrus  był  starcem, ze  swoimi trzydziestoma  sześcioma  latami i jak  się  zdawa-ło  nie  był  w  jej „ typie „ Drażnił ją  za  to  zupełnie  aseksualny  sposób,  w  jaki  na  nią  patrzył. Wie-działa  jak  wygląda  w  sukience,  która  mogłaby  spokojnie  uchodzić  za  halkę w  czasach,  gdy  halki  były  w  powszechnym  użyciu . Zaczęła  się  trochę  popisywać, ale  nie  robiło to  na  Zantrusie  większego  wrażenia.  Nie  pomagało filmowe  odrzucanie  w  tył  włosów, podnoszenie  ramion  w  geście fałszywego rozluźnienia by uwypuklić  spore  piersi  oraz  fakt, że  nie  są  uwięzione  w  staniku ,  ani  nawet  gładze-nie się po udach , gdy  założyła  nogę  na  nogę  i  haleczka  zjechała  bardzo  nisko. Potem  znowu  popra-wiała  haleczkę  i  podnosiła  ramiona.  Tak  bardzo  się  starała, że  rozmowa  stała  się  tylko  dodatkiem do  tej  dziwacznej  gimnastyki. &lt;br /&gt;Dopiła  kawę  i  wstając  odwróciła  się, by  podnieść  z  podłogi  torebkę postawioną  koło  fotela. Zaata-kował  bez  słowa  z  tak zaskakującą  siłą,  że  nie  zdążyła  zaprotestować. Przeniósł  ją  nad  ławą, która ich  dzieliła,  w  powietrzu  zdzierając  z  niej  majtki i  po  sekundzie,  gdy  nadal  nie  była  zdolna  wyra-zić  najmniejszego  protestu  leżała  już  z  twarzą  w  długowłosym  dywanie  a  on  wszedł  w  jej  chwilo-wo  bezwładne  ciało  i  wykonawszy  kilkadziesiąt  gwałtownych, krótkich  i  bardzo  szybkich  ruchów  trysnął  w  nią  z  taką  siłą,  że  poczuła  się  całkowicie  wypełniona. Wówczas  odwrócił  jej  nadal  bez-wolne  ciało  i  wszedł  w  nią  ponownie. Patrzyła  na  niego  i  początkowo  czuła  jakby  to  nie  dotyczyło  jej.  Widziała  swoje  stopy  w  czerwonych  szpilkach  oparte  na  jego nagich  ramionach  a  cały  obraz  falował  w  takt  jego  długich,  powolnych  ruchów. Za  każdym  razem  wychodził  z  niej  prawie  całko-wicie  i  wracał  z  powolną  determinacją. &lt;br /&gt;Nie  czuła  bólu, gniewu  ani  tym  bardziej  pożądania czy  rozkoszy. Za  jego  plecami  było  otwarte  okno i  światło  słoneczne  oświetlało  jego  sylwetkę, tworząc wokół  rozedrganą  aureolę. Cały  ten  akt  seksualnej  przemocy  odbywał  się  w  całkowitej  ciszy. Nie  słychać było   przyspieszonych  oddechów           &lt;br /&gt;a jedynymi  dźwiękami,  jakie  rejestrowała  były  mlaszczące  dźwięki  tych  jednostajnych  ruchów.  Ze zdziwieniem  stwierdziła, że  jej  ciało, zupełnie  niezależnie  od  jej  woli  reaguje  wyrzutem miednicy za  każdym  razem, gdy wracał w nią, że  obejmuje  tego  pochylonego nad  nią w  dziwacznym  przysiadzie  samca  dogami,  że  niby  ostrogami, korkami  butów  pogania  go  do  szybszego  działania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16&lt;br /&gt;Ona  nie  dość, że niczego  nie  czuła  to  zrobiła się  tak  senna, że  z  trudem  powstrzymywała  się  przed  zaśnięciem. Co  chwilę  opadały  jej  powieki  i  w  końcu  spojrzała  w  bok  na  róg  kredensu, by  w  wy-polerowanych  ciemnobrunatnych  drzwiczkach  ujrzeć  swoje  nagie  ciało,  dziwacznie  wygięte w  łuk  na  pustym  kremowo  żółtym  dywanie.  Początkowo  sądziła,  że  jest  sama, ale po  chwili  dostrzegła  nad  sobą  i  wokół  siebie  cień,  coś  w  rodzaju  mgły. Chciała  odwrócić  się  by  spojrzeć  na,  Zantrusa ale powieki  opadły  jej  w  tym  momencie  ostatecznie  i  zasnęła.&lt;br /&gt;Gdy  odzyskała  świadomość siedziała  na  fotelu,  tak  jak  podczas rozmowy  z  Zantrusem a  krzątała  się  koło  niej  pani  Krysia. &lt;br /&gt;-  Jezu  jak  się  wystraszyliśmy  przez  to  twoje  omdlenie. Dobrze, że  akurat  wróciłam,  bo  ten  mój  diabełek  zaraz  chciał  dzwonić  po  pogotowie.  A  to  zwykłe  omdlenie. Taki  upał. Mówił, że  wyszedł  na  chwilę  do  kuchni  a  kiedy  wrócił  myślał,  że  zasnęłaś  albo  się  wygłupiasz.&lt;br /&gt;Magda  przeprosiła  i  na  nieco  chwiejnych  nogach  poszła  do  łazienki. Nie  wiedziała  teraz,  co  sądzić  i  przychylała się  chętnie  do  wniosku, że  naprawdę  były  to  tylko  majaki, związane  z  utrata  przy-tomności,  ale  gdy  starannie zamknęła  za  sobą  drzwi  zdjęła  ze  ściany  owalne  lustro i rozebrała  się  do  naga  szukając  śladów  przemocy. Nie  czuła  w  sobie ani  na  skórze  śladów  spermy a poza  lekkim  zaczerwienieniem pośladków, mimo starannych  oględzin  nie  znalazła  nic  szczególnego. Fakt, że była  nieco podniecona i  osłabiona  mogło  być skutkiem  tego  zemdlenia i erotycznych majaków. Obmyła twarz i  poprawiła włosy, a  potem  jeszcze  raz  dokładnie  przyjrzała  się  swemu  nagiemu  ciału  z  nie-jaką dumą  i  nawet  z  czułością  poklepała  się  po  tyłku. Swoją  drogą  nie  byłoby  źle  by  pan  nauczy-ciel  ją  zerżnął  na  jawie, tak  by  miała  z  tego  coś  więcej  niż  mdłości.&lt;br /&gt;Czuła  się  jednak  niezbyt  dobrze i  poprosiła  Krysię, żeby,  gdy  Grzegorz  wróci  odwołała  w  jej  imie-niu  wieczorną  randkę. Na  prośbę  Zantrusa  by  poszła  do  lekarza  machnęła  ręką  i  przez  chwilę  ich  spojrzenia  się  spotkały, ale  w  jego  wzroku  tyle  było troski i  powagi, że  zrobiło  jej  się  głupio  za  tą  erotyczną  gimnastykę,  którą  starała  się  go  zwabić.&lt;br /&gt;Po  powrocie  do  domu  wzięła  prysznic i  przez  chwilę  oglądała  z  mamą  telewizję  a  potem  poszła  na  górę  i  położyła  do  łóżka.  Słuchała  muzyki  i  w  końcu  jej  myśli  wróciły  do  tego  dziwnego  snu. Za-częła  przypominać  sobie  jak  wyglądał  Zantrus,  gdy  pochylał  się  nad  nią  i  porównywać  go  z  Grze-gorzem.  Podniecała  ją  myśl, że  mogłaby  mieć  ich  obydwu i  już  miała  zadzwonić  po  Grzegorza,  ale  postanowiła  dać  sobie  spokój  i  pobawić  się  sama  z  pomocą  wibratora (  oczywiście  prezent  od  ma-musi). Nie  zdążyła  nawet  go  włączyć,  zadowalając  się wodzeniem  jego  gładkiej  końcówki  po  rozchy-lonych  wargach      &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; 9&lt;br /&gt;Na  sali  poza  krzątającymi  się  lekarzami był  jeszcze  pan  Ryszard  Wagner, który  leżał  za  rozstawionym  parawanami  w  dżungli  aparatury  podtrzymu-jącej  życie  i  zajęty  był  właśnie  procesem  umierania. Miał  ponad  siedem-dziesiąt  lat,  a  mimo  to  rozstawał  się  z  życiem  z  wielką  złością. Czwarty zawał  doprowadził  go na  skraj  przepaści,  ale  świadomość  tego, że  jego  kolekcja  zostanie  natychmiast  rozprzedana  przez  wredne  dzieci,  nawet  w  takim  momencie była  jego  główną  troską  i  powodem  nienawiści  do  świa-ta. Kiedy  przed  godziną  odwiedzili go, udawał,  że  śpi, ale  wewnętrznie  go-tował  się słysząc  to  ich  fałszywe  pochlipywanie.&lt;br /&gt;Zainteresował się  nową  osobą  na  swej  sali,  ale  zezłościły  go  zapewnienia  lekarzy, że  wszystko  dobrze  się  skończy. &lt;br /&gt;-Gówno się  skończy,  nie  dobrze – mamrotał  pod  nosem  i  to,  czego  za  chwilę  stał  się  jedynym  świadkiem  mocno  podniosło  go  na  duchu. Do-słownie  na  chwilę  pokój  opustoszał  i  Ryszard  usłyszał, jak  ktoś  zdecydo-wanym  krokiem  wchodzi  przez  otwarte  drzwi  by  zatrzymać  się  przy  tej  kobiecie  za  parawanem. Po krótkim, szeptanym  wstępie  usłyszał  cichy  jęk  pacjentki  i  tryumfalny  głos  mężczyzny.&lt;br /&gt;-  Przypatrz  się  dobrze! Zobacz  jak  się  twój  mąż  urządził. On  się  nie  mę-czył,  ale  twoja  córeczka  i  synalek... Tu  głos  zniżył  się  znów  do  szeptu  i  Ryszard  żeby  być  świadkiem  uniósł  się  nieco  i  przez  parawan  widział, że  mężczyzna  pochyla  się  nad  kobietą  i  zdawało  mu  się, że  ją  całuje. Zrobiło  się  cicho i  słychać  było tylko  skrzypienie butów, gdy nieznajomy  zawrócił  w  kierunku  drzwi. Zatrzymał  się  jednak  i  zza  parawanu  zwrócił  się  wprost  do  umierającego  mężczyzny.&lt;br /&gt;- A  ty  posłuchaj. Za  kwadrans  wstaniesz  z  tego  barłogu  zupełnie  zdrowy. Będziesz  miał  siłę i  odporność  jak  nikt  na  świecie. Twoje  ciało  zostało  nie  tylko  uleczone,  ale  i  znacznie  ulepszone, ale  nie  dziękuj  tylko  uważaj na  kolej, na  pociągi. Pozbądź  się  kolei,  to  rzecz... &lt;br /&gt;Dalszego  ciągu  pan  Ryszard  już  nie  usłyszał,  ponieważ  sala  zaroiła  się  od  personelu,  który  próbował  przywrócić  życie  martwej  kobiecie.  On  leżał  z  zamkniętymi  oczami, czując  jak  wstępuje  w  niego  siła. Zaczął  cichutko  płakać  ze  wzruszenia  słysząc  własne  serce,  które  dotychczas  postępowało tak  zdradziecko, a  w  tej, chwili  tryumfu  wróciło  do  pracy  z  zapałem  god-nym  dwudziestolatka. Od  razu  chciał  się  zerwać  i  pobiec  do  domu, ale  zgodnie  z  sugestią  nieznajomego  postanowił  cierpliwie  zaczekać aż  całe  to  zamieszanie  dobiegnie  końca. Miał  świadomość, że  stał  się  obiektem  cu-downego  uleczenia i  nabrał  przekonania, że  mężczyzna  w  długim  płaszczu  z  kapturem, którego  widział  jako  cień  był  aniołem. Próbował  nawet  przy-pomnieć  sobie  modlitewkę  z  dzieciństwa, ale  haniebnie  utknął  na  pierw-szej  linijce  tekstu. Zresztą  po  chwili  doznał  olśnienia.  Jedyną  możliwą  przyczyną  jego  cudownego  uleczenia  mogła  być  tylko  KOLEKCJA. &lt;br /&gt;Tak, to była prawdziwa  wartość. Wartość,  dla  której  poświęcił  tak  wiele. &lt;br /&gt;Uśmiechnął  się  wyschniętymi  ustami  i  nieco  zbyt  głośno zawołał.&lt;br /&gt;- Siostro!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10&lt;br /&gt;Pan  Ryszard  nawet  nie  próbował  tłumaczyć  się  lekarzom.  Udawał ,  że  śpi&lt;br /&gt;a  w  stosownej  chwili ,  wykorzystując  swą  świeżo  nabytą  siłę oddalił  się  w&lt;br /&gt;skradzionym  szlafroku i  kapciach  z  umieralni. Zbiegł po  schodach z  drugie-go  piętra,  rozglądając  się  czujnie.  W  końcu  trafił  na  zostawiony  niefraso-bliwie  przez  jakiegoś  odwiedzającego  płaszcz  i  zupełnie  ignorując  piskliwy  protest  jakiejś  kobieciny  w  opatulonej  w  kraciastą  chustkę .  Szczęście  mu  dopisywało,  gdyż  w  kieszeni  znalazł  trochę  monet.  W  sam  raz  na  tak-sówkę,  zauważył  z  podniecającą  pewnością  siebie,  że  wszystko  zaczęło  iść  mu  jak  z  płatka.  Jadąc  do  domu  myślał  o  ostatnich  słowach  anioła  i  początkowo  wydawały  mu  się  nieco  dziwne, ponieważ  od  lat  nie  jeździł  pociągami  i  szczerze  mówiąc  nie  zamierzał. W  końcu  doszedł  do  wniosku, że  z  pewnością  chodziło  o kolejową  część  KOLEKCJI.  Przyszła  mu  do  głowy  nawet  taka  głupia  myśl, że  wszystko,  co  się  wydarzyło  było  próbą  podstępnego  nakłonienia  go  do  wyzbycia  się  części  zbiorów, ale,  mimo,  że był  prawdziwym  maniakiem, to  prawie  natychmiast  ją  odrzucił  jako  wyjątkowo  głupią. Nie  podlegało  żadnej  wątpliwości, że  został  uzdrowiony. &lt;br /&gt;Gdy  wchodził  po  schodach, już  piętro  niżej  usłyszał,  co  się  święci. W  je-go  mieszkaniu  trwał  sabat. Stanął  pod  drzwiami  i  nie  bez  pewnej  prze-wrotnej  satysfakcji, przez  chwilę  wysłuchiwał  odgłosów  dzikiej  awantury,  jaka  odbywała się  wewnątrz. Nikt  tam  cicho  nie pochlipywał  nad  losem  tatusia  a  gdy  jego  synowie  kłócili  się  o  wartość  KOLEKCJI , używając  określenia  „ szpargały  tego  starego  chuja „ albo „ cała  chałupa  zastawiona  tym  gównem „ albo „ stary  chytrus, mówił, że  to  jest  warte  milion, ale  mi  się  widzi, że przez  te  gówniane  pocztówki  my  się  pozabijamy „ albo  „ gdzie  ta  łajza  ma całą  forsę? Konta  puste,  no to  w  końcu  gdzie?”&lt;br /&gt;Wagner  słuchał  i  trzeba  przyznać, że epitety  dotyczące  jego  osoby  przyj-mował  raczej  z  pogardliwym  uśmieszkiem,  w  przeciwieństwie  do  słów  podważających  wartość  jego  KOLEKCJI. Bolesne  było,  że  wychował  takich  kretynów, bo  trzeba  od  razu  powiedzieć, że  ten  wspaniały  zbiór  wart  był  tak  naprawdę  dużo  więcej, nie  licząc nawet  zbioru  ukrytego, zawierającego  autografy  bardzo  wybitnych,  dawno  umarłych  ludzi  z  kręgu  kultury  ger-mańskiej  i  anglosaskiej.  Licząca  prawie  sześć  tysięcy  sztuk  kolekcja  tego  typu  białych  kruków  wpadła  mu  w  ręce  jako  szabrowniczy łup w  1946 roku w małym  miasteczku  koło  nowej  zachodniej  granicy. Znaleźli  je w  kartono-wych  pudłach na strychu  jego  znajomi, którzy właśnie tam  się  osiedlili .  Po-proszony  jako  gość  i  domorosły  historyk  o  ocenę  ich  wartości  sprawił, że&lt;br /&gt;wkrótce  znalazła  się  w  jego  rękach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11&lt;br /&gt;Wszedł  do  mieszkania, ale  nikt  w pokoju niczego  nie zauważył . Kłótnia  trwała  w najlepsze, ale  Ryszard  nie  słuchał,  tylko  zza ozdobionej  intarsjami  przedstawiającymi  walczące  wśród  jesiennych  liści  węże  szafki  na  buty, wyjął  obrońcę  swojej  KOLEKCJI.     &lt;br /&gt;Sprawdził  naboje  w  magazynku  i  z  odbezpieczoną  bronią  wszedł  do mniejszego, przechodniego  pokoju,  który  w  dawnych  czasach  był  sypialną  dzieci  a  w  ostatnich  latach był  miejscem  gdzie  spał, przyjmował  gości, jadł  i  oglądał  telewizję. Pozostałe  trzy  pokoje  wypełniała  KOLEKCJA i  właśnie  stamtąd  dochodziły  wrzaski  jego  spadkobierców. Tu wszędzie  walały  się  ich  kurtki  i  płaszcze. Policzył  je  i  wiedział, że  są  w  komplecie. Trzy  pie-przone  parki  troglodytów. Dobrze  chociaż,  że  nie  przywlekli  bachorów.&lt;br /&gt;Zamilkli, gdy  wszedł, nie  ze  względu na  pistolet,  z  którego  do  nich  celował &lt;br /&gt;ale  ze  względu  na  to  dziwaczne  zmartwychwstanie  i  wrażenie,  jakie  spra-wiał.  Nim  się  odezwał  wiedzieli,  że  nie  będą  mieli  do  czynienia  z  szem-rzącym, na poły  złamanym  starcem, jakim  był  przez  ostatnie  dwa  lata.  Ta-tuś  powrócił  taki,  jakim  znali  go  z  czasów,  gdy  żelazną  ręką  wychowywał  po śmierci  matki  swoje  pociechy  a  potem  wyprawił  je  w  świat,  by  jak  mawiał  rozmnażały  się  na  jego  chwałę. Stali  teraz  przed  nim  trzej  synowie  z  żonami. Dorośli  a  przecież  momentalnie  gotowi  do  ucieczki  niczym  dzieci  przyłapane  na  czymś  więcej  niż  psota.  Ich  żony  zarażone  tym  strachem, zupełnie  bezwolne,  choć  jeszcze  w  powietrzu  unosił  się  ich  pi-skliwy  jazgot.  Cała  ta  scena  trwała  w  ciszy, spiętrzona  w  oczekiwaniu  wybuchu  gwałtownej  nienawiści. Nic  takiego  nie  nastąpiło.&lt;br /&gt;Powiedział  tylko twardym, nieco  chrypliwym  głosem,  nieświadomie  stylizu-jąc  się  na  starego  Clinta  Eastwooda  z  filmu  „  Bez  przebaczenia „&lt;br /&gt;- Wyjdźcie  stąd  wszyscy  natychmiast , bo  was  pozabijam.&lt;br /&gt;I  wyszli  bez  słowa, potwierdzając  zalety  dobrej  tresury, zbierając  płaszcze, kurtki, szaliki. Tylko  najstarszy  syn  odwrócił  się  i  przez  chwilę  wydawało  się, że  coś  powie,  ale  z  bliska  spojrzał  w  oczy  ojca  i  widząc  w  nich  szczerą  żądzę  mordu  wyszedł  na  klatkę  schodową,  zamykając  za  sobą  drzwi. Wagner  odłożył  broń  i  zamknął  je  na  wszystkie  zamki,  zasuwy  i  łańcuchy,  w  jakie  je  wyposażył.  W  mieszkaniu  nie  było  nic  do  jedzenia,  ale najpierw  zaparzył  sobie  dzbanek  mocnej  herbaty i  dopiero  później  za-dzwonił  do  pana  Tadka,  mieszkającego  na  parterze  pijaczka, który  od  lat  robił  dla  niego  zakupy  w  pobliskim supermarkecie i  z  pliku  banknotów, wyciągniętych  z  podwójnego  dna  puszki  na  herbatę wręczył  mu  trzy  setki wraz z  listą  potrzebnych  produktów.&lt;br /&gt;-Duże  zakupy  Tadek,  a  że  dawno  się  nie  widzieliśmy  to  pięćdziesiąt  dla  Ciebie, abyś  uczcił  odpowiednio  mój  powrót  do  świata  żywych.&lt;br /&gt;               &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12&lt;br /&gt;Tadek,  który  był  chyba  jedynym  człowiekiem  szczerze  uradowanym  z  po-wrotu  tego  nieprzyjemnego  starca, zasalutował  mu  z  pełną  szacunku  wdzięcznością  i  pomknął  oblizując  się  nerwowo  na  myśl  o  czekającej  go  wkrótce  alkoholowej  uczcie.  Trzeba  przyznać, że nigdy  nie  próbował  wy-kantować  swojego  dobroczyńcy i  resztę  wydawał  mu  ze  skrupulatnością godną  szwajcarskiego  bankiera,  zatrzymując  na  swoje  potrzeby  jedynie  sumę,  jaką  z  góry  określił  pan Ryszard.&lt;br /&gt;Dopiero  po  wypiciu  trzech  filiżanek  piekielnie  mocnej  herbaty  i  zjedzeniu&lt;br /&gt;posiłku, złożonego  z  bułeczek, suchej  kiełbasy  i  pomidorów  zebrał  się  w  sobie  na  tyle  by  móc  ocenić  ewentualne  szkody,  jakie  ta  horda  mogła  wyrządzić  w  jego  KOLEKCJI.&lt;br /&gt;Najpierw  sprawdził  całość, jak  je  nazywał  zbiorów  ukrytego i zakazanego,  ale  nawet  nie  dotarli  w  jego  pobliże, co  było  trudne  bez  wywalenia  wszystkiego  do  góry  nogami i  bez  znajomości klucza  do  katalogów,  które  leżały  pootwierane  na  biurku. Ktoś  wyciągnął  dwa  pudła  z  dziewiętnasto-wiecznymi  pocztówkami  z  Paryża . Uśmiechnął  się w  duchu, z naiwności  ludzi  sądzących, że  coś,  co  ma  więcej  niż  sto lat  nabiera zaraz  jakiejś  nie-zwykłej  wartości. Nie  wiedział, że pudła te przebyły drogę, do Posenville i z  powrotem,  gdzie  bezczelny  antykwariusz  zaoferował  dwieście  pięćdziesiąt  za  całość,  co  nie  dawało nawet  kwoty  trzy złotych  za  sztukę . Na  tej  pod-stawie, licząc  pudła  doszli  do  wniosku, że  cała  kolekcja  nie  jest  warta  więcej niż  dwieście  tysięcy, ponieważ  zawierała  także  ogromny  dział  współczesny.  Przypuszczał, że  w  końcu  sprowadziliby  jakiegoś  znawcę,  albo  próbowali  sprzedawać  po  kawałku  przez  Internet.  &lt;br /&gt;Teraz  za  sprzedaż  części  zbioru, opatrzonego w  katalogu  wspólnym  ha-słem  „kolejnictwo” zabrał  się  sam.  W  skład  działu  wchodziło  21  pudeł  z  katalogu  i  jeden  komplet  ze  strefy  zakazanej.  Był  to  dział  poboczny,  który&lt;br /&gt;wraz  z  „automobilizmem „ nie  budził  w  nim  jakichś  szczególnie  mocnych  sentymentów.  „Kolejnictwo”, według  starannej  wyceny  warte  było  nieco  ponad  sto  tysięcy  dolarów, ale  zdawał  sobie  sprawę, że  sprzedając  je  szybko  nie  osiągnie  więcej  niż  sześćdziesiąt, a  super rzadki  komplet ,  któ-ry  przechowywał  w  strefie  zakazanej  gotów  był  dołożyć  jako  bonus  do  udanej  transakcji. Wierzył, że  musi  pozbyć  się  wszystkich  tych  pocztówek,&lt;br /&gt;zgodnie  z  niedwuznaczną  sugestią  nieznajomego  dobroczyńcy  a  ta  setka&lt;br /&gt;była  wartościowa  tylko dla zupełnie  specjalnego  typu  kolekcjonerów.  Jakby  na  przywitanie  ze  swoimi  skarbami  wyjął  czarne  pudełko ,  zawierające  sto  kolorowych  w  większości  pocztówek  wydanych  jako  seria  w  latach  sie-demdziesiątych    w  Vermont  USA. Na  pudełku  widniał  wiele  mówiący  an-glojęzyczny  napis „ Ofiary Wypadków  Kolejowych, „ pod  którym  jego  po-przedni  właściciel  dopisał  po  polsku  jaskrawo  czerwonym  flamastrem&lt;br /&gt;WPADNIĘCI  POD  POCIĄG  TEŻ&lt;br /&gt;        &lt;br /&gt;     &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13&lt;br /&gt;Prawie  jednoczesna śmierć  rodziców  Krysi  została  w  miasteczku  potrakto-wana  jako  coś, przy  całym  rozpaczliwym  tragizmie  sytuacji, romantyczne-go. Przy  takich  okazjach  ludzie  lubią  gawędzić  o  miłości  małżonków, po-wodującej,  że „ jedno  pociągnęło  drugie  na  tamten  świat, „ bo  nie  mogło  znieść  nagłego  poczucia  pustki  i  bezcelowości  dalszego  życia. W  tym  przypadku  tylko  najbliżsi  wiedzieli,  a  przynajmniej  wydawało  im  się, że  wiedzą,  iż  nie  było  związku  między  nagłą  zapaścią  mamy a  wypadkiem  ojca,  ponieważ  obydwie  te  śmierci  nastąpiły  prawie  równocześnie. Jeśli  zatem  był  jakiś  związek, to  musiałby  odbywać  się  na  zasadach  jakiegoś&lt;br /&gt;telepatycznego  kontaktu.  W  takie  cudowności  nikt  na  szczęście  nie  wie-rzył. Nikt  też  nie  dociekł  skąd  pojawiła  się  w  Golinville  plotka,  jakoby  w&lt;br /&gt;sali  szpitalnej  pojawił  się  ktoś  ze  zdjęciami  z  wypadku  i  tym  przykrym  widokiem  odebrał  sercu  pani  Czeskiej  chęć  do  dalszej  pracy. Plotka, moż-na  o  tym  już  teraz  powiedzieć  wynikła  z  gadatliwości  policjanta  zajmują-cego  się sprawą  zniknięcia  będącego  już  prawie  zwłokami  pacjenta.  Odna-leziony  we  własnym  mieszkaniu, zupełnie zdrowy i  wyglądający  na  nie  wię-cej  niż  sześćdziesiąt  lat  Ryszard  Wagner  chętnie  opowiedział  o  wizycie  jakiegoś  człowieka  na  sali  za  przepierzeniem  i  o tym, że  ów  nieznajomy  zdaniem  pana  Ryszarda  pokazywał  chorej  jakieś  zdjęcia. Oczywiście  sta-rannie  pominął  wszelkie  cudowności  i  swoje  angeologiczne  przypuszcze-nia. Sam  fakt  ucieczki  78  letniego  starca  ze  szpitala  nie  jest  ostatecznie  przestępstwem. Policjant  siedział  z  niedowierzającą  miną  porównując  jego   dane  i  to,  co  wiedział  o  stanie  zdrowia  swego  rozmówcy  z  krążącym  po  mieszkaniu  mężczyzną  i  w  końcu  nie  doszedł  do  żadnych  sensownych  wniosków,  ale  to  wystarczyłby  informacja  o  feralnych  odwiedzinach  dotar-ła  do  miasteczka .  Źródłem  był  prawdopodobnie  ktoś ze  szpitala, gdzie  oczywiście  wyśmiano  wersję  starego  zawałowca   twierdząc  nie  bez  racji, że  na  oddział  intensywnej  opieki nikt  nie  dostanie  się  bez  wiedzy  lekarzy  czy  oddziałowej a  w  dodatku, mimo  że  faktycznie  przez  dwie  lub  trzy  mi-nuty  nikt  nie  zaglądał  na  salę  to  na  korytarzu  trwała  akcja  ratunkowa.&lt;br /&gt;Zdarza  się  po  prostu, że  czasem  ktoś  umiera. Sekcja  wykazała  rozległy  zawał, połączony  z  wylewem.  Wszystko.&lt;br /&gt;Na  pogrzebie  było  mnóstwo  ludzi,  w  tym  także  znajomi  Zantrusa  z  Pose-nville. Zwracała  uwagę  tylko  nieobecność  jego  rodziców,  ale  oni  od  trzech  lat  mieszkali  u  swojej  córki,  w  Sydney ( na  antypodach ). Wszyscy  wspo-minali  ich  jako  dobrych, szlachetnych  i  uczciwych  ludzi. Było  wiele  płaczu  i  wiele  pocieszeń  a  jako  najbliższa  rodzina  za  trumną  szli  Zantrus, Krysia jej  brat  Grzegorz  i  jego  urocza  kruczowłosa  dwudziestoletnia  narzeczona. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14&lt;br /&gt;Wielu  dziwiło  się, że ta  dziewczyna  tak  emocjonalnie  przyjęła  śmierć  swo-ich  niedoszłych  teściów, płakała,  bowiem  nieustannie  i  dziwnie  to  kontra-stowało  z  dość  spokojną  postawą  pozostałej  trójki. &lt;br /&gt;Magda  miała  swój  głęboko  na  razie  ukryty  powód  swojej  rozpaczy. Wszystko  układało  jej  się  bardzo  dobrze  z  siedem  lat  starszym  Grzego-rzem, z  którym  spotykała  się  od  trzech  lat  a  od  ponad  dwóch  współżyła  z  nim  ochoczo i  bezpiecznie. Wychowywana  była  przez  ultranowoczesną  mamę, która  nie  dość, że sama  zajęta  prowadzeniem  hurtowni  pozwalała  jej  na  wiele,  co  zaowocowało,  co  prawda  przerwaniem  edukacji  po  maturze,  ale za  to  pod  względem  wiedzy  antykoncepcyjnej  była  chyba  najlepiej  wy-edukowaną  i  zabezpieczoną  kobietą  nie  tylko  w  Golinville. &lt;br /&gt;-  Na  dzieci  przyjdzie  czas  a  na  razie  musisz  być  moją  prawą  ręką  w  biz-nesie, powtarzała  do  znudzenia  mama, podsuwając  córce  coraz  nowe  i  skuteczniejsze  środki  zapobiegawcze. Od  początku  wiedziała, że córka  za-częła  sypiać  z  Grzegorzem i  czasem  przymykała  nawet  oczy na  fakt, że  chłopak  zostawał  na  noc. Po ślubie  młodzi  mieli  zamieszkać  w  przybud-ówce  u  Grzegorza, z  czym  niestara  przecież bizneswoman  wiązała  swoje  nieco  może  zbyt  śmiałe plany  na  zaspokojenie  własnych  apetytów  seksu-alnych. &lt;br /&gt;Magda  zaś  nie  dość, że  pod  nadzorem  ginekologa  cały czas  brała pigułki  antykoncepcyjne, to  miała  dostarczone  przez mamusię  pigułki „ dzień  po „ na  wszelki  wypadek  a  nie  warto  nawet  dodawać,  że  Grzegorz, poza  jed-nym  przypadkiem( byli  trochę  pijani )  nigdy nie pozwoliła  się mu  posiąść  bez  prezerwatywy.&lt;br /&gt;Po  całym  tym  wstępie łatwo  można  się domyślić, że  jej  płacz  na  cmenta-rzu  spowodowany  był  tym, że  dziewczyna  była ciężarna. Oczywiście  ojcem  nie  był  Grzegorz  i  miała  problem  jak  przy  tych  całych  zabezpieczeniach  przekonać  go, że  jakimś  cudem  to  on  jest  sprawcą. Czas  uciekał a  przez  ten  rodzinny  dramat  sytuacja  jeszcze  się  pogorszyła. Raz,  co  prawda  uda-ło  jej  się  zaciągnąć go  do łóżka,  ale  za  nic  nie  chciał  się  kochać  bez  pre-zerwatywy, ponieważ  jak  twierdził  tak  się  do  tego  przyzwyczaił, że  seks  bez  kondoma  doprowadziłby  go  do  natychmiastowego  wytrysku .  Nie  mo-gła  mocniej  nalegać tym  bardziej, że  Grzegorz  jeszcze  głupio zażartował  ,że  teraz  gdyby  zaszła  to byłby  pewien, że  nie  z  nim  i  mógłby  z  czystym  su-mieniem  kopnąć  ją  w  tyłek.&lt;br /&gt;Był  to  żart , ale  w  jej  sytuacji  nie  doceniła   tego  a  podczas  stosunku  na  wszelkie  sposoby starała się  sprawić mu ból.  W  końcu  udało  jej  się to  tak dobrze, że  wyszedł  z  niej  gwałtownie z  mocno  zachwianą  erekcją  i  stał  nad  nią  z  tą  pomarszczoną , osuniętą  do  połowy  prezerwatywą , czerwony  na  twarzy  ze  złości  i  bezradny  wobec  jej  nowej  agresywności. W  tym  momencie  Magda  straciła  do  niego  prawie  cały  zapał. To  jego  ciało  ja-snego  blondyna,  mimo silnej  muskulatury  wydało  jej  się  w  tej  chwili  mi-mo  czerwonawej  opalenizny  białe jak  płótno  prześcieradła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15&lt;br /&gt;Kilkanaście  dni  wcześniej  poszła  do  Grzegorza,  ale  nie  wrócił jeszcze  z  pracy. Zantrus  zaprosił  ją  na  kawę i  jak się zdawało przez  grzeczność  pod-trzymywał  rozmowę. Był  jak zwykle miły i zabawny, poważnie traktując  obo-wiązki  gospodarza  pod  nieobecność  żony. Podczas  gdy  on  parzył  kawę  zadzwonił  Grzegorz , że  wróci  dopiero  wieczorem , a  że  to  ona  podniosła  słuchawkę  umówił  się  z  nią  na  wieczór. Nie  wypadałoby  wyszła  przed  wypiciem  kawy  a  i  anyżkowe  ciasteczka  wyglądały  bardzo  apetycznie. &lt;br /&gt;Wedle  jej  kryteriów  Zantrus  był  starcem, ze  swoimi trzydziestoma  sześcio-ma  latami i jak  się  zdawało  nie  był  w  jej „ typie „ Drażnił ją  za  to  zupełnie  aseksualny  sposób,  w  jaki  na  nią  patrzył. Wiedziała  jak  wygląda  w  su-kience,  która  mogłaby  spokojnie  uchodzić  za  halkę w  czasach,  gdy  halki  były  w  powszechnym  użyciu . Zaczęła  się  trochę  popisywać, ale  nie  robiło to  na  Zantrusie  większego  wrażenia.  Nie  pomagało filmowe  odrzucanie  w  tył  włosów, podnoszenie  ramion  w  geście fałszywego rozluźnienia by uwy-puklić  spore  piersi  oraz  fakt, że  nie  są  uwięzione  w  staniku ,  ani  nawet  gładzenie się po udach , gdy  założyła  nogę  na  nogę  i  haleczka  zjechała  bardzo  nisko. Potem  znowu  poprawiała  haleczkę  i  podnosiła  ramiona.  Tak  bardzo  się  starała, że  rozmowa  stała  się  tylko  dodatkiem do  tej  dziwacznej  gimnastyki. &lt;br /&gt;Dopiła  kawę  i  wstając  odwróciła  się, by  podnieść  z  podłogi  torebkę po-stawioną  koło  fotela. Zaatakował  bez  słowa  z  tak zaskakującą  siłą,  że  nie  zdążyła  zaprotestować. Przeniósł  ją  nad  ławą, która ich  dzieliła,  w  powie-trzu  zdzierając  z  niej  majtki i  po  sekundzie,  gdy  nadal  nie  była  zdolna  wyrazić  najmniejszego  protestu  leżała  już  z  twarzą  w  długowłosym  dywa-nie  a  on  wszedł  w  jej  chwilowo  bezwładne  ciało  i  wykonawszy  kilkadzie-siąt  gwałtownych, krótkich  i  bardzo  szybkich  ruchów  trysnął  w  nią  z  taką  siłą,  że  poczuła  się  całkowicie  wypełniona. Wówczas  odwrócił  jej  nadal  bezwolne  ciało  i  wszedł  w  nią  ponownie. Patrzyła  na  niego  i  początkowo  czuła  jakby  to  nie  dotyczyło  jej.  Widziała  swoje  stopy  w  czerwonych  szpilkach  oparte  na  jego nagich  ramionach  a  cały  obraz  falował  w  takt  jego  długich,  powolnych  ruchów. Za  każdym  razem  wychodził  z  niej  pra-wie  całkowicie  i  wracał  z  powolną  determinacją. &lt;br /&gt;Nie  czuła  bólu, gniewu  ani  tym  bardziej  pożądania czy  rozkoszy. Za  jego  plecami  było  otwarte  okno i  światło  słoneczne  oświetlało  jego  sylwetkę, tworząc wokół  rozedrganą  aureolę. Cały  ten  akt  seksualnej  przemocy  od-bywał  się  w  całkowitej  ciszy. Nie  słychać było   przyspieszonych  oddechów           &lt;br /&gt;a jedynymi  dźwiękami,  jakie  rejestrowała  były  mlaszczące  dźwięki  tych  jednostajnych  ruchów.  Ze zdziwieniem  stwierdziła, że  jej  ciało, zupełnie  nie-zależnie  od  jej  woli  reaguje  wyrzutem miednicy za  każdym  razem, gdy wra-cał w nią, że  obejmuje  tego  pochylonego nad  nią w  dziwacznym  przysiadzie  samca  dogami,  że  niby  ostrogami, korkami  butów  pogania  go  do  szyb-szego  działania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16&lt;br /&gt;Ona  nie  dość, że niczego  nie  czuła  to  zrobiła się  tak  senna, że  z  trudem  powstrzymywała  się  przed  zaśnięciem. Co  chwilę  opadały  jej  powieki  i  w  końcu  spojrzała  w  bok  na  róg  kredensu, by  w  wypolerowanych  ciemno-brunatnych  drzwiczkach  ujrzeć  swoje  nagie  ciało,  dziwacznie  wygięte w  łuk  na  pustym  kremowo  żółtym  dywanie.  Początkowo  sądziła,  że  jest  sa-ma, ale po  chwili  dostrzegła  nad  sobą  i  wokół  siebie  cień,  coś  w  rodzaju  mgły. Chciała  odwrócić  się  by  spojrzeć  na,  Zantrusa ale powieki  opadły  jej  w  tym  momencie  ostatecznie  i  zasnęła.&lt;br /&gt;Gdy  odzyskała  świadomość siedziała  na  fotelu,  tak  jak  podczas rozmowy  z  Zantrusem a  krzątała  się  koło  niej  pani  Krysia. &lt;br /&gt;-  Jezu  jak  się  wystraszyliśmy  przez  to  twoje  omdlenie. Dobrze, że  akurat  wróciłam,  bo  ten  mój  diabełek  zaraz  chciał  dzwonić  po  pogotowie.  A  to  zwykłe  omdlenie. Taki  upał. Mówił, że  wyszedł  na  chwilę  do  kuchni  a  kiedy  wrócił  myślał,  że  zasnęłaś  albo  się  wygłupiasz.&lt;br /&gt;Magda  przeprosiła  i  na  nieco  chwiejnych  nogach  poszła  do  łazienki. Nie  wiedziała  teraz,  co  sądzić  i  przychylała się  chętnie  do  wniosku, że  na-prawdę  były  to  tylko  majaki, związane  z  utrata  przytomności,  ale  gdy  sta-rannie zamknęła  za  sobą  drzwi  zdjęła  ze  ściany  owalne  lustro i rozebrała  się  do  naga  szukając  śladów  przemocy. Nie  czuła  w  sobie ani  na  skórze  śladów  spermy a poza  lekkim  zaczerwienieniem pośladków, mimo staran-nych  oględzin  nie  znalazła  nic  szczególnego. Fakt, że była  nieco podnieco-na i  osłabiona  mogło  być skutkiem  tego  zemdlenia i erotycznych majaków. Obmyła twarz i  poprawiła włosy, a  potem  jeszcze  raz  dokładnie  przyjrzała  się  swemu  nagiemu  ciału  z  niejaką dumą  i  nawet  z  czułością  poklepała  się  po  tyłku. Swoją  drogą  nie  byłoby  źle  by  pan  nauczyciel  ją  zerżnął  na  jawie, tak  by  miała  z  tego  coś  więcej  niż  mdłości.&lt;br /&gt;Czuła  się  jednak  niezbyt  dobrze i  poprosiła  Krysię, żeby,  gdy  Grzegorz  wróci  odwołała  w  jej  imieniu  wieczorną  randkę. Na  prośbę  Zantrusa  by  poszła  do  lekarza  machnęła  ręką  i  przez  chwilę  ich  spojrzenia  się  spotka-ły, ale  w  jego  wzroku  tyle  było troski i  powagi, że  zrobiło  jej  się  głupio  za  tą  erotyczną  gimnastykę,  którą  starała  się  go  zwabić.&lt;br /&gt;Po  powrocie  do  domu  wzięła  prysznic i  przez  chwilę  oglądała  z  mamą  telewizję  a  potem  poszła  na  górę  i  położyła  do  łóżka.  Słuchała  muzyki  i  w  końcu  jej  myśli  wróciły  do  tego  dziwnego  snu. Zaczęła  przypominać  sobie  jak  wyglądał  Zantrus,  gdy  pochylał  się  nad  nią  i  porównywać  go  z  Grzegorzem.  Podniecała  ją  myśl, że  mogłaby  mieć  ich  obydwu i  już  miała  zadzwonić  po  Grzegorza,  ale  postanowiła  dać  sobie  spokój  i  pobawić  się  sama  z  pomocą  wibratora (  oczywiście  prezent  od  mamusi). Nie  zdążyła  nawet  go  włączyć,  zadowalając  się wodzeniem  jego  gładkiej  końcówki  po  rozchylonych  wargach  sromowych,  gdy  uderzyła  w  nią  gwałtowna  fala  bólu. Pierwsze  odczucie  było  takie, jakby  ktoś  wymierzył  jej  kopniaka  wprost w  cipkę a  potem  ból  ogarnął  całe  jej  podbrzusze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-4199764790816166526?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/4199764790816166526/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/golinville-brudnopis-z-2001.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/4199764790816166526'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/4199764790816166526'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/golinville-brudnopis-z-2001.html' title='Golinville - brudnopis z 2001'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-2302241275952238304</id><published>2009-07-24T23:07:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T23:08:48.380-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Europa'/><title type='text'>Europa. Smutny lunch</title><content type='html'>Faraonowie tym razem przegrali. Krążą po korytarzach swego papierowego pałacu i z niesmakiem kiwają głowami. Straszenie zaćmieniem Słońca to w dzisiejszych czasach za mało.&lt;br /&gt;Trzeba odwrócić los, klęskę przekuć w sukces. Plany są gotowe i żadne pospólstwo, żadna hołota więcej im nie podskoczy.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Starcy, coraz bardziej samotni w swym wyniesieniu ponad setki milionów ludzkiej czerni. Trzęsą się i ślinią nad rozłożoną na stole wielką mapą Europy.&lt;br /&gt;Mapa jest im serwetą. Na niej kelnerzy podali ten smutny lunch.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Kapłani, obwieszeni złotem nadzorcy narodowych sumień, siedzą w przedpokoju ze spuszczonymi głowami. Czekają na pozwolenie zabrania głosu.&lt;br /&gt;Tymczasem spływają głosy poparcia i zachęty. Zwasalizowali kurduple, nadzorcy mało znaczących granicznych państewek, swoim zwyczajem jako pierwsi zapewniają o lojalności oraz bezwzględnym oddaniu jedynie słusznej drodze, obranej przez Faraonów.&lt;br /&gt;Trzeba tylko przeżyć ten dzień. Jutro wszystko zostanie wytłumaczone i ocenione. Rozpoczną się przygotowania do całkiem nowego rozdania. Powoli pałac wypełnia się tłumem posłańców. Papirusy, wielkie i małe pieczęcie, stosy złotych monet. Uporządkowana bieganina Wielkiej Biurokracji.&lt;br /&gt;Przecież nic, kompletnie nic się nie stało! Trzeba będzie być może wybudować jakiś nowy labirynt, złożyć kilka nieświadomych bydląt na ołtarzu. Coś dokręcić, naoliwić mechanizm zapadni, przegłodzić krokodyle w fosie.&lt;br /&gt;Tłumaczyć się hołocie nie będziemy! Nie dość, że pracujemy dla dobra ludu, jeszcze musimy spożywać gorzki kawior niewdzięczności?&lt;br /&gt;To było ostatni raz i więcej się nie zdarzy. Błąd w sztuce, ale nic więcej.&lt;br /&gt;Europa to my! - Szepczą w półmroku zebrani władcy i trzęsącymi się, pomarszczonymi dłońmi przybijają sobie rachityczne „piątki”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko służący, chłopak o ciemnej twarzy, zbierający na srebrną tacę resztki po tym smutnym lunchu, do drugiego takiego, już na korytarzu, zdążył nim pochłonęły go obowiązki, powiedzieć, że wedle niego na tej sali strasznie zalatuje trupem. I białymi zębami błysnął, ni to z uśmiechem, ni to z niejasną groźbą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-2302241275952238304?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/2302241275952238304/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/europa-smutny-lunch.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2302241275952238304'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2302241275952238304'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/europa-smutny-lunch.html' title='Europa. Smutny lunch'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-9046410762382600327</id><published>2009-07-24T23:05:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T23:07:44.813-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><title type='text'>Lewica wierzga martwą nogą</title><content type='html'>Na lewicy zmienił się lider i dotychczasowy nieboszczyk zaczął nagle ruszać lewą nogą.&lt;br /&gt;Na razie, co prawda leży i cuchnie, tyle że próbuje kogoś kopnąć. Niby nic wielkiego, trup ruszający nogą, ale aktywiści biegają jak szaleni, podskakują i fikają koziołki, byle tylko jak najszybciej pozyskać przychylność mediów, dla nadzwyczaj ruchliwego trupa, jak dowodzą.&lt;br /&gt;Rzekomo są nowocześni, pragmatyczni oraz europejscy do bólu brzucha, rzekomo są młodzi, pełni nadziei, ponoć warci tego by się nimi zainteresowali wyborcy. Oczywiście liczą na młodzież, liczą na to, że wykorzystają hipotetyczny, przyszły, sondażowy upadek nijakiej PO i strasząc powrotem kaczystowskiego reżimu, jeszcze raz dorwą się do władzy.&lt;br /&gt;Ale na razie chcą pokazać kościołowi, gdzie jego miejsce.&lt;br /&gt;Faktycznie, do tego się nadają, do gadania o katotalibach, do wymyślania rozmaitych fantastycznych zagrożeń, jakie rzekomo niesie ze sobą działalność K.K. Już zaczęło się wyszukiwanie męczenników, lewicowych Galileuszy, którym księża prezentując przy każdej okazji narzędzia tortur, jakim zostaną poddani, łamią wolę i zamykają wolnomyślicielskie usta.&lt;br /&gt;Wedle nich, zewsząd nadbiegają uciążliwe bojówki złożone z niemiłych księży. Grasując po Polsce, rabują biednych ludzi, utwierdzając przy okazji tłumy ograbianych ciemnogrodzian w iście bydlęcym oporze przeciwko nowoczesności.&lt;br /&gt;Prawo do aborcji na życzenie, zdejmowanie sprzed oczu uciemiężonych ateistów krzyży i jak rozumiem także innych symboli wiary, walka z klerem i naśladowanie hiszpańskich wzorów, to wszystko, czego potrzeba Polsce by wyjść z zaścianka. Dziwne w tym wszystkim jest to, że ludzie planujący tak zajadłą walkę z Kościołem, koniecznie chcą z tego zaścianka Polacy wychodzili na kolanach, wpatrzeni w migocące, chybotliwe światełko lewackiego, europejskiego rozumu.&lt;br /&gt;Nowy lider lewicy, pan Napieralski pisze na swoim blogu, że „dla lewicy idą dobre czasy” a „wojna z kościołem to pomysł biskupa Pieronka”&lt;br /&gt;Rozpisuje się tam ten nieszczęsny gamoń o nienależnych kościołowi przywilejach, także obciążających zwykłych podatników, ale ni słowem nie wspomni, że za tychże podatników pieniądze, on sam produkuje się przed nami na swoim lewackim wybiegu.&lt;br /&gt;Przepraszam, ale mi żaden Napieralski nie jest do niczego potrzebny. Napieralski to przecież zwykły „ogon” jak zresztą sam zauważa:&lt;br /&gt;„W przestrzeni publicznej jest miejsce dla wszystkich. Nie może być jednak tak, ze rolę wiodącą ma kościół katolicki, a reszta to jakiś ogon”&lt;br /&gt;Zwykły ogon, ogon, który chce kręcić starodawnym psem, psem który przeżył rządy nie takich ogonów jak ten marny utrzymanek podatników.&lt;br /&gt;To wszystko, te uroszczenia lewackich bubków można by uznać za zabawne, tym bardziej, że przy okazji proponują osiołki prawdziwie kuriozalne rozwiązania jak na przykład „prawna ochrona ateistów” gdyby nie gotowość niektórych silnych finansowo mediów w rodzaju grup ITI czy Agora do poparcia tego lewackiego szczebiotu.&lt;br /&gt;Najwyraźniej bezideowy i zapadający się pod ciężarem własnego PR premier Tusk ze swoim PO, niezbyt się nadaje by brylować w lewicowej „europce” która skutecznie zastępuje tradycyjną „warszawkę”&lt;br /&gt;Już tam się medialni konstruktorzy pocą i kombinują jak połączyć przyjemne z pożytecznym. Już próbne baloniki pofrunęły w niebo.&lt;br /&gt;Wszystko by było dobrze, żeby nie to, że nasza polska lewica to trup zalatujący totalitaryzmem i za całą aktywność została tylko ta wierzgająca lewa noga.&lt;br /&gt;Pozszywany z odpadków okaz nie ożyje, jak to się u nas na wsi mówi „za chińskiego boga” a nie bardzo jest z czego sklecić nowego potwora.&lt;br /&gt;Gdy czytam, że SLD przygarnie Zielonych i Partię Kobiet to zbiera mi się na pusty śmiech.&lt;br /&gt;Dosłownie, ślepy będzie wiódł kulawego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nasz program to Polska, w której odnajdą się wszyscy – wolna jak dziś Hiszpania, zamożna jak Skandynawia.” – pisze na swoim blogu Grzegorz Napieralski.&lt;br /&gt;Tak, tak, panie Grzegorzu! Wszystko będzie dobrze, byle tylko gdzieś zapisać, ze katolicy to niebezpieczni sekciarze i wrogowie rodzaju ludzkiego. Że nie chcą oddawać czci waszym bożkom. To wszystko już zostało dawno przerobione. Panie Grzegorzu!&lt;br /&gt;Leży sobie lewica w szklanej trumnie i marząc, czeka na księcia, który nie będzie się brzydził i pocałuje postkomunistyczny pysk. Wówczas lewica ożyje albo zmieni się w żabę.&lt;br /&gt;Ryzyko, ryzyko zawsze istnieje, ponieważ „społeczeństwo to nie plac zabaw” jak kiedyś pisał bloger Castaneda.&lt;br /&gt;Na szczęście.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-9046410762382600327?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/9046410762382600327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/lewica-wierzga-martwa-noga.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/9046410762382600327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/9046410762382600327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/lewica-wierzga-martwa-noga.html' title='Lewica wierzga martwą nogą'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-4133563021713721401</id><published>2009-07-24T23:04:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T23:05:35.275-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='IPN'/><title type='text'>IPN sięgnął bruku</title><content type='html'>- IPN sięgnął bruku i należy go zlikwidować! Tych pseudo historyków rozgonić raz na zawsze. Żeby nie szumieli, dać im solidne odprawy. Zaplombować wszystko i już. Przecież te szpargały nikogo tak naprawdę nie obchodzą poza jakimiś oszołomami. Trochę pokrzyczą i będzie spokój raz na zawsze. Od edukacji w narodzie to jest telewizja. Czy telewizja nie wystarczy, skoro będzie nawet obowiązkowo cyfrowa?&lt;br /&gt;- Nie, no nie da się tak. Tu trzeba tylko parę manewrów wykonać, jakąś pieczątkę wiarygodności, zmiany rozumiecie w ustawie o…&lt;br /&gt;- Słuchaj, tak się nie da. Dam taki klerykalny przykład. Jak byłem mały to po kolędzie przychodził taki stary klecha i pamiętam jak mojego starego objechał, że w domu jest Biblia a ten się jeszcze przyznał, że sobie tą Biblię czyta.&lt;br /&gt;-?&lt;br /&gt;- Bo z takiego czytania, rozumiecie, powstać może herezja. Czyta jeden z drugim i sam coś na boku kombinuje. Od czytania to jest książeczka do nabożeństwa-mówił. Tak dla bezpieczeństwa.&lt;br /&gt;- Książeczka do nabożeństwa? Co Pan?&lt;br /&gt;- W sensie takiej przenośni. Masz gazetę taką czy inną i czytaj co mądrzejsi, znający się na rzeczy mają do powiedzenia, telewizję oglądaj a kogo mocno swędzi niech się w dyskusji na Onecie wypowie. Starczy. Taki trzeba dać przekaz do narodu a nie żeby każdy neptek na swój rozum wszystko brał, bo herezja gotowa. Widzicie chyba co się dzieje?&lt;br /&gt;- Może i racja, ale tak się nie da! Protesty i będzie za dużo krzyku, że chamstwo, że zamykanie ust. Tu sprytniej trzeba.&lt;br /&gt;- Co sprytniej? W nocy się wchodzi. Papier w garści, że zamach na demokracje. Cześć i czołem. Przychodzi rano ten mądrala Kurtyka z teczuszką, a tu strażnik grzecznie, że niby pan szanowny do kogo? He he he… A my w telewizji się trochę pokłócimy dla picu i będzie po kłopocie.&lt;br /&gt;- Głupstwa pan opowiada. Nie te czasy&lt;br /&gt;- Przepraszam, że się wtrącę ale ja mam taką koncepcję, żeby zmienić zakres działania w kierunku przyszłości, czyli zamiast grzebać w starociach niech taki Instytut zajmie się prognozowaniem przyszłości, na przykład. Chodzi o taki przekaz, że „co było a nie jest nie pisze się w rejestr” oraz że uczymy się co prawda na błędach ale znowuż nie musimy się ciągle bić w piersi. Zobaczcie jak to pięknie brzmi „Instytut Przyszłości Narodowej” I zaraz jest wizja, że tamci siedzieli w piwnicach, w archiwach cuchnących a my bujamy sobie na wysokościach.&lt;br /&gt;- To są szczegóły, koncepcja przyszłościowa, ale tu i teraz musimy zgodzić się ze mną, że nie likwidujemy tylko zmieniamy. Nawet nam się niektórzy posłowie zaczynają buntować i marudzić… o słyszę, że pan spóźnialski przyszedł.&lt;br /&gt;- Dobry wieczór. Przepraszam za spóźnienie, ale mi kierowca na Cepeenie zabłądził. Wziąłem takiego z byłych służb bo mówili że bystry, a tu niestety cieleba z niego wyszła. Jeszcze raz przepraszam, ale oświadczam, że z góry się zgadzam na Pipena.&lt;br /&gt;- Na jakiego znowu Pipena?&lt;br /&gt;- No jak to na jakiego? Dostałem info, że będziemy rozmawiać o najważniejszej dla nas obecnie sprawie a mój kierowca mówił, że pewnie o tym Pipenie czy jak mu tam, bo ciągle w telewizji o tym pełno, bo to wiadoma rzecz, że trzeba tego Holendra obalić a Pipen był dobrym napastnikiem i Francuzem do tego. No to myślę, że poprę tego Pipena.&lt;br /&gt;- Jezus Maria! My tu o chlebie a ten o niebie, litości! Nie słyszał pan o tym całym IPN, o sprawie Wałęsy, o książce Cenckiewicza i tego drugiego? Mamy poważny problem do rozwiązania!&lt;br /&gt;- O książce? Nie tylko słyszałem, ale nawet czytałem. Z tym, że dawno temu i niewiele pamiętam.&lt;br /&gt;- Dawno temu?&lt;br /&gt;- W szkole będąc. To się nazywało jakoś tak: „Odarpi syn Enigmy” i to Cenckiewicz napisał na biegunie w zimnych krajach razem z żoną, bo ten drugi to jego żona!&lt;br /&gt;- Proponuję przełożyć naszą nasiadówkę na jutro. Do jutra Polska się nie rozleci. To chyba przez te upały i burze. Nie, nic nie chce już wiedzieć. Pani Kaziu, pani da coś do picia bo susza.&lt;br /&gt;- No nareszcie po ludzku. Ale co, rozumiem, że ten Pipen nie przejdzie? Sprawdzałem w Internecie, dobry był piłkarz, tyle że Francuz…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-4133563021713721401?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/4133563021713721401/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/ipn-siegna-bruku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/4133563021713721401'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/4133563021713721401'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/ipn-siegna-bruku.html' title='IPN sięgnął bruku'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-713593025621201805</id><published>2009-07-24T23:03:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T23:04:30.591-07:00</updated><title type='text'>9 złotych</title><content type='html'>Wracam dzisiaj z pracy.&lt;br /&gt;W kieszeni 9 złotych i 20 groszy.&lt;br /&gt;Weekend.&lt;br /&gt;Starannie sobie obliczam, że starczy mi na trzy piwa i jeszcze zostanie 1,70.&lt;br /&gt;Nie chce mi się lecieć do Biedronki.&lt;br /&gt;Po deszczu.&lt;br /&gt;Wysiadam z autobusu i idę do sklepu. Po drodze kiosk „Ruchu”.&lt;br /&gt;Kioskarka, fajna koleżanka szykuje gazety do zwrotu. Akurat trafiam na Rzepę.&lt;br /&gt;Dzień dobry! - mówię, a jak już się przywitałem, zaświtała mi myśl, że w Rzepie przecież pisze nasz Janke. Kupiłem. Strony niepotrzebne do torby.&lt;br /&gt;Ekonomia i program TV zawsze mogą poczekać.&lt;br /&gt;Przeglądam. Nie ma w gazecie Jankego. Ani Igora, ani jakiegoś Jankego innego. Przykro czytać!&lt;br /&gt;Jest Lichocka, Ziemkiewicz, Kuczyński, coś o papugach, o sporcie. Jest też Peter Mandelson, a Igora nie ma!&lt;br /&gt;W spożywczym biorę dwa browary. Idę do domu.&lt;br /&gt;Śmiało jak Bolesław.&lt;br /&gt;Po drodze czytam felieton pani Lichockiej. Zdjęcie ukazujące ładną buzię Pani Redaktor przekonuje mnie, że nie jest to tekst napisany przez Tomasza Hajtę.&lt;br /&gt;Z trudem.&lt;br /&gt;Bywa i tak.&lt;br /&gt;Ale skoro nie ma Igora ani tancerek, „co tańczyły by nam nago” zagłębiam się przy obiedzie w lekturze tekstu pana Ziemkiewicza.&lt;br /&gt;Dobry tekst.&lt;br /&gt;Pan Rafał pisze tak, jakby zatarł sobie jedno oczko pieprzem i pisząc prawą ręką, lewym rękawem obcierał jednocześnie łzy cieknące ze skrzywdzonego oczka.&lt;br /&gt;A gdzie nasz Igor? Nie ma!&lt;br /&gt;Dla Was to żart, a dla mnie jedno piwo mniej w weekend. Nie żebym spierał się o takie głupstwo, ale co to za gazeta bez jednego fajnego tekstu?&lt;br /&gt;W Salonie też nie ma nowego tekstu Jankego. Leniwa brzytwa z niego, z tego całego ( he he ) Igora. Mógłby jako Igor- śmigor, bardziej gorliwym być!&lt;br /&gt;„ Gorliwszym”&lt;br /&gt;Ale co to w ogóle za dzień?&lt;br /&gt;Słońce, wiatr i burze. Wszystkiego dzisiaj zaznaliśmy.&lt;br /&gt;Jest duszno.&lt;br /&gt;Piszę o tym, aby się jakoś zaczepić. Tak naprawdę od początku chciałem opowiedzieć Wam o tym, co mi się dzisiaj śniło, ponieważ śnił mi się sam Adam Michnik. We śnie spotkałem go na dworcu w Koninie. Poskarżył mi się, że jest bardzo głodny, w związku z czym kupiłem mu pół kilo prawdziwych kabanosów i trzy bułki.&lt;br /&gt;Chodziliśmy ulicami, a "wiaruchna" „miała nas na uwadze”&lt;br /&gt;Wędrowaliśmy, a pan Michnik mówił przez cały czas, opowiadając o wszystkich możliwych tajemnicach 1,2, 3, 4 i nawet 5, RP. Tyle tylko, że cały czas pogryzał suche, chrzęszczące kabanoski oraz dobrze wypieczone buły.&lt;br /&gt;Nic nie rozumiałem z tej jego gadki. Sorry!&lt;br /&gt;Na dodatek w tym śnie, nie wiedzieć czemu, to ja rozdawałem autografy, podpisując się nawet na jednym, nieco przestarzałym ale aktywnym damskim cycku przy pomocy flamastra. Pierś była owszem, owszem, ai pan Adam raczył dorysować serduszko nad sutkiem.&lt;br /&gt;Szczerze, to był mój trzeci albo czwarty sen z udziałem szczerego Vipa. Ostatnio śniłem o tym, że król Zygmunt III ożył na tej swojej warszawskiej kolumnie i strasznie "darł papę" żeby go ściągnąć i uratować.&lt;br /&gt;Wezwałem senną straż pożarną, ale główny strażak mnie oświecił, że oni owszem przyjeżdżają by ratować koty, które wlazły za wysoko, ale co do króli, żadnych instrukcji od "naczalstwa" nie mają.&lt;br /&gt;Umyli ręce.&lt;br /&gt;Wołaliśmy wspólnie na króla: -Kici! Kici!&lt;br /&gt;Nie zszedł dopóki nie podstawiliśmy drabiny.&lt;br /&gt;Żenada.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-713593025621201805?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/713593025621201805/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/9-zotych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/713593025621201805'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/713593025621201805'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/9-zotych.html' title='9 złotych'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-3483849431960541524</id><published>2009-07-24T23:02:00.002-07:00</published><updated>2009-07-24T23:03:43.099-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Euro 2012'/><title type='text'>Euro 2012 Zgasło światłło</title><content type='html'>Ledwie usiedli za stołem, a tu zgasło światło.&lt;br /&gt;- Ma ktoś świeczkę? Może zapałki? Zapalniczkę?&lt;br /&gt;- Bez kryptonimów proszę, my nie palimy. W zdrowym ciele zdrowy duch.&lt;br /&gt;- A latarkę?&lt;br /&gt;- My nie harcerze, żeby z latarkami chodzić.&lt;br /&gt;- Gdyby był obecny Szef, mógłby świecić przykładem, ale wyjechał.&lt;br /&gt;- Wice mógłby poświecić ale oczami. He he&lt;br /&gt;- Nie bądźcie tacy dowcipni Drzewo! Żebym nie musiał powiedzieć, czym wy możecie poświecić.&lt;br /&gt;- Niech ktoś zawoła kogoś żeby przyniósł kandelabr.&lt;br /&gt;- Co?&lt;br /&gt;- Taki rozkraczony świecznik. Gdzie jest służba? Przecież siedzimy jak ostatnie dupy od trzech minut a czas ucieka.&lt;br /&gt;- Służba ma wychodne.&lt;br /&gt;- Nie myślę o lokajach tylko o prawdziwych służbach. Oni lubią palić.&lt;br /&gt;- No przecież mówię, że mają wychodne. Kolegów będą witali w ramach powrotu do przyszłości.&lt;br /&gt;- Droga koleżanko, proszę natychmiast przestać, ja mam żonę i trójkę dzieci!&lt;br /&gt;- Bardzo przepraszam, szukałam zapalniczki.&lt;br /&gt;- A oświetlenie zapasowe?&lt;br /&gt;- Przecież możemy rozmawiać po ciemku. Oczy się przyzwyczają. Rzecz w tym, żeby coś wreszcie zrobić spektakularnego, bo nas Szef w końcu rozgoni.&lt;br /&gt;- Może porwijmy Platiniego? Zgoni się na Włochów, bo wiadomo, jacy są ci Włosi, nic dobrego. Nawet ze śmieciami nie dają sobie rady, a nam chcą zabrać…&lt;br /&gt;- Bardzo głupi pomysł z porywaniem Platiniego, chociaż to kolega Bońka, a ten cały Boniek kibicuje Romie. My koledzy lepiej róbmy swoje, nie bacząc na przeszkody spiętrzone przez poprzedni reżim.&lt;br /&gt;- Swoje, swoje, ale niby co?&lt;br /&gt;- Trzeba by jakieś stadiony wybudować!&lt;br /&gt;- Eeee tam stadiony, bez parkingów?&lt;br /&gt;- Czemu akurat bez parkingów? Co to za defetystyczne gadanie w ogóle.&lt;br /&gt;- Nie wiem, ale tak mi się jakoś skojarzyło, że albo parkingi albo stadiony, bo wiadomo, że nie można mieć od razu wszystkiego. &lt;br /&gt;- Można i trzeba. Lotniska, drogi, hotele. Aż mi się w głowie kręci, tyle zadań przed nami, a my tu po ciemku siedzimy i nic.&lt;br /&gt;- Nie żadne tam nic, tylko myślimy jak wybrnąć z sytuacji. Ja swoją koncepcję przedstawiłem ale Szef nie chce o tym nawet słyszeć.&lt;br /&gt;- No bo głupia jest ta twoja koncepcja! Nie da się w żaden sposób przetrwać do wiosny, a potem na dwa lata dopuścić do władzy tych oszołomów, żeby się ostatecznie skompromitowali swą ogólnie znaną nieudolnością.&lt;br /&gt;- Jak to się nie da? To już nawet nie umiemy doprowadzić do jakiegoś kryzysu i przegrać wyborów?&lt;br /&gt;- Pewnie, że umiemy. Nawet mamy w tym pewną praktykę, ale ludzie kochają nas do przesady i na tamtych nie będą głosować. Istnieje obawa, że po wyborach nawet wieśniacy nie będą nam potrzebni do rządzenia, a wtedy cała odpowiedzialność spadnie tym bardziej na nas. Cholera wie co robić?&lt;br /&gt;-Trzeba by zacząć może te stadiony budować!&lt;br /&gt;- Pan, kolego, tylko te stadiony i stadiony by budował. Mrożka się naczytał, inteligent. Tu nie chodzi o żadne stadiony, tylko o to jak to sprytnie zrobić, żeby w razie czego nie było na nas, tylko na tamtych. &lt;br /&gt;- O światło przyszło, nareszcie! Teraz będzie można spokojnie pogadać, bo jednak po ciemku to się robota nie klei. Hola, hola… było nas przy stole jedenastu a widzę dziesięciu, kogo brakuje?&lt;br /&gt;- Siebie!&lt;br /&gt;- Co siebie?&lt;br /&gt;- Siebie policz, z tobą jest, o cholera, faktycznie dziesięciu!&lt;br /&gt;- A ty siebie policzyłeś?&lt;br /&gt;- No też nie, uff, sorry za niepotrzebne nerwy. Gamoń ze mnie.&lt;br /&gt;- Lecimy po kolei. Popatrzcie, ten stadion stanie w Gdańsku! Proszę zwrócić uwagę, że pomyśleliśmy o parkingu. Jest wszystko co trzeba, zapewniam. Ładny,co? Bałtycka Arena, po angielsku Baltic Arena.&lt;br /&gt;- Trochę niepotrzebnie podobny do bursztynu bo się przez to z księdzem Jankowskim może kojarzyć, ale w sumie ładny.&lt;br /&gt;- A to Poznań!&lt;br /&gt;- Mógłby być w kształcie pyry, dobre nie?&lt;br /&gt;- Ale nie jest. Wiecie co koledzy, przy świetle to nawet jestem większym optymistą. Przecież jakby nie było, jedno boisko już wybudowaliśmy!&lt;br /&gt;- Ale bez parkingu!&lt;br /&gt;- Daj Pan spokój i nie siej defetyzmu. Co pan? Chcesz pan parkingowym zostać na starość?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-3483849431960541524?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/3483849431960541524/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/euro-2012-zgaso-swiato.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/3483849431960541524'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/3483849431960541524'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/euro-2012-zgaso-swiato.html' title='Euro 2012 Zgasło światłło'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-1775666212344416858</id><published>2009-07-24T23:02:00.001-07:00</published><updated>2009-07-24T23:02:35.997-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PO'/><title type='text'>Upał</title><content type='html'>Upał. Napisałem jedno jedyne słowo i wyczerpała mi się inwencja.&lt;br /&gt;Zacznę jeszcze raz, tym razem od ciekawostki. Przestał wiać wiatr. Na orzechowcu za oknem nie drgnie ani jeden listek a mimo to wystarczyło otworzyć okna, drzwi balkonowe i te prowadzące do ogrodu, by po domu zaczął hulać przyjemny wiaterek. Skąd się on bierze?&lt;br /&gt;Przypomniała mi się humoreska Camiego o Sprytnym i Pomysłowym Krzyżowcu, który opuszczając swój zamek i udając się na wyprawę krzyżową, zabrał ze sobą drzwi od własnej twierdzy, tylko po to by podczas jego nieobecności złodzieje nie mogli włamać się i splądrować zamku.&lt;br /&gt;Te drzwi uratowały jemu i jego kumplom życie!&lt;br /&gt;Otóż pokonani i schwytani do niewoli przez złych Saracenów, zostali przez nich pozostawieni na pastwę przerażającego słońca Afryki na rozpalonej do białości pustyni. Podczas gdy wszyscy inni zwątpili w ocalenie, Sprytny i Pomysłowy Krzyżowiec ustawił drzwi, które podczas wyprawy miał zawsze przy sobie, a konającym od upału krzyżowcom kazał stanąć między nimi.&lt;br /&gt;Otworzył je na oścież. I w ten sposób zbawczy przeciąg uratował tych dzielnych ludzi. Wydostali się z pustyni, przestawiając i otwierając drzwi, by ostatecznie cali i zdrowi powrócić do słodkiej Francji.&lt;br /&gt;Ale to niestety nie koniec.&lt;br /&gt;Kiedy Sprytny i Pomysłowy Krzyżowiec powrócił do zamku, najpierw oczywiście wstawił drzwi by móc je otworzyć a potem dostawszy się do środka ze zdziwieniem zauważył, że złodzieje wszystko, dosłownie wszystko wynieśli.&lt;br /&gt;Pewnie włamali się przez okno – domyślił się Sprytny i Pomysłowy Krzyżowiec i sam siebie zganił za nieostrożność, ponieważ zawczasu nie pomyślał o wymontowaniu okien i nie zabrał ich ze sobą, a jak powszechnie wiadomo: „okazja czyni złodzieja”&lt;br /&gt;Na dodatek, sąsiad Sprytnego i Pomysłowego Krzyżowca, który wraz z nim wrócił z Palestyny, rozchorował się nagle i pożegnał się z naszym bohaterem ciut ozięble:&lt;br /&gt;- Przeziębiłem się przez te pańskie cholerne przeciągi na rozpalonej do białości pustyni.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Upał. Na wszelki wypadek zamknąłem drzwi.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Upał. Pan minister Drzewiecki powiedział, że na Euro będziemy przygotowani w 150% a ja mogę z satysfakcją zapytać:&lt;br /&gt;- A może to nie ja ostatnio napisałem o nadzwyczajnym przyspieszeniu prac naszego rządu?&lt;br /&gt;Nawet Pan Stary (dawniej też Stary ) zwątpił i może sobie teraz w brodę napluć bo już zaczął siać defetyzm w sprawie naszego sukcesu organizacyjnego, że niby po co nam takie stadiony i że wiadomo za czyich rządów i kto nas w tę imprezę wrobił, a tu proszę bardzo!&lt;br /&gt;Sam minister mówi, że zamiast 4 wybudujemy 6! A co!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Upał. Dwieście metrów od mojego domu jest taki plac ( ok. 70 na 50 metrów ), który straszył „od zawsze” jako własność gminy. Rosła tam paskudna trawa, różne tam były wertepy i zawsze leżało dużo butelek od różnych napojów. Taka ozdoba.&lt;br /&gt;Dwa dni temu wracam z pracy a tu spychacz spycha, robotnicy się kręcą i w ogóle szał.&lt;br /&gt;Od razu sobie wyobraziłem, że powstaje boisko, jedno z tych tysiąca boisk, a jeśli nawet nie, to może chociaż kort tenisowy albo boisko do kosza, albo chociaz plac zabaw dla maluchów.&lt;br /&gt;Oczywiście nikt nic nie wie! Dzisiaj powiedział mi jeden gość, a on jest świetnie poinformowany bo to działacz i w ogóle niezła łajza, że nie, że nie żadne tam boisko, ale PARKING!&lt;br /&gt;Parking na osiedlu domków jednorodzinnych, gdzie każdy jeden gamoń ma swój garaż, a jak się nie dorobił, to stawia bryczkę u siebie na podwórku pod chmurką, gdzie auta pilnuje mu piesio! Niesamowity pomysł!&lt;br /&gt;Ostatnia rzecz, jaka przyszłaby mi do głowy to właśnie parking. No, ale ja nie urzędnik ani samorządowiec. Tak czy tak wzięli nas przez zaskoczenie.&lt;br /&gt;Uśpił nas upał.&lt;br /&gt;(No chyba, że jest to parking przyszłościowy i w ramach Euro. Nie będzie gdzie zaparkować w Poznaniu to cudzoziemcy będą parkować swoje mesie w Golinie, a potem „dyrdum dyrdum” na pociąg i dalej pieszo na Bułgarską)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-1775666212344416858?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/1775666212344416858/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/upa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/1775666212344416858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/1775666212344416858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/upa.html' title='Upał'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-2040719734537035249</id><published>2009-07-24T23:00:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T23:01:21.073-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Monika Olejnik'/><title type='text'>Polityczna szkółka niedzielna 2006</title><content type='html'>Uświadomiłem sobie, że minęły dwa lata odkąd zacząłem skrobać teksty w internecie. Zacząłem od opisywania audycji pani Moniki Olejnik "7 dzień tygodnia" Było to w czasach przed salonowych, czyli naprawdę dawno. Teksty były publikowane na stronie "Prawica Net"&lt;br /&gt;Ale cóż to były za czasy! Czasy pięknego Marcinkiewicza. Czasy gdy debiutował Olejniczak, gdy profesor Geremek jeszcze się zniżał. czasy Giertycha, Leppera. Czasy gdy brylował pan Rokita.&lt;br /&gt;Nic w tych tekstach nie zmieniałem ale bezczelnie zauważę, że większości spraw sam się z tym dawnym, nieistniejącym sobą zgadzam. Bywa i tak.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Polityczna szkółka niedzielna 1 – 23.04.2006&lt;br /&gt;Mądrzy ludzie, a takich nie brak na świecie, rozpoczynają niedzielę od Mszy Świętej, spaceru, obfitego śniadania, lub choćby leczenia sobotnich nadużyć. Natomiast ja popadłem w przykrą manię słuchania w radio „Z” śniadania polityków, gaworzących pod wodzą Pani Olejnik o wydarzeniach, które właśnie zaszły, które niezawodnie zajdą albo właśnie zachodzą w głowach biesiadujących.&lt;br /&gt;Jedynym usprawiedliwieniem może być tylko to, że dzięki „onym azardom” udaje mi się skutecznie bronić w twierdzy łóżka aż do godziny dziesiątej, gdy odpowiednio naładowany adrenaliną wyskakuje ku realnemu życiu, niczym z katapulty.&lt;br /&gt;23 kwietnia zaproszeni goście, prowadzeni na smyczy gniewnych pomrukiwań Pani Moniki, zaczynają od wypominania sobie wzajemnych pomówień, tyczących zdrowia, w szczególności zdrowia psychicznego.&lt;br /&gt;Wielki WICE naszej polityki pan Lepper, nieobecny na śniadaniu, zaproponował bowiem liderom P.O. Tuskowi oraz Rokicie pomoc w leczeniu ich domniemanych schorzeń w tym zakresie. Zgodnie z logiką audycji, tłumaczy się z tego Szef Kancelarii Prezydenta, pan Urbański, który w wielce niejasny sposób udowadnia iż zasadniczo nie jest tym całym Lepperem, ale wzajemne oskarżanie się polityków o choroby psychiczne, nie budzi w nim wielkiego sprzeciwu.&lt;br /&gt;Na zastawiony stół wyjeżdża zaraz problem rzekomego powołanie do życia Samoobrony przez służby specjalne. Teraz zabiera głos, dotychczas nieczynny poseł Filipek, który wyskakuje świadczyć, że był przy powiciu Samoobrony i żadnych służb nie zauważył! Zauważył za to szczery gniew biednych rolników.&lt;br /&gt;Na takie dictum, pełniący obowiązki liberała J.M. Rokita niespodziewanie zarzuca Lepperowi, że przestał być biedny a stał się bogaty. Też mi zarzut! Przecież ubogiemu nie należy dawać ryby, tylko wędkę. Pan Lepper dostał właśnie wędkę! Albo nawet sieć i kuter !&lt;br /&gt;Ten Lepper, który jak się dowiadujemy, zdążył jeszcze obrazić P. Mellera, Ministra Spraw Zagranicznych 3,5 R.P.&lt;br /&gt;To dopiero poruszyło zebranych. Z wyżyn absolutu zabiera głos sam Profesor Geremek, pan Urbański, łagodny dotychczas, zmienia się w lwa ryczącego! Olejniczak piętnuje! Rokita płacze. Pani Monika w spazmach!&lt;br /&gt;Ja zaś, przyznam, że nie bez pewnego zdziwienia dowiaduję się nagle, że w Polsce żyje jednak prawdziwy „Mąż Opacznościowy” w co nie wierzyłem, biorąc pod uwagę ciągłe ataki na naszą politykę zagraniczną, prowadzone pod byle pretekstem przez ugrupowania od lewa do prawa, nie wyłączając niektórych, co bardziej oszołomionych członków PiS, która to partia firmuje przecież poczynania rządu. A tu nagle taka niespodzianka!&lt;br /&gt;Przy okazji pan Rokita wymienia wszystkie grzechy Ministra Rolnictwa, pana Jurgiela, który znalazł się na czele TOP4, listy najmarniejszych Ministrów Rządu, sporządzonej przez Rokitę!&lt;br /&gt;Tu przytomnie reaguje Monika Olejnik, sugerując panu Rokicie, że pewnie cieszy się wielce, że wkrótce tego miernotę zastąpi, wielokrotnie przywoływany w tym miejscu Lepper. Rokita nie odpowiada, zajęty obieraniem jajka.&lt;br /&gt;W dyskusji pojawia się, uśmiechnięty zapewne, pan Jarosław Kalinowski, podkreślając stałą i niezmiennie poważną, pro państwową rolę PSL, na scenie politycznej. Wywołuje to trochę wesołości, podobnie jak pełen troski atak pana Giertycha na… Nasz Dziennik!&lt;br /&gt;Nasz Dziennik kłamie! Obwieszcza Przewodniczący LPR. Gazeta, której byłem współzałożycielem kłamie! Smuci się i troszczy Roman Giertych.&lt;br /&gt;Taki wielki chłop a mam wrażenie, że całkiem załamany i broda mu się trzęsie. Tak to bywa w życiu, Panie Romanie!&lt;br /&gt;Ale nagle odmiana losu! Otóż pan Giertych żegna się pospiesznie z kolegami biesiadnikami, wśród których tak naprawdę przebywał jedynie w sposób zdalny i wielce radiowy, przyczaiwszy się sprytnie w Krakowie, by móc udać się spiesznie na mszę Św. do Łagiewnik, przechytrzając p. Rokitę.&lt;br /&gt;Ładnie wyglądają ci, którzy dzielili Kościół na ŁAGIEWNICKI i TORUŃSKI. A tu taki ptaszek im przez sieci spekulacji intelektualnych przefrunął. No, ale skoro Nasz Dziennik kłamie? Aż strach pomyśleć, czym skończą się te wszystkie nagłe wolty, zaczajenia i wspinaczki na niezdobyte dotąd szczyty politycznej hucpy.&lt;br /&gt;Na szczęście wszystko na świecie ma swój koniec. Minęła godzina dziesiąta!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Polityczna szkółka niedzielna 2 – „Skromność” – 07.05.2006&lt;br /&gt;Zastanawiałem się kiedyś, jakie możliwie najskromniejsze, bezinteresowne marzenie może mieć człowiek. Po wielu namysłach, metodą cierpliwej eliminacji, doszedłem do wniosku, że pierwsze miejsce, należy się pewnemu bezimiennemu panu z Konina, który w mojej przytomności zwrócił się w autobusie do swego towarzysza słowami: chciałbym mieć, chociaż wrzód na plecach, a i tego nie mam.&lt;br /&gt;Oto przemówiła ludzka skromność!&lt;br /&gt;Chcąc, wypełniony jak najlepszą wolą znaleźć, choć drobny odblask takiego cichego bohaterstwa, kręcąc zawzięcie gałkami aparatu Philipsa bez większego problemu przeniosłem się wprost do politycznego salonu Radia Zet, gdzie tym razem spotkałem, ku mojemu wielkiemu zadowoleniu panią Hannę Gronkiewicz-Waltz, która jako jedyna potrafi godnie zastąpić pana Rokitę.&lt;br /&gt;Jeszcze się wszyscy dobrze nie rozsiedli, jeszcze twarzy nie zdążyli zamaskować wyrazem głębokiej troski, a już Pierwsza Dama Platformy wykryła długotrwały i pełen rozmaitych niuansów spisek PiS-u, który właściwie startował w wyborach tylko po to, by wypchnąć do władzy pana Leppera. Na nic się zdały protesty i te przejmujące grozą słowa, niewątpliwie zawisłyby nad stołem niczym topór, gdyby nie Profesor Geremek, który niczym starożytny senator zagrzmiał (ale w charakterystyczny dla siebie sposób, czyli cicho, acz przejmująco):&lt;br /&gt;Rzeczpospolita płonie! Rzeczpospolita płonie!&lt;br /&gt;Jakże to tak? Po co w takim razie Świadkowie Jehowy odmalowują maszty oświetleniowe na stadionie w Poznaniu? Nie szkoda farby, skoro pożar ogólny?&lt;br /&gt;To już nie chłop małorolny, zwykłym swym obyczajem wypalający trawę na łące. To wielcy gracze niezawodnie wysłali swych pachołków z pochodniami. Jarosław Kaczyński, niczym Neron, chce spalić wszystko, co z takim trudem udało się wybudować przez ostatnie kilkanaście lat. Ciekawe tylko kogo zechce obarczyć winą, za zniszczony kraj. No chyba nie Chrześcijan?&lt;br /&gt;Wielce odchrząkujący dotychczas pan Wojciech Olejniczak, wreszcie zabiera głos, by w ciągu dwóch minut trzy razy powtórzyć mantrę o kłamliwej koalicji oraz kilkakrotnie odmienić słowo kłamstwo przez różne przypadki. Zachęcony tym, że pani Monika Olejnik jakoś mu nie przerywa, kończy zupełnie nieszczęśliwie płaczliwą tyradą o zawłaszczaniu przez PiS, publicznych mediów.&lt;br /&gt;I przez to nadziewa się nasz młody Olejniczak, na kontrę pani Moniki:&lt;br /&gt;-przecież to SLD, zawłaszczyło na długie lata te media.&lt;br /&gt;Coś tam jeszcze bąka, ale zostaje przez sekundanta odprowadzony na 15 minut, gdzie wachlowany i polewany wodą nie może dojść do siebie. Ciężko mi to przyznać, ale każdemu, co mu się należy. Józef Oleksy, był jednak zawodnikiem starej szkoły, mistrzem uników. A ten młody, stara się boksować, ale ciągłe polewanie wodą w narożniku może go przyprawić o chorobę.&lt;br /&gt;Dobrze natomiast wypada (przynajmniej w radio), poseł PiS-u, Artur Zawisza. Niestety, próbuje walczyć na argumenty z ulubienicą tłumów, panią Gronkiewicz-Waltz. Nieuchronnie prowadzi to do pyskówki, w wyniku której pani GW (zbieżność inicjałów przypadkowa) mimowolnie i nieopatrznie, zaprzecza demokratycznym dogmatom, przypominając jak to Niemcy wybrali sobie demokratycznie Hitlera. Zapachniało siarką, a pod sufitem zaczął się ujawniać w zwojach ektoplazmy Janusz Korwin-Mikke. W tym pełnym grozy momencie Dzielna Niewiasta rzuciła na stół, między złoconą zastawę niejakiego Jörga Haidera z Austrii i demon prysł jak niepyszny.&lt;br /&gt;Co począć z tą demokracją, skoro lud ciemny wybiera bezmyślnie, nie bacząc zupełnie na opinie, nie tylko krajowych luminarzy nauki, sztuki czy nawet dziennikarzy i publicystów, ale nawet - o zgrozo -opiniotwórczych mediów zagranicznych?!&lt;br /&gt;Taki cwany chłopek kupuje używane volvo od Niemca czy Francuza, ufając, że samochód jeszcze pojeździ, a nie chce kupić opinii o polskim rządzie, przyjaznych nam przecież do bólu brzucha Le Soir, czy Frankfurter Algemeine Zeitung. Przy okazji dowiedziałem się, że aby powołać w Polsce rząd, musimy uzyskać coś, co pani Waltz nazwała skromnie consensusem, przywołując zabawny przykład, że w dawnych czasach nawet Król, aby się ożenić musiał uzyskać taki consensus od innych europejskich władców. Ojej!&lt;br /&gt;Profesor Geremek, zatroszczył się przy okazji o los konstytucji europejskiej. Całe pokolenie straci szansę, by żyć pod dobrodziejstwami tej ustawy. Pomyśleć, że los całego pokolenia zawisł na krawacie pana Leppera i buja się swobodnie na wietrze. Pan Zawisza, widząc jak jego racje gną się i pękają, przygniecione argumentacją Autorytetów, niby mimochodem wtrąca uwagę, że Pani Gronkiewicz-Waltz, przez cztery lata była na saksach. Ojej?co to się działo? Jakie uściślenia?! Jakie argumenty?! Jakby ktoś nagle ubłocony but położył na obrusie:&lt;br /&gt;- ja cztery miliardy załatwiłam dla kraju&lt;br /&gt;- pracowała Pani za granicą i brała za to pieniądze, przecież to nic złego&lt;br /&gt;- ja byłam w służbie państwowej&lt;br /&gt;Atmosfera pyskówki udziela się pani Olejnik. Stop! Szczerze mówiąc, większe nadzieję pokładałem w występie pana Mellera, którego jednak trochę na wyrost w poprzednim felietonie nazwałem mężem opatrznościowym. Wyróżnił się, ba, nawet zaimponował mi skromnym dziękuję, jakim kończył każdą swą wypowiedź. Odgradzał się tym jednym słowem od pozostałych, niczym tarczą. Ale na męża opatrznościowego to trochę mało.&lt;br /&gt;Dużym nieporozumieniem są natomiast radiowe występy panów Pawlaka i Filipka. Jeszcze w TV, człowiek się chociaż uśmiechnie, ale tak bez wizji? zostaje wrażenie, że człowiek wpadł na dwór króla Mamrota I.&lt;br /&gt;Miało być o skromności? Będzie o skromności! Z całej audycji dowiedziałem się, jak skromne są marzenia naszych Prawdziwych Elit.&lt;br /&gt;Tylko skromność! Chodzi o to, abyśmy my byli skromni. My w swej szarej, bezimiennej, ciemnawej masie byli skromni. Tylko tyle. No i jeszcze wdzięczni. Nasza polityka zewnętrzna, jest właściwie polityką wewnętrzną UE - zachęcał dzisiaj przy śniadaniu Pan Profesor. Jakie to skromne! Nie mówmy nic, czas się przemóc i rękę pańską ucałować. Skromnie i po cichu. W kącie lepiej postójmy, bo jeszcze jako naród opętany przez radykalnych katolików będziemy w tym kącie za karę na grochu klęczeć.&lt;br /&gt;Ale jeśli Rzeczpospolita płonie to na ratunek pędzą niezawodni obrońcy wolności, skromności oraz społeczeństwa. Patrzcie, jak w samej stolicy ruszają w naszej, mojej obronie piewcy wolności. Zachęcam do skromności, bo już gotują się nas wyzwalać SLD, SdPl oraz najśmieszniejsza partia świata PD-demokraci.pl! Proces to dynamiczny. Być może gdzieś na klatce schodowej zebrała się też Unia Pracy! Jeszcze tylko PO i się zacznie. Mieć chociaż "wrzód na plecach" ot co!&lt;br /&gt;Polityczna szkółka niedzielna 3 – „Rura” – 14.05.2006&lt;br /&gt;Pani Monika Olejnik, w trakcie niedzielnej audycji, mając na myśli protesty młodzieży przeciwko nominacji pana Giertycha powiedziała: nie wolno zabraniać młodzieży wyrażania swoich poglądów. Oczywiście, rozumie się samo przez się, że nie dotyczy to Młodzieży Wszechpolskiej. Rozumiem także, iż do kategorii młodzieży nie awansuje się li tylko z powodu młodego wieku.&lt;br /&gt;Wystarczyło obejrzeć kilka relacji telewizyjnych z tych demonstracji, by dostrzec dziwną różnorodność wiekową uczestników. Cóż, tak naprawdę wystarczy mieć lewicowe poglądy by zostać nieskażoną ideologicznie młodzieżą. Lewactwo daje zaś taki handicap, że za młodzieżowca może swobodnie uchodzić taki na przykład pan Ikonowicz, byk przecież starszy ode mnie.&lt;br /&gt;Zresztą Młodzież Wszechpolska, której praw do wyrażania swoich poglądów, muszę bronić w tym miejscu z powodów zasadniczych, szczerze mówiąc nie budzi we mnie szczególnego sentymentu. Mam ją, za jakieś mętne stowarzyszenie, a sąd swój opieram, przyznam - na szczątkowej znajomości działań tych polityków, którzy już wyrośli z krótkich spodenek, by teraz jako przedstawiciele dorosłego LPR, zawracać niewinnym ludziom głowę swoimi przemyśleniami.&lt;br /&gt;Dla przykładu, proszę przeczytać uważnie, przywołaną w audycji wypowiedź pana Wierzejskiego: gejów należy prać pałami. Oto człowiek, który potrafi zachęcać do tłuczenia innych ludzi, nie może jednocześnie wydobyć się z sideł politycznej poprawności, by w swym słowniku zamienić obcego naszej tradycji geja na swojskiego pedała Wielce to podejrzane!&lt;br /&gt;Młodzież była na ustach wszystkich dyskutantów, ale nikt nawet nie zająknął się o spontanicznej młodzieżowej imprezie plenerowej, jaka nad ranem zakończyła się na ulicach Warszawy. Ciekaw jestem niezmiernie, jakie czyny pójdą za słowami pana ministra Dorna, który obiecał całkiem niedawno, że zrobi porządek z rozwydrzonymi bandami kmiotów, uważających się za kibiców piłki nożnej. Tu, w tak pozornie marginalnej sprawie, w razie powodzenia można zdobyć prawdziwy złoty medal.&lt;br /&gt;Kiedy wątek protestów młodzieżowych próbował uporządkować pan Kamiński mówiąc, że zasadniczo studenci nie powinni zajmować się panem Giertychem, ponieważ mają teraz własnego ministra, który rzeczonym Giertychem wcale nie jest, usłyszał od pani Moniki, że owszem jest to prawda, ale studenci mają przecież siostry i braci. Porażeni bezwzględną słusznością tego stwierdzenia uczestnicy dyskusji przenieśli się do świata wielkiej polityki związanej z rurą.&lt;br /&gt;Pan Rokita, który dotychczas nieco rozczarowywał, nareszcie poczuł się w swym żywiole. Zmiażdżył (to dobre słowo) polską politykę wobec rury, wobec Niemiec, wobec Rosji. Polska, nie może stać tyłem do rury - dowodził z właściwą sobie swadą. Na dodatek, objaśnił mi grobowym głosem, że wskutek szaleństwa rządzących, odchodzi właśnie ostatni sprawiedliwy z MSZ.&lt;br /&gt;Tym razem ta zaszczytna rola przypadła panu Ryszardowi Schnepfowi, który chciał się odwrócić do rury przodem, ale pan Premier, nie zrozumiał jego szlachetnych intencji. Wyraźnie jest to człowiek stale niedoceniany, który uprzednio musiał znosić różne przykre insynuacje ze strony południowoamerykańskiej Polonii. Dziwi mnie to, gdyż w telewizji objawił się jako przystojny mężczyzna, nieco w stylu młodego Wiatra, prowadząc na smyczy groźnego psa.&lt;br /&gt;Wspomnienie nokautu z poprzedniej niedzieli, długo powstrzymywało pana Olejniczka przed bardziej zdecydowanym zabraniem głosu. Ale wiedziony szlachetnym przykładem i względną bezkarnością pana Rokity, uderzył znowu w dzwon narodowej klęski. W zasadzie powtórzył tezy poprzednika, ale dodał od siebie diagnozę, że oto.. polska polityka zagraniczna legła w gruzach. I znowu to samo! Toż to zupełnie, jak z tym nieszczęsnym Gołotą.&lt;br /&gt;- Jak to legła w gruzach? Co pan tu w ogóle opowiada?- skontrowała dzielna pani Olejnik.&lt;br /&gt;I znowu śmiały junak lewicy pod stołem. Ile tak można? Gdzie są sekundanci? Po pierwsze pan Olejniczak powinien wiedzieć, że nasza polityka zagraniczna legła w gruzach już dawno temu, gdy MSZ opuścił wielki myśliciel lewicy, Geniusz Białowieży, pan Cimoszewicz! Niech ktoś pomoże temu młodzieńcowi, wszak wedle nomenklatury comies, chłopiec ten swobodnie mieści się w wieku działacza młodzieżowego.&lt;br /&gt;Przypominam, że do 35 roku życia można działać w ZSMP. O właśnie, trzy dni temu dowiedziałem się, że ta młodzieżówka PZPR działa sobie w najlepsze, a nawet z moich podatków pędzą do nich jakieś dotacje. Pan Giertych zapowiedział, że teraz figę dostaną, a nie pieniądze. Czyli, jak rozumiem dotychczas dostawali. No, ładnie!&lt;br /&gt;Ale wróćmy do rury, w cieniu której rozpoczęła się właśnie zażarta walka pana Rokity z panami Urbańskim i Kamińskim. Siły były wyrównane, ponieważ pan Rokita posługując się niezwykłą siłą argumentów oraz wyszukaną składnią, obnażył krzykliwą naturę swych adwersarzy. Czyż to nie jest piękne?&lt;br /&gt;- Czy szef kancelarii Prezydenta, który opowiada brednie, powinien być szefem kancelarii Prezydenta? - Pytał retorycznie.&lt;br /&gt;W eter poszedł też apel, o uniemożliwienie członkom PiS swobodnego wrzeszczenia w niedzielny poranek. Przecież takie wrzeszczenie nie może podobać się Polakom skupionym przy radioodbiornikach, ani tym bardziej osobom spożywającym śniadanie, nie bez pewnej racji argumentował nasz niedoszły premier.&lt;br /&gt;- Nie stawajmy tyłem do rury! - wezwał jeszcze raz pan Rokita. Nawet ja rozejrzałem się z niepokojem, ale nie stwierdziłem w okolicy mego małżeńskiego łoża żadnej rury. Dobre i to!&lt;br /&gt;Oczywiście były inne wątki w dyskusji. Najpierw poważne i wyważone, o stosunkach z Ukrainą. Pod koniec o próbie pozbawienia immunitetu pana Rokity, co o n sam oglądał ze smutkiem, widząc jak Jarosław Kaczyński występuje po stronie gangstera, by dopiec właśnie jemu, poprzez pozbawienie go tego wrażego przywileju.&lt;br /&gt;W tym momencie adwersarze pana Rokity nie błysnęli szczególną bystrością, wytykając mu, że całkiem niedawno opowiadał się o n przecież za całkowitym zniesieniem immunitetu. Panowie! Przecież pan Rokita mówił żartobliwie! Nadal jest przeciwko wszelkim immunitetom, a chciał po prostu sprawdzić, jak w swym tupeciarskim ataku daleko zabrniecie.&lt;br /&gt;I tak gadają i gadają, a ja widzę, że najważniejszy temat leży tzw. martwym bykiem i nikt nawet nie próbuje się z nim zmierzyć. Zanim o nim wspomnę, muszę jeszcze przeprosić pana Premiera Pawlaka, za umieszczenie go w poprzednim felietonie na dworze króla Mamrota I. Tym razem, mimo że mówił mało, to z sensem, a na dodatek dowcipnie. Do pana Filipka dołącza za to pan Kotlinowski, którego nie tłumaczy przesiadywanie w Krakowie!&lt;br /&gt;Teraz do rzeczy. Czy nie jest rzeczą dziwną i niepokojącą, że nikt z obecnych na śniadaniu polityków nie odniósł się do newsa number o ne, jakim dla wszystkich ludzi rozmiłowanych w polityce jest bez wątpienia realna groźba rozpadu Partii Demokratycznej "demokraci.pl" w związku z niechęcią niektórych działaczy do obcałowywania się z comies?&lt;br /&gt;Ja, z przejęcia usnąć nie mogłem. Dopiero co, po odrzuceniu licznych kandydatur uznałem tę dzielną partię, za najśmieszniejszy twór polityczny w świecie. Ale jedną, gdyż posiadanie w kraju dwóch najśmieszniejszych partii, a jeszcze być może walczących o głosy tych resztek ludzi rozsądnych przekracza wszelkie moje wyobrażenia. Nie! Po stokroć nie!&lt;br /&gt;Zresztą, co mnie nieco uspokaja, dotychczas ujawnił się tylko jeden Pan Profesor Geremek. Wiem z całą pewnością, że nie ma o n brata bliźniaka. Błagam! Demokraci.pl, bez Pana Profesora? To być nie może! Do zgody! Do zgody! Do zgody!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Polityczna szkółka niedzielna – 4 – „Wesele” – 21.05.2006&lt;br /&gt;Miałem ochotę rozpocząć ten felieton od słowa Ja, lecz wrodzona skromność, zmusiła mnie do napisania jako pierwsze, zdania zaczynającego się od słowa Miałem. Popsuło mi to zupełnie plan pisania, gdyż słowo miałem, od razu kojarzy się każdemu z dramatem pana Wyspiańskiego Wesele.&lt;br /&gt;Wszak, jeśli już jesteśmy na weselu, w huczącej gwarem chłopskiej chacie, to niestety ja, siedząc przy stole, zamiast opychać się swojskim jadłem, jako jedyny z czystej już przekory sięgam po chińskie ciasteczko z wróżbą. Rozwijam zwitek i czytam: Pali pieniążek moskiewski?&lt;br /&gt;Mnie tam nie pali, ale już diabły, które przybyły wprost z piekielnej czeluści, wyciągają mnie zza stołu, i po chwili siedzę, jak kto głupi w swoim własnym łóżku z chińskim ciastkiem w łapie i radia słucham.&lt;br /&gt;A tu pan Olejniczak mówi: wszystkie dokumenty dotyczące tej sprawy są jawne. Ejże, młody panie, mam wrażenie, że gdyby wszystkie dokumenty były jawne, to by musiał Pan karierę polityczną zaczynać w PSL-u.&lt;br /&gt;Też pięknie, a wstyd dużo mniejszy! Mógłby Pan siedzieć sobie na miejscu Pana Pawlaka i mówić: jak się bierze pieniądze z zagranicy, to nie wystarczy je zwrócić. A tak, zamiast błyszczeć w towarzystwie elokwencją, musi pan zamazywać obraz Mieczysława Rakowskiego, wielkiego mentora lewicy, zasuwającego po mieście z reklamówką pełną dolarów.&lt;br /&gt;Śp. Jacek Kaczmarski śpiewał co prawda o Sowietach w Epitafium dla Brunona Jasieńskiego: tam poeci, kieszenie mają pełne dolarów, ale nic nie wspominał o lewicowych działaczach ani tym bardziej o reklamówkach. Przy okazji dowiadujemy się, że sprawa jest przedawniona, z wyjątkiem sprawek stróża prawości, pana Jaskierni. To wspomnienia "Wesela" chyba powodują, że tematy muzyczne tak tu do mnie się zlatują. Jak nie Kaczmar, to inny Kazik.&lt;br /&gt;Ale już ogólnoświatowy bankrut moralny, znany jako ONZ, pojawia się jako ewentualne miejsce przyszłej pracy pana Kwaśniewskiego. Z udzielonego tej idei poparcia, tłumaczyć się musi Gosiewski, który powinien się wytłumaczyć także z tego, że zabiera się do ripost (przepraszam za kolokwializm) z pełną gębą. Pan Rokita, proponuje na to stanowisko Lecha Wałęsę, jako ojca polskiej niepodległości, co spotyka się z przychylnym przyjęciem przy stole.&lt;br /&gt;Pan Rokita zaznacza jednakowoż, dla porządku, że w zasadzie żaden Europejczyk szans nie ma, ponieważ teraz pora na Azjatę. W ten sposób, sam niejako wspiera kandydaturę prezydenta Kwaśniewskiego, który pewnie nie tylko mnie kojarzy się tak jakoś z Azją, i to wcale nie na skutek znajomości starego powiedzonka na&lt;br /&gt;Najbardziej podobało mi się stwierdzenie pana Gosiewskiego, że lepiej, żeby tę funkcje pełnił Polak, niż przedstawiciel innej narodowości. To jest to! Ujęła mnie, ale to już szczerze, pani Monika Olejnik, która aby mógł dojść do głosu Minister Edukacji i Sportu, skandowała: Roman Giertych! Roman Giertych!! Roman Giertych!!! dodając: nie, że musi odejść! Musi dojść do głosu.&lt;br /&gt;I tak się stało, dzięki czemu dowiedziałem się, że obok Jana Pawła II , właśnie Lech Wałęsa, jest rozpoznawalny jako drugi wielki Polak w całym świecie, a nawet w Panamie! Dobrze, że pan Boniek siedzi we Włoszech, bo o n bardzo lubi jak ktoś dodaje jego, jako trzeciego Polaka. Trzeci Polak. Prawda, że piękny tytuł? Pan Rokita tylko zakaszlał znacząco.&lt;br /&gt;Długo czekałem, by wreszcie w radio, pojawiła się telewizja z panem Wildsteinem na czele. Ale jego jakby odsunięto, zajmując się zarządem. Uwaga! Teraz będzie zdanie, od którego miał zaczynać się ten felieton: ja, będąc tylko drobnym małomiasteczkowym politykierem - amatorem, tłumacząc mój stosunek do różnych polityków z pierwszej ligi, w debatach z ludźmi równie skromnymi jak ja, używam czasem takiego zwrotu: będzie mi tu prawił o (podmiotowości, wolności, gospodarce, liberalizmie, itp. ? do wyboru) a przecież nie dał bym mu pięciu złotych potrzymać na chwilę.&lt;br /&gt;Ma to znaczyć, że uważam deklaracje tego politycznego szczebioty za niewiele warte. Mi wolno, ponieważ jestem nikim! Ale jak ktoś, kto już siedzi przy stole wielkiej polityki, wywodzi tak... (zresztą zacytuję z pamięci. Tak pan Rokita wypowiada się o panu Sławomirze Siwku, niegdyś pośle PC): Siwek jest człowiekiem o podejrzanej kondycji moralnej. Nie jest to człowiek, przy którym można bezpiecznie pozostawić wartości materialne.&lt;br /&gt;To dużo gorzej niż w mojej wersji. U mnie to jest konkretnie pięć złotych, czyli symboliczny portfel, a w wersji pana Rokity, ten nowy członek zarządu TVP, może z tej zabawnej instytucji wynieść dosłownie wszystko: lampkę, biurko, fotele, kamery, maszynkę do robienia dymu, panią Agatę Młynarską, no wszystko.&lt;br /&gt;Na szczęście pan Gosiewski, który zdążył nasycić swój pierwszy głód, dźga pana Rokitę immunitetem, dopytując czy przed panem Siwkiem, który niewątpliwie poczuje się obrażony tymi wywodami, także będzie się chował za tą obmierzłą wszystkim tarczą. Ja z kolei pytam, czy co tydzień, będę musiał słuchać o immunitecie pana Rokity, oraz o pospolitych przestępcach w koalicji?&lt;br /&gt;Tym razem zrobiło się równie groźnie, jak podczas rodzinnej gry w scrabble, gdy wujek Mietek, grzebiąc w woreczku z literkami, coś tam za bardzo zagląda do środka. Zaraz Telegraf, następnie Wieczerzak i to w małopolskim SKL, wraz z panem Rokitą, zaraz jakieś kwity.&lt;br /&gt;Może to dziwnie zabrzmi, ale sytuację uspokoiła zmiana tematu, na pozornie jeszcze drażliwszy, czyli sprawę lustracji księdza Czajkowskiego. Na panu Rokicie zrobiła tak wielkie wrażenie, że przypomniał sobie o dawniejszym swym marzeniu, tyczącym obejrzenia teczki pana Jarosława Kaczyńskiego.&lt;br /&gt;Przy tej okazji doszło do dyskusji o faktach, mimo że przy stole wszak sami gentlemani. Otóż, co może dziwić, pan Gosiewski widział tej teczki pełne upublicznienie, a pozostali nie bardzo. Pan Giertych oglądał jedynie teczkę swego Taty, oraz pana Rokity. Nawet teczka pana Tuska, gdzieś mu umknęła.&lt;br /&gt;Wszyscy zasadniczo zgodzili się co prawda, że czas wyciągnąć papiery na światło dzienne, ale na to zwykle się wszyscy zgadzają. Takie deklaracje prawie zupełnie nie bolą. Zabolało tylko młodego przywódcę lewicy odnowionej, że duchowni nie podlegają ustawie lustracyjnej, gdyż zasadniczo nie są funkcjonariuszami publicznymi.&lt;br /&gt;Niejako przy okazji pan Pawlak zasugerował dziwny, jak zrozumiałem, antypapieski spisek, wykluty gdzieś w IPN, mający polegać na robieniu lustracyjnej zadymy w kościele, a to po śmierci JPII, a to przed wizytą Benedykta XVI. Jeśli ma być dziwnie, przełknijmy i to! Lepiej by było, takie sprawy gdzieś w sieni załatwiać?&lt;br /&gt;Dajcie ino, bracie, wody,&lt;br /&gt;kubeł wody - gębę myć,&lt;br /&gt;suknie prać - nie będzie znać&lt;br /&gt;Już byłby koniec, ale jeszcze pani Monika zmusiła pana Giertycha, do zajęcia stanowiska, wobec demonstracji sprzeciwu, a także poparcia, wobec jego nominacji, jakie odbywają się w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem Warszawy.&lt;br /&gt;- Panie Olejniczak, nie będzie pieniędzy dla ZSMP, ani na kampanię przeciwko homofobii, z budżetu ministerstwa! Nie będą, za pieniądze podatników różni SLD-owcy tłumaczyć młodzieży, że płeć jest sprawą umowną! - Dogryzł skutecznie pan Giertych.&lt;br /&gt;Już nie wiem, kto, bo jedząc to chińskie ciastko, ugryzłem się w palec, ale ktoś zasugerował żartobliwie, że Giertych interesuje się Olejniczakiem. I zaraz ha, ha, ha i dalejże hi, hi, hi. Jak na koloniach w piątej klasie szkoły powszechnej.&lt;br /&gt;Tak przy okazji. Daje się zauważyć brak, no poza oczywiście panią Moniką, kobiet w programie, co potem owocuje tak dziwacznymi aluzjami. Jeszcze trochę, a nie będzie wiadomo, kto tu lwiątko, a kto tylko chłopiątko!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Polityczna szkółka niedzielna – 5 – „Bunkier” - 25.05.2006&lt;br /&gt;Mimo, że termometr wskazuje 32 stopnie w skali Celsjusza i za oknem gorący wietrzyk delikatnie potrząsa gałązkami mojego orzecha, a światło słoneczne mami impresjonistycznymi blaskami, mam nieodparte wrażenie, po wysłuchaniu audycji Siódmy dzień tygodnia, że zmysły, którymi postrzegam rzeczywistość musiałem niezawodnie kupić na tandecie.&lt;br /&gt;Depresyjny klimat tej audycji sugeruje, że niczym w jakiejś opowieści SF, tak naprawdę żyjemy w świecie po zagładzie, dożywając w bunkrach, gdzie przez przerdzewiałe włazy ścieka radioaktywna deszczówka, a naszym pożywieniem są świecące w ciemnościach szczury, od czego zmieniliśmy się w ludzkie robactwo, i potrafimy tylko się czołgać w błocie własnych odchodów.&lt;br /&gt;Słucham o możliwym szantażu lustracyjnym, zastosowanym wobec prof. Gilowskiej, niczym o czymś oczywistym. Pan Giertych, sugeruje dodatkowo, że już dawno szykowano taki atak, ponieważ zagrożone zostały interesy mafii. Jak w ogóle można przełknąć taką sugestię? To już bym wolał radioaktywne karaluchy łykać w tym parszywym bunkrze!&lt;br /&gt;Ale co to, kogo obchodzi? Sprawą, która nie cierpi zwłoki, jest wyświetlenie, kto i kiedy poinformował pana Gosiewskiego, pana Giertycha czy nawet panią Jakubiak (wszak szefową kancelarii Prezydenta)? Przedstawiciele opozycji snują sugestie, że pani Gilowska jest kozicą ofiarną, złożoną w ofierze ciemnemu bóstwu Jarosława Kaczyńskiego.&lt;br /&gt;- Została pozostawiona przez PiS, samej sobie, w tak dramatycznej sytuacji! - grzmi pan Rokita. Och, gdyby była nadal w PO, gdzie niczym w jakiejś piechocie morskiej, zawsze się wraca po rannych! Wszak sam pan Rokita, już dawno temu, osobiście towarzyszył pani Gilowskiej do IPN, gdzie niczego nie uzyskał, ale udowodnił swą lojalność! Teraz, dowodzi, że? pani profesor, została wyciśnięta jak cytryna i porzucona.&lt;br /&gt;To już bardzo ponury obrazek. Kto może, niech powstrzyma się od wyobrażenia sobie tej potworności. Dla pocieszenia dodam tylko, że nawet z kawałków wyciśniętej cytryny można mieć jakąś korzyść. Otóż, jeśli ktoś ma ogródek, w którym zalęgły się mrówki, można je płoszyć układając przy wyjściach z ich tuneli kawałki skórek od cytryny. Jeśli będziemy czynić tak w miarę konsekwentnie, mrówki przeniosą się do sąsiada, który jak raz, nie uznaje cytryn, pomny słów W. Gomułki, że dużo lepsza od cytryn jest rodzima kiszona kapusta.&lt;br /&gt;Gdyby tak te skórki cytrynowe płoszyły także lewicę, pan Kalisz niezawodnie siedziałby sobie przy piwku w Czechach, a nie stresował mnie swoimi mądrościami w Radiu Zet. Tym razem odkrył sztywne łącze, które łączy przez cały czas Premiera z Prezydentem. Już się mocno wystraszyłem, znając ostatnie zamiłowania pana Kalisza, ale ten uściślił, że łącze to służy do ciągłego porozumiewania się tych dwóch najważniejszych polityków. Cóż to wszystko znaczy? Czy można rozpatrywać poważnie sugestie, że za szantażem może stać pan sędzia Olszewski? Mówię, że już lepiej te karaluchy łykać!&lt;br /&gt;Aby nie zasłaniać się ciągle tym ględzeniem, też muszę dodać coś od siebie. Uważam mianowicie, że jest nieprawdopodobne, by pani Gilowska była jakimś agentem. Wystarczy jej posłuchać! Żadne SB, nie nadążyłoby nigdy, za jej tokiem wymowy i rozumowania. To tak, jakby jakiś oficer służb wiadomych chciał się czegoś konkretnego dowiedzieć od pana Mikkego. Już przy pierwszej rozmowie zgłupiałby od tego całkowicie. Jest za to możliwe, że sobie darmowe źródło uczynił, pilnie nasłuchując o czym tam sobie kobiety rozmawiają, gdy on w kuchni, dla niepoznaki zmywał naczynia po obiedzie.&lt;br /&gt;Opuszczamy ten przykry wątek, by zająć się sprawą pana Farfała. Gdybym żył lat tysiąc, pewnie bym nie poznał tego okrutnego nazisty. A tak, proszę bardzo. Wpisuję w Google słowo farfał i czytam Neonazista został wiceprezesem TVP, Farfał rasistą itp. Staje tutaj ciekawy problem, od którego roku życia należy mieć ugruntowane przekonania oraz w pełni odpowiada się za napisane słowa. Uwaga, bo można wpakować się w paradoks Zenona: kiedy człowiek jest łysy? Dziwi mnie jedynie głośny lament lewicy, która nie tylko w swych szeregach, ale przede wszystkim, pośród swych idoli intelektualnych, ma pełno byłych stalinistów, którzy nagle doznali iluminacji, a nie były to małoletnie chłopięta, tylko przeważnie stare byki, nierzadko z bogatym dorobkiem intelektualnym, sławiącym Ziutka Słoneczko. No, ale ten straszny Farfał!&lt;br /&gt;Bardzo ładnie i wzruszająco pan Giertych opowiedział, jak to Młodzież Wszechpolska wyrwała tego młodego człowieka ze szponów dzikich narodowców, a dalej przypilnowała go na tyle skutecznie, że skończył studia! Pan Kalisz się obśmiał, na takie dictum, jak dobrze odkarmiona norka, ale chyba tylko po to, aby nadziać się na znakomitą ripostę pana Giertycha. Uwaga cytat! - Gdyby w pana młodości, istniała Młodzież Wszechpolska, mógłby się pan Kalisz do niej zapisać, i dzięki temu wyrosnąć na porządnego człowieka!&lt;br /&gt;Ta wypowiedź, rozjaśniła na chwilę mroki w bunkrze, ale chyba tylko po to, by jeszcze lepiej dostrzec pleśń i chorobliwie białe grzyby, wyrastające ze wszystkich szczelin. Oto pan Rokita powtarza swe tezy o procedurze impeachmentu, do jakiej, wedle niego niebezpiecznie zbliżył się Prezydent Kaczyński. Uparcie powtarza, zaznaczając dodatkowo, że mówi jasno i wyraźnie. To prawda! Do każdego musi dotrzeć ta wypowiedź pana Rokity. Mam wrażenie, że oto przy mikrofonie zasiadł ktoś, kto uważa siebie samego, zarówno za początek, jak i koniec ostateczny, wszelkiego bytu. Solipsyzm polityczny?*&lt;br /&gt;Jak tu wierzyć, że za oknem taki piękny dzień? Przez chwilę, całkiem poważnie zląkłem się, i nawet na moment musiałem wyjść na dwór, by pochodzić sobie boso po trawie, której z winy Mundialu, nie miałem czasu skosić. Jednak chyba, nie ja w bunkrze? Skoro nie ja, to może oni? No, może nie wszyscy, ale kilku na pewno! Wracam, prawie już spokojny do domu, a tu mijając włączony telewizor, kątem oka widzę pana Leppera, jak rej wodzi, między jakimiś rolnikami? chyba. Czy ja coś komuś zrobiłem strasznego w ostatnim czasie? Fakt, że jako szesnastolatek?.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Polityczna szkółka niedzielna – 6 – „Spisek” – 9.07.2006&lt;br /&gt;Sześćset milionów lat temu, kiedy politycy, którzy dzisiaj sprawują władzę albo tak doskonale spisują się w opozycji, błąkali się jako dziwaczne rojowiska rojeń po wszechświecie, na poddaszu jednego z budynków, budzącego grozę ministerstwa spraw bardziej niż tajnych, nocami zbierali się urzędnicy, by projektować przyszłe spiski.&lt;br /&gt;Akurat miałem tak osobliwe szczęście, że gdy kiedyś sprzątałem ze stołu resztki po kolacji, udało mi się usłyszeć fragment dyskusji, dotyczący odwołania Premiera Marcinkiewicza.&lt;br /&gt;Spisek nie był jeszcze dopracowany, a ustalenia dość dalekie od prawdy, tym bardziej, że większość dyskutantów, najwyraźniej owładniętych jakąś manią, upierała się by dla większego efektu uczynić braci Kaczyńskich, już nie bliźniakami, ale braćmi syjamskimi.&lt;br /&gt;Fakt, że tworzyłoby to zupełnie nową sytuację, pełną niuansów ciemnych, pokrętnych insynuacji oraz międzynarodowych implikacji. Na szczęście przez tyle milionów lat, stanowisko radykałów zostało stępione i musimy zadowolić się tym, co mamy. A co mamy?&lt;br /&gt;Mamy zmianę premiera. Oto z ławki podnosi się super rezerwowy, by popchnąć męczącą się w środku pola drużynę do śmiałego ataku, niczym pan Frankowski w meczu z Austrią. Ciekawostką jest fakt, że ten zawodnik jest jednocześnie trenerem i prezesem. Ba, w chwilach zagrożenia naszej bramki, bez chwili wahania wyciąga z kieszeni gwizdek, śmiało odgwizdując spalonego. Złośliwi twierdzą, że strzelając gola, potrafi jednocześnie siedzieć na trybunie honorowej, gdzie kiwa z aprobatą głową i klaszcze z całych sił.&lt;br /&gt;Dlatego też niezmiernie zdziwiły mnie niektóre opinie wygłoszone w dzisiejszym Siódmym dniu tygodnia, przez zaproszonych gości. Ale zanim zacznę komentować, muszę złożyć donos na poranny wyczyn pani Moniki Olejnik. Otóż ta znana dziennikarka, widząc przecież, że pan prof. Geremek właśnie zakąsił i popija kawą, w tym momencie, nie może się powstrzymać od zadania panu Profesorowi pytania!&lt;br /&gt;Pan Profesor się krztusi, a ja i setki tysięcy słuchaczy krztusimy się wraz z nim! Włosy mi dęba stanęły z przerażenia, i przez chwilę wyglądałem jak niejaki Afric Simon. Żona tak się przelękła mojego wyglądu, że dostała czkawki a idąc do kuchni nadepnęła kota Grubka na ogon, a kot?. Pani Moniko! Taka jest siła mediów. Na przyszłość proszę uważać!&lt;br /&gt;Na dodatek, przez to zakrztuszenie, myśl pana Profesora ześlizgnęła się w strefę cienia, dzięki czemu dowiedzieliśmy się, że pan Profesor, działania obecnego rządu ogląda przez pryzmat sztuk Szekspira. Zbyt popularny premier, zostaje zrzucony ze szczytów władzy w przepaść poniżenia i samotności, przez demonicznych bliźniaków. Fajnie by było.&lt;br /&gt;Grube kotary, cienie w kamiennych korytarzach, sztylety i cykuta. Bezlitosny wiatr, chłoszczący deszczem postać przywódcy, gdy ten nocą, na szczycie wieży w samotności zmaga się z dylematami władzy, wznosząc ręce ku ciemnemu niebu. Fajnie by było, powtarzam. Wydaje mi się jednak, że raczej Molier, byłby bardziej na miejscu.&lt;br /&gt;Jest jeszcze lepiej, gdy pan Profesor odpowiada na krążące wokół stołu pytanie, czy zna przypadek by bracia jednocześnie rządzili jakimś krajem. Pan Profesor nie przypomina sobie czegoś takiego, ale przytacza przykład Bolesława Krzywoustego, który brata dążącego do władzy oślepił, a następnie zabił. Wszyscy obecni, przytomnymi będąc, przecież nieco zgłupieli przy stole. Cóż tu rzec?&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o barwność języka, wyróżnił się oczywiście, powracający do formy sprzed Mundialu, pan Rokita. Przyglądając się mechanizmom zmiany na stanowisku premiera dostrzegł niepokojące podobieństwo konferencji prasowej, na której wystąpili panowie; Marcinkiewicz i Jarosław Kaczyński do procesu pokazowego.&lt;br /&gt;Rzekomo pan Marcinkiewicz wyglądał i zachowywał się jak skazaniec, gorliwie aprobujący zasadność zarzutów i przyszły wyrok. Jak w komunistycznych Chinach! Dowodził pan Rokita.&lt;br /&gt;Oj! Wkurzył się pan Kamiński z PiS. I tak szczęściem dla pana Rokity, nie ten groźny Kamiński, a ten spokojny. Bywalec.&lt;br /&gt;Spójrzcie Państwo, jak różne obrazy wywołują używane przez naszych polityków porównania, luźne skojarzenia. Pan Geremek powyżej. Pan Rokita to chłód, przesłuchanie z użyciem przemocy, aparatczycy o jednakowych twarzach, ferujący wyroki, na podstawie tajnych zarzutów. Gdyby inni troszkę odważniej się odsłonili!&lt;br /&gt;Z czym na przykład może się kojarzyć ględzenie pana Olejniczka? Olej rozlany na wodzie, plama? Butelka po oleju, w którą jakiś dobrodziej nalał marnego piwska, i teraz mnie częstuje. Kto taki smakosz osobliwy? Niech pije na zdrowie! Ja w nogi!&lt;br /&gt;Swoją drogą, bardzo dziwnie brzmią zarzuty dotyczące zmiany premiera w ustach przedstawiciela PO, które to ugrupowanie nawoływało głośno, by właśnie pan Jarosław Kaczyński został premierem. Pan Rokita klaruje panu Kamińskiemu,że on nie! To ten cały Tusk!( w domyśle) Jednocześnie klaruje, że ten rząd był bierny, co wielokrotnie wytykał mu słynny gabinet cieni PO. Moim zdaniem rząd bierny, bywa lepszy niż rząd aktywny, gdyż ta aktywność przejawia się zwykle sejmową legislacyjną s...ą.&lt;br /&gt;Spisek, polegający na tym, że lider zwycięskiej partii zostaje premierem, jest tak dziwaczny i skomplikowany, że wcale nie dziwi to sześćset milionów lat poświęconych dopracowywaniu szczegółów. Nic dziwnego, że w obliczu takich eonów, podczas których czekał w uśpieniu zmarły Chulthu, pana Rokitę ogarnęła, jak sam raczył powiedzieć melancholia.&lt;br /&gt;- Rządy braci Kaczyńskich, będą rządami kaprysów.&lt;br /&gt;A mi nieszczęsnemu prostakowi, zaraz ? Kaprysy? Goi, przed oczami. Brrr! Należy dodać na marginesie, że podczas internetowego czatu prezydenta Rosji, jeden z rosyjskich internatów zadał pytanie.&lt;br /&gt;- Kiedy obudzi się Cthulhu?&lt;br /&gt;Otóż informuję, szanownego PT ciekawskiego Rosjanina, że wedle wyobrażeń niektórych polityków polskiej opozycji, nie dość, że się obudził, to jeszcze zajął bardzo ważne stanowisko. Kto nie wie o czym piszę, niech sięgnie po książki Lovecrafta.&lt;br /&gt;Osobnym zmartwieniem większości dyskutantów, jest to, jak bardzo niekorzystnie na obraz Polski w oczach "Świata" wpłyną obecne zmiany? Czy Świat jest gotowy na rządy braci bliźniaków?&lt;br /&gt;Pani Monika Olejnik - Mam nadzieję, że świat jest na wakacjach!&lt;br /&gt;O nie! Był na wakacjach, podobnie jak wiele autorytetów moralnych, gdy pan Prezydent Kwaśniewski, na skutek bólu nóżki bujał się na cmentarzu w Charkowie. Teraz właśnie z urlopu wrócił, by cenzurować, pouczać i rozdawać kuksańce!&lt;br /&gt;O ile oczywiście za "Świat" uznamy grupy lewicowych idiotów, z braku innego zajęcia zajmujące się polityką i mediami.&lt;br /&gt;Mam pomysł, że skoro tak straszne międzynarodowe odium może spaść na nasz Kraj, tylko przez to, że premierem zostanie pan Jarosław Kaczyński, należy pójść śladem PZPN, zatrudniając premiera z zagranicy. Można użyć nawet tych samych argumentów!&lt;br /&gt;A jacy kandydaci na ławce rezerwowych!&lt;br /&gt;1. Silvio Berlusconi ( Włochy) agresywny, wesoły, pracowity. Nie dał by z pewnością pomiatać Polską na arenie międzynarodowej. Ten cały Schulz, miałby się z pyszna!&lt;br /&gt;2. Mart Laar ( Estonia)- człowiek, który potrafił przeprowadzić takie wolnorynkowe reformy, jakie naszym mądralom nawet się nie śnią. Pracowity i tani w utrzymaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Julia Roberts(USA)- ale by szczęka opadła Chirackowi! Pracowita, nie zna polskiego, trochę ładniejsza nawet od pana Marcinkiewicza.&lt;br /&gt;Są jeszcze inni kandydaci, ale to już pole do popisu dla PT czytelników. Tak źle się działo za rządów Batorego? A taki Aznar? Też kotu spod ogona wypadł!&lt;br /&gt;Jak Europa! To Europa!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Polityczna szkółka niedzielna – 7 – „Jajowaty stół” - 03.09.2006&lt;br /&gt;To zdanie przypomniało mi się dziś rano, gdy bawiąc się w łóżku z moim małym sprytnym synkiem w podrzucanie misiów do sufitu, jednocześnie swym prawym uchem przysłuchiwałem się dyskusji naszych polityków w audycji "Siódmy dzień tygodnia".&lt;br /&gt;Słowa o "prawym uchu" nie są deklaracją polityczną ani lotną aluzja do spraw wiadomych, a wynikają z ustawienia radia, na szafce po prawej stronie łóżka.&lt;br /&gt;Oczywiście była to dyskusja bardzo emocjonalna i jak to zwykle bywa w tym programie raczej przerażająca niż pouczająca. Jasne jest, że zaczęło się od sprawy śp. Jacka Kuronia, a że w studio był obecny pan Giertych, każdy przeciętnie obeznany w polityce człowiek zupełnie łatwo mógłby sobie całość zrekonstruować, tym bardziej, gdy dodam, że listę obecności podpisali między innymi, także panowie Smolar, Rokita i Szmajdziński.&lt;br /&gt;Muszę tu zacytować pana Szmajdzińskiego, który tak osobliwie wypowiedział się o roli Okrągłego Stołu, że nawet mnie trochę zatkało.&lt;br /&gt;- Gdyby nie Okrągły Stół, nie mógłby pan wypowiadać publicznie takich poglądów!&lt;br /&gt;Po pierwsze, zawsze można było publicznie wypowiadać swe poglądy, tyle, że można było otrzymać recenzje za pomocą pałki milicyjnej albo uzyskać możliwość przemyślenia swych poglądów w "ciupie".&lt;br /&gt;Po drugie, z tej wypowiedzi można wysnuć, że przecież to pan Szmajdziński wraz z towarzyszami by tej wolności słowa skutecznie zapobiegał. To trochę samobójcze w ustach polityka, który broni demokracji przed "czarną zarazą"&lt;br /&gt;Po trzecie, wydaje mi się, że w czasach comies, publiczne atakowanie Jacka Kuronia, raczej nie podlegało sankcjom karnym.&lt;br /&gt;Po czwarte myśl, że bez Okrągłego Stołu, Polska byłaby taką Kubą Europy 2006 jest raczej żałosna niż zabawna.&lt;br /&gt;Co do tego przysłowiowego już mebla pojawia się nawet wątpliwość, czy nie był on jednak nieco jajowaty. Jakby to źle brzmiało! A kto zna opowiastkę o "jajku Kolumba" wie, do czego tu autor "pije".&lt;br /&gt;Obrady jajowatego stołu! Jakże marna by z tego powstała legenda, a tak wszystko zaraz kojarzy się z Camelotem i tylko dociekliwi mogą dopytywać się, kto był tym całym Królem Arturem? A kto Lancelotem? A kto był giermkiem Lancelota i zamiast podniecać się symboliką nagich mieczy, gdzieś w piwnicach ważył trzosy. No kto?&lt;br /&gt;Mój stosunek do tych słynnych obrad przypomina stosunek Charlesa Forta do różdżkarstwa, dzięki czemu mogę znowu zacytować geniusza pseudonauki.&lt;br /&gt;- Mamy teraz tak wielu uczonych, którzy wierzą w różdżkarstwo iż podejrzewam, że to jednak może być tylko bajka?&lt;br /&gt;I jeszcze jeden cytat, który zamieszczam tylko po to by dodać sobie powagi a który odnosi się do kosmitów, którzy zdaniem Forta niewątpliwie odwiedzają Ziemię.&lt;br /&gt;"Oni mogą zacząć wyznawać nasze religie. Oni straciwszy wszelkie poczucie przyzwoitości, mogą zostać profesorami wyższych uczelni. Skoro raz się zacznie upadek, to staczamy się szybko w dół. Oni mogą skończyć nawet jako członkowie Kongresu!"&lt;br /&gt;No, teraz zauważam, że i ten cytat nie jest tak bardzo oderwany od tematu! To jest w ogóle problem zasadniczy! Rodzi się zupełnie nowy sposób postrzegania historii! Niechże wreszcie historycy przestaną wymądrzać się o Nabuchodonozorze albo o innej bitwie pod Grunwaldem!&lt;br /&gt;My mamy nie wiedzieć, co się zdarzyło 17 lat temu, a podważanie uznanych za słuszne ocen, pan Smolar nazywa "podważaniem naszych nowych tradycji" Naprawdę tak powiedział, a że nie dodał świeckich to już takie chyba przeoczenie.&lt;br /&gt;W fragmencie dyskusji dotyczącym lustracji pojawił się problem tzw. danych wrażliwych. Jedyną jasną i sensowną radą błysnął pan Rokita. Sprowadza się ona do tego by ujawnić wszystko "jak leci" a potem się martwić. Taka postawa musi budzić szacunek, tym bardziej, że pan Rokita nie jest gołosłowny i opublikował swoją teczkę w całości wraz z tymi różnymi "pierdołami" i faktycznie to nikt z żadnych tam zawartych "sensacji", przeciw panu Rokicie niczego nie wysnuł.&lt;br /&gt;Muszę tu dodać argument wspierający pana Rokitę. Ujawnienie tak zwanych danych wrażliwych, w najgorszym przypadku może być potraktowane przez opinię publiczną na równi z denuncjacjami jakiegoś Faktu, czy innego Super Ekspresu. Należy zwrócić uwagę, że od kilkunastu lat cała sfora dziennikarzy ugania się za "wrażliwymi danymi" dotyczącymi polityków i nie tylko, a jakoś żadne z tego tragedie nie wynikają. Można sobie przeczytać o kochankach pana Pawlaka i jakoś nie wzburza to tłumów! A śmiech to zdrowie.&lt;br /&gt;Argument, że w tych całych teczkach jest dużo kłamstw, zmyśleń i przeinaczeń, pochodzących od złośliwych TW a godzących w znane autorytety jest mało poważny i wynika z kompletnego braku zaufania polityków do tak zwanej opinii publicznej. Jest to chyba spowodowane ich własnym doświadczeniem, które można przedstawić w taki sposób.&lt;br /&gt;Jeśli ktoś jest na tyle głupi, że głosuje na mnie i moją partię, Tak głupi że ufa naszym obietnicom. Jeśli ktoś jest takim głupkiem, że bełkot jaki produkujemy na potrzeby kampanii wyborczych bierze za program gospodarczy, to niezawodnie uwierzy w każde kłamstwo sfabrykowane przez kapusiów z SB!&lt;br /&gt;No nie wiem, ale ja postuluję o więcej zaufania do nas, maluczkich!&lt;br /&gt;I jeszcze błagam panią Monikę Olejnik, by "nie wyjeżdżała od razu z pyskiem" na każdego, kto w sprawach historii, obyczajów, czy nawet wymienionych z nazwiska autorytetów ma inne zdanie, niż ona, nawet, jeśli tym kimś jest pan Roman Giertych. To jest strasznie niezdrowo tak się rano podniecać i jeszcze mnie denerwować przy okazji, a muszę zaznaczyć, że nie jestem niczemu winny, ale sprowokowany ośmielę się zapytać.&lt;br /&gt;Czy to jest jakaś sekta polityczna, która wykluła się gdzieś w miejscu ciepłym a wilgotnym a która widząc, że traci wyznawców tak dziwacznie reaguje na najmniejszy brak szacunku, wobec któregoś ze swych idoli?&lt;br /&gt;Jeśli tak, jest to wyjątkowo zaściankowa i kołtuńska sekta, której uroszczenia sięgają tego, co należy myśleć, mówić i pisać, by być uznawanym za porządnego człowieka, a obok górnolotnych frazesów o wolności słowa, ma w swym repertuarze zwyczajną chamską napaść na każdego, kto się ośmieli myśleć, mówić i pisać, nie wedle raz wymyślonego szablonu. Hej!&lt;br /&gt;Ostrzegam, że naprawdę nie da się wymusić szacunku nawet dla pana Michnika, no chyba że przez serie procesów prasowych. Hej! W mojej czarnej duszy rodzą się niepokojące pytania.&lt;br /&gt;Czy jest to spór polityczny, czy może podważanie prawa własności?&lt;br /&gt;Czy problem ucieczki elektoratu od jedynie słusznej opcji, nie jest zwykłą ucieczką niewolników od zdziwaczałego Pana?&lt;br /&gt;Kto ruszy w pogoń za uciekającym elektoratem, by schwytanych żelazem rozpalonym znaczyć, skoro nawet gończe psy już w innych psiarniach się byczą?&lt;br /&gt;Czas na cytat z Ch.Forta, który nawiązuje do motta i jest pointą tego tekstu.&lt;br /&gt;"Ktoś, kto ma do nas zupełnie legalne prawa, uzyskane siłą, lub w wyniku zakupienia za coś w rodzaju paciorków od naszych poprzednich bardziej prymitywnych właścicieli"&lt;br /&gt;Jeszcze przy okazji, jak to mówią na wsi - ni z gruszki ni z pietruszki - pani Monika kazała się zachwycać sopockim występem sir Eltona, który odkąd w pełni ujawnił się jako gej, zyskał status, o jakim nie mógł marzyć podczas poprzedniego pobytu w Polsce. Wówczas w recenzjach roiło się od określeń typu - kabotyński show, spasiona żaba na białym fortepianie, pan Ropuch "Jutro poczytam sobie recenzje" Co tu ma do rzeczy ten zasłużony muzyk?&lt;br /&gt;Ale dopiero pytanie Ch. Forta, może PT Czytelników wprawić w osłupienie. Ambroży Bierce zniknął w Teksasie. Niejaki Ambroży Small zniknął w Kanadzie.&lt;br /&gt;Czy ktoś kolekcjonuje Ambrożych?&lt;br /&gt;Też chciałbym to wiedzieć!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-2040719734537035249?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/2040719734537035249/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/polityczna-szkoka-niedzielna-2006.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2040719734537035249'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2040719734537035249'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/polityczna-szkoka-niedzielna-2006.html' title='Polityczna szkółka niedzielna 2006'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-801941201332286102</id><published>2009-07-24T22:58:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:59:33.841-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='postpolityka'/><title type='text'>Marketing polityczny watch</title><content type='html'>Też mi nowość, że nowomodny polityk nie potrafi sam z siebie wydusić publicznie jakiejś sensownej opinii. Przyjmujemy tutaj fantazyjne założenie, że każdy poseł, senator czy członek rządu jest politykiem a nie zwykłym „mięsem”, którego rola sprowadza się do umiejętnego odczytania karteczki, by w ten sposób sprytnie dowiedzieć się – jak głosować i co ewentualnie robić?&lt;br /&gt;Proszę, a zwracam się przecież do ludzi żywo zainteresowanych polityką – proszę wymienić po nazwisku wszystkich posłów PO czy PiS jakich państwo znają i kojarzą, że o senatorach nie wspomnę.&lt;br /&gt;No i co? Jakie wnioski?&lt;br /&gt;To jest problem tylnych rzędów. Ci ludzie, posłowie przecież, mają siedzieć cicho. Tam, w tylnych rzędach nie są potrzebni indywidualiści ani żadni mądrale. Jeszcze tego brakowało żeby taki poseł z siódmego rzędu wywodził swoje mądrości przed kamerami! Dostanie fuchę w komisji – jego szczęście i dodatek. Jego szczęście jak go skinieniem głowy powita wódz przechodzący poziomym korytarzem w towarzystwie swej świty.&lt;br /&gt;Nie wszyscy muszą błyszczeć – prawda!&lt;br /&gt;Posłowie są od pracy, nie od pokazywania gęby w TV – prawda!&lt;br /&gt;Tyle tylko, że taki poseł z siódmego rzędu gdzieś w Polsce jest kimś i tam są lokalne media oraz utrapienie polityków – wyborcy. I jak taki ananas wylezie z szarości swej sejmowej egzystencji, jako lokalna gwiazda musi wiedzieć co ma myśleć i mówić. I tą wiedzę zapewniają mu specjaliści od PR, story coś tam –oraz inne żywe acz nieznane, instrumenty polityczne.&lt;br /&gt;Zobaczcie jak to się zmienia – nie negując oczywistego faktu, że zawsze było wielu czynnych politycznych idiotów – jednak większość pozycjonowała się na politycznej mapie wedle swoich poglądów. Jak ktoś był liberałem to w środku nocy obudzony przez dziennikarza mówił o obniżeniu podatków, o likwidacji bzdurnych przepisów hamujących rozwój gospodarczy, o indywidualnej wolności.&lt;br /&gt;Jeśli nie czytywał Smitha, znał chociaż książki Twaina.&lt;br /&gt;Każdy wiedział, że na co dzień nie wypada podważać autorytetu swojej partii czy liderów – znał granice do jakich mógł dojść w swoich rozważaniach. To wystarczało.&lt;br /&gt;A teraz? Teraz to diabli wiedzą jak jest? Partiami rządzą spece od reklamy, jacyś nieutalentowani story spinersi, którzy co najgorsze odnieśli sukces kreując PO – partię bez właściwości – na lidera sondaży i nie tylko. No i skoro jest sukces to trzeba ten sukces podtrzymać takimi metodami jakimi został on osiągnięty.&lt;br /&gt;I to będzie narastać, śruba będzie dokręcana i nie ma żadnej nadziei na swobody wewnątrzpartyjne w dużych organizmach politycznych.&lt;br /&gt;Już nie feudalizm ale rządy kapłanów zza kulis, rządy w stylu zaczerpniętym z filmu Kawalerowicza „Faraon” – labirynt prowadzący do skarbca, sprytnie przewidziane zaćmienie Słońca – te rzeczy.&lt;br /&gt;Głosują wedle kartek i skinień liderów, choć coś tam na początku kadencji przysięgali. Rzeczywistość i wydarzenia polityczne komentują według instrukcji z centrali.&lt;br /&gt;Chodzą, jedzą, produkują ustawy i biorą naszą kasę.&lt;br /&gt;Są fasadą. Murem z pustaków za którym ukryci są specjaliści od sztuczek. To ma być demokracja? Wolność? Na co mi taka demokracja, którą ustawiają gazety czy stacje TV.&lt;br /&gt;Czy ktoś z państwa głosował kiedyś na TVN, Wyborczą  albo na jakiegoś speca od politycznego bajeru?&lt;br /&gt;Sporo jest w naszym necie, co mnie niezmiernie cieszy - stron z dopiskiem „Watch” Internauci śledzą poczynania Bufetowej, Tuska, Kaczynskich, Pisu itd. Moim zdaniem, po kolejnym samo obnażeniu się naszej sceny politycznej – czas na stronę:&lt;br /&gt;Marketing Polityczny Watch!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Trzeba uważać, bo się - mili państwo - możemy naprawdę obudzić, nawet nie z ręką, a z głową w nocniku! Z głowami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-801941201332286102?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/801941201332286102/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/marketing-polityczny-watch.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/801941201332286102'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/801941201332286102'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/marketing-polityczny-watch.html' title='Marketing polityczny watch'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-7556798295826137833</id><published>2009-07-24T22:57:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:58:22.069-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dusza'/><title type='text'>Dusza</title><content type='html'>Kilka dni temu coś mnie zaczęło uwierać wewnątrz mnie samego – znaczy w ciele, jak to mówię – w moim cielaku.&lt;br /&gt;Znam pobieżnie moje wewnętrzne organy jak to: wątroba, żołądek, śledziona, serce oraz flaki. Ale wszystkie te kawałki mnie są raczej miękkie i żaden z nich nie ma kantów – a kant właśnie udało mi się namacać.&lt;br /&gt;Najpierw pomyślałem, że coś połknąłem przypadkiem, ale to trochę za duże.&lt;br /&gt;Już miałem iść do lekarza i nawet podstemplowałem książeczkę zdrowia, że niby: - Panie doktorze, wewnątrz mnie jest całkiem spory klocek i przeszkadza.&lt;br /&gt;Na szczęście to coś nagle jak nie ziewnie!&lt;br /&gt;Poziewując – jeszcze najwyraźniej rozespane – przecież odzywa mi się z brzucha.&lt;br /&gt;- Ale przede wszystkim żadnych lekarzy! Zaraz by nas uśpili, pocięli na kawałki a klocka tak czy tak by nie znaleźli.&lt;br /&gt;Wtedy pomyślałem, że to obcy się we mnie zalągł – jak to zwykle bywa w filmach fantastycznych albo w horrorach.&lt;br /&gt;- Czyś ty Jarecki całkiem zgłupiał? Jaki ja obcy znowu – przecież jestem z tobą od samego początku.&lt;br /&gt;Nie wiedziałem, co pomyśleć!&lt;br /&gt;- Normalnie to się mnie nie odczuwa z powodu mojej bezcielesności – dopóki siedzę na swoim miejscu. Ale ty, oczywiście tak mocno się musiałeś śmiać, tak ryczeć, tak się pokładać, że wypadłam z koszyczka i teraz będę cię uwierała. Bo normalnie taki śmiech zawsze prowadzi do zejścia i nie ma problemu uwierania. Przyzwyczaisz się.&lt;br /&gt;Olśniło mnie.&lt;br /&gt;- Tak, dobrze się domyślasz – jestem twoją duszą. Co prawda dawno udowodniono, że dusza to nie znaczek przyklejany do ciała.Tyle tylko, że to takie gadanie – teoria. Sam teraz czujesz jak jest. Uwieram czy nie?&lt;br /&gt;- I tak mi będziesz gadać cały czas, będziesz mnie pouczać i się mądrować? Już było mi lepiej z tego śmiechu całkiem się zakrztusić i zejść!&lt;br /&gt;- Nie, chciałem ci tylko wyjaśnić, żebyś nie latał bez potrzeby za lekarzami. Tak w ogóle to będę siedziała cicho. Powinieneś się cieszyć, że masz duszę! Wielu ludzi nie wie, albo wiedziało kiedyś i potem zapomniało. A ty? Proszę bardzo! Nie dość, że masz duszę to jeszcze cię ta dusza uwiera.&lt;br /&gt;- Ale co to będzie za życie? Będę musiał się jakoś specjalnie starać – beznadzieja! Inwigilowany i pouczany przez własną duszę!&lt;br /&gt;- O uwieraniu nie zapominaj! Poza uwieraniem to wszyscy tak przecież mają. Nie słyszałeś o głosie sumienia, wewnętrznym przekonaniu albo, chociaż o duszy na ramieniu?&lt;br /&gt;- To co innego. Ludzie wierzą i jak coś się wydarzy to jakoś sobie przetłumaczą, że dobrze zrobili, a mnie z tym uwieraniem – ciężko będzie. I jeszcze ta świadomość, że wszystko obserwujesz i w każdej chwili możesz się odezwać.&lt;br /&gt;- Już nie powiem ani słowa. Przysięgam na me ciało, że się więcej nie odezwę!&lt;br /&gt;* * *&lt;br /&gt;I więcej się nie odezwała! Przez jakiś czas chodziłem jakbym zbudowany był ze szkła i po szklanych taflach stąpał.&lt;br /&gt;Na szczęście – bo ja szczęściarz jestem – kilka dni temu podczas jedzenia obiadu – gdy jedząc - jednocześnie czytałem gazetę, oglądałem TVP Info i pouczałem małego synka w kwestii prawidłowego zachowania sie przy stole, zakrztusiłem się tak strasznie, że każdy inny człowiek na moim miejscu, bez żadnych wątpliwości by zszedł.&lt;br /&gt;W ostatniej chwili żona walnęła mnie w plecy tak potężnie, że wszystko mi się w środku poprzestawiało.&lt;br /&gt;Gdy już wróciłem do siebie i zacząłem normalnie oddychać – zorientowałem się, że przestała mnie uwierać ta cała dusza. Pomacałem – nie ma!&lt;br /&gt;I wiecie co pierwsze przyszło mi do głowy?&lt;br /&gt;- Hulaj dusza – piekła nie ma!&lt;br /&gt;Prymitywizm, co?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-7556798295826137833?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/7556798295826137833/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/dusza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/7556798295826137833'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/7556798295826137833'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/dusza.html' title='Dusza'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-6006357922893901491</id><published>2009-07-24T22:55:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:57:19.053-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wierszyk'/><title type='text'>Sejm udaje się na wakacje</title><content type='html'>Wszystkie buzie roześmiane - tyłki siedzą na walizkach&lt;br /&gt;Roamingi będą tańsze – jeśli mówić, to o zyskach!&lt;br /&gt;Po miesiącach ciężkiej pracy – trudów, ale i uniesień&lt;br /&gt;Rozbiegną się szukać uciech – wrócą, gdy nadejdzie jesień&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Z twarzy grymas rozdrażnienia zmyje mórz tropiku fala&lt;br /&gt;Drink pod palmą bez gazety – łeb się myślą nie pokala&lt;br /&gt;Wieczorami przy ognisku egzotyczne będą tańce&lt;br /&gt;Pan Marszałek z najbliższymi – niespodzianka – na Jamajce!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Niech się rząd nad cudem biedzi – co obiecał spełnić musi&lt;br /&gt;Za to Stefan Niesiołowski w Amazonii węża dusi&lt;br /&gt;Dusi Stefan dusiciela – sam Pałkiewicz zachwycony&lt;br /&gt;Klaszcze nawet Jacek Kurski – ememesa śle do żony&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Zobacz jaki Stefan silny! W dżungli czuje się jak w domu&lt;br /&gt;Kijem z drzewa strącił małpę – nie mów o tym byle komu!&lt;br /&gt;To wyprawa ekstremalna – popisują się chłopaki&lt;br /&gt;Trzech z platformy, czterech z pisu i Oleksy, tak dla draki&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Cały świat przed nimi stanął – kusi zewsząd pokus sto&lt;br /&gt;Kto z tubylców się domyśla, że to jest Bolandy dno?&lt;br /&gt;Wygadani, roześmiani – englisz verszyn dla ubogich&lt;br /&gt;Kelnerowi się wygarnie – nie chcieć pasta – chcieć pierogi!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Tylko chłopcy od Pawlaka liczą zyski z klęski suszy&lt;br /&gt;I nie dla nich są wakacje – i nie dla nich są pokusy&lt;br /&gt;Lewica też dziwnie skromnie – Rzym przeważnie – co nie dziwi&lt;br /&gt;Jakie by tu były stajnie! – Ta Sykstyńska – cud prawdziwy&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Taki miesiąc wam się przyda – panowie posłowie drodzy&lt;br /&gt;Odpoczynek wieńczy dzieło – nie będziemy dla was srodzy&lt;br /&gt;Od myślenia bolą głowy - od głosowań ręce&lt;br /&gt;Od wrzasków gardełka chore&lt;br /&gt;Od podłości serce&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-6006357922893901491?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/6006357922893901491/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/sejm-udaje-sie-na-wakacje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/6006357922893901491'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/6006357922893901491'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/sejm-udaje-sie-na-wakacje.html' title='Sejm udaje się na wakacje'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-2843438172587380317</id><published>2009-07-24T22:43:00.001-07:00</published><updated>2009-07-24T22:43:47.423-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PO'/><title type='text'>Trzej czubkieterowie</title><content type='html'>PO jest bardzo poważną partią polityczną, choć jej przedszkolni zwolennicy pewnie nie pamiętają, że nigdy nie miała przekształcić się w coś równie obrzydliwego jak partia ( tfu! ) polityczna. Ale jest bardzo poważna i bardzo polityczna i kojarzy mi się z opowiadaniem E.A. Poe o tym gościu żywcem zamurowanym w piwnicy.&lt;br /&gt;I los tej formacji byłby marny a może nawet przesądzony gdyby nie dzielni… - ale o tym za chwilę.&lt;br /&gt;Bo co można wycisnąć z takiego Chlebowskiego czy Kopaczowej? Nic ciekawego!&lt;br /&gt;Nic godnego uwagi a może w ogóle nic. Chodzą słuchy, że większość tamtejszych działaczy &amp; posłów jest wystrugana z drewna i cudem ożywiona nadzieją na lepsze jutro dla siebie, swojej rodziny oraz wszystkich innych Polaków.&lt;br /&gt;Gdyby mierzenie nosów wszyscy, tak jak ja, kojarzyli jedynie z Pinokiem, chętnie bym podpuścił dziennikarzy by im zaczęli mierzyć przed i po publicznym wystąpieniu. Oczywiście z zachowaniem należytej powagi.&lt;br /&gt;Na przykład - o samym premierze coraz powszechniejsze jest zdanie, że jest zrobiony z plastiku. Kto go zrobił i po co? – Nie wiadomo!&lt;br /&gt;Pamiętacie jak w "Absolwencie" kumpel ojca, głównego bohatera w jednym słowie zamyka wszystko to, co w przyszłości jest najbardziej obiecujące pod każdym względem?&lt;br /&gt;- Jedno słowo synu – plastik!&lt;br /&gt;No i mamy teatr kukiełkowy zabawiający lekko zdziecinniałą widownię, ale braki wychodzą – lalki parcieją a 40 watowa żarówa dynda na kabelkach. Słońce to to nie jest.&lt;br /&gt;Marnie by było! Krypta, kurz i pajęczyna nad sondażami.&lt;br /&gt;Ale na szczęście w tym przykrym momencie zza zasłony wyskakują trzej czubkieterowie!&lt;br /&gt;Taram!&lt;br /&gt;Jak sama nazwa wskazuje jest ich czterech&lt;br /&gt;Błyszczą szpady – gęby zadziorne do zwady gotowe zawsze – powiewają kolorowe peleryny!&lt;br /&gt;Peowskie oto są junaki – ich dewiza to oczywiście:&lt;br /&gt;„Jeden za wszystkich – wszyscy za jednego!”&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Odważny Niesiołowski&lt;br /&gt;Kolorowy Palikot –&lt;br /&gt;Lekko posunięty Kutz&lt;br /&gt;…i ten najmłodszy – kot na rozgrzanym blaszanym dachu polityki – Karpiniuk.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Niech się tam Gowin z myślami bije – niech się konserwatyści w czarne ubierają szaty – niech nawet sam Tusk odjazdową indiańską czapeczkę na oczy naciąga – Nic to!&lt;br /&gt;Już szpady skrzyżowane – lewice owinięte płaszczami w celu odpierania ciosów wrażych pisiaków.&lt;br /&gt;Choćby stu ich było – czubkieterowie dadzą radę!&lt;br /&gt;Palikot sztychem w Kaczyńskiego – nie będzie cham się tu rozpierał!&lt;br /&gt;Kutz go zastawia własnym brzuchem a Niesiołowski skoczył przez okno wprost na pole walki niczym szatan i rozdaje pchnięcia na lewo i prawo.&lt;br /&gt;Karpiniuk biega, co prawda niczym kot z pęcherzem ale wiatr jaki robi – miło chłodzi walczących – czyli korzyść.&lt;br /&gt;Odwaga, szlachetne porywy, dworność, prawdomówność i sto innych cech jeszcze.&lt;br /&gt;Rostand ich pewniejszą ręką opisał:&lt;br /&gt;„Gaskońskie oto są junaki&lt;br /&gt;Carbona de Castel-Jaloux&lt;br /&gt;Bezczelni łgarze, zabijaki,&lt;br /&gt;Gaskońskie oto są junaki!...&lt;br /&gt;Tak dumni każdy, jak król jaki&lt;br /&gt;Bo w każdym łotr, lecz szlachty dwa;&lt;br /&gt;Gaskońskie oto są junaki&lt;br /&gt;Carbona de Castel-Jaloux!...&lt;br /&gt;Wzrok orli, czapli chód, lwie kłaki,&lt;br /&gt;Wąs rysi, głód wilczego kłu!&lt;br /&gt;W puch walą podły gmin wszelaki&lt;br /&gt;Wzrok orli, czapli chód, lwie kłaki!...&lt;br /&gt;Ich kapelusze - to przetaki&lt;br /&gt;Lecz za to czub - od dyabłów stu!”&lt;br /&gt;(E. Rostand „Cyrano de Bergerac” tłum. W. Zagórski)&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Tysiąc dukatów za taki opis, co? &lt;br /&gt;Ale się nie da. Po prostu nie da rady - nie ta liga panowie czubkieterowie!&lt;br /&gt;Gdy pod remizą gbury napieprzają się sztachetami z przewróconego płotu trudno tam wypatrywać Cyrana.&lt;br /&gt;TVN owszem sfilmuje – ale Cyrana tam nima – tryumfuje raczej zapijarzony prymitywizm – zamiast kapelusza z białym piórem – kaszkiet.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-2843438172587380317?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/2843438172587380317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/trzej-czubkieterowie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2843438172587380317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2843438172587380317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/trzej-czubkieterowie.html' title='Trzej czubkieterowie'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-4455722748860530826</id><published>2009-07-24T22:42:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:43:00.499-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sumliński'/><title type='text'>4 władza. Solidarność bracie!</title><content type='html'>- Co ty na to stary?&lt;br /&gt;- Na co?&lt;br /&gt;- No tego wiesz - co go wsadzili&lt;br /&gt;- A ty?&lt;br /&gt;- Co ja?&lt;br /&gt;- Skoro pytasz to mi powiedz pierwszy - co ty na to?&lt;br /&gt;- No wiesz. Różnie mówią&lt;br /&gt;- Albo milczą&lt;br /&gt;- Prawda&lt;br /&gt;- Czytałeś blogi&lt;br /&gt;- No czytałem - kurwa - im łatwo&lt;br /&gt;- Im tak -nam nie! My są profesjonalisty. &lt;br /&gt;- Czekamy?&lt;br /&gt;- Lepiej zawsze poczekać bo się można w co wpieprzyć - Może ktoś coś powie pierwszy?&lt;br /&gt;- Wiesz co – zadzwonię do Anzelma.&lt;br /&gt;- Potem mi oddzwoń – co on na to, ok.?&lt;br /&gt;- Ok.&lt;br /&gt;- Cześć Anzelm – słyszałeś, że Sumlińskiego zamknęli&lt;br /&gt;- Za co kurwa zamknęli Sumińskiego – przecież on ma z 90 lat!&lt;br /&gt;- Sumlińskiego – no tego co z Lichockim – WSI, te sprawy. Co ty- telewizji nie oglądasz?&lt;br /&gt;- Nie mam czasu bo trzeci dzień pijemy na działce u Anastazji. Urlop. Pomyślałem, że tego od Zwierzyńca…&lt;br /&gt;- No - ale co ty na to. Trzeba by jakoś zaprotestować, albo co?&lt;br /&gt;- Sam to wymyśliłeś? – Czy my znamy faceta w ogóle?&lt;br /&gt;- No nie bardzo, czyli ja to niby znam, ale wiesz – dziennikarska solidarność i kiedyś…&lt;br /&gt;- Ja bym radził poczekać. Może to jakaś ściema?&lt;br /&gt;- O cholera! Gość próbował się zabić – właśnie czytam na blogu.&lt;br /&gt;- Wiesz co – pogadamy później – jak się już podjąłeś to podzwoń po chłopakach&lt;br /&gt;- Ja się podjąłem – czego niby?&lt;br /&gt;- No protest jakiś chcesz robić!&lt;br /&gt;- Ja? Ochujałeś chyba – dodzwaniam tylko kto co myśli, bo wypadałoby coś zrobić&lt;br /&gt;- No sam widzisz, że chcesz w to wejść&lt;br /&gt;- Widzę, że się nie dogadamy… cześć – zadzwonię do Abelarda.&lt;br /&gt;- ……………………….&lt;br /&gt;- abonent jest chwilowo poza zasięgiem&lt;br /&gt;- zostaw wiadomość&lt;br /&gt;- Nie, tu mamusia … Arielka nie ma w domu bo wyszedł&lt;br /&gt;- nie ma takiego numeru&lt;br /&gt;- ………. ………… ………&lt;br /&gt;- No cześć. Jeszcze raz dzwonię w tej sprawie. Słyszałeś co zrobił&lt;br /&gt;- Ty mi lepiej powiedz, co Anzelm na to?&lt;br /&gt;- Anzelm mnie chciał wrobić w jakiś protest&lt;br /&gt;- Mówiłem żebyś uważał – a Ariel?&lt;br /&gt;- Matce kazał ściemnić że wyszedł&lt;br /&gt;- A inni?&lt;br /&gt;- Innych nie ma! No kurwa – nikogo nie ma!&lt;br /&gt;- To sobie zapisz w kajeciku na przyszłość – „ Pełno nas a jakoby nikogo nie było”&lt;br /&gt;- Dobra. Temat przerobiony. Jak się spisuje ta dupa z którą cię widziałem przedwczoraj przed jubilerem?&lt;br /&gt;- Niezła – aż szkoda, że ma aspiracje na dziennikarza. Nie nadaje się nic a nic – za naiwna – ale cycki – Boże wielki! Jakbym - kurwa - 30 lat zrzucił.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-4455722748860530826?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/4455722748860530826/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/4-wadza-solidarnosc-bracie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/4455722748860530826'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/4455722748860530826'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/4-wadza-solidarnosc-bracie.html' title='4 władza. Solidarność bracie!'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-3587876533236246405</id><published>2009-07-24T22:41:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:42:05.270-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sumliński'/><title type='text'>Ciemność w południe</title><content type='html'>Sytuacja jest bardzo rozwojowa. Już czytam, że wiceszef ABW – niejaki Mąka – będzie skarżył „Rzeczpospolitą” za opublikowanie listu redaktora Sumlińskiego. I tak mamy osobliwe szczęście, że najpierw biorą się za gazetę – Najjaśniejszą zostawiając sobie na później.&lt;br /&gt;Za oknem Afryka i Słońce czyni szalone spustoszenia. Co namy z tego słoneczka, skoro właśnie wchodzimy w strefę mroku? Niestety będzie trzeba jeszcze raz popatrzeć na całą tą historię z boku.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Ostatnie lata pokazały rolę jaką media odgrywają na scenie politycznej. Już nie jest to rola mniej lub bardziej stronniczych komentatorów życia politycznego. To jest kreacja rzeczywistości.&lt;br /&gt;Politycy i partie polityczne bez mediów przestają istnieć. Dobrze pokazuje to wynikająca z bezradności przecież - szamotanina Pis-u po ogłoszeniu bojkotu TVN.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Ale oto okazuje się, że wpływ na media mają tak zwane „służby” Każdy może sobie rechotać, że żadna to nowość, że każde dziecko to wiedziało. Może i tak – ale teraz mam akurat okazję i chęć by sobie to napisać.&lt;br /&gt;Wychodzi na to, że „służby” ( może wreszcie ktoś wymyśli inną nazwę bo ta zupełnie nie pasuje ) działając dla dobra i w imieniu Państwa wpływają na media by te wpływały na polityków, którzy sprawują kontrolę nad służbami.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Czyli mamy coś - jakby kółko.&lt;br /&gt;Wyobraźmy sobie kogoś kto toczy przed sobą to kółko niczym fajerkę z pieca.&lt;br /&gt;Rzecz w tym – kto to jest i gdzie tę fajerkę toczy?&lt;br /&gt;To naprawdę nie jest zabawne bo to nas toczą – nas poganiają kijkiem i coraz częściej brakuje im cierpliwości by nam cokolwiek tłumaczyć.&lt;br /&gt;Wyczuli w nas bezwolne bydło?&lt;br /&gt;Rzecz w tym czy mają rację. Nie wiem jak wy, ale ja jestem optymistą i uważam, że mylą się grubo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-3587876533236246405?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/3587876533236246405/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/ciemnosc-w-poudnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/3587876533236246405'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/3587876533236246405'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/ciemnosc-w-poudnie.html' title='Ciemność w południe'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-2358359014100118597</id><published>2009-07-24T22:40:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:41:15.841-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sumliński'/><title type='text'>Sumliński. Wielkie spanie</title><content type='html'>Tyle jest gadania o tym całym WSI – o dramacie dziennikarza oskarżonego o płatną protekcję. O parszywym prowokatorze Lichockim.&lt;br /&gt; O grach służb specjalnych w strefach bardzo tajnych, gdzie pieczęcie kryją miliardowe szwindle. Gdzie przymiotnik „strategiczne” tłumaczy wszystko.&lt;br /&gt;Aż się słowa gotują na twardo. Zainteresowała mnie sama kwota.&lt;br /&gt;200 000 zyli.&lt;br /&gt;Tyle, wedle Tobiasza żądał Sumliński &amp; Lichocki za pozytywną weryfikację.&lt;br /&gt;Jako prostak się pytam, ile tam się zarabiało w tym WSI, że w grę wchodzi taka kwota?&lt;br /&gt;Jeśli 5000 netto – jest to 40 miesięcznych wypłat.&lt;br /&gt;Ile lat trzeba odkładać z pensji - na taką łapówkę?&lt;br /&gt;I po jaką cholerę, skoro na tak wybitnych specjalistów czeka z utęsknieniem biznes z przyległościami?&lt;br /&gt;Szczególnie w przyległościach płaca dużo lepiej.&lt;br /&gt;No….O co chodzi?&lt;br /&gt;Pewnie o patriotyzm oficerów WSI, którzy tak bardzo pragną służyć, że są gotowi nawet złamać prawo ( cóż za nowość ) by bronić Polski. O to jest ta granda? – O gnębienie patriotów?&lt;br /&gt;SB lepiej sobie poradziła. Zaskoczyli nas - dosłownie w gaciach, przed telewizorami.&lt;br /&gt;Są wśród nas!&lt;br /&gt;No chyba, że tam były konfitury tak słodkie – w tym całym nieistniejącym już podobno WSI – że 200 000 zyli to kwota na przysłowiowe „waciki”&lt;br /&gt;Na takie waciki, którymi zatkamy sobie oczy.&lt;br /&gt;I uszy.&lt;br /&gt;My ciągle zapominamy. Gnają nas media z dnia na dzień. Komentujemy, krzyczymy.&lt;br /&gt;A kto gna media, kto batem pogania prezesów i autorytety?&lt;br /&gt;Kto?&lt;br /&gt;Mafia! Nasza Polska mafia, w której udziały mają wszyscy, którzy cokolwiek znaczą.&lt;br /&gt;My, jak pisał Kaczmarski "żywy nawóz" wszystko zapominamy z dnia na dzień.&lt;br /&gt;Wielkie nas chwyciło spanie. Budzik trzeba nastawić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-2358359014100118597?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/2358359014100118597/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/sumlinski-wielkie-spanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2358359014100118597'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2358359014100118597'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/sumlinski-wielkie-spanie.html' title='Sumliński. Wielkie spanie'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-8114681000567039424</id><published>2009-07-24T22:39:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:40:29.980-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='postpolityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><title type='text'>Czym przykryć Kaczora?</title><content type='html'>Czym przykryć Kaczora?&lt;br /&gt;- Teraz lepiej pomyślmy – czym przykryć Kaczora? I zaznaczam, że samo gadanie nie pomoże. Musimy mieć obraz, obraz rozentuzjazmowanego tłumu i Donka z marsową miną.&lt;br /&gt;- Rozentuzjazmowanego tłumu? Może zorganizujemy jakąś nieplanowaną konwencję PO.&lt;br /&gt;- Mało!&lt;br /&gt;- Donek wjeżdża na czołgu do wyzwalanego miasta. Wyzwalani&lt;br /&gt;pozdrawiają Donka, a kobiety rzucają kwiaty.&lt;br /&gt;- To jest niezłe, ale do jakiego na przykład, miasta? Przecież, jakby na ironię nie mamy zajętego przez wroga żadnego miasta – hmm – ale to piękny obraz! Szacuję na 15% wzrostu.&lt;br /&gt;- Z drugiej strony – można by wjechać do jakiegoś miasta w innym kraju i je zająć, pod pretekstem uciskania naszej narodowej mniejszości.&lt;br /&gt;- Białoruś ciut za duża, ale można by zająć Wilno! Przy okazji by się pognębiło Kaczora, że z Bałtami trzyma, a nasz Donek odzyskuje dla Polski jedną z historycznych stolic Rzeczpospolitej. Przecież nasze samoloty już tam latają. Zaskoczymy ich i siup. Donek na czołgu jak najbardziej. Polski Tamerlan!&lt;br /&gt;- Pofantazjować można, ale co na to nasi przyjaciel w UE? Nie da rady!&lt;br /&gt;- To Litwa jest w Unii? Pierwsze słyszę!&lt;br /&gt;- Jest, jest – nie da rady ich napaść. Gówno z tego będzie, a nie nasz wódz na czołgu!&lt;br /&gt;- Trzeba znaleźć coś innego. Ale ten czołg…cholera, no szkoda!&lt;br /&gt;- Można by zająć jakieś miasto, którym rządzi Pis i gdzie mieliśmy najmniejsze poparcie. Pogonimy dziadów z ratusza! Rzuci się parę bomb i obraz będzie.&lt;br /&gt;- Nie, ludzie powiedzą, że dla pijaru zbombardowaliśmy własne miasto. To nie przejdzie.&lt;br /&gt;- Siedzimy, gadamy – a ciągle nie wiemy czym przykryć Kaczora?&lt;br /&gt;- Niech ktoś zadzwoni do MSZ i dopyta, gdzie się jakaś wojna szykuje?&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Medialna ściema i biblioteka Nic&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. "Biblioteka kłamstw"&lt;br /&gt;W tej bibliotece nie ma książek. W ogóle nie ma tam nic – żadnego zadrukowanego papieru..&lt;br /&gt;Teksty pojawiają się i znikają, wyświetlane na wielkim telebimie.&lt;br /&gt;Najpierw kołaczesz, a gdy ci otworzą i wreszcie wejdziesz do biblioteki – po prostu dostajesz pałką w łeb.&lt;br /&gt;Otumaniony – szukasz słów – chcesz wodzić palcami po grzbietach książek, ale nie ma tam żadnych książek. Zamiast książek jest ryk głośników i śmiech wulgarnych kurew.&lt;br /&gt;Zaglądasz do przewodnika współczesnego humanisty i dowiadujesz się niespodzianie, że jest to normalna - pierdolona biblioteka.&lt;br /&gt;Zdumiony przecierasz oczy i sądząc, że śnisz. Sam siebie –&lt;br /&gt;boleśnie pociągasz za ucho. Nic się nie zmienia. Nadal nie ma w tej bibliotece książek.&lt;br /&gt;Są tylko półki i grzbiety.&lt;br /&gt;Zaczynasz nękać bibliotekarza pytaniami.&lt;br /&gt;„Żyjemy w półmroku” – odpowiada bibliotekarz i znika. Zostaje w powietrzu zapach wędzonej kiełbasy. Ślinisz się i myślisz o uczcie.&lt;br /&gt;Zastępca bibliotekarza tylko się uśmiecha. Coś ciemnego pojawia się w jego młodzieniaszkowatej twarzy.&lt;br /&gt;- Kocham enzymy – mówi, a po chwili znika i zostaje tylko zawieszony w przestrzeni uśmiech.&lt;br /&gt;Sam - między półkami trafiam w sedno, odnajdując na pokrytej kurzem półce, ideologicznego pilota.&lt;br /&gt;Są tam tylko trzy guziki:&lt;br /&gt;1. Przewiń do przodu&lt;br /&gt;2. Przewiń do tyłu&lt;br /&gt;3. Wypierdalaj z biblioteki&lt;br /&gt;Jeśli wciśniesz trzeci guzik – dostaniesz czekoladowy batonik i garść chipsów.&lt;br /&gt;Jeśli wciśniesz pierwszy albo drugi – system przewinie właśnie Ciebie.&lt;br /&gt;2."Mapa medialnych kłamstw"&lt;br /&gt;W końcu udało się sporządzić mapę medialnych kłamstw i przeinaczeń. Mapę tak dokładną, że każde wydarzenie i każda opinia, miała pokrycie w kłamstwie albo jakimś dziwacznym przeinaczeniu.&lt;br /&gt;Ludzie podziwiali mapę, która zdawała się im zrodzonymi z kamienia górami, które usadowiły się na nieboskłonie, wprost nad ich głowami.&lt;br /&gt;Modlili się do kamienia w powietrzu.&lt;br /&gt;Zginiemy przygnieceni kamienną Niagarą kłamstw i przeinaczeń – myśleli ludzie – i chwilę później wyszli grabić rzeczywistość drewnianymi grabiami.&lt;br /&gt;Wszędzie pachniało sianem - nagle zapachniało nam Wigilią.&lt;br /&gt;3."Dlaczego warto kupić poniedziałkowy „Dziennik”?"&lt;br /&gt;- bo kosztuje tylko 1, 80 zyla&lt;br /&gt;- bo zawiera wiele fajnych faktów z olimpiady&lt;br /&gt;- bo mamy akurat czas prawie wojenny i warto czytać co podejdzie&lt;br /&gt;- bo….bo…..bo….&lt;br /&gt;Fajny link dla miłośników Borgesa:&lt;br /&gt;http://www.chomikuj.pl/Chomik.aspx?id=borges&amp;sid=1&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-8114681000567039424?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/8114681000567039424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/czym-przykryc-kaczora.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/8114681000567039424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/8114681000567039424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/czym-przykryc-kaczora.html' title='Czym przykryć Kaczora?'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-2911871506093545352</id><published>2009-07-24T22:38:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:39:28.868-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lemingi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczmarski'/><title type='text'>Leming też człowiek</title><content type='html'>Jeszcze niedawno ludzie, zwani potocznie Lemingami zadowalali się mądrościami czerpanymi ze Szkła kontaktowego albo przychylali się do opinii pani Moniki. Ci zaś, których specjalnie nie męczy czytanie brali za swoje, przemyślenia redaktorów Gazety Wyborczej.&lt;br /&gt;Potem siadali i rozmawiali, śmiejąc się wytwornie i pielęgnując istotne dla swojego samopoczucia – poczucie wyższości.&lt;br /&gt;Przykrość, jaka spotkała ich obecnie polega na tym, że ten ich świat wypełniony obiegowymi mądrościami został przynajmniej w części zakwestionowany, gdy w polu widzenia pojawiły się nagle sprawy ostateczne, związane z wojną w Gruzji.&lt;br /&gt;Przecież nawet te nasze lemingi aż tak głupie nie są, tym bardziej, że pojawił się problem zapewnienia bezpieczeństwa ich własnym – lemingowym tyłkom.&lt;br /&gt;Wiadomo, że w takim przypadku ludzie w przeciwieństwie do prawdziwych lemingów zaczynają myśleć.&lt;br /&gt;Już sama wojna, sama sowiecka agresja ze swoją bezwzględnością, obudowana na dodatek nieznośną, kłamliwą – pełną pogardy dla innych narodów retoryką – przerywa lemingom radosny sen.&lt;br /&gt;Leming chciałby zaprotestować i wesprzeć Gruzinów. Wzrusza się, gdy stutysięczny tłum w Tbilisi skanduje: Polska! Polska! – ale przeszkadza mu obraz tego paskudnego Kaczyńskiego, którym przecież pogardza.&lt;br /&gt;Leming myśli: – Jak fajnie by było, gdyby na miejscu kaczora stał jego piękny Donald i stutysięczny tłum skandował by Premierowi: Polska! Polska!&lt;br /&gt;Ale Donek nie stoi i lemingowi jest coraz ciężej wyobrazić sobie Donka w tej roli.&lt;br /&gt;Donek marudzi, Donek boi się rosyjskiego niedźwiedzia i co najgorsze chwali się swoją rolą w uruchomieniu Sarkozego.&lt;br /&gt;Leming ociera pot z czoła i próbuje się z tego cieszyć, że dyplomacja, że Sikorski załatwił, że nasz rząd to i tamto, ale to niezbyt szczera radość.&lt;br /&gt;Rząd dogaduje się w sprawie tarczy. Leming dopiero co zżymał się na tą całą tarczę, ponieważ to brzydki i podły Kaczor bardzo się stawiał w tej sprawie. I znowu problem.&lt;br /&gt;Niby się cieszy z sukcesu, ale przecież w jego serduszku nadal tkwi zadra po wywiadzie Waszczykowskiego dla Newsweeka.&lt;br /&gt;Aż się chce westchnąć – i leming wzdycha.&lt;br /&gt;Ale najgorsza ze wszystkiego jest rola tej naszej Unii Europejskiej.&lt;br /&gt;Co prawda lemingowi media podsuwają myśl, że gdyby Europa miała już ta wyczekiwaną i wspólną politykę zagraniczną to by skutecznie tupnęła na Rosję.&lt;br /&gt;Niemniej trzeba być już ponadprzeciętnie głupim lemingiem, by brać to za dobra monetę.&lt;br /&gt;Narkozy? Berkel? Srown?&lt;br /&gt;Nawet przywódca lemingów – popularny piłkarz Tusiu - nie wypada źle w takim towarzystwie.&lt;br /&gt;Polityka zagraniczna UE w najlepszym przypadku przypominałaby – tu sobie autor pozwoli na sparafrazowanie znanego skeczu Monty Pytona:&lt;br /&gt;- Polityka zagraniczna UE przypomina minetę w kajaku!&lt;br /&gt;- Dlaczego?&lt;br /&gt;- Bardzo zalatuje wodą!&lt;br /&gt;I to są problemy Leminga, lemingowy dyskomfort i lemingowi zmartwienie, ponieważ nagle problemy zaczęły się piętrzyć a naturalni przywódcy oraz idole Leminga okazali się ni mniej ni więcej tylko bandą wyczesanych cieniasów.&lt;br /&gt;Cały pijar, ta cała beznadziejna miłość eunuchów okazuje się nagle czymś bardzo marnym.&lt;br /&gt;Niewiele trzeba rozumu by zauważyć, że sukcesy polityczne oparto na starodawnej piosence dla dzieci, piosence, która powinna zostać oficjalnym hymnem Lemingów&lt;br /&gt;„Bo co może, co może mały człowiek&lt;br /&gt;Tak jak ja, albo Ty&lt;br /&gt;Może Pani, a może Pan podpowie&lt;br /&gt;My zgodzimy się z tym”&lt;br /&gt;Lemingi do Tusia a Tusiu do Merkelki – czyli ogólne „hurra” i całkowity brak odpowiedzialności.&lt;br /&gt;Żeby było miło!&lt;br /&gt;Patrzcie – taka ładna piosenka, a tu nagle „z innej mańki” Leming musi przeżuwać taki na przykład tekst Kaczmara.&lt;br /&gt;O, jakże on pasuje! A jest to tekst o dyplomacji właśnie.&lt;br /&gt;„Ambasadorowie”&lt;br /&gt;Jeszcze pod ręką globus - z taką mapą świata,&lt;br /&gt;Na jaką stać strategię, plany i marzenia.&lt;br /&gt;Jeszcze insygnia władzy, sobolowa szata,&lt;br /&gt;Gęsty, trefiony włos i ręki gest bez drżenia.&lt;br /&gt;Jeszcze w zasięgu dłoni zegar - jeszcze wcześnie,&lt;br /&gt;Pewności siebie ruch wskazówki nie odbiera.&lt;br /&gt;Wzrok - lustro duszy - widzi wszystko nawet we śnie,&lt;br /&gt;Któremu spokój niesie Cyfra i Litera.&lt;br /&gt;Tyle zrobili już, jak na swe młode lata,&lt;br /&gt;Ulega dziejów wosk ich nieomylnym śladom -&lt;br /&gt;To George de Selve - obiecujący dyplomata&lt;br /&gt;I Jean de Dinteville - francuski ambasador.&lt;br /&gt;Dyskretny przepych - tylko echem dostojeństwa,&lt;br /&gt;Turecki dywan, włoska lutnia - znak obycia.&lt;br /&gt;W milczących ustach bezwzględnego smak zwycięstwa,&lt;br /&gt;W postawach - wielkość - osiągnięta już za życia.&lt;br /&gt;Ciężka kotara obu wspiera tym - co kryje.&lt;br /&gt;Patrzą przed siebie śmiało, pewni swoich racji,&lt;br /&gt;Wszak dyplomacja włada wszystkim dziś - co żyje,&lt;br /&gt;A oni - kwiat szesnastowiecznej dyplomacji!&lt;br /&gt;Nie wiedzą, co to ból, co dżuma, albo katar.&lt;br /&gt;Zachciankom wielkich - świat uczyni zawsze zadość!&lt;br /&gt;To George de Selve - obiecujący dyplomata&lt;br /&gt;I Jean de Dinteville - francuski ambasador.&lt;br /&gt;Lecz w nastrojonej lutni nagle struna pęka&lt;br /&gt;I żółkną brzegi kart w otwartej wiedzy księdze...&lt;br /&gt;Za krucyfiksem błądzi mimowolnie ręka&lt;br /&gt;Strzałka zegara iść zaczyna coraz prędzej!&lt;br /&gt;Straszliwy kształt przed nimi zjawia się w pół kroku&lt;br /&gt;I niszczy spokój - czy artysta się wygłupia?&lt;br /&gt;Nie, to nie żart! Na kształt ten trzeba spojrzeć z boku!&lt;br /&gt;Żeby zobaczyć jasno, że to czaszka trupia!&lt;br /&gt;Byli - i nie ma ich, ach - cóż za wielka strata!&lt;br /&gt;Jak nazywali się? Któż dzisiaj tego świadom?&lt;br /&gt;Ach! George de Selve! Obiecujący dyplomata...&lt;br /&gt;Ach! Jean de Dinteville, francuski ambasador...&lt;br /&gt;Jacek Kaczmarski&lt;br /&gt;31.3.1987&lt;br /&gt;...żeby zobaczyć jasno, że to czaszka trupia!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-2911871506093545352?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/2911871506093545352/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/leming-tez-czowiek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2911871506093545352'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2911871506093545352'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/leming-tez-czowiek.html' title='Leming też człowiek'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-8929249437656607957</id><published>2009-07-24T22:37:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:38:17.659-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sovieckie książki'/><title type='text'>Moje sovieckie książki</title><content type='html'>W dzisiejszej Rzeczpospolitej, dwóch Piotrów – jakby jednego było mało – narzeka na to, że Rosja manipuluje historią. To jest jakaś osobliwa nowość, ponieważ Rosja znana była dotychczas z wyjątkowej pieczołowitości w dążeniu do prawdy historycznej a rosyjskie media z obiektywizmu. A tutaj taka przykra niespodzianka!&lt;br /&gt;http://www.rp.pl/artykul/11,181545_Znow_klamia_o_Katyniu.html&lt;br /&gt;Wklejając ten link, zwracam jednocześnie uwagę naszemu kochanemu Igorowi, że tu – taki i owaki bloger – reklamuje jego gazetę.&lt;br /&gt;Słusznie się dziennikarze i zaproszeni komentatorzy oburzają w Rzepie na kłamstwa sowietów. Bez żartów.&lt;br /&gt;Jak ważna jest walka o przeszłość można zobaczyć tylko zapoznając się z obecnymi wyczynami naszych wielkich sąsiadów. &lt;br /&gt;Aby nie wyjść na dziennikarza Interii, czy innego Onetu, który tytułem zwabia naiwnych czytelników w sieć swej bezmyślnej paplaniny – patrz tekst ostatni Xiazieluki – po tej darmowej reklamie Rzepy, przechodzę do sedna.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Książki, które bezpowrotnie utraciłem – „Wielka Sowiecka Encyklopedia”&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Kupiłem ją za dzisiejsze – powiedzmy 20 zyli – w punkcie skupu makulatury. Przy okazji, polecam każdemu wizyty w takich miejscach. WSE już nie mam, ale z 500 książek zdobytych w ten sposób piętrzy się w mojej chacie. Encyklopedia, którą przywiozłem w dwóch workach , takich od pyrek, stała się ofiarą zalania piwnicy – Całe 48 zdobytych przeze mnie tomów. Gdy nieco obeschły spaliłem całość w piecu, czyli , jakby nie patrzeć, ogrzał nas geniusz sowieckich encyklopedystów!&lt;br /&gt;A gdzie ją niby miałem trzymać? Przy łóżku? O Allegro nikt wówczas nie słyszał ( 1996r )&lt;br /&gt;Piszę o niej, ponieważ kiedyś czytałem, że w związku z tym, że w sowietach historia toczyła się szybko, a wydawanie ESE trwało kilka lat – subskrybenci otrzymywali pocztą odpowiednie erraty, które wklejali w wyznaczone miejsca, zakrywając tekst tracący akurat walory obiektywizmu. Znikały osoby i wydarzenia. Zdrajcy okazywali się bohaterami i odwrotnie. Niektóre fakty przestawały zachodzić a inne pojawiały się zupełnie niespodziewanie przed zdumioną sowiecką publicznością. I ponoć wszyscy zaklejali.&lt;br /&gt;To jest prawda! U nas - jak zwykle - nie do końca.&lt;br /&gt;W wydaniu, którego byłem szczęśliwym, acz krótkotrwałym posiadaczem, sprytny bibliotekarz nie trudził się zbytnio i podoklejał na ostatniej stronie każdego tomu, duże brązowe koperty opatrzone napisem: „zmiany” i tam wtykał nadchodzącą korespondencję.&lt;br /&gt;Zresztą tak naprawdę ta WSE nie była nawet w całości rozcięta. Ktoś stracił zapał po czwartym tomie, czyli szału nie było!&lt;br /&gt;Całość pochodziła ze zbiorów Wojskowej Biblioteki w Grudziądzu.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Książki, które bezpowrotnie utraciłem – „ Wojenne przemówienia Stalina”&lt;br /&gt;Odziedziczona po dziadku a utracona w niejasnych okolicznościach. Jakiś łajdak- sowietolog amator - pożyczył ją ode mnie jeszcze w czasach szkolnych i nie raczył oddać. Pożyczył ją ode mnie, ponieważ szeroko ją reklamowałem, gdy wreszcie pojąłem, co stanowi jej osobliwą wartość, dla której dziadek przez tyle lat trzymał ją w domu, ukrytą za porządnymi książkami.&lt;br /&gt;Format - prawie A4. Kreda. Na okładce zdjęcie Stalina. Na rozkładówce – cóż za niespodzianka – zdjęcie Stalina z fajką. Potem jeszcze efektowniejsze zdjęcie Stalina – tym razem przełożone taką cieniutką, przezroczystą bibułką. Po prostu dzieło sztuki.&lt;br /&gt;Ale zaraz dalej, tam gdzie zaczynały się te najświetniejsze przemówienia wodza i mordercy – w ładnie przyozdobionej ramce, dociekliwy czytelnik mógł przeczytać podziękowania Generalissimusa dla Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej za pomoc wojenną.&lt;br /&gt;I to nie jakieś tam zdawkowe w dzisiejszym stylu, tylko takie z prysiudami.&lt;br /&gt;I występował tam Wielki Naród Amerykański i dozgonna wdzięczność a nawet skromne oświadczenie, że bez tej pomocy to ...„ch..j bombki by strzelił”&lt;br /&gt;Przypomniała mi się ta książka, wydana w 1945, ponieważ ciągle się natykam w necie na ludzi, którzy wierzą Kacapom.&lt;br /&gt;W związku z tym dziełem mam jeszcze takie pytanie. Rosjanie ledwo zdobyli Berlin a już zatroszczyli się o wydanie tego dzieła po polsku.&lt;br /&gt;Teraz dopiero o tym pomyślałem, podczas pisania tekstu. W sumie to większa ciekawostka niż te podziękowania dla USA.&lt;br /&gt;Jakie te Kacapy są przewidujące!&lt;br /&gt;To jest dopiero polityka historyczna – Online.&lt;br /&gt;Tyle, że dali d..y z tym USA, ale za to -jak świetnie mieli rozpoznany czytelniczy rynek w Polsce!&lt;br /&gt;Teraz też mają!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-8929249437656607957?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/8929249437656607957/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/moje-sovieckie-ksiazki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/8929249437656607957'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/8929249437656607957'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/moje-sovieckie-ksiazki.html' title='Moje sovieckie książki'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-6257666101504890455</id><published>2009-07-24T22:36:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:37:20.317-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Solidarność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Thor Hoyerdal'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kon Tiki'/><title type='text'>Solidarność</title><content type='html'>28 kwietnia 1947 roku Thor Heyerdahl wraz z pięcioma towarzyszami wyruszył na tratwie zbudowanej z pni drzewa balsa z Peru na Polinezję. Tratwa Kon – Tiki zbudowana na wzór starodawnych tratw Inków, służących przez stulecia do żeglugi przybrzeżnej przebyła prowadzona przez dzielną załogę oraz prąd Humbolta około 8000 kilometrów i szczęśliwie dotarła do celu.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Nie było to łatwe przedsięwzięcie a opinie fachowców druzgocące. Tratwa miała się rozpaść, namięknąć, zatonąć, zostać staranowana przez wieloryba, wywrócona przez fale itp.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Thor Heyerdahl, Erik Hesselberg, Knut Haugland, Torstein Raaby, Bengt Danielsson i Herman Watzinger – przepłynęli kawał oceanu – a ich wielomiesięczne zmagania z żywiołami mogą być dla każdego przykładem hartu ducha i optymizmu. Wszystkich przytomnych zachęcam do lektury książki Thora – „Wyprawa Kon – Tiki, albo chociaż do „pogrzebania” w Internecie.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Teraz wyobraźmy sobie innych, podobnie "naszych" bohaterów po kilkunastu latach od wyprawy, podczas jakiejś kolejnej konferencji prasowej:&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Thor – Moim największym błędem było zabranie na tratwę tych leni. Teraz muszę dzielić się z byle miernotą swoim sukcesem, a przecież to ja przepłynąłem ocean. Ta banda tchórzy była mi tylko kulą u nogi. Przez wiele miesięcy nie wypuszczałem z dłoni sterowego drąga, podczas gdy oni trzęśli się skuleni w kącie naszej chatki. Sam narąbałem balsy, na własnych plecach taszczyłem je z dżungli oraz…&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Erik – Przecież to ja byłem nawigatorem! Thor się w ogóle nie zna ani na mapach ani na niczym. Przecież on ugryzł sekstans bo myślał, że to coś do jedzenia! Thor to debil!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Herman – Co ty opowiadasz! Przecież Thora wcale z nami nie było! Tyle tylko go widziałem jak wypływaliśmy. Potem go zabrała motorówka peruwiańskiej marynarki wojennej i dopiero na Raroii – jak nie wyskoczy z wody! Jak nas nie zacznie razem z tubylcami witać, obcałowywać!.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Thor – Te inżynier! Przecież ty nas wprowadziłeś na tą rafę. Musiałem sam ściągać poprzez popychanie. Ty tchórzu! Ty głupku!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Bengt – Ale też pieprzycie. Same kłamstwa. Ludzie gotowi pomyśleć, że w ogóle żadnej wyprawy nie było.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Thor – Ty głupi Szwedzie!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Eric – Ty głupi Szwedzie! To była nasza, norweska wyprawa i tylko taki idiota jak Thor mógł przygarnąć na tratwę szwedzkiego agenta.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Knut – Dobrze, że pilnowałem radiostacji! Znaczy się, trochę się zepsuła!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Thor – Mili Państwo! Dziwię się, że jeszcze słuchacie tych prowokatorów. Tak naprawdę ta banda tchórzy i gryzipiórków, nigdy nie odbiła od brzegów Peru! Nie chciałem mówić prawdy, bo szkoda mnie ich było. Popili się, pospali - a ja nie mogąc ścierpieć ich nieróbstwa i tchórzostwa, zebrałem się w kupę i sam popłynąłem. Przepłynąłem ocean w balii!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Knut – Przecież mówiłeś dopiero coś innego – to skandal!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Thor – Mówiłem z litości, bo naród gdyby wiedział to wszystko, źle by was ocenił, a mnie jeszcze lepiej, choć tak czy tak jestem największym Norwegiem w całej historii!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Wszyscy chórem – Zdrada! Świat nie docenia naszego wyczynu! Naszego gigantycznego sukcesu – w telewizji bezczelni Finowie opowiadają, że to oni pierwsi przez ocean na tratwie! Co za bezczelność!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Thor ( na stronie ) – Finowie na tratwie a ja w balii. Kto lepszy? Mili Państwo – tamci byli mi tylko kulą u tej mojej nogi. Na szczęście wziąłem balię, wiosło i kanapki z wędliną…&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Na szczęście, uczestnicy tamtej wyprawy sprzed 61 lat trochę z innego stworzeni byli materiału, albo tak się jakoś utwardzili we wzajemnej solidarności na tej tratwie. Przepraszam za użycie ich imion.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Thorsten – A ja sobie wypraszam, bo widzę, że żadna z moich wypowiedzi nie została użyta. Też pilnowałem transmisji radiowych i wcale się nie darłem gdy podobna do węża ryba Gympytus, wskoczyła mi do śpiwora.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Thor ( z oddali ) – Takie ryby nie istnieją!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-6257666101504890455?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/6257666101504890455/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/solidarnosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/6257666101504890455'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/6257666101504890455'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/solidarnosc.html' title='Solidarność'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-1137824796028515087</id><published>2009-07-24T22:35:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:36:20.644-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wałęsa'/><title type='text'>Figur na figur jak mawial święty Igur</title><content type='html'>Jest to stare powiedzonko karciane i niekoniecznie trzeba doszukiwać się w nim jakiejś aluzji do właściciela Salonu24. Przypomniało mi się gdy przeczytałem tekst pana Krzysztofa Leskiego http://krzysztofleski.salon24.pl/92095,index.html.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor z przyrodzoną sobie szlachetnością daje wyraz oburzeniu na pominiętych, odrzuconych i czasem oczernianych - dawnych opozycjonistów, którzy poczuwszy wiatr historii w żaglach odgryzają się dotychczasowym beneficjentom solidarnościowej legendy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Krzysztof w okolicach pointy zauważa:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Choćby rola Andrzeja Gwiazdy czy Anny Walentynowicz w WZZ i Sierpniu '80 była ewidentnie umniejszana z powodu późniejszej postawy politycznej tej pary. Nikt jednak nie mówił wtedy, przynajmniej publicznie, że de facto byli oni szkodnikami, że nie zasługują na miano uczciwych ludzi”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, nie chcę mi się szperać – zresztą po co szperać, bo zanim na tekst pana Krzysztofa wylano 200 kubłów pomyj, pan prezydent Wałęsa, sam z siebie – przez nikogo nie przymuszany powiedział o działaczach WZZ tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„: - Bulc? Dezerter - gdy trzeba było walczyć, wyjechał. Zborowski? A co on zbudował? Walentynowicz - to starsza pani, służyła bezpiece na podrzuconych materiałach”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W takich sprawach Lech Wałęsa jest szybki jak strzała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Bulc czyni przy okazji wyrzuty Lechowi Wałęsie ; - Jest to człowiek, który mówi "ja walczyłem, jak robiłem, ja walczyłem z bezpieką" i nikt poza nim nie istniał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś mógłby się zastanawiać nad tym, czy nie jest to jakaś nad interpretacja słów ex prezydenta. Czy i kiedy pan Lech tak się wywyższał?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie trzeba niczego szukać, bo szybki Lechu zaraz musi przecież dodać:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To niepoważni ludzie, włącznie z Kaczyńskim. To ludzie, którzy nie walczyli z komuną, a z Lechem Wałęsą. Jak tylko zacząłem zwyciężać, ustawili się i walczą ze mną. Proszę ich zapytać, kto z nich bywał na obchodach rocznicowych pod pomnikiem (Ofiar Grudnia)? Ja zawsze bywałem.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;W związku z tym, że sytuacja wydaje się bardzo dynamiczna możemy oczekiwać dalszych i coraz skuteczniejszych przebitek. Nawet jeśli Szanowny pan Krzysztof jest już doskonale przygotowany do „puszczenia pawia” osobiście radzę się wstrzymać, nim wszyscy powiedzą wszystko co mają do powiedzenia.&lt;br /&gt;No, żeby nie rzygać co kwadrans, jak niektórzy mają w zwyczaju.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-1137824796028515087?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/1137824796028515087/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/figur-na-figur-jak-mawial-swiety-igur.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/1137824796028515087'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/1137824796028515087'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/figur-na-figur-jak-mawial-swiety-igur.html' title='Figur na figur jak mawial święty Igur'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-5705279470875759321</id><published>2009-07-24T22:34:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:35:06.693-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Diogenes'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='onanizm'/><title type='text'>Diogenes, Tuskoides i onanizm</title><content type='html'>Diogenes napił się wody i wstając z kolan, rzekł do zgromadzonych wokół swego prywatnego wodopoju uczniów i miejskich prześmiewców:&lt;br /&gt;Diogenes – Odkąd wyrzuciłem „w pizdu” mój drewniany kubek i… - by pić – wystarczają mi moje złożone dłonie, osiągnąłem pewien…&lt;br /&gt;Uczniowie – Diogenesie! Odkąd wyrzekłeś się kubka – chłepcesz!&lt;br /&gt;Prześmiewcy – Tylko udawał picie! Opił się w beczce!&lt;br /&gt;Chór starców – Diogenesie, ach Diogenesie!&lt;br /&gt;                         Uczyliśmy Cię, co robić w lesie!&lt;br /&gt;                         Gdy zabraknie rurociągów i kranów&lt;br /&gt;                         Z czego czerpać wodę życia, gdy braknie baranów?”&lt;br /&gt;Diogenes –  Pieprzycie wszyscy! Picie to jest histeria bardzo związana z akcyzą. Mnie zmartwili moi uczniowie kochani!&lt;br /&gt;Uczniowie – My? Czy wszyscy cię martwimy, sławny Diogenesie?&lt;br /&gt;Prześmiewcy – Jeśli chodzi o Schetynopulosa – właśnie go niesiemy. Wyrwaliśmy go z grządki razem z rzodkiewką, gdzie ukrywał się z komuchullusami.&lt;br /&gt;Diogenes – Pieprzę w popularny "bambus" Schetynnopulusa – to pewnie ten frajer grający na kitarze i nadzorca niewolników wrzucających do kosza.&lt;br /&gt;Wszyscy - ???&lt;br /&gt;Diogenes – Martwi mnie mój ukochany Tuskoides! Odkąd w jego przytomności – gdy zapytał mnie o gospodarkę, o to, jak spowodować trwały i syty wzrost – odpowiedziałem mu anegdotą o pocieraniu żołądka.&lt;br /&gt;Uczniowie – Anegdotą o pocieraniu żołądka?&lt;br /&gt;Prześmiewcy – Ups! Nie chcemy znowu słuchać tej obrzydliwej anegdoty o pocieraniu tego i owego!&lt;br /&gt;Chór starców – Nam też to nie pasi! Precz z anegdotą o pocieraniu!&lt;br /&gt;Diogenes – Przyszedł do mnie dwa miesiące temu mój ulubiony uczeń Tuskoides, który zostawszy naszym władcą ugruntował swoją pozycję i zamiast zaproponować swojemu mistrzowi jakieś lukratywne "ten teges” zaczął się rozwodzić nad gospodarką. Mówił, że były tyran Kaczkopulos zostawił ją  w zbyt dobrym stanie, by on mógł ją ulepszyć, ale plebs żąda!&lt;br /&gt;Uczniowie – I co mu odpowiedziałeś Panie?&lt;br /&gt;Prześmiewcy (unisono) – Tuskoides! Tuskoides! Tuskoides! Tuskoides! Tuskoides! Tuskoides!&lt;br /&gt;Diogenes – Cisza lemingoici! Gdy Tuskoides mnie zapytał  - ja wyszedłem z beczki i podniósłszy szatę ponad pępek zacząłem się publicznie onanizować.&lt;br /&gt;Zwolennicy Tuskoidosa wpadli w panikę a lud drwił i wrzeszczał nie okazując w tym żadnego rozumu. Sam Tuskoidos podbiegł do mnie i zakrył mnie swoim płaszczem.&lt;br /&gt;- Czemu mi to robisz? – zapytał&lt;br /&gt;Odpowiedziałem mu, że ideałem byłoby gdyby lud mógł zaspokoić swój głód pocieraniem żołądka, tak jak ja swoje pragnienia seksualne zaspokajam onanizując się.&lt;br /&gt;On się na to oburzył, że ja czynię tak nieprzystojną rzecz publicznie.&lt;br /&gt;- Tuskoidesie – odpowiedziałem – a czy ty i twoi urzędnicy lepiej czynią w ukryciu? A do czego podobna jest polityka która prowadzisz razem ze Schetynopulosem?&lt;br /&gt;- My – Diogenesie – wszystko robimy dla dobra kraju!&lt;br /&gt;- Biada w taki razie krajowi – odpowiedziałem i sięgnąłem po dojrzałą gruszkę.&lt;br /&gt;Chór starców – Oto nieprzyzwoity Diogenes sięga po gruszkę!&lt;br /&gt;                         Po gruszkę dojrzałą sięga Diogenes&lt;br /&gt;                         Brzuch go zaboli niewątpliwie&lt;br /&gt;                         Po zjedzeniu gruszki tak ogromnej!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Diogenes – Milczcie starcy! Raczej spójrzcie na rząd Tuskoidosa!&lt;br /&gt;                   Spójrzcie, co robią w rytmie nadawanym przez                          Schetynpopulusa!&lt;br /&gt;Publiczność – Rozejdźmy się lepiej po domach i obejrzyjmy jakiś pierdolony mecz! Nie po to wybraliśmy tych ancymonów, by nasze oczy paść widokiem tak lubieżnym!&lt;br /&gt;Prześmiewcy - Tuskoides! Tuskoides! Tuskoides! Tuskoides! Tuskoides! Tuskoides!&lt;br /&gt;Diogenes – Zupełnie nie wiem jak dotrzeć do tych zakutych pał! Co to w ogóle za naród jest?&lt;br /&gt;Chór starców – Diogenesie! Stosunek naszego zgromadzenia do Ciebie&lt;br /&gt;                         Nie jest jednoznaczny – cóż począć, gdy targają nami wątpliwości&lt;br /&gt;                         Co do Twojej własnej – Diogenesie – moralności&lt;br /&gt;                         Wyjdź z beczki Diogenesie i walcz!&lt;br /&gt;Diogenes – Mam walczyć na blogach? W przestrzeni wirtualnej?&lt;br /&gt;Chór starców - Bywa i tak!  I tak bywa!&lt;br /&gt;                        Przez krze przedziera się grzywa lwa&lt;br /&gt;                        I tak bywa! Gdy grzywa prawdziwego lwa...&lt;br /&gt;                        Przez krze przedziera się, a za nią Lew, który trwa&lt;br /&gt;                        I trwać będzie w legendzie, bo tak trza...&lt;br /&gt;Miłośnik literatury rosyjskiej @ radzieckiej ( nagle ) - Spadam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-5705279470875759321?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/5705279470875759321/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/diogenes-tuskoides-i-onanizm.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/5705279470875759321'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/5705279470875759321'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/diogenes-tuskoides-i-onanizm.html' title='Diogenes, Tuskoides i onanizm'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-7927454721124313646</id><published>2009-07-24T22:32:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:33:50.349-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zdrojewski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='scenariusz'/><title type='text'>To tylko scenariusz Panie Zdrojewski</title><content type='html'>- Przeczytałeś?&lt;br /&gt;- Przeczytałem i szczerze mówiąc, mam pewne wątpliwości, jeśli chodzi o zgodność…&lt;br /&gt;- Portosie – i ty też przeciwko mnie?&lt;br /&gt;- Powinno być Brutusie – weź trochę poczytaj zanim zaczniesz pisać!&lt;br /&gt;- Pierniczysz tak samo jak ci cenzorzy! Wyobraź sobie, że to co czytałeś to tylko nędzne szczątki, pozbawione ikry i mocy - bezzębne fragmenty Dzieła! Zrozum, że gdy pojąłem, że zaczynamy wielkie odbrązowienie historii, zgłosiłem swój akces. Nie będzie nam tu Sienkiewicz czy inny Gombrowicz pod płaszczykiem przemycał. A warsztat to ja mam!&lt;br /&gt;- Płaczesz?&lt;br /&gt;- Płaczę, bo szkoda mi tych chwil, które spędziłem na szlifowaniu Dzieła. Już miałem gotowy tekst o drugiej wojnie, tekst bardzo piękny i prawdziwy – a tu nagle faszyści z PO zniszczyli tekst Chochlewa o Westerplatte. I nie pomogły protesty – buuuuu!&lt;br /&gt;- Płaczesz znowu?&lt;br /&gt;- Płaczę, bo pamiętam te chwile, gdy płacząc wykreślałem wszystkie sceny ze szczaniem i sraniem, a to perełki były prawdziwe! Potem zmieniłem parę szczegółów i wyszedł mi tekst o Legionach Piłsudskiego. Uznali za zbyt kontrowersyjny.&lt;br /&gt;- Piłsudskiego? To byłoby niezłe i na czasie.&lt;br /&gt;- Potem jechałem w czasie coraz głębiej w historię Polski, ale gdy doszedłem do Chrobrego, dałem sobie siana!&lt;br /&gt;- Poważnie?&lt;br /&gt;-Poważnie! Machnąłem na Polskę ręką i przerobiłem scenariusz na film o Sokratesie!&lt;br /&gt;- Przerobiłeś scenariusz o drugiej wojnie na scenariusz o Sokratesie?&lt;br /&gt;- Przerobiłem i z gotowcem poszedłem po kasę, pewny swego, ponieważ taki Sokrates to zasadniczo nie wzbudza większych politycznych emocji, a sama postać jest bardzo uniwersalna.&lt;br /&gt;- Powiodło ci się w tym Instytucie Filmowym?&lt;br /&gt;- Pokreślili mi od razu tekst i najpierw – co za niespodzianka – wykreślili wszystkie kawałki o sraniu i szczaniu, tak jakby za Sokratesa aniołki wynosiły, a przecież to normalny człowiek był, tyle że filozof. Teraz też mamy różnych filozofów. Z pamięci wymienię panią Środę.&lt;br /&gt;- Panią Środę?&lt;br /&gt;- Pani Środa – „Sokrates w leginsach” Mam koncepcję na dokument pod takim tytułem, ale muszą najpierw z TVP, tego Pontona spuścić. Nawet mi wykreślili ten kawałek jak to Sokrates się opalał i popijał piwko a Macedoński akurat w to miejsce przyszedł się odlać. Leje a Sokrates mówi; - Nie lej tu królu, bo mi słonce zasłaniasz!&lt;br /&gt;- Przecież to nie jest kawałek o Sokratesie tylko o Diogenesie! Za co ci wykreślili z a błąd czy za samo lanie?&lt;br /&gt;- Prawdę mówiąc to nie wiem. Chyba za lanie, bo wszystkie mi wykreślili perełki pod pretekstem, że Sokrates nie z oddawania kału czy moczu jest znany, a ze swych nauk, pouczającego życiorysu i tej, no…filozofii.&lt;br /&gt;- Pewna racja w tym jest!&lt;br /&gt;- Potem wykastrowali mi tekst z męskich słów, pod pozorem, że wtedy nie mówiło się powszechnie „kurwa” Znaczy się, nie robiło to słowo za znak przestankowy. Ale weź sobie porównaj te sceny! Z grubsza chodzi o to, że Sokrates został przyłapany na handlu podróbkami bydła. Sprowadzał jakieś badziewie z Chin i sprzedawał jako greckie. Skompromitowany odpowiada na zarzutu swojego ucznia tak: „- Filozofia  - filozofią, ale kurwa – z czegoś żyć trzeba!” – po czym smarcze z palca i się odlewa.&lt;br /&gt;Po przeróbce, po cenzorskiej kastracji wygląda to tak: - Filozofia - filozofią, ale z czegoś żyć trzeba! – po czym ziewa.&lt;br /&gt;- Przyznaję, że tekst stracił nieco na barwności, ale skąd ci przyszło do głowy, ze Sokrates utrzymywał się z handlu bydłem?&lt;br /&gt;- Przecież ty mówisz tak samo jak ci cenzorzy! Czy już naprawdę wolność twórcza nic nie znaczy? Telewizorami przecież nie handlował, bo w tamtych czasach nawet radia chyba nie było! Po prostu szukacie dziury w całym, ponieważ boicie się prawdziwego odbrązowienia!&lt;br /&gt;- Poza wszystkim jest jeszcze sprawa Dantona!&lt;br /&gt;- Prawda, pieprzony Danton pogrążył mój scenariusz ostatecznie. Dramatyczne koleje losu życia Sokratesa doprowadzają tego wielkiego filozofa i mojego bohatera do bardzo ekscytującej sceny kulminacyjnej, jaką jest pojedynek z Dantonem na szpady.&lt;br /&gt;- Przyznaję, że tego nie rozumiem. Skąd w starożytnej Grecji nagle Danton ze szpadą?&lt;br /&gt;- Przyznaję, że po prostu skleiły mi się kartki w tekstach źródłowych. Ale w sumie co w tym złego? Danton dobierał się do Ksantypy akurat wtedy, gdy Sokrates był w kiblu, gdzie robił kupę – co mi wykreślili cenzorzy i filozof w poprawionej wersji, siedzi w kiblu całkiem bez sensu. No… w końcu jak nie wyskoczy z tego kibla i jak nie walnie Dantona z tak zwanego „plaskacza” w ten jego Francuski pysk. I zaraz chwycili za szpady i Dantonowi nie pomogło, że bujał się na żyrandolu – Sokrates go przebił!&lt;br /&gt;- Przecież w tych czasach to nawet Francuzów nie było – ani szpad!&lt;br /&gt;- Prawda – Niby to może i prawda, ale Linda zgodził się zagrać Dantona tylko wtedy, gdy będzie mógł pobujać się na żyrandolu i powalczyć na szpady, że o odlewaniu się na ekranie nie wspomnę!&lt;br /&gt;- Pięknie, pięknie, ale efekt jest marny bo tu ci na końcu napisali, że scenariusz wymaga pewnych poprawek!&lt;br /&gt;- Pewnych poprawek? Już nad nimi pracuję. Przerabiam Sokratesa na Wałęsę. W ogóle to będzie film o tym jak laureaci pokojowego Nobla dostają międzygalaktycznego „powera” i wszystkich napierniczają. Danton buja się na żyrandolu, ale Wałęsa przebija go szpadą! Przebity Danton spada wprost na Nelsona Mandelę, który dusi go reklamówką. Takie klimaty, że normalny szał!&lt;br /&gt;- Powiedzie ci się?&lt;br /&gt;- Powiedzie nie powiedzie, ale ludzie będą mieli, o czym pisać! Czytam – zobacz tutaj – jakiś Jarecki się ze mnie nalewa na swoim blogu. A czy on się zna na scenariuszach, albo na polskim kinie?&lt;br /&gt;- Polskim kinie? O cholera – ale dałeś popalić w sensie narodowym!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-7927454721124313646?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/7927454721124313646/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/to-tylko-scenariusz-panie-zdrojewski.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/7927454721124313646'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/7927454721124313646'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/to-tylko-scenariusz-panie-zdrojewski.html' title='To tylko scenariusz Panie Zdrojewski'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-1489516656276669335</id><published>2009-07-24T22:31:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:32:18.629-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Golem'/><title type='text'>Golem 1/1 Rybitzky</title><content type='html'>Rybitzky siedział wygodnie rozparty w fotelu – przymknął oczy i uśmiechał się błogo.&lt;br /&gt;Kręcący się po korytarzach działacze na wszelki wypadek udawali, że go nie poznają, mimo tego, iż od trzech dni fotografie przedstawiające Rybitzky`ego urozmaicały szpalty gazet, a słynny fragment programu Lisopulosa w którym starł się z Palikotasem - królował w telewizjach - jako egzotyczna ciekawostka prezentowany zdumionym tubylcom na Jamajce, w Brazylii czy innym Zairze. &lt;br /&gt;Jeden, jedyny raz dobiegła uszu Rybitzky`ego rzucona piętro niżej zbyt głośno uwaga z której wynikało, że Kaczokratos zje Rybitzky`ego na obiad.&lt;br /&gt;Jakaś pani roześmiała się w odpowiedzi na ten koncept, nieco zbyt histerycznie – w sposób zupełnie nie licujący z panującą w siedzibie Praw i Sprawiedliwości – powagą.&lt;br /&gt;Towarzyszący Rybitzky`emu, Marian Zmyślony okazywał większe zdenerwowanie niż Rybitzky, mimo że przecież nie jego czekało spotkanie z rozwścieczonym Kaczokratosem. Był tylko osobą towarzyszącą, gdyż powodowany blogerską solidarnością eskortował i osłaniał Rybitzky`ego w drodze z dworca  do siedziby partii.&lt;br /&gt;Rybitzky w kapturze nasuniętym na czoło oraz w ciemnych okularach nie wzbudzał zainteresowania przechodniów, za to sam Marian, a właściwie jego szalik, szalik kibica warszawskiej Polonii wzbudził zainteresowanie grupki kibiców Legii stojących przed sklepem z damską konfekcją. Zaczęło się od wyzwisk pod adresem Polonii reprezentowanej akurat przez Zmyślonego a skończyło próbą odebrania szalika.&lt;br /&gt;Gdyby doszło do mordobicia, nasi bohaterowie byliby niestety w mniejszości, wyrażającej się stosunkiem dwa do sześciu.&lt;br /&gt;Na szczęście, gdy szykujący się do walki w obronie swojego własnego ochroniarza Rybitzky zdjął ciemne okulary, kibice Legii uznali za stosowne zamiast bić i szarpać - gratulować i cieszyć się z tak niespodziewanego spotkania. Doszło do poklepywania po plecach a nawet wznoszenia okrzyków wychwalających postępek Rybitzky`ego oraz  piętnujących nędzę moralną, chciwość i głupotę właścicieli telewizji TVN oraz demokratycznie wybranych władz Warszawy.&lt;br /&gt;Od tej chwili cała ósemka szła razem i teraz Marian niespokojnie wyglądał przez okno, czy kibice Legii już odeszli spod siedziby partii, bo mimo wszystko niezbyt uśmiechał mu się powrót w ich towarzystwie. Wystarczył jakiś zabłąkany paparazzi i kompromitacja na Konwiktorskiej gotowa!&lt;br /&gt;Na szczęście nigdzie ich nie dostrzegł i uspokojony, odzyskawszy pewność siebie, zwrócił się do pobladłego młodzieńca, który z plikiem komputerowych wydruków dreptał nerwowo przed drzwiami gabinetu Prezesa, mrucząc coś rytmicznie pod nosem.&lt;br /&gt;- A ty co przeskrobałeś, kolego?&lt;br /&gt;Pobladły młodzieniec przerwał swą mechaniczną szeptankę i nieprzytomnie spojrzał na pytającego.&lt;br /&gt;- Ja? Ja nic nie przeskrobałem! Co też panu przyszło do głowy? Ja chcę się zaczepić w dyplomacji. Mam dyplomy i znam języki, ale niepotrzebnie się wyrwałem przed Kaczokratosem z Rygą. Prezes się na mnie uwziął z powodu tej Rygi.&lt;br /&gt;- Jest pan sekowany przez Prezesa z powodu stolicy Łotwy? Często czytałem, że u was w Pisie panuje reżim, ale…&lt;br /&gt;- Ciszej! Bardzo pana proszę. To moja wina, bo wdałem się w rozmowę o Litwie i tak mi się jakoś wyrwało, że mi się Ryga bardzo podoba i teraz przez Rygę, prezes odpytuje mnie ze stolic A teraz na świecie jest tyle  krajów a na domiar złego ciągle powstają nowe. Ostatnio poległem na Kazachstanie.&lt;br /&gt;O rany, wchodzę! – zdążył jeszcze wyszeptać pobladły młodzieniec, zbladł jeszcze mocniej i wszedł do gabinetu a zamiast niego na korytarzu pojawiła się Ufka – legendarna asystentka Kaczokratosa z dorodnym kotem na rękach.&lt;br /&gt;- O, pan Rybitzky – uśmiechnęła się i podała podrywającemu się z fotela Rybitzky`emu, dłoń.&lt;br /&gt;Za chwilę Prezes pana przyjmie. Jeszcze tylko sprawdzi kompetencje tego młodzieńca – tu uśmiechnęła się i dodała konfidencjonalnym szeptem – Niech pan sobie wyobrazi, że prezes przepytuje go ze stolic. Pewnie się tym razem obkuł na blachę, ale nie jestem pewna, czy jest gotowy na Burkina Faso? Proszę czekać spokojnie, ja pana poproszę i głowa do góry, nie będzie tak źle!&lt;br /&gt;W tym momencie otwarły się drzwi i na korytarzu pojawił się niegdyś blady a teraz mocno zaczerwieniony młodzieniec, o wyrazie twarzy, wyrażającej wielkie cierpienie. Patrząc na niego, Rybitzky zawstydził się, że kiedyś mówił o sobie jako o „cierpiącym pisowcu”&lt;br /&gt;- Wagadugu, Wagadugu, Wagadugu – powtarzał kandydat do służby dyplomatycznej i z tym tajemniczym słowem na ustach zszedł po schodach, znikając ostatecznie z tej opowieści.&lt;br /&gt;Ufka delikatnie postawiła kota na podłodze, pogroziła mu dobrotliwie palcem i wróciła do gabinetu Prezesa, zamykając za sobą drzwi. Kot rozejrzał się czujnie dokoła. Otarł się przymilnie o nogi Zmyślonego po czym wskoczył z impetem na parapet.&lt;br /&gt;…&lt;br /&gt;Kaczokratos klepał otwartą dłonią w blat biurka i śmiał się radośnie jak uczniak, który spłatał dobrego figla.&lt;br /&gt;- Kochana moja Ufko! Już ja go nauczę, skoro szkoła go nie nauczyła. Pewnie pani sądzi, że to okrucieństwo z mojej strony, ale przecież nawet ja muszę mieć jakąś rozrywkę. Zanim wezwiemy Rybitzky`ego, omówimy dwie sprawy. Tak na marginesie, co to w ogóle za nazwisko – Rybitzky?&lt;br /&gt;- To nazwisko Rybitzky`ego - panie Prezesie – Ufka nie mogła sobie darować błyśnięcia  oczytaniem i zdolnością do wykorzystywania tej oczywistej zalety przy tworzeniu zgrabnych bon motów.&lt;br /&gt;- Pani Ufko, jak pani nie kochać? Pani zawsze musi błysnąć swoim oczytaniem. Pytając, wiedziałem przecież, co pani odpowie! To świetne! W sumie chodziło mi o to, czemu on nie jest Rybicki ani nawet Rybitzki, tylko akurat z tym „y” na końcu. On jest przecież z Wrocławia Moim zdaniem to bardzo dziwne, ale zanim przejdziemy do naszego mistrza „brudnego, raciborskiego jujitsu” muszę pani coś pokazać.&lt;br /&gt;Tutaj są statystyki korespondencji, jaką dostaję jako szef największej partii opozycyjnej w Polsce. &lt;br /&gt;…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-1489516656276669335?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/1489516656276669335/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/golem-11-rybitzky.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/1489516656276669335'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/1489516656276669335'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/golem-11-rybitzky.html' title='Golem 1/1 Rybitzky'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-8743387222015487757</id><published>2009-07-24T22:30:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:31:14.874-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Golem'/><title type='text'>Golem 1/2 Rybitzky</title><content type='html'>- Czarna linia oznacza ilość listów – niech pani zwróci uwagę na gwałtowny wzrost. Jeszcze jedenastego mamy 96, dwunastego 115, ale trzynastego już 642 i nadal rośnie aż do wczorajszych 820. Czerwoną linią oznaczono listy o wydźwięku zdecydowanie negatywnym, w tym listy obelżywe i nacechowane nienawiścią wobec mnie i naszej partii. Niech pani zwróci uwagę, że ich ilość cały czas oscyluje wokół pięćdziesięciu. Wzrosła tylko ilość listów pochwalnych, zachęcających do działania. Listów wyrażających przywiązanie piszących do mnie, partii a co za tym idzie do naszych ideałów. I tak to mi opisuje nasz spec od marketingu politycznego, dodając jeszcze, że wpływ na to może mieć wzrost sympatii do Prezydenta.&lt;br /&gt;- Ten wzrost jest zastanawiający i trochę podejrzany. Pomyślałam o sprawie Rybitzky`ego, ale to się zaczęło kilka dni wcześniej.&lt;br /&gt;- Jeszcze nie pokazałem pani ani jednego z tych pochwalnych epistoł a pani już zauważyła, ze to podejrzane. Za to nasi pijarowcy śpią! Do pierwszej w nocy czytałem te listy, tak jakbym nie miał ważniejszych zajęć. Te listy są pełne błędów ortograficznych!&lt;br /&gt;- Listy pełne błędów ortograficznych?&lt;br /&gt;- Tak! Na dodatek, popełnianych celowo – w większości to przecież maile pisane w programie korygującym błędy ortograficzne. Niech pani weźmie ten. Roi się od zupełnie niezwykłych błędów – autor pisze na przykład – o tutaj „powisić wszyzdkich łajdkuf” – wspiera dawnego ministra Ziobrotasa, ale błędy robi celowo i powstaje pytanie – dlaczego?&lt;br /&gt;- Może inaczej nie potrafi? Może to jakiś prosty człowiek albo dyslektyk?&lt;br /&gt;- Nie, za dużo tego. Brak tu konsekwencji w stawianiu byków. To zaplanowana akcja pijarowców Platformy mająca na celu podważenie naszego morale i zniechęcenie nas do szukania poparcie wśród inteligencji. Przecież oni doskonale wiedzą, że te wszystkie listy najpierw czytają nasi pożal się Boże spece od PR. To w ich głowach ma powstać fałszywy obraz naszego elektoratu. – Kaczokratos nachmurzył się i odsunął od siebie stos kartek – Proszę wezwać cały sztab na 20:20. Już ja ich obudzę!&lt;br /&gt;- Na szczęście – niech pani spojrzy jak się przeciąga – piękna kicia! Jaka szkoda, że nie polubiła Alika. Na szczęście oni też ostatnio się pogubili. To jednak prawda, że Mistepulos dla nich nie pracuje. Nie dopuściłby do takiej kompromitacji.&lt;br /&gt;- A ta druga sprawa panie prezesie? Pierwsza to jak rozumiem ta wroga kampania epistolograficzna.&lt;br /&gt;- Druga sprawa, hmm…niby drobiazg i wyszła przy okazji a dotyczy pewnego człowieka z Gdańska, i nie chodzi bynajmniej o Bolkoidesa. To też wiąże się w jakiś pokrętny sposób z Rybitzky`m. Proszę sobie wyobrazić, że on też pisze, w Internecie. To już wygląda na prawdziwą zarazę, ale tym razem chodzi o Oswalda Spenglera.&lt;br /&gt;- Przecież Oswald Spengler nie żyje już od ponad 70 lat!&lt;br /&gt;- Pani Ufko! Wiem doskonale, kim był Spengler. Rzecz w tym, że pojawił się jakiś „prorok spengleryzmu” Nasi blogerzy przygotowali mi dosier tego całego Triariusa. Z jednej strony straszny antypeowiec i antyliberał. Podczas ostatnich imienin Bolkoidesa ściągnięty przez policję z płotu posesji przy Polanki i ukarany przez kolegium – czyli w pewnym sensie „nasz człowiek” ale z drugiej strony niepokoi wszystkich Spenglerem. Można powiedzieć, że wkłada palce między drzwi, ponieważ doniesiono mi właśnie, że zgromadził jakichś ludzi i zawiązał nieformalną organizację. Na dodatek bierze w tym udział jakiś hrabia.&lt;br /&gt;Niby jest to problem PO - na dzisiaj, ale za dwa lata, gdy już powrócimy do władzy, może stać się też i naszym. Spengler został prawie zapomniany, po polsku jest dostępny jedynie we fragmentach albo w mocno niedoskonałym tłumaczeniu. W sumie jest to jakiś wyrok historii, a wyroków historii nie należy podważać. Tym bardziej, że to bardzo antyeuropejskie wszystko, w wydaniu tego Triariusa.&lt;br /&gt;Nigdy byśmy się takimi głupstwami nie zajmowali, gdyby nie to, że coraz częściej natykamy się na ludzi, którzy ostentacyjnie lekceważą prostą alternatywę – my albo oni.&lt;br /&gt;Trzeba zacząć nad tym pracować bo to zbyt szybko idzie. Najpierw mamy do czynienia z samotnym typkiem siedzącym przy komputerze, po chwili ma już dyskutantów, potem zwolenników i wrogów, a nim się człowiek obejrzy już jest organizacja i kłopot gotowy.&lt;br /&gt;Wzrusza pani ramionami? Dobrze, to dlaczego we wczorajszej Rzeczpospolitej Bronek Wildstein pisze – tu podkreśliłem&lt;br /&gt;„Przyjąć można, że społeczeństwa sukcesu, które oddaliły od swoich członków potrzebę bezpośredniej walki o byt i konfrontacji z zagrożeniami, muszą zatracać męskie cnoty. W nieodległej przyszłości padną więc ofiarą społeczeństw głodnych dóbr i statusu, które są udziałem współczesnego Zachodu. Czy możemy jednak pogodzić się z takim determinizmem, który odnajdziemy choćby u Oswalda Spenglera?”&lt;br /&gt;- I ma pani Spenglera! Teraz ktoś odpowie Wildsteinowi, inny się zainteresuje, jeszcze inny zechce coś przeczytać więcej. Ludzie są różni, ale wszyscy bardzo ciekawscy.&lt;br /&gt;Mówię o tym, bo przecież wiem, że pani też pisze bloga u Igora Janke. Niech się pani nie martwi – nic przeciwko temu nie mam i w miarę możliwości sam lubię poczytać, a już szczególnie jedną taką panią, która codziennie wysyła mnie do piekła. Ale mniejsza z tym.&lt;br /&gt;Chodzi mi o to, że trzeba stworzyć z tych, jak to o sobie mówicie – blogerów – grupę szybkiego reagowania, złożoną z ludzi, którzy potrafią ocenić siłę tych wszystkich inicjatyw, zapanować nad ideologicznym bałaganem. To jest sprawa, którą się pani zajmie od jutra. Wyznaczy pani odpowiednich ludzi!&lt;br /&gt;Rybitzky oczekując na wezwanie zdrzemnął się i śniła mu się łąka po której biegał biały króliczek. Obudzony przez Ufkę, uśmiechnął się i zasłaniając przepraszająco usta, ziewnął przeraźliwie.&lt;br /&gt;Kaczokratos przywitał go skinieniem głowy, wskazał krzesło i przez chwilę siedzieli naprzeciw siebie w milczeniu. Rybitzky starał się powstrzymać przed kolejnym ziewnięciem i w końcu chrząknął. To chrząknięcie było zbyt znaczące jak na sytuację,  w jakiej się znajdował, niemniej Kaczokratos odezwał się pierwszy, co na Ufce wywarło wrażenie, jakby to chrząknięcie przynagliło Prezesa.&lt;br /&gt;- Cóż mam powiedzieć, panie Rybitzky? Początkowo podjąłem decyzję o natychmiastowym usunięciu pana z naszej partii, jednak… - Kaczokratos zawiesił na chwilę głos - …jednak po zastanowieniu skończy się tylko pańskim zawieszeniem w prawach członka. Dodatkowo partia wspomoże pana w trakcie ewentualnego procesu. Wziąłem pod uwagę to, że Palikotas pana sprowokował. Rzecz w tym, że wielu z nas - ja sam zresztą też – chętnie by zrobiło coś podobnego, ale nie jest to zachowanie, na które możemy sobie pozwolić wobec przeciwników politycznych, nie wyłączając nawet Palikotasa.&lt;br /&gt;Niespodziewanie Kaczokratos roześmiał się dobrodusznie – Niech pana kule biją, Rybitzky! -Jak doskoczyliście do siebie u Lisopulosa, sądziłem, że Palikotas cię zmiażdży, a tu taka niespodzianka! Miał szczęście, że was rozdzielili!&lt;br /&gt;A ciebie Rybitzky - reklamowano jako najspokojniejszego w świecie człowieka i dlatego znalazłeś się w studio zamiast Kurskoidosa. Zrobiłem taką roszadę, obawiając się pyskówki w studio!&lt;br /&gt;- Panie prezesie, wpisałem w ankiecie…&lt;br /&gt;- Rybitzky! – Ale kto czyta rubrykę „inne umiejętności i zainteresowania” ? Faktycznie wpisałeś „raciborska szkoła brudnego jujitsu” ale nikt by nie pomyślał, że zastosujesz to swoje jujitsu w studio na oczach milionów widzów.&lt;br /&gt;- Ja mam taką zasadę, że jak coś potrafię, to stosuję. Nie po to przez lata trenowałem u mistrza Zetora, bym kładł uszy po sobie przed jakimś tam Palikotasem. Nauczyłem się czytać to czytam, nauczyłem się dyskutować to dyskutuję, nauczyłem się walczyć to walczę, ale nie zacząłem pierwszy…&lt;br /&gt;- Mniejsza z tym. Ważny jest efekt finalny. Dwie godziny temu dostałem najświeższe wyniki badań. Między innymi pytaliśmy też o twój wyczyn. Nie wypadło to zachwycająco, ponieważ tylko 14% aprobuje duszenie Palikotasa. Nasz żelazny elektorat – wiadomo. 17% uznało to za możliwe do zaakceptowania pod pewnymi warunkami, 7% nie ma zdania, a reszta cię potępia, przy czym 32% w sposób zdecydowany.&lt;br /&gt;Ale za to w ogólnym badaniu, poparcie dla PO spadło o 4%, dla nas wzrosło o 2%. Trochę mnie niepokoi gdzie się podziały dwa procenty, ale w sumie cała ta afera przyniosła nam wymierny zysk. Ich story spinnersi pogubili się tym razem i niepotrzebnie zrobili z Palikotasa taką ofiarę!&lt;br /&gt;- Błąd! Błąd! Błąd! A my, drogi Rybitzky pójdziemy nomen omen, za ciosem!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Tuskoides był wściekły. Krążył milcząc po gabinecie między współpracownikami. Zaglądał im w oczy, potrząsając groźnie plikiem papierów. W końcu cisnął je z rozmachem na biurko z taką siłą, że odbiły się od blatu i rozsypały po dywanie.&lt;br /&gt;Chlebotas przyklęknął i zaczął je gorączkowo zbierać.&lt;br /&gt;- Zostaw! Rzucił przez zaciśnięte zęby Tuskoides i Chlebotas wyprostował się, niezręcznie zahaczając ramieniem o blat biurka. Stał teraz z bolesną miną, trzymając przed sobą niczym tarczę, tych kilka kartek, które zdążył podnieść.&lt;br /&gt;- Pytam, kto zrobił z Palikotasa taką ofiarę? Na jaką cholerę założyli mu ten kołnierz ortopedyczny, skoro nic mu nie było? I najważniejsze – który kretyn wpadł na pomysł, żeby ogolić Palikotasa na łyso?&lt;br /&gt;Przecież to wygląda na jakiś cholerny spisek! Już ten kołnierz i leżenie w szpitalu było idiotyzmem, ale uśpienie i ogolenie we śnie naszego człowieka! Po prostu nie mam słów! Widzieliście jak on teraz żałośnie wygląda?&lt;br /&gt;- Taka była koncepcja pijarowska, żeby pokazać jak nas opozycja gnębi, do jakiego stanu potrafi doprowadzić…&lt;br /&gt;- Chlebotas zaakceptował ten pomysł – odezwał się Schetynokrates, który jako jedyny nie uległ nerwowej atmosferze i od początku spotkania siedział na osobności, z wielkim zainteresowaniem oglądając swoje starannie wypielęgnowane dłonie.&lt;br /&gt;- Wydawało mi się… - zaczął i przerwał Chlebotas.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;- Wydawało ci się? – Tuskoides aż podskoczył i przez chwilę można było odnieść wrażenie, że rzuci się z pięściami na drżącego posła.&lt;br /&gt;– To jedź teraz do szpitala, do Palikotasa! Właśnie od niego wróciłem. Leży biedak z ręcznikiem na głowie i popłakuje. Faktycznie wygląda żałośnie i  jeśli o to chodziło to osiągnęliśmy pełny sukces! Jutro ukażą się jego łyse zdjęcia w Fakcie! Wkradł się mimo naszych starań jakiś łobuz w przebraniu chromego staruszka i narobił zdjęć.&lt;br /&gt;To są straty! O cztery procenty spadło nam poparcie tylko dlatego, że Palikotas dał się obić w studio przez takiego młodzika, takie chucherko – a po tych zdjęciach?&lt;br /&gt;- Ja tylko chcę wiedzieć, kto wpadł na pomysł ogolenia Palikotasa? Chlebotas zaakceptował czyjś pomysł. Chcę wiedzieć czyj i przysięgam, że tego pomysłodawcę, osobiście zabiję!&lt;br /&gt;Schetynokrates wreszcie uznał za stosowne się wtrącić.&lt;br /&gt;- Ja! – powiedział głośno a gdy Tuskoides zwrócił w jego kierunku pociemniałą z gniewu twarz, dodał spokojnie – To fragment większego planu, szefie. Chciałbym abyśmy najpierw porozmawiali o całej sprawie w cztery oczy ale wyszło jak wyszło.&lt;br /&gt;Tuskoides zaskoczony oświadczeniem Schetynokratosa zamilkł, popatrzył na niego przeciągle, odwrócił się gwałtownie i wyszedł z własnego gabinetu trzaskając drzwiami.&lt;br /&gt;Momentalnie opadło ze wszystkich napięcie a Chlebotas jąkając się z wrażenia, wykrztusił z siebie – Jaki to plan Schetynokratesie?&lt;br /&gt;- Żebym to ja - cholera - wiedział – coś  wymyślę - od tego mam głowę na karku, nie tak jak niektórzy. Jedno jest pewne. Uratowałem przed chwilą wasze dupska i chciałbym, żeby to zostało zapamiętane!&lt;br /&gt;W tym momencie w drzwiach gabinetu stanął Tuskoides.&lt;br /&gt;- To jest mój gabinet! Wszyscy wynocha! Schetynokratesie – ty oczywiście zostajesz. Myślę, że mamy o czym porozmawiać!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-8743387222015487757?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/8743387222015487757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/golem-12-rybitzky.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/8743387222015487757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/8743387222015487757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/golem-12-rybitzky.html' title='Golem 1/2 Rybitzky'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-2691802584890677353</id><published>2009-07-24T22:29:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:30:13.737-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Golem'/><title type='text'>Golem 1/3 - Rybitzky</title><content type='html'>Drzewieckotes Sportas ochłonął jako pierwszy i teraz stojąc przed lustrem uczesał się starannie. Przy okazji dla rozluźnienia wykonał kilka ćwiczeń mimicznych, rozbawiając Chlebotasa, który zaglądał mu przez ramię poprawiając swój ulubiony, błękitny krawat w muszelki.&lt;br /&gt;- Ciekawe co to za plan? Ty podczaszy jesteś bliżej Schety, może ci się coś obiło o uszy – dopytywał się Nowaklit mrugając porozumiewawczo do pozostałych. Jeszcze mrugał, jeszcze się uśmiechał, ale jednocześnie zaczął niespokojnie rozglądać się po obecnych – Gdzie jest ten przeklęty Arabikur?&lt;br /&gt;- Aaaa… właśnie zbiegł po schodach – odpowiedział Grabates i wszyscy poza Chlebotasem roześmiali się głośno. Najgłośniej śmiał się Drzewieckotes a gdy Nowaklit ruszył biegiem w ślad za Arabikurem - rozśmieszył się do tego stopnia, że aż musiał oprzeć się o ścianę i wytrzeć twarz chusteczką.&lt;br /&gt;- Oni są cudni obaj, widzieliście jak Nowaklit zasuwał - ale za późno, za późno! Nie upilnował – biedaczek!&lt;br /&gt;Chlebotas stał z niewyraźną miną nie wiedząc, z czego wszyscy tak się śmieją. W końcu Drzewieckotes widząc jego zmieszanie, opanowując śmiech wytłumaczył, o co chodzi i teraz on też mógł się pośmiać, co wyglądało nieco dziwnie, gdyż pozostali zdążyli się już uspokoić.&lt;br /&gt;- No panowie! Cały gabinecik robi zakładziki. Jest w tej chwili 18:05, włączamy oto ten piękny plazmowy telewizor i teraz wspólnie oglądamy TVN24. Ja stawiam 18:12! – Drzewieckotes skorzystał z prawa pierwszeństwa, które bezwzględnie należało mu się jako pomysłodawcy i przy okazji zawyrokował, że tryumfatorowi konkursu - każdy z biorących udział w zabawie - stawia butelkę dobrego - ale w granicach rozsądku – wina.&lt;br /&gt;- 18:13 zakrzyknął Chlebotas, który ufał w wyczucie kolegi i też postanowił wziąć udział w zabawie.&lt;br /&gt;- 18:21 jako trzeci zgłosił swój akces Grabates.&lt;br /&gt;Inni poszli za ich przykładem i propozycje posypały się jak z rogu obfitości. Pozostało już tylko czekać i obserwować pasek z przewijającymi się najświeższymi informacjami.&lt;br /&gt;Jeszcze raz potwierdziła się stara zasada, że nowicjusz ma szczęście. Była akurat 18:13 i 20 sekund, gdy na pasku, zaraz po wypowiedzi Pisowskiego moralisty – Gosiotesa, który drążył temat wydatków ponoszonych przez swego byłego partyjnego przyjaciela Dornatona na utrzymanie psa Saby, pojawił się oczekiwany przez wszystkich news.&lt;br /&gt;„Poseł Palikotas, który przebywa w szpitalu dochodząc do zdrowia po brutalnym ataku pisowskiego aparatczyka R. został dzisiejszej nocy ostrzyżony do gołej skóry przez nieznanych sprawców. Przed chwilą w gabinecie premiera odbyło się poświęcone temu dramatycznemu wydarzeniu spotkanie. Premier Tuskoides zapowiedział, że w związku z tak brutalnym pogwałceniem standardów demokratycznych rozważa możliwość przywrócenia kary śmierci. Według najnowszych badań 71% Polaków popiera przywrócenie kary śmierci, 6% nie ma na ten temat zdania, a reszta jest przeciwna przywróceniu tej kary”&lt;br /&gt;- Będzie się „Fakt” miał z pyszna! Tylko, który był szybszy. Arabikur wybiegł pierwszy, ale on zostawił komórkę w samochodzie a Nowaklit miał przy sobie. Widziałem jak biegnąc wystukiwał numer.&lt;br /&gt;- Koledzy, ale co ja mam zrobić z 11 winami? – nieśmiało przypomniał o swoim tryumfie Chlebotas.&lt;br /&gt;- Nie martw się stary, w sobotę po fajrancie się wypije, koledzy pomogą – minister sportu był w swoim żywiole i z tej radości poklepał Chlebotasa po plecach. Są sprzeciwy? Nie widzę!&lt;br /&gt;A potem jak już Tuskoides przestanie zawracać nam głowę, do Sofii na balety! Niech żyje życie i trzykrotne hurra!&lt;br /&gt;- Do Bułgarii? Mamy lecieć do Bułgarii tą rządową trumną? Beze mnie!&lt;br /&gt;- Chlebotasie, widzę, że ty jesteś zupełnie oderwany od życia przez to ustawiczne przesiadywanie w mediach. Ble ble ble na ekranie, a my się w tym czasie integrujemy. My jesteśmy jak prawdziwa firma – rozumiesz? Tuskoides idzie spać a my zaczynamy żyć - mój kochany! Trzymając ze Schetynokratesem trzymasz z samym sobą! A ty Grabatasie nie rób takiej miny i nawet nie próbuj nadawać na mnie do Tuskoidesa. Mało coś was we dworze, co?&lt;br /&gt;Ty zamiast drogi dla obcych ludzi budować, lepiej sobie wybuduj dobrą drogę, prowadzącą do celu!&lt;br /&gt;- Spokojnie, ale nie wrzeszcz tak, że cię w całym budynku słychać. Diabli wiedzą, kto tu łazi i ucha nadstawia a potem jest na mnie. Ciszej trzeba, bo tutaj jest Urząd Rady Ministrów a nie jakiś PZPN. Tam się wydzieraj z tym twoim Bońkopulosem czy innym Latostatosem. Jak się Tuskoides dowie gdzie przesiadujecie nocami to będzie afera. Czy do was nie dociera, o co idzie walka?&lt;br /&gt;- Już ty się walką nie przejmuj. Od tego mamy ludzi. Zobacz jak zadziałał Rymanopulos. Poszedł news o łysym Palikotasie, a oni to zaraz przewekslowali na karę śmierci i zamiast o tym ananasie wszyscy będą o tym, że niby Tuskoides jest za przywróceniem kary śmierci. To już się samo robi. A za drzwiami, to kto niby nas broni i swoim autorytetem przed gniewem premiera zasłania jak nie Schetynokrates? A zobaczcie jak wszystko wychodzi na naszą korzyść! Samo się robi, moi kochani, samo! Trochę nam ten Rybitzky namieszał, trochę nam spadło, ale zaraz się podniesie – oni wyjdą na dzikusów a my – my też możemy wystawić swojego Rybitzky`ego. Nawet lepszego!&lt;br /&gt;Rybitzky wyszedł z gabinetu Kaczokratosa uśmiechnięty i Marian Zmyślony, który oczekiwał jakichś strasznej awantury zdziwił się po raz pierwszy. Ale zdziwił się naprawdę, gdy już siedzieli u niego w domu i popijając piwo słuchał szczegółowej relacji ze spotkania.&lt;br /&gt;Kiedy Rybitzky skończył opowiadać, przez chwilę w pokoju panowała cisza.&lt;br /&gt;W końcu Marian zapytał:&lt;br /&gt;- Aż tak? Skoro już do tego doszło. No tak, trzeba by jakoś porozumieć się z chłopakami. Najpierw zadzwonię do Parakaleina.&lt;br /&gt;- Czemu akurat do Parakaleina?&lt;br /&gt;- Po pierwsze dlatego, że ma ostatnio dużo racji w tym co pisze, a po drugie, że jak będzie trzeba to też w mordę potrafi strzelić bez rozważania moralnych aspektów użycia przemocy fizycznej.&lt;br /&gt;- Cholerne to są sprawy! – Rybitzky wypił solidny łyk piwa i powtórzył raz jeszcze – Cholerne to są sprawy i bardzo nieprzyjemne.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Całość 1 rozdziału jest tutaj. Dużo zmian.&lt;br /&gt;http://jacek.jarecki.salon24.pl/71812,index.html&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Od jutra rozdział drugi , prawdopodobnie noszący podejrzany tytuł :"Parakalein"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-2691802584890677353?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/2691802584890677353/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/golem-13-rybitzky.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2691802584890677353'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2691802584890677353'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/golem-13-rybitzky.html' title='Golem 1/3 - Rybitzky'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-8740140631927512394</id><published>2009-07-24T22:28:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:29:03.225-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mistewicz'/><title type='text'>Mistewicz. Siedem lat w tupecie</title><content type='html'>Eryk Mistewicz wyłuszczył w dziesięciu punktach, dlaczego Platforma Obywatelska nie odda władzy przez najbliższych siedem lat. Czytając jego analizę punkt po punkcie wypada się z autorem zgodzić.&lt;br /&gt;Żaden z analizowanych przez Mistewicza powodów nie ma w sobie odpowiedniej potęgi ani nie jest w stanie wyzwolić dynamiki społecznej pozwalającej odsunąć od władzy partię Tuska i Schetyny. Przy odrobinie dobrej (złej) woli można nawet pociągnąć to dalej, bo niby - dlaczego akurat w 2015 roku wyborcy mają dojść do wniosku, że nie warto dalej popierać PO?&lt;br /&gt;Tyle tylko, że jak każda dobra i przekonująca analiza polityczna dotycząca przyszłości, także i ta wcale nie musi być, a w zasadzie nie może być trafna, tym bardziej, że jest to analiza bardzo przewrotna a autor nie sprawia wrażenia zachwyconego własną prognozą.&lt;br /&gt;Nie będę oczywiście przepisywał tekstu tylko wkleję linka do zamieszczonego w dzienniku „dekalogu"&lt;br /&gt;http://www.dziennik.pl/opinie/article243290/Czeka_nas_jeszcze_siedem_lat_rzadow_PO.html&lt;br /&gt;Pierwszy zarzut do tekstu pana Eryka mam taki, że nie uwzględnił najprostszej sprawy.&lt;br /&gt;Otóż zabrakło analizy sytuacji, gdy jednocześnie wystąpią dwa lub trzy, z wymienionych przez niego powodów.&lt;br /&gt;Na przykład:&lt;br /&gt;2. "Kryzys światowy ich dopadnie; rosnące ceny węgla, ropy, prądu, utrzymania, zakończą ich rządy"&lt;br /&gt;8. "Wkurzą ludzi, bo Polska będzie traciła czas, wlokąc się w ogonie"&lt;br /&gt;i 10. "Nie można polityki zamienić w teatr, ludzie tego nie kupią"&lt;br /&gt;Ale można sobie dobrać dowolne zestawienie, pamiętając o tym, że każdy kryzys rządzenia i spadek popularności ma swoją własną dynamikę. Tym bardziej w świecie postpolityki, która w analizach pana Mistewicza dziwnie i niepokojąco przypomina wybudowany na podobnych zasadach wirtualny świat współczesnej gospodarki, świat który akurat w tej chwili odsłonił przed zdumiona publiką swe miękkie finansowe podbrzusze.&lt;br /&gt;Trzeba się liczyć z podobnym kryzysem politycznym, ponieważ w każdej chwili historia może powiedzieć: sprawdzam ... i wówczas współcześni, napompowani medialnie politycy staną przed wyzwaniami, o których istnieniu woleliby nawet nie wiedzieć.&lt;br /&gt;A jeśli nawet nie, jeśli krypę znanej nam liberalnej demokracji jeszcze przez jakiś czas będzie udawało się utrzymywać na powierzchni, są też inne zagrożenia dla sprawdzalności prognozy pana Mistewicza.&lt;br /&gt;Autor zauważa ją w punkcie&lt;br /&gt;4. "Ruchy odśrodkowe rozbiją Platformę. Jeszcze żadna partia nie przetrwała od wyborów do wyborów bez wewnętrznej rewolty"&lt;br /&gt;I nawet ma rację, wywodząc że czasy się na tyle zmieniły, że sejm to tylko bezwolna maszynka do głosowania, ale nie zauważa, że PO - zakładając, że „lata nas czekają długie" jej absolutnej dominacji a PiS zostanie ostatecznie zakotwiczony gdzieś nad progiem wyborczym, razem z lewicą - już teraz powinna pomyśleć o wsparciu jakiejś siły politycznej, z którą mogłaby toczyć pospolityczny dyskurs na swoich warunkach, ale która nie byłaby siłą zdolną do skutecznej konfrontacji z samą PO.&lt;br /&gt;Jest to operacja szalenie niebezpieczna, ale jeszcze niebezpieczniejsze jest popadanie w korumpujący moralnie marazm faktycznej jedno - partyjności.&lt;br /&gt;Na koniec pan Mistewicz opierając się na przesłankach finansowych, wyklucza całkowicie możliwość pojawienia się po prawej stronie sceny politycznej nowej, skutecznie walczącej o głosy wyborców partii politycznej.&lt;br /&gt;Pisze: &lt;br /&gt;„Bez pieniędzy na reklamę to zresztą zadanie dla samobójców. Gdy przy najbliższym wyborczym zwarciu po jednej stronie zawisną billboardy za minimum 20 - 30 mln (to tylko roczna dotacja dla największych partii obecnych dziś w parlamencie), po drugiej stronie rozlegnie się bezsilne zgrzytanie zębów"&lt;br /&gt;Faktycznie, niby to prawda, ale przecież sam autor wielokrotnie dowodził, że bilbordy bilbordami, ale najważniejsza jest „dobra opowieść"&lt;br /&gt;Można założyć powstanie "opowieści" tak dobrej, tak doskonale dopasowanej do aktualnych oczekiwań elektorów, że zmagające się na scenie politycznej Golemy otworzą w zadziwieniu usta, z których wypadną magiczne pergaminy - a ktoś sprytny i znajdujący się akurat w pobliżu, zdąży wymazać pierwsze litery, zmieniając potężnych wojowników w stosy niezbyt wartościowej gliny...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-8740140631927512394?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/8740140631927512394/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/mistewicz-siedem-lat-w-tupecie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/8740140631927512394'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/8740140631927512394'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/mistewicz-siedem-lat-w-tupecie.html' title='Mistewicz. Siedem lat w tupecie'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-4055357293209277526</id><published>2009-07-24T22:27:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:28:08.369-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Salon24'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><title type='text'>Między dżumą a cholerą</title><content type='html'>Pani Renata Rudecka Kalinowska w swoim najnowszym i jak zawsze rewelacyjnym, przezabawnym tekście, pointującym własny cykl o „Trzech słupach” pokusiła się o taką oto konkluzję:&lt;br /&gt;„Konkuzją tych tekstów jest stwierdzenie, że PO nie ma alternatywy”&lt;br /&gt;Jakbym dostał czymś w łeb! Jeśliby doszło do tego, że faktycznie nie byłoby żadnej alternatywy dla tej bandy bezideowych dorobkiewiczów i pospolitych acz wypindrzonych pijarosko politycznych cwaniaków, trzeba by się chyba kłaść do grobu albo byle gdzie i z byle kim. Tak czy tak tragedia.&lt;br /&gt;Ale na szczęście, gdyby tak było - nie trzeba by na gwałt tworzyć już teraz bezpiecznej alternatywy w postaci przenudnego Ruchu Obywatelskiego „Polska XXI”&lt;br /&gt;Szans ten twór na przyciągnięcie uwagi wyborców – na razie nie ma żadnych ale po odpowiedniej obróbce i kilku rozjaśniających to ponure towarzystwo postaci, kto wie – biorąc pod uwagę, że do wyborów parlamentarnych jeszcze trzy lata, a po drodze wybory samorządowe i prezydenckie.&lt;br /&gt;Ten "Ruch" ma wielkie zadania przed sobą. Przede wszystkim pan Dutkiewicz, nie będąc konkurencją dla Donalda Tuska, swoim udziałem w wyborach prezydenckich może spowodować, że odbędzie się tylko jedna tura.&lt;br /&gt;Krótko mówiąc: „Taka opozycja „warta jest mszy” – albo nawet trzech.&lt;br /&gt;Jest tylko jeden kłopot. U nas, w małym prowincjonalnym miasteczku, dużo mówi się o tym, że Tusk wcale niespecjalnie pali się „ w prezydenty” i coś wspomina o swoim ulubionym Zdrojewskim, a dzielny Schetyna tylko go tak popycha i popycha do tej kończącej przecież polityczną karierę prezydentury.&lt;br /&gt;Czy nasz premier Donald Tusk, da się popchnąć Schetowi?&lt;br /&gt;Tyle tylko, że jest to przysłowiowe „dzielenie skóry na niedźwiedziu” bo czynnikiem decydującym jest czas. Do pierwszego poważnego sprawdzianu zostały całe dwa lata, a jak to dużo, można łatwo się przekonać, przeglądając choćby zasoby własnego bloga.&lt;br /&gt;Cała rzecz w tym, czy szczerze wierzymy, że scena polityczna jest już pełna?  Jeśli tak, wnioski pani Renaty mogą być przynajmniej po części słuszne. Spójrzmy jednak na umowne centrum i jeszcze bardziej umowną prawą stronę.&lt;br /&gt;Cóż tu mamy? PO, PiS i być może ten 21wiek.&lt;br /&gt;Co ja mogę o tym układzie powiedzieć, powstrzymując się od charakterystycznego dla mnie prostactwa. Na pomoc przywołam alegorię kulinarną.&lt;br /&gt;Gotujemy na niedzielny obiad duży gar rosołu.&lt;br /&gt;W poniedziałek, żeby była jakaś odmiana, z pozostałego po niedzielnym obiedzie rosołu robimy zupę pomidorową. I co dalej? Na siłę można dodać ogórków, zielony barwnik i octu - by zupa udawała ogórkową, ale szczerze uważam, że to g…o nie ogórkowa.&lt;br /&gt;Albo inaczej.&lt;br /&gt;Co byście pomyśleli o kucharzu, który gotuje żurek, a po ugotowaniu wyjmuje z niego plastry boczku, pokrojoną kiełbasę i wszystko co może jeszcze wyjąć – i na tym co wyjął smaży jajecznicę, a po usmażeniu wyjmuje z niej wszystko, co jeszcze może wyjąć ponieważ ma w planie ugotować nam na tych resztkach „smaczności żurek”&lt;br /&gt;Co powiecie na takiego kucharza i gdzie go wyślecie, jak nie do piekła?&lt;br /&gt;A taką mamy od lat w naszej Polsce politykę i takich polityków a my zamiast wysłać ich wreszcie do diabła, gdzie ich miejsce - ciągle dajemy się nabierać tym cwaniakom.&lt;br /&gt;Konkluzją tego tekstu jest stwierdzenie, że trzeba zamiast szukać alternatywy, zacząć taką alternatywę tworzyć, nie bacząc na kpiny, dobre rady i prowokacje.&lt;br /&gt;Oni?&lt;br /&gt;W najlepszym wypadku podetkną nam pod nos do podziwiania kolejną kukiełkę na patyku, a zaręczam wam, że mają ich cały magazyn. Od czarnego konserwatysty do czerwonego lewaka, a wszystko tandeta oraz podróba.&lt;br /&gt;Całe życie mamy spędzić pod panowaniem sterowanych zza kulis politycznych lalek, tylko dlatego, że z gazet i TV ciągle dowiadujemy się o niemożności zepchnięcia ich ze sceny?&lt;br /&gt;Czy my jesteśmy aż tak beznadziejni by fascynować się wyborem między "dżumą i cholerą" jak pięknie napisała w tytule swojego postu pani RRK?&lt;br /&gt;Do cholery z taką alternatywą!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-4055357293209277526?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/4055357293209277526/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/miedzy-dzuma-cholera.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/4055357293209277526'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/4055357293209277526'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/miedzy-dzuma-cholera.html' title='Między dżumą a cholerą'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-1467762368563645628</id><published>2009-07-24T22:25:00.002-07:00</published><updated>2009-07-24T22:27:03.377-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bajka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><title type='text'>Nieudana bajka o smoku Wawelskim</title><content type='html'>Co to w ogóle za bajka, skoro okazuje się, że nawet Dratewka współpracował z bandytami Smoka. Jaki pożytek z takiej bajki dla ludu, że spytam? &lt;br /&gt;Jaka w takiej bajce sentencja filozoficzna, skoro jej główny bohater, taki niby Dratewka też współpracował?&lt;br /&gt;Zaraz namolni szperacze, tacy niby to historycy a tak naprawdę kanalie z piekła rodem zaczęli swoje spekulacje i rabiniczne wywody w rodzaju – a kto dostarczył siarkę, a czyj był baran?&lt;br /&gt;Czy Smok naprawdę był taki głupi, żeby pić wodę wprost z Wisły – czy może wręcz przeciwnie – bystry był, że pił, bo to czym zapłacił za kilkudziesięcioletnie terroryzowanie kraju to tylko ból brzucha i powracająca, uciążliwa acz całkiem niegroźna czkawka?&lt;br /&gt;Bo przecież nie rozpękł się Smok na 100 000 kawałków, jak wmawiano prostemu ludowi - tylko przestał się wygłupiać z pożeraniem ludzi, w zamian uzyskując błogi spokój a bandy rzezimieszków, które mu dotychczas służyły zabrały się żwawo za tłuczenie kasy.&lt;br /&gt; Stąd poszło, prawdziwe zresztą powiedzonko, że lepiej tłuc kasę niż ludzi.&lt;br /&gt;Życie w takiej bajce to nie żaden Makbeth. Jeśli trzeba - ręce z krwi można umyć nawet zimną wodą. Wie o tym każdy łajdak i prawie każdy morderca.&lt;br /&gt;Jak się mieszkańcy grodu Kraka wkurzali tak jawną niesprawiedliwością dziejową – zaraz napotykali gotową odpowiedź - że teraz Smoka nie ma, że demokracja, liberalizm i fachowość – że naprawdę i szczerze – tak z całego serca – trzeba się pogodzić z takim akurat wyrokiem losu.&lt;br /&gt;- Czego narzekacie, wszak Smok nie łasuje na waszych dziewicach? A poza tym to jesteście brudnymi śmieciami oraz mierzwą, a te wasze dziewice to wcale nie takie dziewice.&lt;br /&gt;Inny krzyczy: Odpieprzcie się od Smoka! Samiście  smoki!&lt;br /&gt;Od takiego gadania i pokrzykiwania, ludzie powoli pozmieniali się w diabli wiedzą co? Niektórzy mówią, że w jakieś lemingi – inni, że w krowy, które łakną by je skutecznie doić i tylko o tym dojeniu marzą, oraz ciepłej obórce z „wygodami”&lt;br /&gt;Dratewka - ech – Szkoda gadać o tym całym Dratewce!&lt;br /&gt;Gorsza sprawa, że nagle Smoka postawiono przed sądem. Smok się mocno posunął w latach. Zęby mu dawno wypadły i na pierwszy rzut oka raczej wzbudza litość niż grozę.&lt;br /&gt;Dratewka wygłupia się i wrzeszczy, że niby jak można sądzić teraz – po bez mała dwudziestu latach tego naszego Wawelskiego Smoka, którego przecież on sam rozpęknął na 100 000 kawałków swoim sprytem w istocie szewskim i przy kopycie nabytym.&lt;br /&gt;No właśnie!&lt;br /&gt;Smok przemawia przed sądem w swojej obronie, że niby musiał konsumować dziewice oraz inne wszeteczeństwa wyprawiać, tylko po to by jego miejsca nie zajął smok prawdziwie groźny i nieprzyjemny. Smok przedstawia sam siebie w jak najlepszym świetle. Smok się smoczy i mówi, że „honor, patriotyzm i powinność”&lt;br /&gt;Chór demokratów „w pierwszym pokoleniu” drze mordy, że nie wolno sądzić Smoka, że nawet Dratewka … i takie tam.&lt;br /&gt;Mieszkańcy grodu Kraka w większości chcieliby zobaczyć Smoka tańczącego na lodzie w parze z Dratewką. Chcieliby zobaczyć efektowne piruety i Smoka podrzucającego Dratewkę pod sufit hali lodowej - a po szczęśliwym powrocie Dratewki w objęcia Smoka – jeszcze więcej ich wzajemnych niedwuznacznych czułości.&lt;br /&gt;Nieliczni złośliwcy – ludzie, którzy nie wiedzą z której strony chleb jest posmarowany masłem, marzą o tym, by lód okazał się wreszcie zbyt kruchy.&lt;br /&gt;I ciemność – żeby ciemność pochłonęła raz na zawsze Smoka i jego ferajnę.&lt;br /&gt;Ciemna, lodowata woda - piekło bezlitosnej pogardy i zapomnienia. Przerażające piekło w którym brakuje miejsca na ostatni oddech.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-1467762368563645628?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/1467762368563645628/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/nieudana-bajka-o-smoku-wawelskim.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/1467762368563645628'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/1467762368563645628'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/nieudana-bajka-o-smoku-wawelskim.html' title='Nieudana bajka o smoku Wawelskim'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-5643492209307352779</id><published>2009-07-24T22:25:00.001-07:00</published><updated>2009-07-24T22:25:50.213-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Golem'/><title type='text'>Golem 2 - Parakalein</title><content type='html'>Parakalein rąbał drewno na opał.&lt;br /&gt;Przed drewnianą szopą piętrzył się stos pociętych na plastry pni oraz drugi, daleko większy i bardziej rozwichrzony, rozmaitej grubości gałęzi.&lt;br /&gt;Do pracy zagonił swoich przyjaciół: Zbyszka, Kazka i Parakaleina. Nie zapomniał też o Baśce.&lt;br /&gt;Wyjaśnijmy od razu, że Parakalein nie należy do mężczyzn, którzy do rąbania drzewa zaganiają kobiety. Baśka jest piłą, Zbyszko ostrym toporkiem, Kazek siekierą a Parakalein również siekierą. Bardzo potężną i ciężką siekierą, taką siekierą, jaką się bierze do ręki dopiero w ostateczności.&lt;br /&gt;Oczywiście nikt nie wiedział, że Parakalein nazwał największą siekierę własnym imieniem, w ogóle nikt nie wiedział o zwyczaju nadawania imion narzędziom, których używał, aby te lepiej pracowały.&lt;br /&gt;Pomysł zaczerpnął od sąsiada ogrodnika, którego podsłuchał przypadkiem, gdy ten przemawiał czule do swoich roślin.&lt;br /&gt;- No, Kazek, łupej mi tu piknie na scypecki... - burknął pod nosem i zaczęli pracę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parakalein rąbał drewno. Wokół zapachniało lasem. Ostro świeciło chłodne, październikowe słońce i świat wydawał się idealny w swojej prostocie.&lt;br /&gt;Kiedy na chwilę przerywał by rękawem kraciastej, flanelowej koszuli otrzeć pot z czoła z przyjemnością spoglądał na intensywnie zielone stoki pagórków i majaczące w oddali ośnieżone szczyty, miał wrażenie, że patrzy na wyidealizowaną tapetę na ekranie swojego laptopa.&lt;br /&gt;- Czołem sąsiedzie! Piękny widok, prawda? - KJ Wojtas uśmiechał się zza płotu - Dobrze jest zacząć pracę w taki dzień. Nie chcę przeszkadzać, ale dzisiaj rano listonosz zostawił u mnie dwadzieścia cztery przesyłki z Chin dla sąsiada. Złośliwi są i konsekwentni nasi żółci bracia. Niech Pan zwróci uwagę, że u nas już wszyscy o całej sprawie zapomnieli a oni przysyłają i przysyłają. Szkoda tylko, że przeważnie Chopina, ale z drugiej strony...&lt;br /&gt;- Kapecke książek tyż było: Lem, Sienkiewicz - dyć faktycnie Chopina to już aż na dość. Tela dobze, że muzyka to muzyka, bo jak książki po chińsku to nijak z nik pozytku ni mo.&lt;br /&gt;- Rozsyłam, rozdaję, a te pieruny zaś ślą i ślą.&lt;br /&gt;- Ich jest miliard z hakiem, drogi Parakaleinie. Chyba Pańska komórka dzwoni! Ustawił sąsiad „Etiudę rewolucyjną" jako dzwonek? Tego się po sąsiedzie nie spodziewałem!&lt;br /&gt;Parakalein podszedł do jabłoni, zdjął przewieszoną przez gałąź kurtkę i wygrzebał z kieszeni telefon. Spojrzał na wyświetlacz -&lt;br /&gt;Spojrzał na wyświetlacz -  KJ pocekaj, to Rybitzky dzwoni!&lt;br /&gt;Wojtas nie tylko poczekał, ale nawet odsunął tajną sąsiedzką sztachetę, nie bez pewnego wysiłku przedostał się na podwórko Parakalina i usiadł wygodnie na pieńku.&lt;br /&gt;- No godoj wartko chopie jak tam po prowdzie było? Kielo Cie tom cymali? Heeej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;KJ Wojtas dopiero siedząc na pieńku przypomniał sobie, że chciał namówić Parakaleina na degustację i wyrażenie fachowej niezależnej opinii, w związku z czym wyciągnął zza pazuchy piersiówkę i starannie nalał przezroczystego różowawego płynu do dwóch mikroskopijnych kieliszków, które służyły dotychczas jako zakrętka.&lt;br /&gt;- Heeej?  No dyć sharpaganili ! Rozumiem, że koty - ale ludziska przeca radzi kociskom - i co ma piernik do wiatraka. Heej? I ich tyz? Nicpoń? Nicpoń jest wadliwy, bo siem jakosik poramoształ.&lt;br /&gt;- Wielkie mi  ho, syćka to przeca wiedzom!&lt;br /&gt;KJ Wojtas starał się nie słuchać, zresztą z samych odpowiedzi Parakaleina niewiele mógł wywnioskować.&lt;br /&gt;Wreszcie skończyli. Parakalein usiadł na pieńku i odruchowo wypróżnił podsunięty mu kieliszek zakrętkę.&lt;br /&gt;- No i jak smakuje?  - Zapytał KJ Wojtas, który nie chciał być natarczywy i od razu wypytywać o Rybitzky`go.&lt;br /&gt;- Co, jak smakuje?&lt;br /&gt;- Jak to co, moja nowa cytryńcówka? Dodałem tym razem...&lt;br /&gt;- Jaka cytryńcówka? - Parakalein był wyraźnie zdziwiony.&lt;br /&gt;- No - to co wypiłeś przed chwilą!&lt;br /&gt;- Co wypiłem? To w nakrętce? - Takie psińco,  żem nie obacył nowet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parakalein przyjął podaną mu piersiówkę i tym razem pociągnął wprost z niej łyk o jakim można powiedzieć, że jest sporym i wystarczającym łykiem aby po łyknięciu takiego łyka można było wydać uczciwą acz subiektywną opinię.&lt;br /&gt;- Krucafuks, pysna, kie jasno cholera!!&lt;br /&gt;KJ Wojtas uśmiechnął się z zadowoleniem patrząc na sąsiada wpatrzonego w oddalone górskie szczyty.&lt;br /&gt;- W kiepeli pojaśnio i  wyosco łostrość widzenia. Mgła schodzi z gór&lt;br /&gt;Teraz już bez dalszej zwłoki Parakalain zaczął opowiadać o tym, czego dowiedział się od Rybitzky`ego. O jego rozmowie z Kaczokratosem, z której Rybitzky wyniósł dwie nauki - pierwszą, że obydwie strony politycznego konfliktu mają zamiar w nieskończoność go eskalować a drugą, że musi zacząć naprawdę na siebie uważać.&lt;br /&gt;Mimo wszystkich uśmiechów, zapewnień i najwyższego stopnia szczerości na jaką zdobył się znany z nieufności Kaczokratos, Rybitzky pojął, że ma być po prostu użyty jako broń w jednej ze starannie przygotowywanych medialnych potyczek. Potyczek, w których najdoskonalsza znajomość raciborskiej sztuki walki, znanej jako „brudne jujitsu" może nie być wystarczająca by czuć się naprawdę bezpiecznym.&lt;br /&gt;Opowiedział też Wojtasowi o „akcji kot" przygotowywanej wedle słów Kaczokratosa przez jak ten się wyraził „cwaniaków z PO" która miała rozpocząć się wieczorem od porażających anty kocich informacji podanych w wieczornych „Wydarzeniach"&lt;br /&gt;- Rybitzky prawi, ze majom odgrzoć syćkie anty kocie ludowe bajdy. Niby to jakosik kampanio na  wyśpekulowanie licona, dyć na mój dusiuk felerno, bo Kaczokratosa to tera z alimentami syćka śpekulujom a nie z kotami.&lt;br /&gt;- Czy oni nie mają większych zmartwień? - zdziwił się  KJ Wojtas i rozlał resztę cytryńcówki do srebrnych kieliszków.&lt;br /&gt;- Mają, mają! Rybitzky nie kcioł syćkiego godoć bez telefon, a przeca i tak wiecorem bedzie hawok, znaczy u mnie - u nos - w gości.Ciupnie se ze dwa, tsy dni dla własnego bezpieceństwo i kapecke łodsapnie wedle smreków. Momy nad cym pośpekulować.&lt;br /&gt;Tak łogólnie, chodzi o to, że jakesik ceper RB wśmarował do sieci kilka tygodni temu tekst, i wymędrolił trafnie caluśki sereg wydarzeń, nowet ten  spontanicny przeca wycyn Rybitzky`go s psyduseniem Palikotasa. Kaczokratos miarkuje, że Rybitzky pracuje dla jakiejsik tajnej grupy co to śtuderujom s politycnym marketingiem, bo przeca ino Rybitzky wie, cy jego wycyn był spontanicny cy zaplanowany? Kaczokratos jezd strapiony i kapke zmiesany bo przeca samiućki  wyzdyjoł o wystawieniu Rybitzky`ego w tej debocie, a ten cały RB wyśmarowoł to syćko duzo wceśni.&lt;br /&gt;- O! - KJ Wojtas pojął nagle jak bardzo interesująca może być ta sprawa.&lt;br /&gt;- O! - powtórzył.&lt;br /&gt;- Rybitzky prawi, że jak ino spozirnoł na tekst tego RB, bo Kaczokratos dał mu wydruk do przecytanio, pierunem pokapował, kto to naśmarowoł, ale gębę zawrył  i pary  nie puścił. Tera jest ino taki frasunek, cy piekielnie tajno słuzbo tyz ten tekst RB dopodło? Cy inksa strona tyz wi? Bo widzicie gazdo - abo to jakesik  baz skomplikowany spisek, abo Rybitzky faktycnie cusik knuje na własną rękę, abo ten RB to jakesik cholerny prorok. Jeśli to łostatnie, to może być nie lado haratacka.&lt;br /&gt;- O! - powtórzył KJ&lt;br /&gt;............ &lt;br /&gt;RB otworzył swój budzący grozę w całym Referacie czarny notes i na samej górze białej, zupełnie dziewiczej strony napisał czarnym cienkopisem podejrzane i chwilowo nie znajdujące żadnego zastosowania słowo: „śmigło"&lt;br /&gt;Starannie podkreślił je dwoma równoległymi, idealnie prostymi liniami.&lt;br /&gt;To była gra.&lt;br /&gt;Rzucił piłkę a oni ją złapali.&lt;br /&gt;Chociaż czuł w sobie moc i widział wyraźnie ciąg napływających wydarzeń, po opublikowaniu tamtego tekstu zaczęły dręczyć go wątpliwości.&lt;br /&gt;Do tego, że jego prognozy sprawdzają się w osiemdziesięciu - dziewięćdziesięciu procentach był przyzwyczajony. Tyle tylko, że kiedyś konstruował swoje przyszłościowe fantazje w sposób bardzo ogólny i tylko dla własnej satysfakcji.&lt;br /&gt;To, co opublikował wówczas w sieci, pchnięty jakimś dziwacznym impulsem było bardzo szczegółowym opisem kolejnych medialnych sztuczek, jakie zostaną zastosowane przez PO i PiS w ciągu trzech kolejnych tygodni. I wszystko sprawdziło się, co do joty.&lt;br /&gt;Nie był naiwniakiem i zdawał sobie sprawę, że najbardziej prawdopodobną wersją jest ta, mówiąca, że sztaby pijarowców po prostu przeczytały jego tekst a potem wzięły jego proroczą wizję za uporządkowany szereg wskazówek- i tak je traktując - zrealizowały punkt po punkcie.&lt;br /&gt;Niepokoił go tylko casus Rybitzky`ego.&lt;br /&gt;Znał, czytywał jego teksty i obraz tego chłopaka, jaki sobie na bazie tej lektury wyrobił, nijak nie pasował do takiego spisku. RB nie wierzył by Rybitzky dał się wciągnąć i zechciał, kalkulując na zimno wziąć udział w spektaklu z Palikotasem.&lt;br /&gt;Inną rzeczą było ogolenie tego krzykacza na łyso. Ten szczegół dodał w swym proroctwie dla żartu, a oni - oni najwyraźniej się na to nabrali, co znaczyło, że przynajmniej chłopcy z PO w pewnym momencie dotarli do jego tekstu. Uznali go za bardzo ważny, ważny na tyle by zacząć go realizować.&lt;br /&gt;RB ponownie otworzył notes na stronie gdzie napisał „śmigło" i teraz zauważył maleńką ciemnoczerwoną plamkę-plamkę krwi. Spojrzał na tonący w półmroku sufit.&lt;br /&gt;Śmigło, krew i Chlebotas.&lt;br /&gt;RB zamyślił się i zdecydowanym, ostrym, raniącym papier pismem zanotował na dole strony.&lt;br /&gt;„ Jutro poseł Chlebotas zostanie przyłapany w lokalu Sofia przez gorliwego reportera - „in flagranti" z panną Jolą, byłą stewardessą linii lotniczych LOT, podczas wykonywania tak zwanego „śmigła" Kaczokratos natychmiast wykorzysta nadarzającą się okazję by rozpocząć kampanię ogólnopolskiego umoralniania pod hasłem „Nie potrzeba nam tutaj cudzoziemskich śmigieł" Na takie dictum, Marszałek Komorotas odpowie w programie „Kawa czy herbata?" że Polacy potrafią się seksić nawet pod zawartymi drzwiami stodoły. Po godzinie piętnastej..."&lt;br /&gt;RB pisał w natchnieniu a wokół niego fruwały maleńkie papierowe anioły produkowane masowo, przez nie-obawiającą się recesji NFDB ( Niebiańską Fabrykę Dzielnego Borgesa).&lt;br /&gt;Z nieskazitelnie białego sufitu kapała słona krew i pomieszczenie, w którym RB siedział za biurkiem powoli wypełniło się magią pierwszej kategorii.&lt;br /&gt;Gdy skończył, wstał i wyjrzał na korytarz. W całym budynku panowała niezakłócona niczym cisza. Podłogi lśniły. Klimatyzacja działała a dziwaczny trumienny portret hetmana Sanguszki bezdusznie acz koso spoglądał ze ściany.&lt;br /&gt;Wszystkie drzwi zostały starannie zamknięte.&lt;br /&gt;Systemy alarmowe włączone.&lt;br /&gt;Kamery były przygotowane by zarejestrować najmniejszy nawet ruch na każdym z setek korytarzy firmy.&lt;br /&gt;RB nie miał zamiaru wychodzić z pokoju. Od świata nie potrzebował dosłownie niczego. Nie pił, nie jadł a nawet - trzeba to napisać - nie oddychał.&lt;br /&gt;Wystarczyło mu, że upewnił się, iż wszyscy opuścili budynek. Starannie zamknął drzwi i usiadł przy swoim własnym, jedynym w swoim rodzaju biurku.&lt;br /&gt;Nie potrzebował świata, ale świat cholernie potrzebował właśnie jego.&lt;br /&gt;Bywa i tak.&lt;br /&gt;W całym Referacie - poza nim nie było już nikogo. Został sam.&lt;br /&gt;Zamknął swój czarny notes i włączył komputer.&lt;br /&gt;- Witaj Panie Ciemności! - odezwał się głośnik.&lt;br /&gt;- Czołem staruszku! - odpowiedział Referent i podniósł białe skrzydło skanera.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;...&lt;br /&gt;Schetynokrates chrząknął i ponownie usiadł na blacie biurka Premiera. Przez chwilę żałował, że w ogóle wstawał, dzięki czemu, jak mniemał - Tuskoides mógł zyskać pewną psychologiczną przewagę.&lt;br /&gt;Tuskoides najwyraźniej nie był zainteresowany zyskiwaniem żadnej, nawet psychologicznej przewagi. Ciężko oddychał i wzdychał niczym bohater dziewiętnastowiecznej powieści obyczajowej a potem „ni z gruszki ni z pietruszki" - powiedział:&lt;br /&gt;- I świnia jest ssakiem! I goryl też jest ssakiem! -  Sorry - drogi Schecie, ale trochę nie panuję nad sobą. Po co ogoliliście tego nieszczęsnego Palikotasa? Po jaką cholerę ogoliliście tego durnia na tak zwaną pałę?&lt;br /&gt;- Natrafiliśmy na proroctwo, szefie. Bez względu na to jak to głupio brzmi, ale natrafiliśmy przy okazji sprawy Rybitzky`ego na cholernego, pieprzonego proroka - na faceta który przewidział wszystkie wyczyny Kaczostratosa i nasze. Służby sprawdziły wszystko! W tym nie ma żadnego fałszerstwa. Ten cały RB - facet tak się podpisuje - przewidział na końcu, ale pamiętaj, że wszystkie poprzednie jego prognozy się sprawdziły - atak tego całego Rybitzky`ego... choć nie wymienił nazwiska ale napisał wszystko tak jak było, że młody...że ...&lt;br /&gt;- Po prosty był jakiś przeciek - cholera!&lt;br /&gt;- Żaden przeciek! Tu jest dokumentacja! - Schetynokrates pomachał przed oczami Tuskoidesa błękitnym robakiem pendriva. Problem jest w tym, że żadne służby - nawet sam diabeł nie może go namierzyć. Wspominam o diable nie bez powodu. Zgadnij jak wygląda IP tego całego RB?&lt;br /&gt;Co robisz taką minę? Jasne, że trzy pieprzone szóstki. Nie ma w całym świecie takiego IP.&lt;br /&gt;- I co?&lt;br /&gt;- Jak to „i co?" Mnie to na przykład bardzo niepokoi. Ciebie nie - herr premier?&lt;br /&gt;Schetynokrates roześmiał się i jakby na deser wyjął z kieszeni marynarki złożoną na cztery kartkę papieru.&lt;br /&gt;- Drogi Tuskoidesie! Wielce szanowny panie premierze! Jeszcze mamy to -  Przeczytaj, proszę! Wczoraj wieczorem całe Trójmiasto zostało oklejone takimi oto plakacikami.&lt;br /&gt;- To też robota tego RB? Kto tu się podpisał? Triarius w imieniu Oswalda Spenglera? - Cholera, skąd ja znam to nazwisko? A jaki, kurwa, dopisek - „który na razie nie potrafi nic napisać po Polsku" Schetynokratesie - to jakiś żart?&lt;br /&gt;- Nie Panie!&lt;br /&gt;...&lt;br /&gt;Parakelein spojrzał jeszcze raz na gasnący wraz z zachodzącym Słońcem krajobraz i odwróciwszy się do Wojtasa powiedział:&lt;br /&gt;- Jest zbyt pikny coby móg być prawdziwy, hej. Jutro...&lt;br /&gt;- Jutro - Jutro to będzie futro! - odpowiedział KJ wstając z pieńka. Za kilka godzin przywitamy tutaj Rybitzky`ego i tego jego Zmyślonego kumpla. Trzeba przygotować im jakiś pokój. Lepiej zawołaj Zośkę!&lt;br /&gt;- Zośka! - zawołał Parakelein.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-5643492209307352779?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/5643492209307352779/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/golem-2-parakalein.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/5643492209307352779'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/5643492209307352779'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/golem-2-parakalein.html' title='Golem 2 - Parakalein'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-1124059085326434128</id><published>2009-07-24T22:23:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:24:46.507-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='postpolityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wolszczan'/><title type='text'>Ktoś zwędził Europę!</title><content type='html'>To, że profesor Wolszczan nie otrzymał nagrody Nobla nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Gdyby się Wolszczan „znoblił” miałbym się z powodu Wolszczanowego znoblenia  puszyć?&lt;br /&gt;Wolszczanem się nadymać?&lt;br /&gt;Ja, który lubię popatrzeć w niebo przez lornetkę i pouczyć małego, szczebiotliwego synka w kwestii planet, gwiazd czy galaktyk?&lt;br /&gt;Nic nie mam do Wolszczana – jako astronoma - ale jako nieodrodny „synalek” Gombrowicza nie będę nadymał się Wolszczanem, podobnie jak nie nadymam się Sobieskim, Chopinem, Miłoszem - czy nawet samym Gombrowiczem – he… he!&lt;br /&gt;Gdyby tacy na przykład, Amerykanie nadymali się każdym Noblistą - popękaliby niczym prosięta!&lt;br /&gt;Dodam, że bardzo lubię astronomów a już szczególnie mechaników nieba.&lt;br /&gt;Ale czy muszę się z tego powodu nadymać ich osiągnięciami, albo lizać rany po ich prestiżowych porażkach?  Moje są?&lt;br /&gt;– Nie, do kroćset!&lt;br /&gt;Młodzi, wykształceni – z wielkich miast – czytajcie wy Gombrowicza ze zrozumieniem, który jest aktualny – do bólu!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;…………..&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;W poprzednim tekście pisałem żartobliwie o krachu gospodarczym, który nas dopadł.&lt;br /&gt;Europę krach dopadł niczym lew.&lt;br /&gt;Media „bajerują” a ich wysiłki są prostacką „grą na czas”&lt;br /&gt;Z tego kryzysu, a jest to przede wszystkim kryzys zaufania, USA wyjdą pokaleczone – ale wyjdą na „zwycięski remis”&lt;br /&gt;Europa pogrąży się ostatecznie w socjalizmie – na dodatek w socjalizmie takim – jaki znają starsi z tutaj piszących, czyli w socjalizmie realnym ( bez względu na to co miałoby to znaczyć)&lt;br /&gt;Europa albo pójdzie w kierunku modelu chińskiego – państwowego - niewolniczego  łże kapitalizmu, albo w kierunku socjalizmu w stylu wczesnego Gierka, jeszcze przez jakiś czas zamazując istotne problemy społeczne i gospodarcze.&lt;br /&gt;Cała zabawa tak czy tak skończy się rzezią – proszę zapamiętać, że mnie to zupełnie nie cieszy!&lt;br /&gt;Ludzie zamieszkujący ten fajny kawałek naszej planety, nazwany Europą  - powinni wreszcie zdać sobie sprawę z tego co ich ( nas ) czeka w najbliższych latach, jeśli nie chcą ( chcemy ) kolejny raz przerabiać na własnej skórze najwyraźniej słabo odrobionej lekcji dwudziestowiecznych totalitaryzmów.&lt;br /&gt;To chyba była dostatecznie gorzka lekcja – szczególnie dla takich narodów jak nasz? Może się mylę - może potrzebna nam tu jest dogrywka?&lt;br /&gt;Popatrzmy w górę na nasze europejskie elity polityczne: &lt;br /&gt;Sarkozy?&lt;br /&gt;Brown?&lt;br /&gt;Berlusconi?&lt;br /&gt;Zappatereo?&lt;br /&gt;Tusk?&lt;br /&gt;Merkel?&lt;br /&gt;– czy inni – braci Kaczyńskich nie wyłączając……?&lt;br /&gt;To są przywódcy Europy, czy wykreowane przez pijarowskie małpy - typki,  typeczki – typkoniuniunieczki?&lt;br /&gt;Jeśli Stany „oleją” Europę pod względem strategicznym, o czym wielu lewackich bandytów dzisiaj marzy – i zabiorą stąd swoje militarne zabawki – będzie nam wszystkim „kęsim”&lt;br /&gt;Z workiem wydrapanych z martwej gleby ziemniaków, niesionym na  na plecach – czmychając przez chaszcze  – nie będzie jeden z drugim Europejczyk  rozpatrywał mądrości wydukanych przez Tomasza Lisa., albo innego Donalda Tuska.&lt;br /&gt;Skończą się rządy malowanych Europejskich lalek.&lt;br /&gt;Popyt, podaż, nieznośne ciężary fiskalne – sprawy i sprawki naszej niechcianej, choć zupełnie nowej - urzędniczej i bardzo upaństwowionej szlachty.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Porywają  Europę a my pragniemy, by tylko nikt nie wezwał nas na świadków porwania. Byśmy nie musieli zeznawać przed trybunałem złożonym z naszych dzieci.&lt;br /&gt;Nie daj Boże w roli oskarżonych o współudział, że o sprawstwie kierowniczym już nie wspomnę, bo chyba każdy rozumie, że demokracja praktyczna, to teraz tylko pic i bujda - bujda na resorach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-1124059085326434128?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/1124059085326434128/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/ktos-zwedzi-europe.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/1124059085326434128'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/1124059085326434128'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/ktos-zwedzi-europe.html' title='Ktoś zwędził Europę!'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-9140360489234369402</id><published>2009-07-24T22:20:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:23:40.032-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PO'/><title type='text'>Czy popieranie PO jest obciachowe?</title><content type='html'>Zanim wybiorę się na Salonowy Szczyt do Warszawy, uznałem, że właściwym ukłonem wobec naszego drogiego gospodarza będzie kupienie dzisiejszej Rzeczpospolitej. Swoją drogą - trzy złote i czterdzieści groszy to jednak rozbój w biały dzień – ale machnąłem na to ręką. Niby mógłbym kupić w zamian dwie Wyborcze i jeszcze schować do kabzy czterdzieści groszy – ale z drugiej strony, co ja bym robił z dwiema Wyborczymi? Ok., nie narzekam.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Poszczęściło mi się bo w numerze artykuł naszego Igora, do którego to artykułu mam kilka uzupełniających uwag, czyli okazję do nasmarowania tekstu. Dla chytrusów, którym żal było 3,40 – daję linka do wersji elektronicznej:&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;http://www.rp.pl/artykul/16,205327_Igor_Janke__Zmasakrowac_prezydenta.html&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Igor na początku pisze, że Prezydent sam się wystawił na ciosy, że przegrał kolejny konflikt niejako na własne życzenie, że „popełnił błąd, ruszając do boju ze straconej pozycji”&lt;br /&gt;Nie mogę się z tym zgodzić. Mam wrażenie, że spece od wizerunku ze strony Pałacu i PiSu - zresztą też, wreszcie załapali na czym polega zabawa w postpolityczny magiel. Nieprzypadkowo Lech Kaczyński tryskał humorem udzielając wywiadu TVP, tuż przed wyjazdem na wiadomy szczyt.&lt;br /&gt;Gdyby redaktor Janke czytywał Rzepę a szczególnie wywiad pani Subotić z Adamem Lipieńskim -&lt;br /&gt;http://www.rp.pl/artykul/16,204056_Rzady_PO__to_polityczna_telenowela__.html&lt;br /&gt;-zauważyłby niewątpliwie jak gorliwie pan Adam - człowiek całkiem niedawno wystawiony na medialny strzał przez panią Begger – odrobił lekcje. Najwyraźniej ktoś wreszcie zauważył, że stratedzy PO przeszarżowali. W momencie, gdy dopuszczono do głosu, gdy pozwolono politycznej drobnicy prowokować i obrażać Prezydenta, w zasadzie było już „po zawodach” a Lech Kaczyński brnąc dalej w konflikt zaczął zyskiwać – albo inaczej – strona rządowa zaczęła tracić, ponieważ łatwo było zauważyć kompletne zachwianie hierarchii, na co ludzie są dość czuli.&lt;br /&gt;Premier wykłócający się z Prezydentem jest do przyjęcia, ale przecież nie Nowak, Arabski czy Klich? O Palikocie nie wspomnę bo jemu się wybacza, na zasadzie politycznych „żółtych papierów” Do jego wyskoków wszyscy się już przyzwyczaili, ale tamci? Jest takie starodawne powiedzonko: „ co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie”&lt;br /&gt;Inna rzecz jest taka – kto na tych ciągłych starciach zyskuje? Igor uważa, że sprytne PO, ustawiające przeciwnika w narożniku, narzucające styl walki a nawet same jej zasady. Ja z kolei sądzę, że zyskuje także PiS, że zyskują obydwie największe partie. To my patrząc idealistycznie na to co się dzieje na politycznej scenie ciągle biadamy nad upadkiem politycznego obyczaju, nad cyniczną postpolityką – to nam się wydaje, że politycy okładający się skarpetami wypełnionymi łajnem tracą wiarygodność.&lt;br /&gt;Ale jakie są tego efekty? Otóż po raz pierwszy doszło do sytuacji, że tak naprawdę na scenie politycznej mamy już tylko dwie partie. Zwróćcie uwagę, że w trakcie tego wielodniowego, kompromitującego konfliktu, praktycznie niesłyszalny był głos liderów innych partii.&lt;br /&gt;Wypowiadali się – owszem – ale był to pisk myszy wymiatanej z salonu. Co z tego, że w salonie cuchnie, skoro salon to salon a na dworze ziąb.&lt;br /&gt;                                                                                         &lt;br /&gt;Jeszcze jedno. Igor napisał kapitalny kawałek, ale przy okazji mógł zadać bardzo ciekawe pytanie, a nie zadał. Napisał:&lt;br /&gt;„Mimo że wszyscy widzą, jak kompromitujące jest mówienie o pijaństwie prezydenta czy jego problemach żołądkowych, Palikot i jego partyjni koledzy na to nie zważają. Bo przekaz trafia tam, gdzie ma trafić. Do czytelników „Faktu” i „Super Expresu”&lt;br /&gt;Aż się prosi by wywlec przy okazji sprawę elektoratu PO. To jest zadziwiające, że partia która uważa się za partię inteligencji, za partię młodych, wykształconych i mieszkających w „miastach ludnych” używa do ich pozyskiwania i utrzymywania w stanie gotowości bojowej metod tak prostackich.&lt;br /&gt;Byłoby coś nie w porządku z tak dumnie obnoszonymi cechami statystycznych wyborców PO, że trzeba im wysyłać komunikaty rodem spod politycznej budki z piwem?&lt;br /&gt;Coś jest nie tak. Może trzeba będzie na nowo zdefiniować grupę docelową do której PO zwraca się wysyłając taki przekaz? Może nie „młodzi i wykształceni” a raczej ci, którzy chcą za takich uchodzić – skoro dają się prowadzić na smyczy tak marnej i powtarzalnej, przewidywalnej do bólu propagandy? Może nadszedł czas by zadać moje tytułowe pytanie:&lt;br /&gt;Czy popieranie PO jest obciachowe?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-9140360489234369402?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/9140360489234369402/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/czy-popieranie-po-jest-obciachowe.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/9140360489234369402'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/9140360489234369402'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/czy-popieranie-po-jest-obciachowe.html' title='Czy popieranie PO jest obciachowe?'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-5727345370475176186</id><published>2009-07-24T22:19:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:20:34.556-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Spengler'/><title type='text'>Spengler o mediach</title><content type='html'>Uważajcie bo dzisiaj popełniam dwa wykroczenia jednocześnie. Nie dość, że wklejam tekst nieżyjącego od 72 lat Oswalda Spenglera&lt;br /&gt;http://pl.wikipedia.org/wiki/Oswald_Spengler&lt;br /&gt; – to jeszcze - jakby tego było mało - korzystam z tłumaczenia blogera Triariusa, który opublikował poniższe wyimki z Dzieła na własnym blogu w kwietniu tego roku. &lt;br /&gt;http://bez-owijania.blogspot.com/search/label/Oswald%20Spengler&lt;br /&gt;Biorąc pod uwagę jak wiele tekstów i komentarzy publikowanych w Salonie24 dotyczy mediów, sądzę że poniższy tekst znajdzie czytelników, mimo tego, że został napisany 90 lat temu. Podział na mniejsze akapity pochodzi od autora tłumaczenia - Triariusa.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Oswald Spengler:&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;„Umysł liberalnej burżuazji jest dumny z zarzucenia cenzury, ostatniego hamulca, podczas gdy dyktator prasowy (...) utrzymuje swych skutych łańcuchami niewolników pod batem artykułów wstępnych, telegramów i obrazów. Demokracja za pomocą gazety całkiem wypędziła książkę z życia psychicznego ludu. Świat książek, ze swą obfitością postaw, zmuszających do myślenia, by wybrać i skrytykować, jest teraz prawdziwą własnością zaledwie niewielu. Lud czyta jedną określoną gazetę, "swoją" gazetę, która wmusza się codziennie milionami egzemplarzy przez frontowe drzwi, zaczarowuje intelekt od rana do wieczora, spycha książkę w zapomnienie samym swym layoutem, jeśli zaś jedna czy druga książka się ujawni, zapobiega i eliminuje jej możliwe skutki "recenzując" ją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co to jest prawda? Dla większości - to co bez przerwy czyta i słyszy. Zabłąkana mała kropelka może gdzieś się zaczepić i stworzyć sobie możliwość określenia "prawdy" - jednak to, co uzyska, będzie tylko jej prawdą. Ta inna, publiczna prawda danej chwili, ta która jako jedyna liczy się ze względu na skutki i sukcesy w świecie faktów, dzisiaj jest produktem Prasy. To czego chce Prasa, jest prawdziwe. Jej komendanci budzą, przekształcają, zamieniają ze sobą prawdy. Trzy tygodnie działania prasy i dana prawda jest uznawana przez każdego.&lt;br /&gt;+&lt;br /&gt;Jej tezy są nie do odrzucenia - dokładnie tak długo, jak długo wystarcza pieniędzy, by je utrzymać w nienaruszonym stanie. Klasyczna retoryka także była nacelowana na efekt, a nie na zawartość - jak to błyskotliwie ukazuje Szekspir w mowie pogrzebowej Antoniusza. To, czego pragnie nasza Prasa, to stała skuteczność. Musi trzymać umysły ludzi bez przerwy pod swym wpływem. Jej argumenty zostają obalone od razu, gdy tylko przewaga siły ekonomicznej przechodzi na stronę kontrargumentów, przywodząc je jeszcze częściej przed oczy i uszy ludzi. W tym momencie busola publicznej opinii zmienia kierunek na przeciwny, w kierunku silniejszego bieguna. Każdy momentalnie przekonuje sam siebie do tej nowej prawdy, uważając, że przejrzał na oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[ _ _ _ ]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dzisiejszej walce taktyka polega na pozbawieniu przeciwnika broni. W niewyrafinowanym dziecięctwie swej potęgi, gazeta cierpiała z powodu oficjalnej cenzury, którą obrońcy tradycji stosowali we własnej obronie, burżuazja zaś wołała, że wolność myśli jest zagrożona. Teraz ogół potulnie idzie za nią i zdecydowanie zdobyła dla siebie tę wolność. Jednak w tle, niewidoczne, nowe siły walczą między sobą kupując prasę. Choć czytelnik tego nie obserwuje, gazeta, a z nią i on sam, zmienia panów. Tutaj triumfuje pieniądz, zmuszając wolne umysły do służenia sobie. Żaden treser nie ma większej władzy nad swymi zwierzętami. Spuść z uwięzi ludzi jako masę czytelników, a popędzą ulicami, by rzucić się na wskazany cel, terroryzując i rozbijając szyby. Drobna aluzja skierowana do redakcji, a staną się spokojni i pójdą do domu.&lt;br /&gt;+&lt;br /&gt;Prasa to dzisiaj starannie zorganizowana armia ze swymi rodzajami broni i formacjami, z dziennikarzami jako oficerami i czytelnikami jako żołnierzami. Tutaj jednak, jak w każdej armii, żołnierz ślepo wykonuje rozkazy, zaś cele wojny i plany operacyjne zmieniane są bez jego wiedzy. Czytelnik ani nie zna, ani nie pozwala mu się znać celu, w jakim zostaje wykorzystany, ani nawet roli, którą ma spełnić. Nie można sobie wyobrazić jaskrawszej karykatury wolności myśli. Poprzednio ludzie nie odważali się swobodnie myśleć. Teraz odważają się, ale nie potrafią. Ich wola myślenia jest jedynie wolą myślenia na rozkaz, to zaś odczuwają właśnie jako swoją wolność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest także inna strona tej spóźnionej wolności - wolno każdemu mówić to co chce, ale Prasa ma wolność zauważania lub niezauważania tego co on mówi. Może skazać każdą "prawdę" na śmierć, po prostu nie podejmując się zakomunikowania jej światu - potworna cenzura milczenia, tym bardziej potężna, że masy czytelników gazet są absolutnie nieświadome jej istnienia. *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[ _ _ _ ]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiek "książki" ma na swych skrzydłach - z jednej strony kazanie, z drugiej gazetę. Książki są osobistymi przekazami, kazania i gazety stosują się do bezosobowego celu. [ _ _ _ ] te same rzeczy pojawiają się, i są koniecznym rezultatem, w europejsko-amerykańskim liberalizmie - "despotyzmie wolności przeciw tyranii", jak to wyraził Robespierre. W miejsce stosu i pręgierza, mamy wielką ciszę. Dyktatura przywódców partyjnych wspiera się na Prasie. Konkurencja stara się za pomocą pieniędzy przejąć czytelników - czyli po prostu lud! - masowo od wrogów i poddać ich własnemu umysłowemu szkoleniu.&lt;br /&gt;+&lt;br /&gt;Wszystko zaś, czego oni się uczą w czasie tego szkolenia to, co uznano, iż powinni wiedzieć - wyższa wola formułuje dla nich obraz świata wokół nich. Nie ma teraz konieczności, jaka istniała dla książąt baroku, narzucać poddanym służbę wojskową - wystarczy podjudzić ich umysły artykułami, telegramami i obrazami (...), aż zaczną wołać o broń i zmuszać swych przywódców do konfliktu z tymi, z którymi ci do konfliktu pragnęli zostać zmuszeni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jest koniec Demokracji. W świecie prawd, to dowód o wszystkim decyduje, w świecie faktów to sukces. [ _ _ _ ]”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-5727345370475176186?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/5727345370475176186/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/spengler-o-mediach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/5727345370475176186'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/5727345370475176186'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/spengler-o-mediach.html' title='Spengler o mediach'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-1812147763119825249</id><published>2009-07-24T22:18:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:19:39.345-07:00</updated><title type='text'>Tusk z niewielką pomocą swoich przyjaciół</title><content type='html'>Donald Tusk to nie Joe Coker wymiatający ze swoim bandem „With a little help from my friends” podczas festiwalu w Woodstock w roku Pańskim 69. Jest nieco podobny, ponieważ Cocker śpiewając udaje, że gra na gitarze, a towarzyszący mu gitarzyści wyśpiewują cienkimi głosikami - ale nie jest to na tyle znaczące podobieństwo by się jakoś specjalnie tym podniecać.&lt;br /&gt;Donald Tusk nie przypomina też tradycyjnych bohaterów zbiorowej wyobraźni w rodzaju Sobieskiego, Kmicica, Ahaba czy nawet Yossariana. Muszę szczerze napisać, że nasz Premier nie przypomina w ogóle nikogo, ponieważ jest współczesnym politykiem z gatunku, który obecnie jest gatunkiem preferowanym przez media a co za tym idzie przez wyborców, nazywanych przez oszołomów – lemingami.&lt;br /&gt;Zresztą – bądźmy szczerzy – w tym nie przypominaniu nikogo nie jest sam. Zresztą, może to i lepiej.&lt;br /&gt;Donald Tusk został Premierem z niewielką pomocą swoich przyjaciół i od tej pory wzbudzał we mnie tylko negatywne uczucia, których apogeum przypadło całkiem niedawno podczas ekscesów, jakich dopuścili się jego pachołkowie wobec Prezydenta.&lt;br /&gt;Jedno jest pewne. Tusk – co by nie mówić - ma niezwykle wysokie poparcie i prawie  jest skazany na objęcie fotela prezydenckiego po Lechu Kaczyńskim. Złośliwi twierdzą, że to będzie dla niego dziesięcioletni „wyraj” i setki meczów do obejrzenia na 100 calowej plazmie. Wybaczcie krytycy – jak piszecie często „Chyżego roja” itp. Muszę wyrazić zdanie odrębne.&lt;br /&gt;Uważam, że Tusk wcale nie jest najgorszą plagą, jaka mogła nas spotkać dzięki demokratycznym procedurom. Wystarczył rok rządzenia Polską by zorientował się, że tak naprawdę przeznaczono mu tylko rolę reprezentacyjną.&lt;br /&gt;Ba, nie tylko zorientował się, ale zaczął walczyć o swoją pozycję. Szybko, bardzo szybko musi teraz udowodnić, że nie jest malowanym liderem i kukiełką Schetyny. Wiadomo,że wypychając na aut Rokitę musiał się na kimś oprzeć – na kimś, kto dysponuje realną siłą. Wybrał pana Grzegorza i tak już zostało, ale ile można się cofać?&lt;br /&gt;Tym bardziej, że Tusk ma przecież świadomość, że to on jest twarzą zarówno rządu jak i całego PO. W tej roli nie zastąpi go Schetyna ani nikt z obecnych wiceliderów partii, choćby się przemalował na zielono i budził sympatię jako Shrek.&lt;br /&gt;Za dużo włożono pracy w wykreowanie lidera by teraz, gdy lider z konieczności zaczął czuć w sobie i kości i krew – dawał się nadal spychać na margines.&lt;br /&gt;Zresztą jest to prawie niewykonalne zadanie - windować kogoś na piedestał i jednocześnie z niego spychać.&lt;br /&gt;Ale spójrzcie na to w ten sposób. Pogadał Tusk z Jarosławem i co?&lt;br /&gt;Pogryźli się? Nie?&lt;br /&gt;O cholera!&lt;br /&gt;Nawet Mireks chwali i przeciera oczy ze zdumienia. Hej, gdzie się podziały sieroty po POPISIE, teraz gdy nadszedł czas prawdziwego kryzysu?&lt;br /&gt;Tylko słabi na umyśle nie zauważają cienkiej czerwonej linii leżącej w poprzek naszego życia. Ta linia oczywiście przywodzi na myśl książkę Jonesa i najpopularniejszy cytat z niej pochodzący:&lt;br /&gt;„Tu oddzielimy owce od tryków, a mężczyzn od chłopców”&lt;br /&gt;Strzeżcie się Nowaki, Nitrasy i inni chłopcy z obu stron barykady - bo może i nasz domowy Cocker w końcu weźmie w ręce prawdziwą, nie wyimaginowaną gitarę rządzenie.&lt;br /&gt;Z niewielką pomocą swoich „najgorszych wrogów” – oczywiście.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-1812147763119825249?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/1812147763119825249/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/tusk-z-niewielka-pomoca-swoich.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/1812147763119825249'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/1812147763119825249'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/tusk-z-niewielka-pomoca-swoich.html' title='Tusk z niewielką pomocą swoich przyjaciół'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-2291731867081916495</id><published>2009-07-24T22:17:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:18:25.762-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blog'/><title type='text'>Cienka czerwona linia</title><content type='html'>Jakie ciężkie jest życie! Musiałem przerwać pisanie w Saloni24, ponieważ czas był najwyższy bym wziął się za opracowywanie swoich starych tekstów. Ciężko nad nimi pracuję. Poprawiam, staram się cyzelować -wklejam w PDF- y i robie sto innych nudnych rzeczy.&lt;br /&gt;Straszne to jest robota. Do tego stopnia, że już mam dość Jareckiego.&lt;br /&gt;Jarecki wykukuje zewsząd i nadbiega frazami, koziołkuje w ciemności, a potem z tej ciemności muszę go za ucho wyciągać. Nudzi mnie i denerwuje ten Jarecki wielokrotnie czytany!&lt;br /&gt;Takie rzeczy powinno się robić z panią Redaktor w zaciszu gabinetu. Okulary, noga na nodze – Palinowanie - półuśmiechy i drobne uprzejmości - Nie zaś samemu w zaciszu domowym, gdzie Jarecki przeciw Jareckiemu staje i Jarecki gnębi dawnego Jareckiego – poprawkami oraz szyderczymi uwagami.&lt;br /&gt;Ciekawostka! Pracuję nad tekstem, który zawsze wydawał mi się zabawny i pouczający. Po dwóch godzinach tekst wydaje mi się płaski, powtarzalny, nudny i osobliwie mało śmieszny!&lt;br /&gt;Uwaga! Potem taki przetrawiony i wypluty tekst, drukuję.&lt;br /&gt;Czytam z kartki i ( he he he ) dobry a nawet bardzo śmieszny!&lt;br /&gt;Co jest?&lt;br /&gt;Byłby tekst upapierowiony wartościowszym niż czytany z monitora? Co jest grane?&lt;br /&gt;Czy dlatego teksty prawdziwych dziennikarzy i pisarzy wydają nam się marniejsze w internecie?&lt;br /&gt;Dobra – teraz o wyborach!&lt;br /&gt;Najpierw wybrali Latę na szefa naszej piłki. Nie będę się mądrował o kwalifikacjach, ale wśród kandydatów nie było człowieka, któremu dałbym potrzymać moje własne pięć zyli – z Bońkiem na czele!&lt;br /&gt;Rozmawiałem z takim fajnym - w sensie pozytywnym – lokalnym działaczem, łając go, że nie kandydował i nie spróbował nawet pojechać na zjazd PZPN.&lt;br /&gt;Facet mnie wyśmiał, że jajcarz jestem. Od dawna było wiadomo, kto pojedzie, tym bardziej, że niektórzy jeździli jeszcze w czasach późnego Gierka. Kiedyś napiszę o PZPN szczegółowo, bo trochę już się fajnych rzeczy dowiedziałem, ale dzisiaj tematem są ważniejsze wybory. Nasi zwolennicy republikanów piszą, że zwycięstwo Obamusia Tusia nie jest sprawiedliwe. O sprawiedliwości w książce "Paragraf 22" możemy przeczytać:&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;„- To nie jest sprawiedliwość - powiedział zjadliwie pułkownik i znowu zaczął walić w stół swoją potężną pięścią. - To jest marksizm. Ja wam powiem co to jest sprawiedliwość. Sprawiedliwość to kolanem w brzuch z ziemi w zęby w nocy skrycie nożem z góry w dół na magazyn okrętu przez worki z piaskiem wobec przeważającej siły w ciemnościach bez słowa ostrzeżenia. Za gardło. Oto, czym jest sprawiedliwość, kiedy musimy być twardzi i niezłomni, aby stawić czoło szkopom. Z biodra. Rozumiecie?&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Straszne emocje u nas! Nie wiedzieć czemu - Polska znowu została podzielona na bystrzaków i ciemniaków. Bystrzaki tryumfują i nawet podoba mi się ich radość w kontekście tego, co nas czeka.&lt;br /&gt;Bystrzaki jeszcze nie zauważyły, że nadszedł wielki kryzys.&lt;br /&gt;Ci co zauważyli sądzą naiwnie, że to jakiś taki kryzys w bankach, w wirtualnym pieniądzu – kryzys zaufania?&lt;br /&gt;Jakoś nie potrafią zauważyć, że cała gospodarka – cały przemysł leży i kwiczy.&lt;br /&gt;Co głupsi uważają to za sukces. Będziemy utrzymywać się z wzajemnych usług! – cieszą się lemingowaci.&lt;br /&gt;Są też tacy, którzy uważają, że państwo będzie utrzymywała w ruchu sfera budżetowa z płaconych przez nią podatków!&lt;br /&gt;Obama, Tusk, Merkel, Sarkozy, Brown i stu innych.&lt;br /&gt;Niestety – my nie żyjemy w telewizji.&lt;br /&gt;Nie jest problemem kolor skory Obamy czy jego wzrost. Problemem jest to, że świat jaki znamy wisi już tylko na cienkiej nici. Już tylko cienka czerwona linia dzieli nas wielkiej wojny – pewnie nie tylko ekonomicznej.&lt;br /&gt;Kipling napisał tak:&lt;br /&gt;„Mówią: "Tommy to i Tommy tamto,&lt;br /&gt;Tommy, co z twoją duszą?"&lt;br /&gt;Lecz to jest: "Cienka czerwona linia bohaterów",&lt;br /&gt;Gdy bębny warcząc ruszą”&lt;br /&gt;I to jest niestety także o nas, a z tym pułkownikiem z książki Helera  też się niestety zgadzam.&lt;br /&gt;Żadna to sprawiedliwość, jeśli światem mają rządzić medialne małpy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-2291731867081916495?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/2291731867081916495/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/cienka-czerwona-linia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2291731867081916495'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/2291731867081916495'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/cienka-czerwona-linia.html' title='Cienka czerwona linia'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-6127524313991671396</id><published>2009-07-24T22:16:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:17:23.226-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bitwa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chocim1673'/><title type='text'>Chocim 1673</title><content type='html'>Już dziesiątego nie było nam do śmiechu. Deszcz tak zacinał, że zbliżająca się bitwa zdawała się błahostką. Wieczorem jak stanęliśmy w szyku – a deszcz siekł niemiłosiernie – Już też z panem Orkowskim mówiliśmy wówczas, że nijakiej rozkoszy nie użyjemy na tym polu. Bisurmaństwo w naszych dawnych okopach szkaradnie gotowe z armatą uszykowane - Siły niby równe, ale jak to u nich... Zliczyć tego nie sposób, kto do walki gotowy, bo tam sług i przy taborach ludzi bylejakich mrowie.&lt;br /&gt;No, to my na koniach w szyku, hetmana Jabłonowskiego usaria! Ciemno jak w rzyci – Już z drzewem w łapskach, proch chronim, szable w gotowości! Już też i deszcz marznąć począł i lodem nas skuwało powoli. Piechota ogni palić nie może, bo z armat okrutnie tłuką Allacha takie syny, to się i gorzałką grzeje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryki między ludźmi straszne. Już by i sami o mało nie ruszyli! Dragoni zajeżdżali szeregi i płazem tłukli. Nagle szum powstał od prawego skrzydła, że hetman Sobieski jedzie! Aż tu jak nie gruchnie bęben, a trąby! Już lonty przy armacie! Wszystko stanęło niczym w błysku jakimś, a pohańce już na wałach w powietrze swemi pukawkami grzmią!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ucichło, a za trzy pacierze znowu! Który koń, albo i jeździec do bitwy nie przywykł, albo z krwi gorącej, już i szyki łamie, a koniem zatacza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja też się wybrałem w ziąb taki bez gaci ciepłych, co niby swoboda ruchów w walce ważna. Koń mi mdleje. Już go Józek gorzałką naciera, a widzę, że i siebie odpowiednio smaruje. My po łyczku jeno i dalejże ziąb gotowością serdeczną zabijać. Widzimy, że noc długa, a jeno psubratów płoszym onymi alarmami, żeby ogrzać się nie mogli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Orkowski cały jakby bałwan lodowy, a przecie śmieje się jakoś do mnie mroźnie i osobliwym napitkiem mołdawskim mnie częstuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hetman Jabłonowski, jak orzeł w niebiosach, bo tygrysy mu niczym skrzydła wiatr rozwiewa, ciągle miedzy nami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Podobny do kwoki wśród kurcząt!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już taka osobliwa w śmiechu pociecha, gdy i chęć i gotowość, a przeciw nam jeno aura niestateczna i onych barbarusów, licząc lekko na czterdzieści tysięcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż mi tam - byle nie zmarznąć. Ta blaszka, która niby to ozdoba, a niby chroni, już mi całkiem kinol odmraża. A już i grad tłucze. Północ. Psie syny ogniska palą, to nasi z armat celnie biją! Ałłach! Cóż za wycie! Już tam do raju setkami idą, a my w śmiech! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U nas kawalerów zacnych onej nocy zamarzło 23, a co ciurów, a z piechoty, gdzie kto popiwszy zbytnio zasnął już zmarzł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja już też w ostatnich, bez onych kalasajdów terminach, trzęsę się niby listek, ale młody byłem - to i zdzierżyłem. Wierzcie mi jeno, że najstraszniejsza to noc była, z tych co przeżyłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed bitwą, krwi rozlaniem, zawsze w sercu bojaźń przecie jest, a tej nocy nie czuliśmy nic, poza pragnieniem jakiegoś ciepła. Majaczyłem chwilami, że kominek, kobiety, że tace dymiące służba na stoły wnosi, ale pan Orkowski widząc, ze Jarecki drzemie, przecie zawsze mnie przez kark przejechał!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pólnocy galancie już było, kiedy w tej śmiertelnej lodowatej godzinie sam Hetman Wielki Sobieski nasze szeregi nawiedzić raczył. Jakby nas żelazną rózgą kto tłukł, takiego efektu w szeregach niezdolen byłby uczynić. Jedzie nasz wódz ukochany na koniu czarnym jak noc, cały w skórach niedźwiedzich. Tego poklepie , tamtego przytuli ręką prawie już królewską. Tu się zaśmieje, zakpi z onych turczynów marnych. Duch w szeregach tak rósł, że  zmarzniętych rycerzy szeregi, jakby gęstniały, jakby wzwyż rosły, piękniały!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec wam opowiem, jak do mnie podjechać raczył i co mi rzekł cicho, ot na ucho, mnie struchlałemu przecież przed taka personą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatoczył koniem, bo uprzednio mnie minął, a podjechawszy w strzemię, rzec raczył:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Co to Waść siedzisz na onej kobyle, niczym podesrany! Ruszże się! Dajże innym przykład jaki! - I odjechał w ciemność, a zaraz pan Orkowski się zbliżył, a sąsiad dobry to przecie i druh ukochany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Co rzekł Waćpanu? Co rzekł, w imię Chrystusa, powiedz Waćpan! - Odetchnąłem głęboko, bo i myśli zebrać, czas był najwyższy. No to i mówię, nieco lodem plując.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Rzekł, że wielką widzi we mnie ochotę, i cobym temperament studził, a rana w gorącości doczekał!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i do tego przyszło. Krwi bisurmańskiej przelałem mnóstwo. Łupy zdobyłem godne, a także sławę, że byłem ostatni, którego król nasz ukochany, a wówczas Hetman Wielki Koronny do boju osobiście raczył zagrzewać! Chwała Bohaterom!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-6127524313991671396?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/6127524313991671396/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/chocim-1673.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/6127524313991671396'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/6127524313991671396'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/chocim-1673.html' title='Chocim 1673'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-9144712127911042784</id><published>2009-07-24T22:15:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:16:21.767-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Krzysio'/><title type='text'>Krzysio i planety</title><content type='html'>Rozważania astronomiczne mojego pięcioletniego synka, że podobałby mu się Jowisz, ale tam nie można grać w piłkę, bo Jowisz to planeta gazowa, została zakończone zadanym mi retorycznym pytaniem:&lt;br /&gt;- Czy można grać w piłkę na gazie?&lt;br /&gt;Odpowiedź na tak postawione pytanie wydaje się z pozoru oczywista, przynajmniej, jeśli chodzi o możliwość zorganizowaniu na Jowiszu meczu piłkarskiego. Z drugiej jednak strony wystarczy napisać „na gazie” a udzielenie właściwej odpowiedzi dziecku staje się zadaniem cokolwiek skomplikowanym.&lt;br /&gt;Ale nie chodzi mi tutaj o to, żeby koniecznie badać alkomatem wychodzących na boisko piłkarzy.&lt;br /&gt;Rzecz w tym, skąd nagle w małych dzieciach pojawiają się tak abstrakcyjne zainteresowania, jak na przykład u mojego Krzysia zainteresowanie kosmosem. Nikt nie potrafi sobie przypomnieć, od czego to się zaczęło. Czy od wieczornego letniego spaceru połączonego z pokazywaniem planet i konstelacji, czy spacer odbył się już w ramach synkowego hobby? Nikt nie pamięta. W każdym razie gdzieś tak od sierpnia, Krzysztof lubuje się w sprawach kosmicznych. Z plasteliny lepi układ słoneczny, dbając – wedle atlasu o barwy i rozsądną wielkość planet. Wypytuje o planety, odległości, księżyce, gwiazdy. Ich barwę, panującą na nich temperaturę – o to ile trwa tam rok i różne takie.&lt;br /&gt;Ma, i każdy z osób rozmawiających z nim na ten temat, też musi mieć swoją ulubioną planetę, poza Ziemią oczywiście. Musi mieć i potrafić swój wybór uzasadnić.&lt;br /&gt;Krzysztof lubi Saturna i łatwo udowodni, że jest to najlepsza planeta z planet na których nie ma życia.&lt;br /&gt;Ogląda w książkach, ogląda w Internecie – wystarczy, że usłyszy, powiedzmy z telewizora słowo gwiazda czy planeta – już stoi na baczność przed ekranem. Nie muszę dodawać, że słowo gwiazda często słyszy wypowiadane w obojętnym dla niego kontekście.&lt;br /&gt;Z zainteresowaniem oglądał na przykład „ET” ale na końcu rozpłakał się biedak, bynajmniej nie z powodu wzruszającego rozstania chłopca i małego przybysza z gwiazd, tylko dlatego, że nie pokazano planety z której przybył kosmiczny malec.&lt;br /&gt;Narysował w złości jakiegoś koszmarnego faceta z krzywą gębą, a potem przyszedł wypytać mnie o nazwisko twórcy filmu. Spielberg – mówię.&lt;br /&gt;Ohydny jest ten reżyser! – ocenił rozczarowany synek.&lt;br /&gt;Zresztą Krzysztof nie tylko się uczy, ale też przepytuje i naucza, przez co podstawowa wiedza astronomiczna rośnie nie tylko wśród rodziny, znajomych córek – ale także wśród pań sprzedawczyń w sklepach. Biada temu, kto nie zna kolejności planet w Układzie Słonecznym albo nie wie o wykreśleniu z listy planet Plutona, którego od czasu do czasu lubi wyśmiać jako byłą planetę.&lt;br /&gt;Napisałem o tej pasji, ponieważ przed chwilą Krzysztof pouczał w kwestii planet naszego nienarodzonego jeszcze wnuka przemawiając do brzucha mojej córki.&lt;br /&gt;- Tłumaczę mu już teraz, żeby wiedział wszystko o planetach jak się urodzi, na wypadek gdyby lekarz go się pytał w szpitalu!&lt;br /&gt;To jest dopiero wczesna edukacja! To dopiero zapobiegliwość, przy której bledną pomysły wcześniejszego posyłania dzieci do szkół.&lt;br /&gt;I jaki miły nauczyciel z kredkami w rączkach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2759452004352567467-9144712127911042784?l=staretekstyjareckiego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/feeds/9144712127911042784/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/krzysio-i-planety.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/9144712127911042784'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2759452004352567467/posts/default/9144712127911042784'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://staretekstyjareckiego.blogspot.com/2009/07/krzysio-i-planety.html' title='Krzysio i planety'/><author><name>Jacek Jarecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15052572176607827606</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='30' src='http://3.bp.blogspot.com/_rPp04YjAVlg/SZBdSDIwgnI/AAAAAAAAAts/tk6zQPewTWE/S220/picture-4954.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2759452004352567467.post-6476209629932697810</id><published>2009-07-24T22:13:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T22:14:53.846-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><title type='text'>Polska i jej święto</title><content type='html'>Gdybym potrafił napisać dzisiaj piękny tekst o Polsce, ale taki, w którym poszczególne akapity byłyby niczym pokryte świeżymi barwami herbów tarcze – nie błyszczące emalią, w której odbijało by się jednocześnie i lipcowe słońce i chybotliwe światło świec wprost z królewskich grobów.&lt;br /&gt;Tekst, który by miał własne oczy i swój własny oddech a jednocześnie wikłałby się pozornym chaosem arabesek stylistycznych oraz dygresji historycznych. Tekst, w którym byłby i szczęk oręża i ciężka praca tych wszystkich anonimowych, przygniecionych nędzą i beznadziejnością na poły niewolniczej egzystencji pokoleń.&lt;br /&gt;
